Strategia
kształcenia zawodowego w Żywieckiem (konferencja)
Usiedli naprzeciw siebie, z
jednej strony dziesięciu dyrektorów szkół zawodowych z
miasta i powiatu, z drugiej zaś sześciu - tak, tylko sześciu
- przedstawicieli większych zakładów pracy (PONAR, FAMED,
ALTER MEDICA, HUTCHINSON, ŚRUBENA i TRANSBUD). Rzemiosło
reprezentował CECH, a sferę biznesu Business Centre Club.
Reprezentowany był urząd pracy. Nie było reprezentanta
Beskidzkiej Szkoły Umiejętności i szkoły muzycznej. Z wystąpień
dyrektorów szkół i przedsiębiorców wynikało, że jedna i
druga strona cierpi na niedosyt informacji na temat bieżących
i perspektywicznych planów rozwoju regionu. Taka właśnie
informacja - powiedział w dyskusji pan Szupina (ALTER MEDICA)
- winna być punktem wyjścia dzisiejszej narady.
W wystąpieniach swych,
jedna i druga strona starała się wyartykułować wzajemne
oczekiwania.
Dyrektorzy
szkół w swoich wystąpieniach koncentrowali się na podaniu
liczby absolwentów w poszczególnych zawodach i specjalnościach
w perspektywie 3 - 5 najbliższych lat. Większość z nich
stwierdzała, że ich absolwenci nie mają problemów z
zatrudnieniem, a szkoły starają się w miarę możliwości
dostosować zawody i specjalności do potrzeb lokalnego rynku
pracy. W celu zapobieżenia ucieczce absolwentów do pracy za
granicą należy niwelować różnice płacowe. Szkolnictwo
zawodowe jest nie dofinansowane, baza dydaktyczna w zakresie
przygotowania zawodowego jest przestarzała w stosunku do
maszyn i urządzeń zainstalowanych w zakładach pracy.
Zakłady pracy oczekują od
szkół przygotowania wysoko kwalifikowanych kadr, znajomości
przynajmniej jednego języka obcego. Na odwieczne pytanie: wąska
specjalizacja czy kształcenie szeroko profilowe, większość
dyskutantów opowiadała się za szeroko profilowym kształceniem
w szkole i dokształcaniem specjalistycznym w zakładzie
pracy. Przedsiębiorcy oferowali ściślejszą współpracę w
organizowaniu praktyk zawodowych, ułatwienia w dostępie do
nowoczesnych maszyn i urządzeń, organizowanie dni otwartych
dla gimnazjalistów, a także współpracę w procesie
uzyskiwania pomocy z programów unijnych.
Przedstawiciel BCC Katarzyna Konarska stwierdziła, że
przeprowadzona niedawno reforma oświaty zepchnęła
szkolnictwo zawodowe na margines, zniknęły szkoły przyzakładowe
i zerwane zostały więzi w relacji szkoła zawodowa - przedsiębiorstwo.
Wskazała na potrzebę kształtowania wśród uczniów nawyków
pracy zawodowej, które można uzyskać jedynie w warunkach
odpowiadających warunkom pracy w zakładzie. Wskazała na
brak umiejętności planowania pracy ze świadomością, iż
efektem pracy prócz wyrobu ma też być korzyść
ekonomiczna. Zaapelowała do przedsiębiorców o pomoc szkołom
we wprowadzaniu nowych technologii i doposażenie szkół w
nowoczesny sprzęt i urządzenia.
Na marginesie narady
Sam fakt zorganizowania
narady i zapowiedź kontynuowania takowych przyjęty został z
zadowoleniem.
Organizatorzy narady nie zaprezentowali strategii rozwoju i
oceny stanu gospodarki w powiecie z uwzględnieniem takich
działów jak: prognozy demograficzne, turystyka i wypoczynek,
rolnictwo, przemysł handel i usługi. Mówi się, że Żywiecczyzna
to zagłębie dla wypoczynku, turystyki i rekreacji. Tymczasem
w naradzie nie padło słowo na ten temat, a jedyna szkoła
kształcąca trochę w tym kierunku nie była na naradzie
reprezentowana.
Materiał zaprezentowany przez dyrektora Powiatowego Urzędu
Pracy nie mógł stanowić bazy do ewentualnej dyskusji i
wymiany poglądów - przyznał to zresztą sam w swoim wystąpieniu.
Urząd ten rejestruje bezrobotnych, których praktycznie już
nie ma i zbiera informacje o zgłaszanych przez pracodawców
miejscach pracy, które również mają charakter marginalny
albowiem nie wszystkie zakłady pracy posługują się danymi
PUP-u.
Efekt narady będzie znikomy lub zerowy ze względu na znikomy
w niej udział przedstawicieli przedsiębiorstw.
Dyrektorzy szkół nadal planować będą profil kształcenia
na "wyczucie" czyli intuicyjnie, chociaż muszę
przyznać, że intuicja ta jest na ogół niezawodna. Przedsiębiorstwa
nie zawsze są świadome, że każda nowość w szkole
zawodowej na drodze od pomysłu do przemysłu wymaga czasu 3 -
5 lat.
Skrócenie czasu kształcenia w szkole zawodowej o jeden rok
na korzyść gimnazjum nie było dobrym pomysłem. Nie było
też dobrym pomysłem nadmierne rozbudowywanie w Żywieckiem
szkolnictwa ogólnokształcącego, przy deficycie kandydatów
do szkół zawodowych.
Upadły szkoły przyzakładowe i szkoła pielęgniarska w
Sporyszu. Szkołę łatwo zlikwidować, ale trudniej ją założyć.
Szkoła zawodowa nie nadąża nowoczesnością za przedsiębiorstwami.
Tak było, jest i tak będzie. Z tym należy się pogodzić,
kształcić należy szeroko, rozwijać horyzonty, myślenie i
umiejętność i potrzebę ustawicznego dokształcania się.
Przedsiębiorstwa muszą przejąć na swoje barki dokształcanie
specjalistyczne uczniów i absolwentów szkół zawodowych.
O absolwentach szkół wyższych mówiło się mało, a
absolwentów tych jest coraz więcej, szczególnie tych po
szkołach licencjackich.
Jak było i co się
zmieniło
Zacznijmy od przedsiębiorstw.
Rolnictwo, chociaż bezgranicznie rozdrobnione i z szachownicą
pół, do 1939 roku było gałęzią gospodarki dominującą.
Było podstawą utrzymania większości rodzin wsi żywieckiej.
Po roku 1989 krach, katastrofa, totalny upadek. Dawne zagłębie
hodowlane, oparte na zdrowej ekologicznie paszy przestało
istnieć. Upadła jedyna w Żywiecczyźnie mleczarnia. A my
zachłystujemy się alpejską "Milką" i pijemy
niemieckie mleko.
W ślad za tym, z kilkunastu, zaraz po wojnie, a później
kilku rolniczych szkół została jedna, ta w Moszczanicy,
rolnicza więcej z nazwy niż treści, z doskonałą bazą
dydaktyczną, gospodarstwem rolnym, stajniami i warsztatami,
kadrą profesorską, która zapewne drży czy szkoła w takich
realiach ma rację bytu.- A co na to władza powiatowa, samorządy
gminne? Nic. Rozkładają ręce. Są bezradni. Czekają na cud
i Unię Europejską.
Przemysł żywiecki ma wielowiekowe tradycje. Zaczynało się
od tartaków, papierni w stodołach produkujących papier
czerpany i tekturę, młynów napędzanych kołem nasiębiernym,
hut szkła, kopalni rudy syderytowej, knapów foluszników i
tysięcy rękodzielników produkujących z drewna wszystko to,
co było przydatne w domu i zagrodzie. To wszystko przeszło
do historii jeszcze w XIX wieku. Do Galicji w tym do Żywca
zawitała rewolucja przemysłowa. Na Żywiecczyźnie powstał
nowoczesny przemysł hutniczy, odlewniczy, papierniczy,
metalowy, garbarsko-futrzarski, i przetwórstwa rolno-spożywczego
itp. hołubiony i rozbudowywany w PRL-u. Przetrwał do
roku1989. I spotkał go los podobny jak rolnictwo. Jako takie
ostały się FAMED i Browar, upadła Futrzarnia, LAS, Pilsko
ze słynną Persją, cegielnia i wszystkie przedsiębiorstwa
budowlane. Wegetują: PONAR, Solali, Odlewnia i Śrubiarnia.
Rozsypała się spółdzielczość produkcyjna. I co na to
miejscowa władza? Nic. Bo tu rządzą prawa rynku.
Istniejące do dziś szkoły zawodowe, szczególnie zaś takie
jak mechanik, ekonom i samochodówka w Sporyszu kształciły głównie
pod ich potrzeby. Fabryki te doceniały rolę szkół
zawodowych nie tylko teoretycznie. Śrubiarnia dała początek
dzisiejszemu Zespołowi Szkół Mechaniczno-Elektrycznych,
Solali do lat 50. miała własną szkołę, FAMED miał u
siebie własną szkołę zawodową, PONAR - warsztaty do
praktycznej nauki zawodu, a dyrektor PKS-u Jan Fediuk założył
samochodówkę i był jej pierwszym dyrektorem. Browar kształcił
piwowarów w ekonomie, ale praktyczną naukę zawodu realizował
u siebie w zakładzie. Obiektywnie trzeba powiedzieć, że dbały
o rozwój szkolnictwa zawodowego PSS Społem, MHD i GS.
Niebagatelną rolę odgrywało tu żywieckie rzemiosło z
takimi cechmistrzami jak Antoni Matlakiewicz i Aleksander
Gajewski na czele.
A dziś jak jest? Szkolnictwo ponadgimnazjalne od strony
ekonomiczno-administracyjnej przejęło Starostwo, nadzór
pedagogiczny pozostał w kuratoriach. Zarządzanie oświatą
ponadgimnazjalną nie zawsze spoczywa w kompetentnych rękach.
Nie wybrali cię wójtem, to pójdziesz do zarządu oświaty.
Przyjrzyj się powierzchownie tylko od zewnątrz budynkom
szkolnym szkół ponadgimnazjalnych podległych Starostwu i
budynkom szkolnym szkół podstawowych i gimnazjów, co zauważysz?
Odpowiedź na to pytanie pozostawiam czytelnikowi.
Jak jest dziś? Dużo się zmieniło. Są nowe przedsiębiorstwa,
nowe asortymenty i nowoczesne technologie. Na czołowe miejsce
wysunęła się odzieżówka. Powstały 4 duże zakłady
szycia odzieży: RONDO, BOND, ROY, TFT i jeszcze kilka
mniejszych firm odzieżowych. W sumie zatrudniają ponad 1200
pracowników, głównie kobiet.
Przy Stolarskiej ulokowała się firma Alpla . Produkuje
butelki plastikowe do napojów o pojemności od 0,25 - 2 litrów,
butelki na olej, słoiki na herbatę i kakao oraz opakowania
do płynów chemicznych.
HUTCHINSON - jest to nowy zakład, zbudowany od podstaw.
Powstał w kwietniu 2000 roku, a produkcja ruszyła we wrześniu
2000 roku. Produkuje się tu wiązki paliwowe do samochodów różnych
marek. Zakład zatrudnia około 300 osób.
Podobny zakład pod nazwą Delphi zlokalizowany w Jeleśni
produkuje instalacje elektryczne do samochodów.
BOLIX. Firma powstała w 1991 roku, zajmuje się produkcją
materiałów budowlanych - systemów dociepleń budynków,
produkcją farb, klejów do ceramiki. Firma znana jest w całej
Polsce, zatrudnia około 280 osób. Jest jeszcze kilkaset
drobniejszych przedsiębiorstw. Poza tymi dużymi zakładami
pracy istnieje w powiecie kilkaset firm małych o bardzo zróżnicowanym
profilu produkcji lub usług i drugie tyle małych rodzinnych
firm. One też kiedyś odczują brak kandydatów do pracy i być
może zainteresują się - miejmy nadzieję - kształceniem
zawodowym.
Hieronim Woźniak