Premier
Donald Tusk u dziennikarzy
Noworoczne spotkanie
dziennikarzy zrzeszonych w Stowarzyszeniu Polskich Mediów, które
odbyło się w dniu 1 lutego br. w Instytucie Biocybernetyki w
Warszawie zaszczycił swoją obecnością Premier Rządu RP -
Donald Tusk.
Przed przybyciem Premiera
dziennikarze, w auli instytutu, rozmawiali z przewodniczącym
Polskiej Organizacji Turystycznej Rafałem Szmytke oraz
wiceprezesem WARS-u Andrzejem Baczkowskim o możliwościach
rozwoju turystyki w Polsce.
Przemysł turystyczny w świecie
to istna żyła złota. Wśród, nie tylko europejskich państw,
ale także rozwijających się krajów Azji, Afryki, trwa
istny wyścig o stworzenie takiej bazy, która mogłaby
zadowolić z jednej strony przeciętnie zarabiającego turystę,
a z drugiej zaspokoić najbardziej wybredne gusty.
W Polsce przemysł ten już
dzisiaj stanowi jedną z najbardziej dochodowych gałęzi
gospodarki, chociaż jest dopiero w początkowej fazie
rozwoju. Kraj nasz, czego sobie nie uświadamiamy, dysponuje
ogromnymi możliwościami rozwoju turystyki. Jego potencjał,
czyli możliwości rozwoju, sklasyfikowany został na 8.
miejscu wśród 200 państw świata. Jeżeli ktoś zwiedził
kawałek świata wcale się temu dziwić nie musi. Umiarkowany
klimat, góry, morze, jeziora, potężne enklawy bujnej
zieleni ze stanowiącymi naszą dumę puszczami, to jest to,
czego nam zazdrości wiele krajów świata. Wśród nich
pustynne ludy Azji, czy Afryki.
Po godzinnej wymianie poglądów
na ten temat, dziennikarze przeszli do sąsiednich pomieszczeń,
gdzie w niezwykle kameralnej atmosferze, spotkali się z
Premierem.
Premier Donald Tusk w kilku
zdaniach wyraził zadowolenie z możliwości spotkania się z
dziennikarzami piszącymi głównie w czasopismach
regionalnych i lokalnych, uznając je za osnowę demokracji.
Wolność, samodzielność, autonomia wspólnot kulturowych,
etnicznych, jak mówił, jest formą, która z punktu widzenia
społeczeństwa, państwa, jest najważniejsza.
Bez wolnych, niezależnych,
także finansowo, mediów lokalnych i regionalnych, nie można
mówić o dobrym funkcjonowaniu demokratycznego społeczeństwa.
Wypowiedź tą dziennikarze
przyjęli rzęsistymi brawami.
Powołując się na własne
doświadczenie stwierdził, że wie, iż tej autonomii i
niezależności bronić trzeba nieraz w podwójnym wymiarze,
jako że:
- misją tego rodzaju pism
jest promocja i obrona niezależności i autonomii wspólnot
mniejszych niż ogólnonarodowa. Często obrona samodzielności
tych wspólnot przed zakusami władzy centralnej,
- dziennikarze równocześnie
bronić muszą statusu własnej niezależności.
Dziennikarzowi będącemu blisko ludzi, blisko lokalnych
problemów, niełatwo jest zachować własną niezależność.
Własne zdanie.
Podkreślił, że docenia siłę
oddziaływania mediów lokalnych, które miał okazję sam w
swoim życiu współtworzyć. Stąd liczy na to środowisko w
przywracaniu właściwej rangi i pozycji demokracji lokalnej,
wspólnotom lokalnym, a więc dziełu, które postawił także
przed sobą, przed własnym rządem. Zaznaczył, że nie liczy
na pomoc dla rządu, ale na to, abyśmy wspólnie, rząd i
media, pomagali Polakom w uzyskaniu pełnego wymiaru wolności,
autonomii i samodzielności wobec władz, wobec administracji.
Premier zastrzegł się, że
nie przewiduje żadnej konferencji prasowej, żadnych pytań i
odpowiedzi, toteż dalsze spotkanie było serią wręcz
indywidualnych rozmów, którym - otoczony gęstym wianuszkiem
dziennikarek i dziennikarzy - poświęcił ponad godzinę.
Dziękując Premierowi za
przybycie i wystąpienie, prezes Stowarzyszenia Marek Traczyk
powiedział: My, dziennikarze, trzymamy kciuki za sukces
polskiego rządu tak w skali krajowej, jak i międzynarodowej,
gdyż sukces ten będzie sukcesem każdego z nas. Dodał również,
aby ta wznosząca się krajowa fala żądań, protestów,
strajków, przerodziła się w ogólnonarodowe ruszenie,
dobrej, rzetelnej rozmowy i szybkiego rozwoju gospodarczego.
Kiedy już po spotkaniu
rozmawiałem z kolegą Traczykiem, stwierdził, że było to
spotkanie zaskakująco dobre. Premier był bardzo bezpośredni,
odpowiadał na każde zadane pytanie. Wyraził także
zadowolenie z faktu, że docenione zostało lokalne środowisko
dziennikarskie, które jest bardzo ważnym, wpływowym ośrodkiem
oddziaływania na społeczeństwo, także w wymiarze kulturotwórczym.
Ośrodkiem, który ma wiele do powiedzenia. Zaapelował także,
aby media lokalne czuły się ważnymi nośnikami polskości.
Pozwoliłem sobie również
zapytać rzecznika prasowego rządu, panią minister Agnieszkę
Liszkę, o odczucia z tego spotkania. Minister A. Liszka,
podobnie jak M. Traczyk, była bardzo zadowolona z jego
przebiegu. Jej zdaniem, takie spotkania, w których Premier ma
możliwość rozmowy bezpośredniej są bardzo ważne. To
spotkanie było tym ważniejsze, że brali w nim udział
dziennikarze prasy lokalnej i regionalnej.
Zadowolenie z tego spotkania
wynieśliśmy chyba wszyscy, chociaż osobiście odczuwałem
pewien niedosyt. Sądziłem, że Premier zechce wykorzystać
to spotkanie, aby przekazać nam dziennikarzom, mającym bezpośredni
kontakt z ludźmi tam, na dołach, a było nas na spotkaniu
stu kilkudziesięciu, pewne zamierzenia i koncepcje dotyczące
rozwiązywania najbardziej palących problemów przez rząd.
Moglibyśmy tą wiedzę wykorzystać do przekazywania społeczeństwu,
aby mogło ono śledzić i lepiej rozumieć poczynania rządu.
Piszący w prasie lokalnej
to najczęściej ludzie ideowi, zaangażowani, niejednokrotnie
dopłacający do swojego dziennikarskiego hobby i zależy im
na tym, aby to co piszą służyło stwarzaniu dobrego, międzyludzkiego
klimatu. Służyło społeczeństwu i krajowi. Posiadana przez
nich wiedza być może byłaby pomocna w torowaniu drogi dla
podejmowanych reform.
Nie wiem, dlaczego Premier
tego nie zrobił.
Nie wierzę, aby takich
przemyśleń i koncepcji nie posiadał.
Kiedy wróciłem do domu i
zacząłem w telewizji oglądać program publicystyczny
"24 godziny", mój niedosyt przerodził się w
niepokój. Słuchałem niby "potyczki słownej" pomiędzy
ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ćwiąkalskim, a byłym
ministrem Zbigniewem Ziobrą i…"włosy stanęły mi dęba".
Niewątpliwie sprawa
zniszczonych laptopów, nie tyle ze względu na koszty
naprawy, co na wiadomości w nich zawarte, ma posmak
kryminalny. Jednak "od czego ma kowal kleszcze".
Przecież minister ma cały sztab ludzi. Dyrektor właściwego
departamentu mógłby z powodzeniem toczyć szermierkę słowną.
Oczywiście, jeżeli w ogóle istnieje taka potrzeba. Sądzę,
że społeczeństwo ma dosyć sensacji i bardziej byłoby
zadowolone, gdyby poinformowano go o finale sprawy w krótkim
komunikacie.
A tak co? Znakomity uczony!
Uniwersytecki profesor! Wybitny prawnik! Zniża się do
komentowania sprawy zniszczonych laptopów, dając pole do
"popisu" młodzieniaszkowi, któremu błyskotliwa
kariera chyba przewróciła w głowie?
Czyżby minister nie miał
innych, bardziej palących zajęć?
Czyżby wielu spraw w kraju
nie trzeba było prostować? Naprawiać? Popychać do przodu?
Zrobiłem odskocznię w
pozornie drobnej sprawie, ale jej przykład ma głębszą
wymowę. Począwszy od 1980 roku następuje w naszym kraju
systematyczne psucie państwa. Każda ekipa idzie do wyborów
z pięknymi hasłami, a później /poza kilkoma nielicznymi
wyjątkami/, zamiast podejmować konkretne działania, które
skierowałyby ten kraj na drogę prawdziwej demokracji i
rozwoju, pozwoliły ludziom na oddech, także w sprawach
bytowych, wpada w magiel: "prania brudów", polemik,
pomówień, wzajemnych oskarżeń.
Z przejęciem rządów przez
ekipę D. Tuska, z jego exposé naród wciąż wiąże
nadzieje. Dali temu wyraz dziennikarze na noworocznym
spotkaniu i byłoby niedobrze, gdyby musieli znowu omnia
dubiteare /wątpić we wszystko/.
Antoni Urbaniec