Prosto z mostu
Początek roku niezbyt szczęśliwie
dla kraju się zaczął. O politycznych przepychankach trochę
później. Niemniej jednak styczeń jest dla nas fatalny.
Tragiczna katastrofa samolotu wojskowego na Pomorzu okryła
kraj żałobą. Szkoda kwiatu lotnictwa oraz ich rodzin.
Niemniej jednak na tle tej katastrofy mogliśmy poznać
niedostatki naszej armii, a szczególnie jej organizacji.
Zachodzi jednak mnóstwo
pytań czy zrobiono wszystko, aby jej uniknąć, ale to już
sprawa specjalnej komisji do zbadania przyczyn tego
straszliwego wypadku. Pierwsze z nich to pytanie czy "śmietanka"
naszego lotnictwa musiała korzystać z "taksówki
powietrznej" i to w tak dużym składzie. Trudno mi się
do tego ustosunkować, choć wielu doświadczonych wojskowych
twierdzi, że nie.
Ale to już inna kwestia.
Natomiast fakty, które ujrzały światło dzienne, w mass
mediach zatrważają. Jak można eksploatować samolot, który
był na rozkładzie lotów już od lipca roku poprzedniego i
nie ubezpieczyć go w jakimkolwiek towarzystwie
ubezpieczeniowym. Przecież oprócz tragedii ludzkiej, śmierci
20 lotników, jest jeszcze niebagatelna strata kilkudziesięciu
milionów złotych, choć porównanie strat w ludziach do
odszkodowania za sprzęt byłoby bardzo nietaktowne. Tylko
jest pytanie: zwykły śmiertelnik, który kupuje pojazd
mechaniczny musi go natychmiast ubezpieczyć, a organizacja
wojskowa nie? Trochę to dziwne.
Przy okazji tej strasznej
tragedii wychodzi na światło dzienne, że wojskowe lotnisko
w kraju, które należy do NATO, ma od pięciu lat zamontowane
urządzenia do naprowadzenia samolotu na pas lotniska, jest
nieczynne i to od samego początku. Coś tu nie tak. Albo
totalny bałagan w jednostce, albo brak środków na dokończenie
inwestycji, albo niedbalstwo. Całe szczęście, że
wykluczono związek tego urządzenia z przyczyną wypadku.
Ten tragiczny wypadek pokazał
również żenujące sytuacje w naszych najwyższych władzach.
Okazuje się, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które mieści
się w okolicach Pałacu Prezydenckiego działa w takich
samych godzinach jak kiosk "Ruchu" w byle jakiej
wsi, tzn. od 8 do 16. I to w prawie 40-milionowym państwie w
Europie Środkowej, mające aspiracje do 3. czy 4. potęgi na
kontynencie.
Brak informacji dla
Prezydenta RP o tak ważnym wydarzeniu to już szczyt bezradności
służb w nim zatrudnionych albo szczyt ich niekompetencji,
podobno nieźle opłacanych. A już nie do końca rozumiem jak
można dopuścić do tego, aby Prezydent z Premierem nie mieli
bezpośredniego połączenia telefonią komórkową, chociaż
już przedszkolaki doskonale posługują się tym sprzętem.
Dowiadujemy się też, że samolot rządowy czy prezydencki
nie jest wyposażony w telefonię satelitarną, co od dawna już
mają przywódcy krajów trzeciego świata.
Przy tak tragicznym wypadku
dowiedzieliśmy się prawdy o naszej armii i jej fatalnej
organizacji. Pominę milczeniem niestosowne zachowanie się
urzędnika z Kancelarii Prezydenta, który w sposób bezczelny
zakłócił okres żałoby narodowej. Ale to już sprawa
Prezydenta.
Wprawdzie mamy okres
Wielkiego Postu, niemniej jednak w naszej polityce trwa nadal
karnawał. Już dawno przebrzmiały echa słynnej sprawy
"wanny Wasermanna", a od niedawna pojawiły się
problemy z laptopami z otoczenia najbardziej telewizyjnego
ministra w rządzie pana Jarosława Kaczyńskiego, czyli pana
Zbigniewa Ziobry.
I co się okazuje. Te
laptopy to urządzenia bardzo ruchome. Jeden wpada pod samochód,
drugi otrzymuje cios tępym narzędziem, a trzeci wpada
do….wanny.
Dzieło przypadku, nieprawdaż?
Czyli złośliwość rzeczy martwych. Poświęcono już wiele
czasu na dokumentowanie tych historii i tylko ludzie
opozycyjnej partii nie bardzo chcą rozumieć, o co w tym
wszystkim chodzi.
Te karnawałowe harce i to w
Wielkim Poście trwają nadal. Gdyby dziś wyliczyć ile grup
społecznych podjęło strajki i głodówki to może się
okazać, że było ich nie mniej niż przed ogłoszeniem stanu
wojennego w 1981 roku.
Nomen omen, ale krakać nie
chcę. Tylko pytanie, kto może stanąć przeciw komu i kto w
tej batalii może zwyciężyć. Nikt. Możemy tylko wszyscy na
tym stracić. Problem podwyżek płac jest nie od wczoraj i
nie od dziś.
Górnicy zyskali dodatkowe płace
kosztem swojej kopalni, co w konsekwencji może okazać się,
złudne. Celnicy pokazali, na co ich stać, dzięki czemu cały
świat dowiedział się, gdzie leży Polska i o tym, że jesteśmy
granicznym krajem w Unii Europejskiej na stronie wschodniej.
Natomiast najbardziej
bolesnym protestem jest protest ludzi w białych fartuchach.
Jest to sprawa bardzo dla pacjentów przykra. Szczególnie dla
ludzi starszych i schorowanych, ale również i dla maluchów.
Dlatego z zaciekawieniem oglądałem bezpośrednią transmisję
z debaty sejmowej na temat służby zdrowia. O tempora o
mores!
Nigdy nic bardziej żenującego
nie widziałem. Nie chciałbym się wypowiadać na temat treści
wystąpień przedstawicieli klubów poselskich, choć przewijało
się tam stale odwoływanie się na zasadzie "to nie ja
tylko to mój poprzednik". Ale najsmutniejsze w tym
wszystkim jest to, że tak nośny i zapalny temat został
przez parlamentarzystów potraktowany mniej niż niepoważnie.
Jeśli dla parlamentarzysty
ważniejsze jest zebranie parlamentarnej grupy polsko-argentyńskiej
(czyli ustalenie ilu posłów pojedzie na wycieczkę do
Argentyny), niż sprawy służby zdrowia w naszym kraju, to ja
się pytam, w jakim ja kraju żyję? Garstka posłów "służbowo"
oddelegowanych przez szefów klubów zachowywała się
skandalicznie. Jedni ziewali, drudzy drzemali, jeszcze inni
czytali prasę.
Przecież ci ludzie zgarniają
niebotyczną kasę, korzystają z nieprawdopodobnych uprawnień,
więc powinni szanować swoich wyborców. To, że muszą
uczestniczyć w kilku komisjach to fakt, ale przecież powinno
być tak, że np. od poniedziałku do środy są posiedzenia
plenarne, a w czwartek i piątek posiedzenia komisji. A w
sobotę lub niedzielę spotkajcie się w swoich biurach
poselskich ze swoimi wyborcami. Za ten splendor, jaki na was
spadł i apanaże, które otrzymujecie powinniście pracować
26 godzin na dobę (można, trzeba tylko wstać o 2 godziny
wcześniej). Ktoś może powiedzieć, że jestem malkontentem.
Ale moje uwagi to wynik rozmów
z ludźmi prostymi, którzy widzą rzeczywistość i to
rzeczywistość skrzeczącą najlepiej.
Kazimierz Semik