Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (227) - 15 Luty  2008

 |poprzedni  artykuł|    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny  artykuł| 

 

Prosto z mostu 

Początek roku niezbyt szczęśliwie dla kraju się zaczął. O politycznych przepychankach trochę później. Niemniej jednak styczeń jest dla nas fatalny. Tragiczna katastrofa samolotu wojskowego na Pomorzu okryła kraj żałobą. Szkoda kwiatu lotnictwa oraz ich rodzin. Niemniej jednak na tle tej katastrofy mogliśmy poznać niedostatki naszej armii, a szczególnie jej organizacji.

Zachodzi jednak mnóstwo pytań czy zrobiono wszystko, aby jej uniknąć, ale to już sprawa specjalnej komisji do zbadania przyczyn tego straszliwego wypadku. Pierwsze z nich to pytanie czy "śmietanka" naszego lotnictwa musiała korzystać z "taksówki powietrznej" i to w tak dużym składzie. Trudno mi się do tego ustosunkować, choć wielu doświadczonych wojskowych twierdzi, że nie.

Ale to już inna kwestia. Natomiast fakty, które ujrzały światło dzienne, w mass mediach zatrważają. Jak można eksploatować samolot, który był na rozkładzie lotów już od lipca roku poprzedniego i nie ubezpieczyć go w jakimkolwiek towarzystwie ubezpieczeniowym. Przecież oprócz tragedii ludzkiej, śmierci 20 lotników, jest jeszcze niebagatelna strata kilkudziesięciu milionów złotych, choć porównanie strat w ludziach do odszkodowania za sprzęt byłoby bardzo nietaktowne. Tylko jest pytanie: zwykły śmiertelnik, który kupuje pojazd mechaniczny musi go natychmiast ubezpieczyć, a organizacja wojskowa nie? Trochę to dziwne.

Przy okazji tej strasznej tragedii wychodzi na światło dzienne, że wojskowe lotnisko w kraju, które należy do NATO, ma od pięciu lat zamontowane urządzenia do naprowadzenia samolotu na pas lotniska, jest nieczynne i to od samego początku. Coś tu nie tak. Albo totalny bałagan w jednostce, albo brak środków na dokończenie inwestycji, albo niedbalstwo. Całe szczęście, że wykluczono związek tego urządzenia z przyczyną wypadku.

Ten tragiczny wypadek pokazał również żenujące sytuacje w naszych najwyższych władzach. Okazuje się, że Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które mieści się w okolicach Pałacu Prezydenckiego działa w takich samych godzinach jak kiosk "Ruchu" w byle jakiej wsi, tzn. od 8 do 16. I to w prawie 40-milionowym państwie w Europie Środkowej, mające aspiracje do 3. czy 4. potęgi na kontynencie.

Brak informacji dla Prezydenta RP o tak ważnym wydarzeniu to już szczyt bezradności służb w nim zatrudnionych albo szczyt ich niekompetencji, podobno nieźle opłacanych. A już nie do końca rozumiem jak można dopuścić do tego, aby Prezydent z Premierem nie mieli bezpośredniego połączenia telefonią komórkową, chociaż już przedszkolaki doskonale posługują się tym sprzętem. Dowiadujemy się też, że samolot rządowy czy prezydencki nie jest wyposażony w telefonię satelitarną, co od dawna już mają przywódcy krajów trzeciego świata.

Przy tak tragicznym wypadku dowiedzieliśmy się prawdy o naszej armii i jej fatalnej organizacji. Pominę milczeniem niestosowne zachowanie się urzędnika z Kancelarii Prezydenta, który w sposób bezczelny zakłócił okres żałoby narodowej. Ale to już sprawa Prezydenta.

Wprawdzie mamy okres Wielkiego Postu, niemniej jednak w naszej polityce trwa nadal karnawał. Już dawno przebrzmiały echa słynnej sprawy "wanny Wasermanna", a od niedawna pojawiły się problemy z laptopami z otoczenia najbardziej telewizyjnego ministra w rządzie pana Jarosława Kaczyńskiego, czyli pana Zbigniewa Ziobry.

I co się okazuje. Te laptopy to urządzenia bardzo ruchome. Jeden wpada pod samochód, drugi otrzymuje cios tępym narzędziem, a trzeci wpada do….wanny.

Dzieło przypadku, nieprawdaż? Czyli złośliwość rzeczy martwych. Poświęcono już wiele czasu na dokumentowanie tych historii i tylko ludzie opozycyjnej partii nie bardzo chcą rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.

Te karnawałowe harce i to w Wielkim Poście trwają nadal. Gdyby dziś wyliczyć ile grup społecznych podjęło strajki i głodówki to może się okazać, że było ich nie mniej niż przed ogłoszeniem stanu wojennego w 1981 roku.

Nomen omen, ale krakać nie chcę. Tylko pytanie, kto może stanąć przeciw komu i kto w tej batalii może zwyciężyć. Nikt. Możemy tylko wszyscy na tym stracić. Problem podwyżek płac jest nie od wczoraj i nie od dziś.

Górnicy zyskali dodatkowe płace kosztem swojej kopalni, co w konsekwencji może okazać się, złudne. Celnicy pokazali, na co ich stać, dzięki czemu cały świat dowiedział się, gdzie leży Polska i o tym, że jesteśmy granicznym krajem w Unii Europejskiej na stronie wschodniej.

Natomiast najbardziej bolesnym protestem jest protest ludzi w białych fartuchach. Jest to sprawa bardzo dla pacjentów przykra. Szczególnie dla ludzi starszych i schorowanych, ale również i dla maluchów. Dlatego z zaciekawieniem oglądałem bezpośrednią transmisję z debaty sejmowej na temat służby zdrowia. O tempora o mores!

Nigdy nic bardziej żenującego nie widziałem. Nie chciałbym się wypowiadać na temat treści wystąpień przedstawicieli klubów poselskich, choć przewijało się tam stale odwoływanie się na zasadzie "to nie ja tylko to mój poprzednik". Ale najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że tak nośny i zapalny temat został przez parlamentarzystów potraktowany mniej niż niepoważnie.

Jeśli dla parlamentarzysty ważniejsze jest zebranie parlamentarnej grupy polsko-argentyńskiej (czyli ustalenie ilu posłów pojedzie na wycieczkę do Argentyny), niż sprawy służby zdrowia w naszym kraju, to ja się pytam, w jakim ja kraju żyję? Garstka posłów "służbowo" oddelegowanych przez szefów klubów zachowywała się skandalicznie. Jedni ziewali, drudzy drzemali, jeszcze inni czytali prasę.

Przecież ci ludzie zgarniają niebotyczną kasę, korzystają z nieprawdopodobnych uprawnień, więc powinni szanować swoich wyborców. To, że muszą uczestniczyć w kilku komisjach to fakt, ale przecież powinno być tak, że np. od poniedziałku do środy są posiedzenia plenarne, a w czwartek i piątek posiedzenia komisji. A w sobotę lub niedzielę spotkajcie się w swoich biurach poselskich ze swoimi wyborcami. Za ten splendor, jaki na was spadł i apanaże, które otrzymujecie powinniście pracować 26 godzin na dobę (można, trzeba tylko wstać o 2 godziny wcześniej). Ktoś może powiedzieć, że jestem malkontentem. Ale moje uwagi to wynik rozmów
z ludźmi prostymi, którzy widzą rzeczywistość i to rzeczywistość skrzeczącą najlepiej.

Kazimierz Semik

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.