Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (227) - 15 Luty  2008

 |poprzedni  artykuł|    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny  artykuł| 



POSTSCRIPTUM
do tematu "Ekonoma"

Tego mogłem się spodziewać, choć byłem nieco lepszej myśli. Chodzi wszak o ważny incydent w naszej lokalnej społeczności implikujący określone postawy i zachowania ludzi.

Riposta Pana Kazimierza Semika na mój artykuł /NSiK nr 3/08/ o sytuacji w Zespole Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych nastąpiła w zaiste kosmicznym tempie tj. w tym samym numerze, obok, no i co tu dużo mówić, bardziej czytelną czcionką. Innymi słowy - szanse niby równe, ale jak to w życiu bywa są równi i równiejsi.

Zamiast merytorycznego odniesienia się do przedstawionych faktów i wyjaśnień dowiedziałem się "co nieco" o… sobie?!

No cóż, wyszło na to, że "kopię się z koniem" i tego do końca nie przewidziałem.

Pisze Pan Semik, że "…nie wszystkie uczelnie jednakowo uczą". Może to jest Pańska prawda, ale ja jej nie podzielam.

Moja uczelnia, ale bardziej całe zawodowe życie nauczyciela-wychowawcy nauczyło mnie czegoś więcej niż wiedzy "tytularnej". Nauczyła mnie m.in. pokory i szacunku dla wiedzy oraz poglądów drugiego człowieka.

Dlatego, Szanowny Panie Kazimierzu, jeśli w swoim tekście "dotknąłem" Pana bezpośrednio jakimkolwiek stwierdzeniem, to bardzo Pana przepraszam, nie było to moim zamiarem. Natomiast jeśli mój tekst jest dla Pana w dalszym ciągu "nieczytelny" pomimo cytatów, podkreśleń i przykładów - reasumuję:

Po pierwsze - moja wzmianka o współpracy z Panem dyr. Biegunem nie jest wynikiem "subiektywnych przemyśleń" tylko jak najbardziej realnych doświadczeń moich i pracowników PZO.

Po drugie - oczywiście, że przypadek z bezsensownym prolongowaniem dyrektorstwa Panu Biegunowi świadczy o wielce wątpliwym stylu zarządzania powiatową oświatą w III kadencji. Czyżby Pan zapomniał o ubiegłorocznej "burzy" z Zespołem Szkół Drzewnych i Leśnych oraz "zamieszaniem" z tzw. reorganizacją sieci szkół powiatowych itp. itd.?!

Po trzecie - faktycznie, problemy mobbingu nie są zjawiskiem zbyt "namacalnym", stąd i trudniejszym do zrozumienia. Wyjaśnienie tychże w ZSEG pozostawmy instytucjom do tego uprawnionym.

No i to byłoby na tyle.

Włożyłem cały swój "kunszt" pedagogiczny (nie pisarski), aby wyjaśnić Panu i czytelnikom istotę poruszanego problemu. I wie Pan co jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Otóż to, że "my tu sobie gadu, gadu", a sprawy idą własnym torem. Złym torem.

Pozdrawiam Pana, nie licząc na kolejną lekcję "doświadczonego redaktora". Lubię, ale nie muszę pisać.

dr Marian Deptuła

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.