POSTSCRIPTUM
do tematu "Ekonoma"
Tego mogłem się spodziewać,
choć byłem nieco lepszej myśli. Chodzi wszak o ważny
incydent w naszej lokalnej społeczności implikujący określone
postawy i zachowania ludzi.
Riposta Pana Kazimierza
Semika na mój artykuł /NSiK nr 3/08/ o sytuacji w Zespole
Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych nastąpiła w zaiste
kosmicznym tempie tj. w tym samym numerze, obok, no i co tu dużo
mówić, bardziej czytelną czcionką. Innymi słowy - szanse
niby równe, ale jak to w życiu bywa są równi i równiejsi.
Zamiast merytorycznego
odniesienia się do przedstawionych faktów i wyjaśnień
dowiedziałem się "co nieco" o… sobie?!
No cóż, wyszło na to, że
"kopię się z koniem" i tego do końca nie
przewidziałem.
Pisze Pan Semik, że
"…nie wszystkie uczelnie jednakowo uczą". Może
to jest Pańska prawda, ale ja jej nie podzielam.
Moja uczelnia, ale bardziej
całe zawodowe życie nauczyciela-wychowawcy nauczyło mnie
czegoś więcej niż wiedzy "tytularnej". Nauczyła
mnie m.in. pokory i szacunku dla wiedzy oraz poglądów
drugiego człowieka.
Dlatego, Szanowny Panie
Kazimierzu, jeśli w swoim tekście "dotknąłem"
Pana bezpośrednio jakimkolwiek stwierdzeniem, to bardzo Pana
przepraszam, nie było to moim zamiarem. Natomiast jeśli mój
tekst jest dla Pana w dalszym ciągu "nieczytelny"
pomimo cytatów, podkreśleń i przykładów - reasumuję:
Po pierwsze - moja wzmianka
o współpracy z Panem dyr. Biegunem nie jest wynikiem
"subiektywnych przemyśleń" tylko jak najbardziej
realnych doświadczeń moich i pracowników PZO.
Po drugie - oczywiście, że
przypadek z bezsensownym prolongowaniem dyrektorstwa Panu
Biegunowi świadczy o wielce wątpliwym stylu zarządzania
powiatową oświatą w III kadencji. Czyżby Pan zapomniał o
ubiegłorocznej "burzy" z Zespołem Szkół
Drzewnych i Leśnych oraz "zamieszaniem" z tzw.
reorganizacją sieci szkół powiatowych itp. itd.?!
Po trzecie - faktycznie,
problemy mobbingu nie są zjawiskiem zbyt
"namacalnym", stąd i trudniejszym do zrozumienia.
Wyjaśnienie tychże w ZSEG pozostawmy instytucjom do tego
uprawnionym.
No i to byłoby na tyle.
Włożyłem cały swój
"kunszt" pedagogiczny (nie pisarski), aby wyjaśnić
Panu i czytelnikom istotę poruszanego problemu. I wie Pan co
jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Otóż to, że "my
tu sobie gadu, gadu", a sprawy idą własnym torem. Złym
torem.
Pozdrawiam Pana, nie licząc
na kolejną lekcję "doświadczonego redaktora".
Lubię, ale nie muszę pisać.
dr Marian Deptuła