Co kraj, to obyczaj -
czyli:
An(g)ielska troska o dziecko
Wyrazem troski o dziecko w
Anglii jest przede wszystkim wsparcie finansowe ze strony państwa
dla rodzin z dziećmi, a jednocześnie zapewnienie dzieciom
bezpłatnej opieki zdrowotnej i lekarstw. Państwo, za pomocą
przepisów prawnych, chroni bezpieczeństwa fizycznego,
psychicznego i emocjonalnego dziecka. Przepisy prawne są
bardzo rygorystyczne i nam Polakom mogą się wydawać
przesadzone. Oto przykłady.
Zdjęcia niemowlaka,
rozkosznego bobasa w kąpieli, mogą być potraktowane jako
pornograficzne zdjęcia pedofilskie. W Anglii, takich zdjęć
lepiej nie robić, a jeśli już, to nie wolno ich dawać do
wywołania i obróbki angielskim fotografom. Takich zdjęć
nawet nie powinno się pokazywać żadnemu Anglikowi. Nie należy
też przesyłać ich drogą mailową, nawet do najbliższej
rodziny. Angielskie filtry internetowe mogą takie zdjęcia wyłapać
i wtedy - kłopoty murowane. Fotografowie pracujący w
Zachodniej Europie są już tak wrażliwi, że na ich zdjęciach
nie zobaczy się nawet majteczek dziecięcych. Zakazane jest
wnoszenie aparatów fotograficznych, a nawet telefonów komórkowych
z aparatem zdjęciowym na pływalnie czy do szatni w obiektach
sportowych.
A przewijanie dzieci? W
Anglii nie widać matek przewijających dziecko w przypadkowym
miejscu, na widoku publicznym. Można to zrobić w wyznaczonym
pomieszczeniu obok toalet publicznych. W urzędach, bankach, w
przychodniach pracownicy mają obowiązek udostępnić matce
ustronny kąt, w którym bez obecności osób trzecich,
przebierze lub nakarmi piersią swoją pociechę.
Troska o dziecko wiąże się
także z policyjnym sprawdzaniem niekaralności osób pracujących
z dziećmi. Dotyczy to nauczycieli, przedszkolanek, lekarzy,
pielęgniarek, ale nawet kucharek szkolnych i kierowców
pojazdów szkolnych. Badania wiarygodności w tym zakresie prowadzi wyspecjalizowana jednostka kryminalna,
odnajdująca dane o wyrokach, ostrzeżeniach, pouczeniach i naganach zawartych w centralnej komputerowej bazie danych.
Informację o niekaralności otrzymuje zainteresowany i przyszły
pracodawca.
Zakazy w handlu dotyczą
sprzedawców i kupujących, którzy chcieliby wyręczać
dziecko przy zakupie niedozwolonych przedmiotów i używek.
Dziecku nie wolno sprzedać nie tylko papierosów, alkoholu,
ale również farb w sprayu, klejów, lakierów (do paznokci również),
żyletek, noży, nożyczek i podobnych. Sprzedawca ma obowiązek
zażądać od klienta dowodu tożsamości potwierdzającego pełnoletność.
Dorosły, przyłapany na próbie kupowania alkoholu dla niepełnoletniego,
może być ukarany grzywną na przykład 50 funtów.
Podawanie alkoholu przez
rodziców swoim dzieciom (włącznie z szampanem) w czasie
domowych imprez, a nawet do popróbowania, może być karane.
Nie należy tego robić nawet wówczas, gdy wydaje się, że
nie widzą tego Anglicy.
Rozpowszechnianie filmów i
gier komputerowych również posiada poważne ograniczenia. Jeśli
na okładce gry komputerowej jest wskazany limit 12 lat,
sprzedawca musi sprawdzić wiek dziecka kupującego grę. Tu
wystarczy potwierdzenie rodzica. Jeśli grę kupuje rodzic, a
dziecko ma np. 8 lat, to sprzedawca ma obowiązek pouczyć
kupującego, że gra jest dozwolona dla osób powyżej 12.
roku życia, ale nie może odmówić sprzedaży. Podobnie jest
z handlem filmami DVD/video oraz z wejściem do kina na filmy z limitem wiekowym. To jest jeden aspekt kwestii troski o
dzieci w Anglii. Drugi, to: zupełnie niezrozumiałe, beztroskie i
niebezpieczne zachowanie rodziców.
Ubiór angielskich dzieci
zimą przyprawia polskie matki o dreszcze. Zimy w Anglii są
łagodne, ale czy Polacy wypuściliby zimą dziecko z domu bez
czapki i rękawic? Albo córkę w krótkiej spódniczce i
skarpetkach na nogach, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 5
stopni, albo i mniej? A tak chodzą ubrane czteroletnie
Angielki. Przy takiej samej temperaturze można zobaczyć
niemowlaki migające gołymi stopkami w wózkach na spacerach!
Jeśli chłopak ma czapkę, to jest to Polak, albo dziecko z wyższych angielskich sfer.
Noszenie na rękach
niemowlaków bez odpowiedniego usztywnienia i przedwczesne ich
sadzanie, to narażanie dzieci na różnorodne wady postawy.
Chodzenie z kilkutygodniowymi niemowlętami do sklepów, do
zatłoczonych centrów handlowych, czy nawet pubów to też
normalka u Anglików.
Karmienie frytkami, chipsami
i hamburgerami, w dodatku pojenie napojami gazowanymi małych
dzieci jest trudne do zaakceptowanie w naszych polskich środowiskach.
Widok latem dziecka boso,
albo raczkującego po chodniku, kąpiącego się w sadzawce
razem z psami i ptakami nie dziwi wyspiarzy, a marcowa kąpiel
dziecka w ogródku przy pierwszym wiosennym słoneczku jest
ich normalnością.
Hartowanie dla zdrowia
hartowaniem, ale zdrowego rozsądku nic nie zastąpi. Ani żadne
państwo nie usankcjonuje. Sądzić można, że służba
zdrowia ma więcej pracy, ale i wystarczający budżet.
Z mieszkającą w północno-wschodniej
Anglii Elżbietą Ślebzak rozmawiał:
Józef Pszczółka