Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (227) - 15 Luty  2008

 |poprzedni  artykuł|    |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny  artykuł| 

 

Co kraj, to obyczaj - czyli:
An(g)ielska troska o dziecko

Wyrazem troski o dziecko w Anglii jest przede wszystkim wsparcie finansowe ze strony państwa dla rodzin z dziećmi, a jednocześnie zapewnienie dzieciom bezpłatnej opieki zdrowotnej i lekarstw. Państwo, za pomocą przepisów prawnych, chroni bezpieczeństwa fizycznego, psychicznego i emocjonalnego dziecka. Przepisy prawne są bardzo rygorystyczne i nam Polakom mogą się wydawać przesadzone. Oto przykłady.

Zdjęcia niemowlaka, rozkosznego bobasa w kąpieli, mogą być potraktowane jako pornograficzne zdjęcia pedofilskie. W Anglii, takich zdjęć lepiej nie robić, a jeśli już, to nie wolno ich dawać do wywołania i obróbki angielskim fotografom. Takich zdjęć nawet nie powinno się pokazywać żadnemu Anglikowi. Nie należy też przesyłać ich drogą mailową, nawet do najbliższej rodziny. Angielskie filtry internetowe mogą takie zdjęcia wyłapać i wtedy - kłopoty murowane. Fotografowie pracujący w Zachodniej Europie są już tak wrażliwi, że na ich zdjęciach nie zobaczy się nawet majteczek dziecięcych. Zakazane jest wnoszenie aparatów fotograficznych, a nawet telefonów komórkowych z aparatem zdjęciowym na pływalnie czy do szatni w obiektach sportowych.

A przewijanie dzieci? W Anglii nie widać matek przewijających dziecko w przypadkowym miejscu, na widoku publicznym. Można to zrobić w wyznaczonym pomieszczeniu obok toalet publicznych. W urzędach, bankach, w przychodniach pracownicy mają obowiązek udostępnić matce ustronny kąt, w którym bez obecności osób trzecich, przebierze lub nakarmi piersią swoją pociechę.

Troska o dziecko wiąże się także z policyjnym sprawdzaniem niekaralności osób pracujących z dziećmi. Dotyczy to nauczycieli, przedszkolanek, lekarzy, pielęgniarek, ale nawet kucharek szkolnych i kierowców pojazdów szkolnych. Badania wiarygodności w tym zakresie prowadzi wyspecjalizowana jednostka kryminalna, odnajdująca dane o wyrokach, ostrzeżeniach, pouczeniach i naganach zawartych w centralnej komputerowej bazie danych. Informację o niekaralności otrzymuje zainteresowany i przyszły pracodawca.

Zakazy w handlu dotyczą sprzedawców i kupujących, którzy chcieliby wyręczać dziecko przy zakupie niedozwolonych przedmiotów i używek. Dziecku nie wolno sprzedać nie tylko papierosów, alkoholu, ale również farb w sprayu, klejów, lakierów (do paznokci również), żyletek, noży, nożyczek i podobnych. Sprzedawca ma obowiązek zażądać od klienta dowodu tożsamości potwierdzającego pełnoletność. Dorosły, przyłapany na próbie kupowania alkoholu dla niepełnoletniego, może być ukarany grzywną na przykład 50 funtów.

Podawanie alkoholu przez rodziców swoim dzieciom (włącznie z szampanem) w czasie domowych imprez, a nawet do popróbowania, może być karane. Nie należy tego robić nawet wówczas, gdy wydaje się, że nie widzą tego Anglicy.

Rozpowszechnianie filmów i gier komputerowych również posiada poważne ograniczenia. Jeśli na okładce gry komputerowej jest wskazany limit 12 lat, sprzedawca musi sprawdzić wiek dziecka kupującego grę. Tu wystarczy potwierdzenie rodzica. Jeśli grę kupuje rodzic, a dziecko ma np. 8 lat, to sprzedawca ma obowiązek pouczyć kupującego, że gra jest dozwolona dla osób powyżej 12. roku życia, ale nie może odmówić sprzedaży. Podobnie jest z handlem filmami DVD/video oraz z wejściem do kina na filmy z limitem wiekowym. To jest jeden aspekt kwestii troski o dzieci w Anglii. Drugi, to: zupełnie niezrozumiałe, beztroskie i niebezpieczne zachowanie rodziców.

Ubiór angielskich dzieci zimą przyprawia polskie matki o dreszcze. Zimy w Anglii są łagodne, ale czy Polacy wypuściliby zimą dziecko z domu bez czapki i rękawic? Albo córkę w krótkiej spódniczce i skarpetkach na nogach, gdy temperatura na zewnątrz wynosi 5 stopni, albo i mniej? A tak chodzą ubrane czteroletnie Angielki. Przy takiej samej temperaturze można zobaczyć niemowlaki migające gołymi stopkami w wózkach na spacerach! Jeśli chłopak ma czapkę, to jest to Polak, albo dziecko z wyższych angielskich sfer.

Noszenie na rękach niemowlaków bez odpowiedniego usztywnienia i przedwczesne ich sadzanie, to narażanie dzieci na różnorodne wady postawy. Chodzenie z kilkutygodniowymi niemowlętami do sklepów, do zatłoczonych centrów handlowych, czy nawet pubów to też normalka u Anglików.

Karmienie frytkami, chipsami i hamburgerami, w dodatku pojenie napojami gazowanymi małych dzieci jest trudne do zaakceptowanie w naszych polskich środowiskach.

Widok latem dziecka boso, albo raczkującego po chodniku, kąpiącego się w sadzawce razem z psami i ptakami nie dziwi wyspiarzy, a marcowa kąpiel dziecka w ogródku przy pierwszym wiosennym słoneczku jest ich normalnością.

Hartowanie dla zdrowia hartowaniem, ale zdrowego rozsądku nic nie zastąpi. Ani żadne państwo nie usankcjonuje. Sądzić można, że służba zdrowia ma więcej pracy, ale i wystarczający budżet.

Z mieszkającą w północno-wschodniej Anglii Elżbietą Ślebzak rozmawiał:

Józef Pszczółka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.