Nad Sołą i Koszarawą - nr 3 (226) - 1 Luty  2008

  |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 

 Szanowny Panie Doktorze...

Z zaciekawieniem przeczytałem Pański artykuł, a właściwie list do mnie jako "mobbingowca" związanego
z "Ekonomem". Nigdy nie obrażam się, jeśli moi adwersarze czasem odsądzają mnie od "czci i wiary". Jednak lektura tego listu skłania mnie do pewnej refleksji.

Już prawie dziesięć lat "bawię' się w pisanie, a cykl moich felietonów jest ot taki sobie, podobno go czytają. Jak sam Pan pisze, też Pan czyta te moje wypociny.

I tu już jesteśmy prawie w jednym "rządku". Po pierwsze: nie mam i nigdy nie miałem zamiaru postponować pańskiego tytułu naukowego, gdyż wartość człowieka to nie jego stopień naukowy (mam niższy, choć nie wstydzę się swojej uczelni, jednej i drugiej (UJ i UŁ), ale jego stosunek do rzeczywistości.

Bardzo mi się podoba pańskie stwierdzenie odnośnie moich felietonów "Prosto z mostu", gdzie pisze Pan, że" tym razem skoczył Pan z tego "mostu" do przysłowiowego "pustego basenu" i to nie na nogi".

Otóż informuję Pana doktora, że z głową moją jest w porządku.

Natomiast mam ogromne wątpliwości, co do Pańskiej intencji w sprawie "Ekonoma".

W obszernym liście drukowanym obok nie mogę do końca zrozumieć, kto jest kto? Czy Pan dr Marian Deptuła występuje "Ja jako były" urzędnik w randze dyrektora w Starostwie Powiatowym czy też przewodnik grupy, która walczy z dyr. Biegunem.

Jako stary i stały felietonista jestem przyzwyczajony do różnych inwektyw pod moim adresem, różnych impertynencji, ale nie mogę się zgodzić z osobą, która w jednym liście chce załatwić aż trzy sprawy.

Po pierwsze: dokonuje Pan oceny człowieka na podstawie tylko i wyłącznie własnych, może nawet subiektywnych doświadczeń.

Po drugie: stara się Pan na podstawie własnych przemyśleń dokonać bardzo krytycznej analizy oświaty
w powiecie po Pańskim odejściu

Po trzecie: nie do końca rozumiem, na czym polega Pańska filozofia, gdzie dla zwykłego Czytelnika pisze Pan o sprawach, które nie mają żadnego związku z Ekonomem, a wygląda mi na to, że gdzieś tam po drodze Pana przełożeni skrzywdzili.

Panie doktorze, aby się już przestać bawić w tzw. konwenanse. Odpowiadam spokojnie: ta pieczeń, którą sobie Pan usmażył jest nie do końca świeża. Odgrzewając to mięsiwo Pan doktorze powinien zadać sobie bardzo proste pytanie: "Marianie, o co ci chodzi"?

Pisze Pan na końcu listu takie oto zdanie: Przykład "Ekonoma" jest w tym względzie najbardziej żenującym, wręcz karykaturalnym obrazem aktualnego stylu zarządzania oświatą w Powiecie".

Gdzie tu Biegun, gdzie tu mobbing, gdzie tu wreszcie Semik, który wpadł do pustego basenu i to jeszcze "Prosto z mostu”?

Panie doktorze, szkoda, że Pan niestety, co innego czyta, co innego myśli, a już zupełnie, co innego pisze. No cóż, nie wszystkie uczelnie jednakowo uczą.

mgr Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.