Szanowny Panie
Doktorze...
Z zaciekawieniem przeczytałem
Pański artykuł, a właściwie list do mnie jako
"mobbingowca" związanego
z "Ekonomem". Nigdy nie obrażam się, jeśli moi
adwersarze czasem odsądzają mnie od "czci i
wiary". Jednak lektura tego listu skłania mnie do pewnej
refleksji.
Już prawie dziesięć lat
"bawię' się w pisanie, a cykl moich felietonów jest ot
taki sobie, podobno go czytają. Jak sam Pan pisze, też Pan
czyta te moje wypociny.
I tu już jesteśmy prawie w
jednym "rządku". Po pierwsze: nie mam i nigdy nie
miałem zamiaru postponować pańskiego tytułu naukowego, gdyż
wartość człowieka to nie jego stopień naukowy (mam niższy,
choć nie wstydzę się swojej uczelni, jednej i drugiej (UJ i
UŁ), ale jego stosunek do rzeczywistości.
Bardzo mi się podoba pańskie
stwierdzenie odnośnie moich felietonów "Prosto z
mostu", gdzie pisze Pan, że" tym razem skoczył Pan
z tego "mostu" do przysłowiowego "pustego
basenu" i to nie na nogi".
Otóż informuję Pana
doktora, że z głową moją jest w porządku.
Natomiast mam ogromne wątpliwości,
co do Pańskiej intencji w sprawie "Ekonoma".
W obszernym liście
drukowanym obok nie mogę do końca zrozumieć, kto jest kto?
Czy Pan dr Marian Deptuła występuje "Ja jako były"
urzędnik w randze dyrektora w Starostwie Powiatowym czy też
przewodnik grupy, która walczy z dyr. Biegunem.
Jako stary i stały
felietonista jestem przyzwyczajony do różnych inwektyw pod
moim adresem, różnych impertynencji, ale nie mogę się
zgodzić z osobą, która w jednym liście chce załatwić aż
trzy sprawy.
Po pierwsze: dokonuje Pan
oceny człowieka na podstawie tylko i wyłącznie własnych,
może nawet subiektywnych doświadczeń.
Po drugie: stara się Pan na
podstawie własnych przemyśleń dokonać bardzo krytycznej
analizy oświaty
w powiecie po Pańskim odejściu
Po trzecie: nie do końca
rozumiem, na czym polega Pańska filozofia, gdzie dla zwykłego
Czytelnika pisze Pan o sprawach, które nie mają żadnego związku
z Ekonomem, a wygląda mi na to, że gdzieś tam po drodze
Pana przełożeni skrzywdzili.
Panie doktorze, aby się już
przestać bawić w tzw. konwenanse. Odpowiadam spokojnie: ta
pieczeń, którą sobie Pan usmażył jest nie do końca świeża.
Odgrzewając to mięsiwo Pan doktorze powinien zadać sobie
bardzo proste pytanie: "Marianie, o co ci chodzi"?
Pisze Pan na końcu listu
takie oto zdanie: Przykład "Ekonoma" jest w tym
względzie najbardziej żenującym, wręcz karykaturalnym
obrazem aktualnego stylu zarządzania oświatą w
Powiecie".
Gdzie tu Biegun, gdzie tu
mobbing, gdzie tu wreszcie Semik, który wpadł do pustego
basenu i to jeszcze "Prosto z mostu”?
Panie doktorze, szkoda, że
Pan niestety, co innego czyta, co innego myśli, a już zupełnie,
co innego pisze. No cóż, nie wszystkie uczelnie jednakowo
uczą.
mgr Kazimierz Semik