Do "mobbingowca" Kazimierza Semika
No, redaktorze, tak mi się
wydaje, że w swoim artykule "Walka z cieniem czyli
mobbingu w "Ekonomie" c.d." /Nad Sołą i
Koszarawą Nr 7 z dn. 15.01.2008r./, wszedł Pan na niezwykle
"grząski" teren. Ja, przez wiele miesięcy,
powstrzymywałem się od komentowania sytuacji w
"Ekonomie" licząc na to, że wyklaruje się sama w
naturalny sposób, tzn. sądziłem, że dyr. Biegun przejdzie
- po 5-letniej kadencji, niełatwej dla siebie i szkoły - na
emeryturę. Ba, nawet pół roku później, kiedy pozostawał
na L-4, od prominentnej osoby z Rady Powiatu miałem informację,
że pozostanie na leczeniu i słusznie, bo zdrowie jest najważniejsze,
czego swojemu byłemu koledze serdecznie życzę.
Żadna z tych
"optymistycznych" wersji nie sprawdziła się i stąd,
drogi redaktorze - wziął się problem.
"Wojownicza"
osobowość sprawiła, że Pan Biegun zapragnął - wbrew
prawom natury i zdrowemu rozsądkowi wszystkich
zainteresowanych sprawą - wykorzystać każdy miesiąc, by
pomnożyć wymienione przez siebie sukcesy, które Pan
znakomicie pomógł mu wyartykułować.
Proszę zobaczyć jak w zupełnie
inny sposób zrobił to samo Pana młodszy kolega "po
fachu" P. Tomasz Matlakiewicz /Gazeta Żywiecka Nr 1/2008
"Dyrektor w opałach"/.
I tak muszę Panu powiedzieć,
że rozpoczynałem lekturę Pana wynurzeń /jak się potem
okazało - nie Pana, tylko dyr. Bieguna/ ze wzrastającym
zdumieniem, bowiem podawane informacje były prawdziwe, ale
tylko …. te statystyczne.
Moją konsternację i
rozczarowanie tekstem pogłębiał fakt - może Pan wierzyć
lub nie - że lekturę "Nad Sołą i Koszarawą"
dotychczas rozpoczynałem od Pańskiego felietonu "Prosto
z mostu". Tym razem skoczył Pan
z tego "mostu" do przysłowiowego "pustego
basenu" i to nie na nogi.
Postaram się problem
"Ekonoma" Panu i zainteresowanym tematem wyjaśnić
w kilkunastu zdaniach. Ja, w przeciwieństwie do Pana - znam
problem "od podszewki", byłem przecież współpracownikiem
dyr. Bieguna przez całą jego kadencję. Zapewniam Pana, że
nie była to współpraca łatwa. Tak w rozmowach indywidualnych, jak i podczas wielu narad, konferencji jakie
co 2-3 miesiące odbywałem z 19-ma dyrektorami szkół
ponadgimnazjalnych /nie średnich !/ i placówek oświatowych
prowadzonych przez Powiat, dyr. Biegun pozwalał sobie na
wielce oryginalną, najczęściej osobistą interpretację
spraw oświatowych, która była o tyle niepokojąca, że
najczęściej wykraczała poza ustalenia władz Powiatu czy
Kuratorium, obowiązujące prawo oświatowe, a nawet zwykłe
kontakty koleżeńskie!
Modernizacja bazy
materialnej szkoły, wymiana zagraniczna, atrakcyjne kierunki
kształcenia itp. których to sukcesów dyr. Biegun jest
naturalnym współtwórcą, to wszystko prawda, choć szczegóły
tych przedsięwzięć mają też drugą, mniej błyskotliwą
stronę. O tej nie napiszę, żeby nie psuć dalej wizerunku
bardzo dobrej - w mojej ocenie - szkoły, jako określonej
firmy i trwałego dorobku jej nauczycieli.
W tym miejscu mogę już
wyrazić pierwsze konkretne stwierdzenie - dyr. Biegun nie
jest zwolennikiem tzw. demokratycznego stylu kierowania szkołą,
o czym przekonywał mnie każdego tygodnia, miesiąca i roku
bezpośredniej współpracy.
Zresztą jego wypowiedź dla
lokalnego Dziennika Zachodniego: "Mam pod sobą 70
nauczycieli i znalazło się wśród nich kilka osób, które
robią zamieszanie. To sfrustrowani ludzie, którzy nic nie
robili i musiałem im odebrać pewne przywileje m.in. funkcje
metodyków…", potwierdza moją opinię, dając dowód
największej niekompetencji choćby w sprawie wspomnianych
nauczycieli metodyków. A już nie na obecnych studiach
podyplomowych, ale wiele lat wcześniej C.L. Montesquieu
upominał takich jak dyr. Biegun "kto chce rządzić ludźmi,
nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali
za nim".
Szanowny Panie K. Semik, nie
mogę wyjść z negatywnego zdziwienia, dlaczego Pan używa w
swoim tekście tyle razy obraźliwego słowa "tchórz"
i dalej "uczona" metodyczka, niejaki Przewodniczący
ŚSRO itd. itp. Że ci "tchórze" boją się o swoją
pracę, tego Pan nie rozumie, ale że te dwie
"przypadkowo" spotkane nauczycielki, przecież
akceptujące - jak rozumiem - działania dyrektora, zastrzegły
sobie anonimowość - to Pan rozumie! Redaktorze, przecież
"to nielogiczna nielogiczność" jakby powiedział
jeden z twórców IV RP. "Informacji mogących wskazywać
na przejawy mobbingu" - też Pan nie rozumie. Gdyby przed
rozpatrzeniem sprawy przez właściwy sąd można było
zawyrokować o racji, to delikwenta należałoby "od ręki"
posadzić. Ej redaktorze, skomplikował Pan sprawę bez
powodu, tak właśnie jak dyr. Biegun i Starostwo tę w
"Ekonomie".
A moje pytanie jest inne,
ale zasadnicze - po co to wszystko? W czyim interesie leży ta
"nieszczęsna" nominacja i jakie są jej prawdziwe
powody?
Dyr. Biegun uzyskał
prolongatę na 1 rok nie razem z innymi kolegami dyrektorami,
tylko nieco później, właśnie ze względu na spóźnioną i
jak się potem okazało - negatywną opinię KO. Ta prolongata
jest niezasadna, jest nieszczęściem dla samego dyr. Bieguna
i dla szkoły. Co najmniej dziwi "wykładnia"
kuratoryjnej opinii wyrażona wielokrotnie na łamach prasy
przez Pana Marka Kuńca ze Starostwa, wg którego opinia
Kuratorium
/wiążąca przecież/ " ..wcale nie była
negatywna". Dodam, iż jest to pierwsza taka opinia KO od
1999 r.
Jeśli ustawa o systemie oświaty
mówi: /art. 36a pkt 2/ "Powierzenie przez organ prowadzący
stanowiska dyrektora szkoły lub placówki może nastąpić,
jeżeli organ sprawujący nadzór pedagogiczny nie zgłosi w
terminie 14 dni od przedstawienia kandydata na to stanowisko,
umotywowanego zastrzeżenia" i ten organ w swoim piśmie
pisze iż "…wnosi zastrzeżenia" i poniżej podaje
stosowne argumenty, to "czarno na białym" stoi, że
jest to opinia negatywna, a że po czasie… no to ktoś po
drodze dopuścił się "niedopatrzenia".
Moje wieloletnie doświadczenie
nakazywało każdorazowo "przypomnieć się" w KO o
taką opinię, aby uzyskać ją w terminie. Są telefony,
faksy, no i ….wakacje mają swoje niepisane prawa. A swoją drogą,
trochę zazdroszczę Panu Biegunowi tej "opatrzności"
ze strony Starostwa. Z moją skromną osobą, Zarząd Powiatu
nie robił sobie zbędnych ceregieli.
I druga sprawa. "Kulą
u nogi" dyr. Bieguna są wśród nauczycieli
"uczeni" metodycy, a ma ich aż dwóch. Jedną z
nich sam "wypromowałem" i wiem, że może być
wzorem nauczyciela - pedagoga, jak też najwyższej kultury
osobistej. Tak a propos - na terenie gminy Lipowa też pracuje
jedna metodyczka /zapewniam - o najwyższych kwalifikacjach/, która z
powodzeniem wyjaśni Panu np. subtelną różnicę pomiędzy
liczbą a cyfrą, którego to określenia używa Pan błędnie
w tekście. Tu przyznaję, jestem trochę złośliwy.
Po trzecie, wypowiadanie się
na temat działalności Państwowej Inspekcji Pracy, tak w
Pana przypadku, przeze mnie, czy dyr. Bieguna, jako bezpośrednio
zainteresowanego sprawą jest "nie na miejscu". Nie
ma Pan podstaw, żeby działania te w jakimkolwiek zakresie
kwestionować przed ich zakończeniem, a drwi Pan z nich,
podkreślając np. ich tytuły. Już się boję, że
spostponuje Pan w duchu mój tytuł naukowy, a może i pisząc
…jakiś tam Deptuła z jakiegoś Powiatowego Zarządu Oświaty.
Szanowny redaktorze, na
takie i inne tematy np. reorganizacji sieci szkół
ponadgimnazjalnych w Powiecie wypowiadałem się już przed
rokiem, ale chyba w "złą godzinę" /28.III.2007 r.
Dz. Zach./ przed red. Marianną Lach.
A tak a propos "mobbingu". W ostatnim zdaniu tegoż
wywiadu, mój były kolega, też "po fachu" oceniając
moje postępowanie, bez mrugnięcia oka stwierdził, iż
"premii nie dostaje się za własne zdanie". W
odpowiedzi mogłem - już Panu Staroście- zakomunikować, że
za takie rozumienie sprawy "ten Pan drugi raz mi premii
nie odbierze". Dlatego jestem obecnie szczęśliwym
emerytem, choć brakuje mi trochę do wieku Pana Józefa
Bieguna.
Zespół Szkół
Ekonomiczno-Gastronomicznych - przed objęciem funkcji
dyrektora przez P. Bieguna, odwiedzałem głównie z okazji świąt,
konkursów, akademii itp., potem "zaczęły się
schody".
Tak to już bywa. Kto ma
zbyt wiele problemów, sam staje się problemem.
Redaktorze - Pana tekst jest
do końca niepokojący, dlatego tak mnie poruszył. Pisze Pan,
iż "… artykułem tym nie ma Pan zamiaru zamykać tej
haniebnej dla Pana historii". Jestem dokładnie
odmiennego zdania. Sądzę bowiem, że władze Powiatu nigdy
nie powinny dopuścić do tak dwuznacznej i przewlekłej
sytuacji /o tym głównie jest mój tekst, ponieważ w
powiatowej edukacji po 1999 roku jest to sprawa nie mająca
precedensu/, podejmując właściwe decyzje w określonym
czasie.
Przykład
"Ekonoma" jest w tym względzie najbardziej żenującym,
wręcz karykaturalnym obrazem aktualnego stylu zarządzania oświatą
w Powiecie.
dr Marian Deptuła