Nad Sołą i Koszarawą - nr 3 (226) - 1 Luty  2008

  |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 
Do "mobbingowca" Kazimierza Semika

No, redaktorze, tak mi się wydaje, że w swoim artykule "Walka z cieniem czyli mobbingu w "Ekonomie" c.d." /Nad Sołą i Koszarawą Nr 7 z dn. 15.01.2008r./, wszedł Pan na niezwykle "grząski" teren. Ja, przez wiele miesięcy, powstrzymywałem się od komentowania sytuacji w "Ekonomie" licząc na to, że wyklaruje się sama w naturalny sposób, tzn. sądziłem, że dyr. Biegun przejdzie - po 5-letniej kadencji, niełatwej dla siebie i szkoły - na emeryturę. Ba, nawet pół roku później, kiedy pozostawał na L-4, od prominentnej osoby z Rady Powiatu miałem informację, że pozostanie na leczeniu i słusznie, bo zdrowie jest najważniejsze, czego swojemu byłemu koledze serdecznie życzę.

Żadna z tych "optymistycznych" wersji nie sprawdziła się i stąd, drogi redaktorze - wziął się problem.

"Wojownicza" osobowość sprawiła, że Pan Biegun zapragnął - wbrew prawom natury i zdrowemu rozsądkowi wszystkich zainteresowanych sprawą - wykorzystać każdy miesiąc, by pomnożyć wymienione przez siebie sukcesy, które Pan znakomicie pomógł mu wyartykułować.

Proszę zobaczyć jak w zupełnie inny sposób zrobił to samo Pana młodszy kolega "po fachu" P. Tomasz Matlakiewicz /Gazeta Żywiecka Nr 1/2008 "Dyrektor w opałach"/.

I tak muszę Panu powiedzieć, że rozpoczynałem lekturę Pana wynurzeń /jak się potem okazało - nie Pana, tylko dyr. Bieguna/ ze wzrastającym zdumieniem, bowiem podawane informacje były prawdziwe, ale tylko …. te statystyczne.

Moją konsternację i rozczarowanie tekstem pogłębiał fakt - może Pan wierzyć lub nie - że lekturę "Nad Sołą i Koszarawą" dotychczas rozpoczynałem od Pańskiego felietonu "Prosto z mostu". Tym razem skoczył Pan
z tego "mostu" do przysłowiowego "pustego basenu" i to nie na nogi.

Postaram się problem "Ekonoma" Panu i zainteresowanym tematem wyjaśnić w kilkunastu zdaniach. Ja, w przeciwieństwie do Pana - znam problem "od podszewki", byłem przecież współpracownikiem dyr. Bieguna przez całą jego kadencję. Zapewniam Pana, że nie była to współpraca łatwa. Tak w rozmowach indywidualnych, jak i podczas wielu narad, konferencji jakie co 2-3 miesiące odbywałem z 19-ma dyrektorami szkół ponadgimnazjalnych /nie średnich !/ i placówek oświatowych prowadzonych przez Powiat, dyr. Biegun pozwalał sobie na wielce oryginalną, najczęściej osobistą interpretację spraw oświatowych, która była o tyle niepokojąca, że najczęściej wykraczała poza ustalenia władz Powiatu czy Kuratorium, obowiązujące prawo oświatowe, a nawet zwykłe kontakty koleżeńskie!

Modernizacja bazy materialnej szkoły, wymiana zagraniczna, atrakcyjne kierunki kształcenia itp. których to sukcesów dyr. Biegun jest naturalnym współtwórcą, to wszystko prawda, choć szczegóły tych przedsięwzięć mają też drugą, mniej błyskotliwą stronę. O tej nie napiszę, żeby nie psuć dalej wizerunku bardzo dobrej - w mojej ocenie - szkoły, jako określonej firmy i trwałego dorobku jej nauczycieli.

W tym miejscu mogę już wyrazić pierwsze konkretne stwierdzenie - dyr. Biegun nie jest zwolennikiem tzw. demokratycznego stylu kierowania szkołą, o czym przekonywał mnie każdego tygodnia, miesiąca i roku bezpośredniej współpracy.

Zresztą jego wypowiedź dla lokalnego Dziennika Zachodniego: "Mam pod sobą 70 nauczycieli i znalazło się wśród nich kilka osób, które robią zamieszanie. To sfrustrowani ludzie, którzy nic nie robili i musiałem im odebrać pewne przywileje m.in. funkcje metodyków…", potwierdza moją opinię, dając dowód największej niekompetencji choćby w sprawie wspomnianych nauczycieli metodyków. A już nie na obecnych studiach podyplomowych, ale wiele lat wcześniej C.L. Montesquieu upominał takich jak dyr. Biegun "kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali za nim".

Szanowny Panie K. Semik, nie mogę wyjść z negatywnego zdziwienia, dlaczego Pan używa w swoim tekście tyle razy obraźliwego słowa "tchórz" i dalej "uczona" metodyczka, niejaki Przewodniczący ŚSRO itd. itp. Że ci "tchórze" boją się o swoją pracę, tego Pan nie rozumie, ale że te dwie "przypadkowo" spotkane nauczycielki, przecież akceptujące - jak rozumiem - działania dyrektora, zastrzegły sobie anonimowość - to Pan rozumie! Redaktorze, przecież "to nielogiczna nielogiczność" jakby powiedział jeden z twórców IV RP. "Informacji mogących wskazywać na przejawy mobbingu" - też Pan nie rozumie. Gdyby przed rozpatrzeniem sprawy przez właściwy sąd można było zawyrokować o racji, to delikwenta należałoby "od ręki" posadzić. Ej redaktorze, skomplikował Pan sprawę bez powodu, tak właśnie jak dyr. Biegun i Starostwo tę w "Ekonomie".

A moje pytanie jest inne, ale zasadnicze - po co to wszystko? W czyim interesie leży ta "nieszczęsna" nominacja i jakie są jej prawdziwe powody?

Dyr. Biegun uzyskał prolongatę na 1 rok nie razem z innymi kolegami dyrektorami, tylko nieco później, właśnie ze względu na spóźnioną i jak się potem okazało - negatywną opinię KO. Ta prolongata jest niezasadna, jest nieszczęściem dla samego dyr. Bieguna i dla szkoły. Co najmniej dziwi "wykładnia" kuratoryjnej opinii wyrażona wielokrotnie na łamach prasy przez Pana Marka Kuńca ze Starostwa, wg którego opinia Kuratorium
/wiążąca przecież/ " ..wcale nie była negatywna". Dodam, iż jest to pierwsza taka opinia KO od 1999 r.

Jeśli ustawa o systemie oświaty mówi: /art. 36a pkt 2/ "Powierzenie przez organ prowadzący stanowiska dyrektora szkoły lub placówki może nastąpić, jeżeli organ sprawujący nadzór pedagogiczny nie zgłosi w terminie 14 dni od przedstawienia kandydata na to stanowisko, umotywowanego zastrzeżenia" i ten organ w swoim piśmie pisze iż "…wnosi zastrzeżenia" i poniżej podaje stosowne argumenty, to "czarno na białym" stoi, że jest to opinia negatywna, a że po czasie… no to ktoś po drodze dopuścił się "niedopatrzenia".

Moje wieloletnie doświadczenie nakazywało każdorazowo "przypomnieć się" w KO o taką opinię, aby uzyskać ją w terminie. Są telefony, faksy, no i ….wakacje mają swoje niepisane prawa. A swoją drogą, trochę zazdroszczę Panu Biegunowi tej "opatrzności" ze strony Starostwa. Z moją skromną osobą, Zarząd Powiatu nie robił sobie zbędnych ceregieli.

I druga sprawa. "Kulą u nogi" dyr. Bieguna są wśród nauczycieli "uczeni" metodycy, a ma ich aż dwóch. Jedną z nich sam "wypromowałem" i wiem, że może być wzorem nauczyciela - pedagoga, jak też najwyższej kultury osobistej. Tak a propos - na terenie gminy Lipowa też pracuje jedna metodyczka /zapewniam - o najwyższych kwalifikacjach/, która z powodzeniem wyjaśni Panu np. subtelną różnicę pomiędzy liczbą a cyfrą, którego to określenia używa Pan błędnie w tekście. Tu przyznaję, jestem trochę złośliwy.

Po trzecie, wypowiadanie się na temat działalności Państwowej Inspekcji Pracy, tak w Pana przypadku, przeze mnie, czy dyr. Bieguna, jako bezpośrednio zainteresowanego sprawą jest "nie na miejscu". Nie ma Pan podstaw, żeby działania te w jakimkolwiek zakresie kwestionować przed ich zakończeniem, a drwi Pan z nich, podkreślając np. ich tytuły. Już się boję, że spostponuje Pan w duchu mój tytuł naukowy, a może i pisząc …jakiś tam Deptuła z jakiegoś Powiatowego Zarządu Oświaty.

Szanowny redaktorze, na takie i inne tematy np. reorganizacji sieci szkół ponadgimnazjalnych w Powiecie wypowiadałem się już przed rokiem, ale chyba w "złą godzinę" /28.III.2007 r. Dz. Zach./ przed red. Marianną Lach.
A tak a propos "mobbingu". W ostatnim zdaniu tegoż wywiadu, mój były kolega, też "po fachu" oceniając moje postępowanie, bez mrugnięcia oka stwierdził, iż "premii nie dostaje się za własne zdanie". W odpowiedzi mogłem - już Panu Staroście- zakomunikować, że za takie rozumienie sprawy "ten Pan drugi raz mi premii nie odbierze". Dlatego jestem obecnie szczęśliwym emerytem, choć brakuje mi trochę do wieku Pana Józefa Bieguna.

Zespół Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych - przed objęciem funkcji dyrektora przez P. Bieguna, odwiedzałem głównie z okazji świąt, konkursów, akademii itp., potem "zaczęły się schody".

Tak to już bywa. Kto ma zbyt wiele problemów, sam staje się problemem.

Redaktorze - Pana tekst jest do końca niepokojący, dlatego tak mnie poruszył. Pisze Pan, iż "… artykułem tym nie ma Pan zamiaru zamykać tej haniebnej dla Pana historii". Jestem dokładnie odmiennego zdania. Sądzę bowiem, że władze Powiatu nigdy nie powinny dopuścić do tak dwuznacznej i przewlekłej sytuacji /o tym głównie jest mój tekst, ponieważ w powiatowej edukacji po 1999 roku jest to sprawa nie mająca precedensu/, podejmując właściwe decyzje w określonym czasie.

Przykład "Ekonoma" jest w tym względzie najbardziej żenującym, wręcz karykaturalnym obrazem aktualnego stylu zarządzania oświatą w Powiecie.

dr Marian Deptuła

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.