Nad Sołą i Koszarawą - nr 3 (226) - 1 Luty  2008

  |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 

 Spójrzmy wreszcie prawdzie w oczy 

Obserwując to, co dziś dzieje się w naszej Ojczyźnie, a szczególnie odczuwając to na własnej skórze, trudno nie popaść w zniechęcenie. A przyglądając się bliżej działalności i wypowiedziom niektórych naszych polityków, można dostać białej gorączki, bo zamiast odczuwać jakieś pozytywne zmiany, poprawę sytuacji tak materialnej, jak kulturalnej i obyczajowej, grzęźniemy coraz głębiej w to bagno kłótni, awantur, walk międzypartyjnych i frakcyjnych, bez widoku na jakąkolwiek odmianę. Czyżby ciążyła nad naszym Narodem jakaś klątwa skazująca nas na przeżywanie coraz to nowych udręczeń, czy też my sami zafundowaliśmy sobie tego rodzaju żywobycie? Skłonny jestem przyznać, że to ten drugi wariant trzeba brać pod rozwagę.

Obecna rzeczywistość społeczno-polityczna w Polsce, wyrosła na bazie wielu publicznych wystąpień protestacyjnych, by wreszcie wybuchnąć spontanicznym, ogólnonarodowym zrywem wolnościowym w roku osiemdziesiątym, z taką swadą przypominanym po dzień dzisiejszy. Rezultatem był Okrągły Stół, pokojowe oddanie władzy przedstawicielom opozycji demokratycznej, nowe wybory parlamentarne i utworzenie rządów demokratycznych. Wszystko odbyło się bez specjalnych zgrzytów, przy rozsądnym porozumieniu obojga stron. Euforia radości nie miała granic. Po półwieczu niemal, mamy rzeczywistą demokrację. Jak skorzystaliśmy z tych przemian?

W kilka miesięcy po objęciu stanowiska premiera, Tadeusz Mazowiecki przyznał z rozbrajającą szczerością: "Nie byliśmy przygotowani na taki wariant". Nowe władze, poza kilkunastoma osobami, w pełni zasługującymi na objęcie stanowisk rządowych, nie mogły zabezpieczyć odpowiedniej ekipy, jaka byłaby w stanie spełniać stuprocentowe kryteria wymogów. Nie było mowy o tym, by sięgać do zasobów starych, PZPR-owskich wyjadaczy, poza samym Jaruzelskim, który jednym głosem przewagi został wybrany prezydentem na jeden rok. Znaleźli się więc w kręgach ówczesnej władzy ludzie nieodpowiedni, cwaniacy, co przy masowym poparciu ówczesnej "Solidarności" uniemożliwiało rzeczywistą selekcję ludzi na określone stanowiska. Nim okrzepła władza w Polsce, rodzime elementy ekstremalne, przy poparciu zorganizowanych grup przestępczych z zagranicy, tworzyły zalążki przyszłych grup mafijnych w naszym kraju. Przecież już w połowie lat dziewięćdziesiątych nasza policja z uporem twierdziła, że w Polsce mafia nie istnieje, podczas gdy te, dawały już znać o sobie różnego rodzaju "występami". Weryfikacja służb SB i milicji dopełniła reszty.

Dziś słyszy się bardzo często, że to PRL zniszczyła Polskę. Tym, którzy tak twierdzą chcę przypomnieć, że w ciągu czterdziestu pięciu lat po wojnie, naród polski, liczący w 1945 roku 24 miliony mieszkańców, odbudował i budował nadal ten kraj, zniszczony w prawie 60 procentach w wyniku działań wojennych i ograbiony przez Rosjan na terenach Ziem Odzyskanych ze wszystkiego, co tylko dało się zabrać. Zbudowano od podstaw przemysł stoczniowy, rozwinięto produkcję w wielu gałęziach przemysłu, niektóre praktycznie od nowa. Nie była to produkcja na najwyższym poziomie. Brak było nowoczesnej technologii, na jaką nie pozwalały ówczesne uwarunkowania polityczne i co do tego jestem w zgodzie z oponentami. Ale dewastując to, co istniało, zniszczono dorobek dwóch pokoleń Polaków żyjących tutaj w kraju, a nie wymądrzających się na obczyźnie. Nie można jednak lekceważyć i negatywnych skutków polityki społeczno-gospodarczej ówczesnych władz.

Początek kryzysu gospodarczego, jaki zaznaczył się w Polsce od roku 1976, był wynikiem zarówno niezbyt racjonalnego zarządzania państwem, ale może w większym stopniu nadopiekuńczością tego państwa. Emeryci i renciści mieli bezpłatne lekarstwa i nieograniczony dostęp do służby zdrowia. Gierek zniósł podatek od dochodów pracowniczych, lokatorzy mieszkań komunalnych, których było wówczas ponad 60% ogółu mieszkańców kraju, wnosili groszowe opłaty za mieszkania do skarbu państwa. Ponadto nadmiernie rozwinięte inwestycje, szczególnie w przemyśle ciężkim, powszechnie panująca niegospodarność na tych budowach i wreszcie niefrasobliwość decydentów przy zakupach urządzeń i wyposażenia dla budowanych zakładów, spowodowały zapaść w finansach państwa. Do tego doszła konieczność spłat zaciągniętych wcześniej kredytów, a także utrzymanie i wyposażenie olbrzymiej, prawie półmilionowej armii Wojska Polskiego, pochłaniającej niebagatelne wydatki. Na to nałożyły się dodatkowo wydarzenia lat osiemdziesiątych, tak brzemienne w skutkach dla naszej gospodarki.

Negatywnym efektem przemian ustrojowych w Polsce stało się niemal całkowite wyniszczenie państwowych gospodarstw rolnych, a także większości zakładów przemysłowych i przetwórczych, na skutek niezbyt przemyślanej ingerencji banku polskiego w finanse tych zakładów, podnosząc stopy oprocentowania kredytów aż o 140 procent w skali roku. To rozłożyło na łopatki, jeszcze jako tako funkcjonujące zakłady.

Czy się to komu podoba, czy nie, faktem bezspornym jest, że w znacznym stopniu do upadku gospodarki w Polsce przyczyniły się półtoraroczne strajki w latach 1980-81. To one spowodowały utratę rynków zbytu dla naszych towarów na Zachodzie, szczególnie węgla, materiałów tekstylnych i innych wyrobów, mających w tych krajach utrwaloną renomę. Rozbudowane włókiennictwo bielskie, zambrowskie i częściowo łódzkie, właśnie z tych względów zostało całkowicie unicestwione. Strajki wymusiły wprawdzie na ówczesnych władzach ustępstwa i przystąpienie do rozmów, stając się tym samym początkiem przemian ustrojowych w całym sowieckim obozie, ale ich ujemne konsekwencje ponosiliśmy my - Polacy.

Nowa ekipa rządząca w Polsce, podlegająca przeróżnym naciskom lobbystów tak parlamentarnych, jak i spoza parlamentu, nie potrafiła się uporać z wieloma problemami, wymagającymi natychmiastowej interwencji rządu. Rozpoczęto kontrowersyjną prywatyzację zakładów "za wszelką cenę", by ratować budżet państwa, do którego nie dopływały środki finansowe ze zdewastowanego przemysłu, a na dodatek udzielano wieloletnich zwolnień podatkowych inwestorom zagranicznym, czego nie mogli oczekiwać inwestorzy krajowi. Polikwidowano wiele obowiązujących ustaw z poprzedniego okresu, z myślą uchwalenia nowych, ograniczających ich dotychczasową ilość, a w rezultacie doprowadzono przez ostatnie kilkanaście lat do wielokrotnego ich zwiększenia. Wiele z tych ustaw okazało się nietrafnych, a nawet szkodliwych dla gospodarki, jak na przykład ustawa o ochronie zwierzyny łownej podczas, gdy nie zadbano absolutnie o ochronę zasobów leśnych. Już na samym początku władze zadbały o należyte apanaże dla ekip rządzących i parlamentarzystów, pozostawiając resztę społeczeństwa samym sobie, szczególnie pracowników dawnych PGR-ów, którzy pozostali wręcz bez środków do życia. Dziś te zaniedbania owocują żądaniami podwyżek płac niemal we wszystkich sferach gospodarczych, a szczególnie budżetowych, które obecnie rujnują Polskę po raz trzeci, w przeciągu niespełna jednego wieku.

Naganne ustalenie horrendalnych wynagrodzeń dla zarządów i rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa, a także wysokich odszkodowań dla tych osób w przypadku odejścia ze stanowiska, budzą od dawna sprzeciw społeczny, a zostały ponoć ustalone po to, by fachowcy nie odchodzili do sektora prywatnego, jakoś nikogo nie przekonuje. Teraz znowu zafundowanie Tomaszowi Lisowi miesięcznej pensji w wysokości stu tysięcy złotych przez TVP, przy równoczesnym upominaniu się o opłaty abonamentowe, jest wręcz bezczelnością.

Z grubsza rzecz biorąc, nawet nie można się dziwić żądaniom lekarzy, jeśli nasi estradowcy za swój występ żądają 60 tysięcy złotych, a ponoć Doda, nawet 120 tysięcy. Do czegośmy doszli?

Można by tu przytaczać wiele innych przykładów świadczących o niedojrzałości, a wręcz szkodnictwie społecznym w działalności wszystkich dotychczasowych ekip rządzących, niezależnie od ich zapatrywań politycznych.

Bazując na tych właśnie negatywnych przesłankach, posługując się populistycznymi hasłami i przy bezkrytycznym poparciu "radiomaryjnych" zwolenników, PiS wysforował się na czoło wszystkich elit politycznych, zajmując dwa najważniejsze stanowiska w państwie. Stwarzając miraże walki z patologiami i korupcją, otworzył nowy rozdział w historii Polski, powołując pokraczny twór pod nazwą IV RP, a w rezultacie przy pomocy podporządkowanych sobie służb specjalnych wszczął bezpardonową walkę z opozycją, a w szczególności z SLD, którą bez ogródek, nie kryjąc się z tym, zamierzał całkowicie wyeliminować z życia politycznego kraju.

Jest faktem niezaprzeczalnym, że SLD na własne życzenie została zepchnięta na margines i niełatwo jej będzie odbudować znaczenie w polityce, jeśli postępować będzie tak, jak dotychczas. Rej wodzą więc partie prawicowe, kłócąc się między sobą i nie widać nadziei, by w najbliższej przyszłości mogło się coś w tym układzie zmienić. Były prezydent Kwaśniewski oddał lewicy niedźwiedzią przysługę swoim niewczesnym zachowaniem i kłamstwami o filipińskiej chorobie.

Teraz dla odmiany zafundowano nam liczne przepychanki pomiędzy rządem a prezydentem, nie wróżące nic dobrego dla dalszej współpracy tych dwóch ośrodków władzy w Polsce. Moim zdaniem, jedna i druga strona powinna sobie wziąć na wstrzymanie, nie udowadniać kto jest czemu winien, ale skonsolidować wysiłki nad pokonywaniem narosłych problemów, których winowajcami są także koledzy dzisiaj rządzących.

Bronisław Sroka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.