Co dalej z wilkami?
Wszystko wskazuje na to, że
z takim pytaniem spotykać się nam przyjdzie coraz częściej.
Co prawda Beskidy Zachodnie to nie Bieszczady, gdzie bywało,
że wilki w czasie srogich zim zaglądały do okien zasypanych
śniegiem chatynek, ale…
Do tego, że od kilku lat
wilcze watahy penetrują stoki Baraniej Góry i Skrzycznego, a
nawet - w poszukiwaniu żeru - zapuszczają się na uprawne
pola w Lipowej czy Słotwinie trochę się już przyzwyczailiśmy,
ale kiedy myśliwi, jeden po drugim, informują o spotkaniach
z wilkami na łodygowickich polach, pod Magurką, to jest już
zastanawiający sygnał.
Co on oznacza? Ano nic
innego, tylko, że brakuje im już przestrzeni życiowej w
Beskidzie Śląskim i zaczynają "kolonizować" tą
najgęściej zabudowaną, zachodnią część Beskidu Małego.
O wschodniej części, nazywanej popularnie Zasolskimi Górami,
nie wspominam, gdyż tam zagościły już dawniej, podobnie,
jak w Beskidzie Żywieckim.
Chociaż w naszych Beskidach
nie licząc ostatnich dwudziestu kilku lat, od ponad stu lat o
wilkach nie słyszano. Nie odnotowuje pozyskania ani jednego
wilka, prowadzone niezwykle skrupulatnie przez służby leśne
Habsburgów, zestawienie ubitej zwierzyny za lata 1877-1936.
Zaś pierwszego wilka po 1945 roku, strzelił leśniczy z Ujsoł
- Czesław Iwanek dopiero w 1983 roku.
Warto by więc może sygnał
coraz szerszego zasiedlania przez wilki Beskidów potraktować
poważnie i włączyć się do toczącej się w Polsce i świecie
dyskusji, która pozwoliłaby wypracować racjonalne
stanowisko w stosunku do tej populacji. Aktualnie od 1998 roku
wilk jest otoczony pełną ochroną gatunkową. Koszty, jakie
rokrocznie ponosi z tego tytułu państwo, idą w setki tysięcy
złotych, a rolnicy mimo to narzekają na ponoszone straty.
Nic dziwnego, tylko w latach 2000-2003 odnotowano, że wilki
zabiły 2321 zwierząt gospodarskich w Polsce.
Styczniowy numer Łowca
Polskiego publikuje ciekawe dane dotyczące tego gatunku. Są
to materiały z seminarium o wilku, które w październiku
ubiegłego roku odbyło się na Lubelszczyźnie, gdzie wg
materiałów bytuje około 20% wilczej populacji, głównie w
rejonie Polesia i Roztocza. Mówią o nim także inne artykuły.
Wyniki monitoringu
przeprowadzonego przez Zakład Badań Ssaków PAN w Białowieży
w latach 2000-2006 wskazują, że liczebność populacji wilka
w Polsce wahała się w granicach 550 do 670 osobników. Najwięcej
wilczych watah bytuje w Bieszczadach, potem na Lubelszczyźnie.
Kolejnym terenem ich penetracji są Beskidy Zachodnie.
Prowadzone badania wskazują na ciekawe zjawisko, a
mianowicie: o ile częściowa ochrona wilka /uznania go za
zwierzę łowne/ w 1975 roku przyniosła kilkakrotny wzrost
jego liczebności, to objęcie go 10 lat temu - w 1998 roku -
pełną ochroną gatunkową, nie przyczyniło się do wzrostu
liczebności populacji, a wręcz wykazuje tendencje spadkowe.
Na seminarium podkreślano,
że wilk na Słowacji jest zwierzęciem łownym, na Ukrainie i
Białorusi zwierzęciem zwalczanym. Polska "hoduje"
więc wilki dla myśliwych, w tym także polskich, którzy,
oczywiście za odpowiednią opłatą, polują w tych krajach.
Niewątpliwie jest to jeden z powodów braku przyrostu jego
populacji.
Ale czy tylko ten i czy aby
najważniejszy?
Odnotowany zastój w rozwoju
populacji wilka w ostatnim dziesięcioleciu, z naszego
beskidzkiego punktu widzenia, może mieć nieco inną wymowę.
Mniej więcej na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat
odnotowujemy liczebny wzrost jego populacji, najpierw w
rejonie Skrzycznego, a teraz Magurki. O ile kompleks leśny
Baraniej Góry i Skrzycznego obejmuje duże połacie lasów,
zapewniających mu spokój i w miarę zasobnych w zwierzynę płową
- podstawę jego diety, o tyle niewielki obszar leśny Magurki
i Hrobaczej Łąki, o dużym nasileniu ruchu turystycznego i
penetracji grzybiarzy, nie jest w stanie zapewnić mu spokoju
i odpowiedniej ilości pożywienia. Natomiast wyjątkowo gęsta
zabudowa tych terenów, z wspinającymi się na górskie
stoki, a nierzadko wrzynającymi się w las osiedlami, może
doprowadzać do częstych kontaktów z tym drapieżnikiem.
Zagrożone mogą być głównie psy łańcuchowe, uznawane
przez niego za duży przysmak.
Pisząc o tym, nie mam
zamiaru ani bić na alarm, ani zwoływać pospolitego ruszenia
przeciw wilkom. Chodzi tylko o doprowadzenie do tego, aby
wilka uznać za zwierzę łowne. Wówczas fachowcy określą
pojemność łowiska, to znaczy w jakim kompleksie i ile
osobników może bytować bez uciążliwości dla środowiska.
Nadmiar osobników albo może być przesiedlany np. na Zachód
Europy, gdzie rzekomo ma tyle obrońców, albo przeznaczony do
odstrzału, tak jak to się ma z innymi gatunkami zwierzyny łownej.
Być może wówczas nastąpi racjonalna ochrona wilka, służąca
przyrostowi jego liczebności tam, gdzie istnieją ku temu
warunki.
Mogłoby przecież u nas być
tak, jak w ościennych krajach, albo jak w Finlandii, gdzie
zwycięstwem dla myśliwych zakończyła się rozprawa przed
Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, wytoczona temu
krajowi przez Komisję Europejską, która była zdania, że
Finlandia wydaje zbyt dużo zezwoleń na pozyskanie wilka.
Monopolu na ochronę dużych
drapieżników nikt nie powinien sobie uzurpować. Ludzie żyjący
tu i teraz /tak jak w Finlandii/, najlepiej wiedzą co dla
ochrony własnego środowiska, do zachowania jego
uniwersalnych wartości, najbardziej jest wskazane i oni o tym
powinni współdecydować.
Stary Nemrod