Nad Sołą i Koszarawą - nr 3 (226) - 1 Luty  2008

  |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 

Co dalej z wilkami?

Wszystko wskazuje na to, że z takim pytaniem spotykać się nam przyjdzie coraz częściej. Co prawda Beskidy Zachodnie to nie Bieszczady, gdzie bywało, że wilki w czasie srogich zim zaglądały do okien zasypanych śniegiem chatynek, ale…

Do tego, że od kilku lat wilcze watahy penetrują stoki Baraniej Góry i Skrzycznego, a nawet - w poszukiwaniu żeru - zapuszczają się na uprawne pola w Lipowej czy Słotwinie trochę się już przyzwyczailiśmy, ale kiedy myśliwi, jeden po drugim, informują o spotkaniach z wilkami na łodygowickich polach, pod Magurką, to jest już zastanawiający sygnał.

Co on oznacza? Ano nic innego, tylko, że brakuje im już przestrzeni życiowej w Beskidzie Śląskim i zaczynają "kolonizować" tą najgęściej zabudowaną, zachodnią część Beskidu Małego.
O wschodniej części, nazywanej popularnie Zasolskimi Górami, nie wspominam, gdyż tam zagościły już dawniej, podobnie, jak w Beskidzie Żywieckim.

Chociaż w naszych Beskidach nie licząc ostatnich dwudziestu kilku lat, od ponad stu lat o wilkach nie słyszano. Nie odnotowuje pozyskania ani jednego wilka, prowadzone niezwykle skrupulatnie przez służby leśne Habsburgów, zestawienie ubitej zwierzyny za lata 1877-1936. Zaś pierwszego wilka po 1945 roku, strzelił leśniczy z Ujsoł - Czesław Iwanek dopiero w 1983 roku.

Warto by więc może sygnał coraz szerszego zasiedlania przez wilki Beskidów potraktować poważnie i włączyć się do toczącej się w Polsce i świecie dyskusji, która pozwoliłaby wypracować racjonalne stanowisko w stosunku do tej populacji. Aktualnie od 1998 roku wilk jest otoczony pełną ochroną gatunkową. Koszty, jakie rokrocznie ponosi z tego tytułu państwo, idą w setki tysięcy złotych, a rolnicy mimo to narzekają na ponoszone straty. Nic dziwnego, tylko w latach 2000-2003 odnotowano, że wilki zabiły 2321 zwierząt gospodarskich w Polsce.

Styczniowy numer Łowca Polskiego publikuje ciekawe dane dotyczące tego gatunku. Są to materiały z seminarium o wilku, które w październiku ubiegłego roku odbyło się na Lubelszczyźnie, gdzie wg materiałów bytuje około 20% wilczej populacji, głównie w rejonie Polesia i Roztocza. Mówią o nim także inne artykuły.

Wyniki monitoringu przeprowadzonego przez Zakład Badań Ssaków PAN w Białowieży w latach 2000-2006 wskazują, że liczebność populacji wilka w Polsce wahała się w granicach 550 do 670 osobników. Najwięcej wilczych watah bytuje w Bieszczadach, potem na Lubelszczyźnie. Kolejnym terenem ich penetracji są Beskidy Zachodnie. Prowadzone badania wskazują na ciekawe zjawisko, a mianowicie: o ile częściowa ochrona wilka /uznania go za zwierzę łowne/ w 1975 roku przyniosła kilkakrotny wzrost jego liczebności, to objęcie go 10 lat temu - w 1998 roku - pełną ochroną gatunkową, nie przyczyniło się do wzrostu liczebności populacji, a wręcz wykazuje tendencje spadkowe.

Na seminarium podkreślano, że wilk na Słowacji jest zwierzęciem łownym, na Ukrainie i Białorusi zwierzęciem zwalczanym. Polska "hoduje" więc wilki dla myśliwych, w tym także polskich, którzy, oczywiście za odpowiednią opłatą, polują w tych krajach. Niewątpliwie jest to jeden z powodów braku przyrostu jego populacji.

Ale czy tylko ten i czy aby najważniejszy?

Odnotowany zastój w rozwoju populacji wilka w ostatnim dziesięcioleciu, z naszego beskidzkiego punktu widzenia, może mieć nieco inną wymowę. Mniej więcej na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat odnotowujemy liczebny wzrost jego populacji, najpierw w rejonie Skrzycznego, a teraz Magurki. O ile kompleks leśny Baraniej Góry i Skrzycznego obejmuje duże połacie lasów, zapewniających mu spokój i w miarę zasobnych w zwierzynę płową - podstawę jego diety, o tyle niewielki obszar leśny Magurki i Hrobaczej Łąki, o dużym nasileniu ruchu turystycznego i penetracji grzybiarzy, nie jest w stanie zapewnić mu spokoju i odpowiedniej ilości pożywienia. Natomiast wyjątkowo gęsta zabudowa tych terenów, z wspinającymi się na górskie stoki, a nierzadko wrzynającymi się w las osiedlami, może doprowadzać do częstych kontaktów z tym drapieżnikiem. Zagrożone mogą być głównie psy łańcuchowe, uznawane przez niego za duży przysmak.

Pisząc o tym, nie mam zamiaru ani bić na alarm, ani zwoływać pospolitego ruszenia przeciw wilkom. Chodzi tylko o doprowadzenie do tego, aby wilka uznać za zwierzę łowne. Wówczas fachowcy określą pojemność łowiska, to znaczy w jakim kompleksie i ile osobników może bytować bez uciążliwości dla środowiska. Nadmiar osobników albo może być przesiedlany np. na Zachód Europy, gdzie rzekomo ma tyle obrońców, albo przeznaczony do odstrzału, tak jak to się ma z innymi gatunkami zwierzyny łownej. Być może wówczas nastąpi racjonalna ochrona wilka, służąca przyrostowi jego liczebności tam, gdzie istnieją ku temu warunki.

Mogłoby przecież u nas być tak, jak w ościennych krajach, albo jak w Finlandii, gdzie zwycięstwem dla myśliwych zakończyła się rozprawa przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, wytoczona temu krajowi przez Komisję Europejską, która była zdania, że Finlandia wydaje zbyt dużo zezwoleń na pozyskanie wilka.

Monopolu na ochronę dużych drapieżników nikt nie powinien sobie uzurpować. Ludzie żyjący tu i teraz /tak jak w Finlandii/, najlepiej wiedzą co dla ochrony własnego środowiska, do zachowania jego uniwersalnych wartości, najbardziej jest wskazane i oni o tym powinni współdecydować.

Stary Nemrod

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.