kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (225) - 15 Styczeń 2008

 |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 


 
Jesteśmy uczestnikami wielkich dziejowych decyzji

Noc z 20 na 21 grudnia 2007 roku zapisana zostanie złotymi zgłoskami w najcenniejszych annałach ludzkości. Dokładnie o północy usunięte zostały graniczne szlabany oddzielające Polskę od Litwy, Słowacji, Czech i Niemiec. Tym samym spełniło się marzenie milionów Polaków, którzy od tego dnia mogą bez przeszkód podróżować po wszystkich krajach Unii Europejskiej /poza Anglią, Bułgarią, Irlandią i Rumunią/ oraz podejmować obywateli tych państw u siebie.

Układ z Schengen wszedł w życie!!!

Znaczenie tego dziejowego aktu jest ogromne. Wielu z nas z trudem uświadamia sobie być może jego wymowę. Otwarcie granic to nie tylko swobodne przemieszczanie się obywateli, bezcłowy - pozbawiony kontroli granicznej - przepływ towarów. To obustronny, wzajemny kontakt. Porozumiewanie się, oddziaływanie na siebie. Poznawanie siebie nawzajem.

Zrobiliśmy milowy krok na drodze stawania się pełnoprawnym członkiem:
Wielkiej Europejskiej Rodziny Narodów.

Czeka nas długotrwały proces i od nas zależeć będzie w jakim tempie i w jaki sposób będzie przebiegał. Nie od razu przecież znikną różnice w zarobkach. W poziomie życia obywateli. W nawykach i przyzwyczajeniach.
W nawarstwionych, wielowiekowych uprzedzeniach i zapatrywaniach.
W barierach językowych. To wszystko stopniowo i powoli trzeba będzie zacierać. Jak trudny i złożony to proces, obserwować możemy śledząc efekty procesu łączenia się w jedno państwo NRD i NRF. Mimo upływu prawie 16 lat od zburzenia muru berlińskiego, mimo przeznaczania przez Niemcy Zachodnie ogromnych środków na likwidację różnic ekonomicznych, wciąż istnieją dysproporcje w rozwoju obu części Niemiec. Występują animozje, niedomówienia i frustracje, będące wynikiem nie przystosowania się części społeczności dawnej NRD do nowych warunków bycia i życia.
A przecież to jeden kraj, jeden naród. Absolutną rację mają ci, którzy stwierdzają, że prawdziwa europejska integracja rozpoczyna się w głowie i sercu.

Staje przed nami także inny problem, który można nazwać: jak być jednością w wielości. Chodzi o to, abyśmy łącząc się coraz mocniejszymi więzami z europejską rodziną, nie zatracali naszych narodowych cech, nie zapominali wspaniałych tradycji i przebogatej, narodowej kultury. Abyśmy nie "małpowali" wszystkiego, z czym coraz szerzej docierać będzie do nas Europa /a czasami mamy takie tendencje/, ale umieli przyjmować w sposób wybiórczy to, co dobre, szlachetne i postępowe, a zarazem zachowali naszą narodową godność i poczucie dumy z dziedzictwa, jakie przejęliśmy po przodkach, we wszystkich jego wymiarach.

Podbeskidzie to wyjątkowo szeroka brama otwierająca się na południe i południowy - zachód Europy. Prawie 10% ze 1185 km polskiego, najdłuższego zewnętrznego odcinka granicy Unii Europejskiej przebiega
w Beskidach. Już dzisiaj gościmy u nas wielu wczasowiczów i turystów z pozostałych krajów Unii. Będzie ich z każdym rokiem coraz więcej. Starajmy się ich podejmować godnie, z szacunkiem i serdecznością. No, może nie tą staropolską "zastaw się, a postaw się", szczególnie w napojach, ale… Przychylność i otwarte serce każdy bez słów wyczuje. Tłumacz tutaj niepotrzebny. Jeżeli do tego dojdą godne, higieniczne warunki bytowania i dobra - o właśnie - dobra, staropolska kuchnia, to będzie najlepsza nasza wizytówka na dzisiaj i na przyszłość.

Winniśmy także mieć na uwadze fakt, że od wielu pokoleń w oczach świata odbierani jesteśmy jako naród ludzi zdolnych i pracowitych, ale równocześnie, jako ludzi zacofanych, o nieprzewidywalnych zachowaniach, swarliwych, chętnych do "wypitki i wybitki". Ostatnie dziesięciolecia, a także zachowania naszych niektórych polityków, tego obrazu nie zmieniły. Nad zmianą tego obrazu trzeba nam będzie mocno pracować, aby - sposobem bycia i życia - nie odbiegać od ogólnoeuropejskiego standardu.

Wielką rolę do odegrania w tym względzie ma ostatnia fala naszej kilkumilionowej emigracja zarobkowej. Młodzi Polacy, których Rzeczpospolita potraktowała niczym macocha, wyganiając w świat za chlebem. Oni mogą i w wielu wypadkach to czynią, budować tam - w świecie właściwy wizerunek Polski i Polaków, a przyjeżdżając w odwiedziny do kraju przedstawiać nam prawdziwy obraz Zachodu. Nie blichtr, nie to co się świeci, ale tamtejsze, zwyczajne, codzienne życie, szacunek do pracy oraz kult fachowości
i rzetelności.

Świadomie napisałem o przyjazdach w odwiedziny, gdyż póki co, niskie płace w kraju oraz stosunki i warunki w pracy, do powrotu nie zachęcają. Miejmy jednak nadzieję, że i to powoli zacznie się zmieniać. Że wykształcenie i fachowość również u nas zaczną być w cenie i wówczas ci, którym nostalgia spać po nocach nie daje, także zaczną wracać na rodzinne łono.

A kiedy to nastąpi, wówczas będziemy mogli powiedzieć: "Wreszcie jesteśmy w Europie!!!"

Oby to jak najszybciej miało miejsce.

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.