Jesteśmy uczestnikami wielkich dziejowych
decyzji
Noc z 20 na 21 grudnia 2007
roku zapisana zostanie złotymi zgłoskami w najcenniejszych
annałach ludzkości. Dokładnie o północy usunięte zostały
graniczne szlabany oddzielające Polskę od Litwy, Słowacji,
Czech i Niemiec. Tym samym spełniło się marzenie milionów
Polaków, którzy od tego dnia mogą bez przeszkód podróżować
po wszystkich krajach Unii Europejskiej /poza Anglią, Bułgarią,
Irlandią i Rumunią/ oraz podejmować obywateli tych państw
u siebie.
Układ z Schengen wszedł w
życie!!!
Znaczenie tego dziejowego
aktu jest ogromne. Wielu z nas z trudem uświadamia sobie być
może jego wymowę. Otwarcie granic to nie tylko swobodne
przemieszczanie się obywateli, bezcłowy - pozbawiony
kontroli granicznej - przepływ towarów. To obustronny,
wzajemny kontakt. Porozumiewanie się, oddziaływanie na
siebie. Poznawanie siebie nawzajem.
Zrobiliśmy milowy krok na
drodze stawania się pełnoprawnym członkiem:
Wielkiej Europejskiej Rodziny Narodów.
Czeka nas długotrwały
proces i od nas zależeć będzie w jakim tempie i w jaki sposób
będzie przebiegał. Nie od razu przecież znikną różnice w
zarobkach. W poziomie życia obywateli. W nawykach i
przyzwyczajeniach.
W nawarstwionych, wielowiekowych uprzedzeniach i
zapatrywaniach.
W barierach językowych. To wszystko stopniowo i powoli trzeba
będzie zacierać. Jak trudny i złożony to proces, obserwować
możemy śledząc efekty procesu łączenia się w jedno państwo
NRD i NRF. Mimo upływu prawie 16 lat od zburzenia muru berlińskiego,
mimo przeznaczania przez Niemcy Zachodnie ogromnych środków
na likwidację różnic ekonomicznych, wciąż istnieją
dysproporcje w rozwoju obu części Niemiec. Występują
animozje, niedomówienia i frustracje, będące wynikiem nie
przystosowania się części społeczności dawnej NRD do
nowych warunków bycia i życia.
A przecież to jeden kraj, jeden naród. Absolutną rację mają
ci, którzy stwierdzają, że prawdziwa europejska integracja
rozpoczyna się w głowie i sercu.
Staje przed nami także inny
problem, który można nazwać: jak być jednością w wielości.
Chodzi o to, abyśmy łącząc się coraz mocniejszymi więzami
z europejską rodziną, nie zatracali naszych narodowych cech,
nie zapominali wspaniałych tradycji i przebogatej, narodowej
kultury. Abyśmy nie "małpowali" wszystkiego, z
czym coraz szerzej docierać będzie do nas Europa /a czasami
mamy takie tendencje/, ale umieli przyjmować w sposób wybiórczy
to, co dobre, szlachetne i postępowe, a zarazem zachowali
naszą narodową godność i poczucie dumy z dziedzictwa,
jakie przejęliśmy po przodkach, we wszystkich jego
wymiarach.
Podbeskidzie to wyjątkowo
szeroka brama otwierająca się na południe i południowy -
zachód Europy. Prawie 10% ze 1185 km polskiego, najdłuższego
zewnętrznego odcinka granicy Unii Europejskiej przebiega
w Beskidach. Już dzisiaj gościmy u nas wielu wczasowiczów i
turystów z pozostałych krajów Unii. Będzie ich z każdym
rokiem coraz więcej. Starajmy się ich podejmować godnie, z
szacunkiem i serdecznością. No, może nie tą staropolską
"zastaw się, a postaw się", szczególnie w
napojach, ale… Przychylność i otwarte serce każdy bez słów
wyczuje. Tłumacz tutaj niepotrzebny. Jeżeli do tego dojdą
godne, higieniczne warunki bytowania i dobra - o właśnie -
dobra, staropolska kuchnia, to będzie najlepsza nasza wizytówka
na dzisiaj i na przyszłość.
Winniśmy także mieć na
uwadze fakt, że od wielu pokoleń w oczach świata odbierani
jesteśmy jako naród ludzi zdolnych i pracowitych, ale równocześnie,
jako ludzi zacofanych, o nieprzewidywalnych zachowaniach,
swarliwych, chętnych do "wypitki i wybitki".
Ostatnie dziesięciolecia, a także zachowania naszych niektórych
polityków, tego obrazu nie zmieniły. Nad zmianą tego obrazu
trzeba nam będzie mocno pracować, aby - sposobem bycia i życia
- nie odbiegać od ogólnoeuropejskiego standardu.
Wielką rolę do odegrania w
tym względzie ma ostatnia fala naszej kilkumilionowej
emigracja zarobkowej. Młodzi Polacy, których Rzeczpospolita
potraktowała niczym macocha, wyganiając w świat za chlebem.
Oni mogą i w wielu wypadkach to czynią, budować tam - w świecie
właściwy wizerunek Polski i Polaków, a przyjeżdżając w
odwiedziny do kraju przedstawiać nam prawdziwy obraz Zachodu.
Nie blichtr, nie to co się świeci, ale tamtejsze, zwyczajne,
codzienne życie, szacunek do pracy oraz kult fachowości
i rzetelności.
Świadomie napisałem o
przyjazdach w odwiedziny, gdyż póki co, niskie płace w
kraju oraz stosunki i warunki w pracy, do powrotu nie zachęcają.
Miejmy jednak nadzieję, że i to powoli zacznie się zmieniać.
Że wykształcenie i fachowość również u nas zaczną być
w cenie i wówczas ci, którym nostalgia spać po nocach nie
daje, także zaczną wracać na rodzinne łono.
A kiedy to nastąpi, wówczas
będziemy mogli powiedzieć: "Wreszcie jesteśmy w
Europie!!!"
Oby to jak najszybciej miało
miejsce.
Antoni Urbaniec