Prosto z mostu
Pierwsze dni stycznia to
szczególny okres, okres podsumowania poprzedniego roku.
Zamierzałem dokonać takiej analizy w skali naszego regionu,
ale uprzedziła mnie w tym red. M. Lach z Dziennika
Zachodniego, gdzie w sposób profesjonalny dokonała przebiegu
ważnych wydarzeń z poprzedniego roku na Żywiecczyźnie.
Moim zdaniem, zupełnie niepotrzebny był wstręt osobowy co
do jednego z kandydatów do parlamentu, ale cóż, to jest
prawo dziennikarza i red. Lach z tego skorzystała.
W związku z powyższym
zmieniam treść felietonu, dzieląc się swoimi refleksjami
na tematy jak zwykle społeczno-polityczne. Asumptem do tego
były w czasie laby świątecznej lektury gazet i czasopism
oraz nachalne nieraz audycje telewizyjne, szczególnie na kanałach
TVN 24 i Superstacji.
Krótki co prawda okres
sprawowania władzy przez nową koalicję unaocznił jak
wielka jest przepaść między poprzednim rządem a obecnym.
Prawdą jest, że nowy rząd
za wszelką cenę postanawia sobie obnażyć błędy
poprzedniej ekipy, ale w przypadku ostatniej zmiany jest to aż
zatrważające. Poprzednia ekipa, a szczególnie formacja
Prawa i Sprawiedliwości złapała się we własne sidła nie
przewidując, że tandem Kaczyńskich może być już po dwóch
latach na śmietniku historii.
Stąd też zostało wiele
niejasności, wiele spraw niedokończonych, często zresztą
bardzo kontrowersyjnych. Ale przy okazji wychodzi wiele spraw,
które przeciętnego śmiertelnika przyprawiają o zawrót głowy.
Hasłem przewodnim koalicji PiS, Samoobrona i LPR było
stworzenie IV Rzeczypospolitej, a wraz z nią lansowano ideę
"taniego państwa".
O tym jak tą ideę
realizowano świadczy przerost w administracji rządowej oraz
oszczędności finansowe w poszczególnych resortach. Nie będę
powtarzał tego, o czym wszyscy wiedzą, ale zelektryzowała
mnie jedna informacja. Rzecz dotyczy wydawania środków pieniężnych
przez osoby, które miały dostęp do specjalnych kart. To się
w pale nie mieści, aby urzędnik państwowy mógł być tak
bezczelny i państwowe środki wydawać na własne potrzeby.
Suma tych indywidualnych wydatków to kwota około 1,2 ml zł,
z czego przynajmniej 30% wydatków to kwoty wydane z
naruszeniem prawa.
Być może w skali kraju
jest to w budżecie mikroprocentowa kwota, ale chyba nie o to
chodzi, chodzi o zasadę uczciwości urzędników państwowych,
którzy do najbiedniejszych w kraju wcale nie należą. Czasem
przez głupią jedną decyzję ministerialną budżet państwa
traci dużo, dużo więcej.
Kolejna refleksja nasuwa się
w związku z potyczkami, a właściwie to już wojną między
poprzednią ekipą z resortu sprawiedliwości a obecną.
Wychodzi z tego, że jedni zamykali do aresztów, a drudzy ich
teraz wypuszczają.
Sam liznąłem prawa, ale
zawsze mnie uczono, że jak paragraf to paragraf, a nie tak,
że poprzednicy interpretowali go tak, a następcy inaczej.
Czas pokaże, jakie będą
efekty finalne, ale z kolei boję się, że zamiast sądów w
akcji najczęściej będzie się używać sejmowych komisji śledczych,
co wcale nie jest zdrową praktyką przy osądzaniu spraw, które
z reguły mają podtekst polityczny.
Jak na razie widać, nowa
ekipa stara się nie wychodzić przed orkiestrę i mniej mówi
o tanim państwie, a bardziej pilnuje oszczędności. Oby się
tyko nie zagłodzili.
I jeszcze jedna taka z
ostatniej chwili informacja, która mieści się w rubryce
"tanie państwo". Otóż doczytałem się, że
wysoki urzędnik Pałacu Prezydenckiego, a konkretnie pani
minister Fotyga za nasze pieniądze bawiła na urlopie w
Krynicy. Te nasze pieniądze to przejazd służbową Lancią w
asyście dwóch "borowików", którzy spełniali tam
chyba rolę kamerdynerów.
Szanuję głowę państwa,
ale tego Mu wybaczyć nie można. Uzasadnienie, że pani
minister z racji swej funkcji ma przedzieloną obstawę jest
co najmniej idiotyczne i dziwię się, że w państwie prawa
wysoki urzędnik z kancelarii prezydenta nawet na wczasach
musi się bać. A czy nie wystarczyłaby ochrona wykonywana
przez męża, z którym ta pani była na urlopie? Jest to
absurd, ale absurd bardzo kosztowny.
O ile już pogodziłem się
z nadużyciami przywilejów przez poprzednią ekipę, o tyle
szlag mnie chciał trafić jak dowiedziałem się, że nasz
Wysoki Sejm podniósł od nowego roku apanaże tak w dietach,
jak i w ryczałtach na biura poselskie. To już czysta kpina z
wyborców i całego społeczeństwa. Argumentacja, że
odbierze się parlamentarzystom bezpłatne taksówki czy inne
wydatki mieszkaniowe jest śmieszna i idiotyczna. Obraża nas
to, gdyż tenże Sejm wybrany przez nas po prostu z nas kpi.
Mogę to tłumaczyć tym, że
posłowie dostali podwyżki, gdyż szykują się od nowego
roku podwyżki od prądu zaczynając, a na żywności kończąc.
Wydawało mi się, że ta większość
parlamentarna, która tworzy rząd wyciągnie wnioski z
poprzednich błędów. Ale gdzie tam. Zadaję pytanie. Jak to
się ma do przewidywanej od marca podwyżki rent o 5,6% (słownie:
pięć i sześć dziesiątych procenta). Czyli rencista, który
ma na rękę 700 złotych otrzyma "aż" około 40 złotych.
Boję się, że z tak
szumnych zapowiedzi w exposé premiera Donalda Tuska będzie
niewiele spełnionych obietnic, które padały w czasie
kampanii wyborczej.
Jest coś, co tworzy coraz
bardziej zapalną atmosferę w kraju. To ogromna dysproporcja
w płacach między sferą budżetową, a pracownikami
najemnymi.
Podawane przeciętne czy też
minimalne wynagrodzenia w skali kraju to czysta fikcja, a właściwie
wierutne kłamstwo.
Najbardziej upodloną (nie
boję się tego określenia użyć) grupą społeczną są
niestety emeryci i renciści. Przede wszystkim emeryci.
Spotykam ludzi, którzy za ponad 40-letni staż pracy w
firmach państwowych otrzymują niecały tysiąc złotych. Ale
jest to grupa społeczna, grupa milcząca. Bo proszę sobie
wyobrazić strajk emerytów wraz z rencistami. Pies z kulawą
nogą by nie zareagował. Władza powie, a niech sobie
postrajkują to im pójdzie na zdrowie. Może te refleksje są
smutne. Ale unaoczniają naszą rzeczywistość. Gdyż z
jednej strony gospodarka pnie się do góry, zmniejsza się
bezrobocie (kosztem emigracji), zaś z drugiej strony rośnie
strefa biedy, gdzieniegdzie już nędzy. Ale kończąc wierzę,
że nie spełni się hasło "lepiej już było". Bądźmy
dobrej myśli.
Kazimierz Semik