kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (225) - 15 Styczeń 2008

 |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 


 
Harnaś Beskidów Sebastian Kawa najlepszym pilotem świata

Lekarz, Sebastian Kawa z Międzybrodzia Żywieckiego, od 2005 roku jest uznawany przez Światową Federację Lotniczą /FAI/ za najlepszego pilota szybowcowego na świecie. Od roku 2003 wygrał wszystkie zawody szybowcowe o randze mistrzostw świata i Europy w jakich startował. Zdobył już w nich sześć złotych medali. Nikt dotąd nie miał takiego pasma sukcesów w tej dyscyplinie sportu. Wszystkie te sukcesy odniósł latając na polskich szybowcach.

Szybownictwo jest piękną, ale trudną dyscypliną. Pilot szybowcowy, z ambicjami na sukcesy w rywalizacji sportowej, musi posiadać wyjątkowe cechy niezbędne dla uprawiania sportów technicznych - pozwalające na mistrzowskie prowadzenie maszyny w trzech wymiarach przestrzeni. Szybowiec lata bez silnika, wykorzystując tylko siły atmosfery. Pilot latający zawodniczo musi się więc wykazywać dużą wiedzą z meteorologii, teorii lotu, nawigacji, uzdolnieniami pozwalającymi na doskonałą ocenę warunków lotu, wyliczanie i dobór zmiennych parametrów lotu, aby maksymalnie wykorzystać istniejące warunki i przetworzyć je skutecznie na prędkość, lub odległość lotu. Trzeba skupiać uwagę na optymalizacji lotu, precyzyjnym pilotowaniu szybowca, ale jednocześnie bacznie obserwować wszystko co dzieje się w atmosferze, bo nawet motyl porwany przez prądy powietrzne może być cenną wskazówką. Ciągłej analizy wymaga też sytuacja taktyczna i postępowanie konkurentów. To wszystko odbywa się przy sporym napięciu emocjonalnym, czasem w ogromnej turbulencji, tuż przy skalnych ścianach i prędkościach przekraczających 300 km/h.

W trakcie rywalizacji zawodnik często wchodzi w sytuacje i miejsca, przed którymi zostawia się rozsądek – ważna jest więc umiejętność odpowiedniego wyważania ryzyka. Ponieważ każdy lot trwa kilka godzin, a zawody około dwu tygodni, trzeba mieć świetną kondycję i nerwy ze stali, by zwycięsko wychodzić z takich prób.

Miniony sezon lotniczy był bardzo dobry dla Sebastiana. Otwarły go zawody „O Puchar Euroregionu Beskidy” rozgrywane w naszym malowniczym zakątku świata, w górach Polski, Czech i Słowacji. Latem, również na Żarze, ścigał się w widowiskowych wyścigach Grand Prix. Piękny film z tych zawodów prezentowany był w TVN.

Podczas rozgrywanych w Lesznie mistrzostw Polski miał on przyjemność zmierzyć się z czołówką naszych pilotów, nad terenem równinnym.

We wszystkich tych zawodach nie dał szans konkurentom.

Na przełomie lipca i sierpnia obaj wybraliśmy się na Litwę. Sebastian jako reprezentant Polski w mistrzostwach Europy, ja w roli kierownika ekipy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz występ wśród nacji, której losy splecione były z naszymi przez tyle wieków - a zwłaszcza dla tych, którzy ciągle posługują się tu językiem Sędziego i pana Tadeusza - ma wagę nie tylko sportową.

Mieliśmy świadomość, że będziemy pod wnikliwą obserwacją mieszkających tu Polaków i sympatyzujących z nami mieszkańców tej krainy. Było też oczywiste, że bacznie będziemy oceniani także przez tych, którzy mają nieco odmienne poglądy na wspólne dzieje.

Pobyt nad Niemnem był więc dla nas rodzajem pielgrzymki. Sebastian, wyspecjalizowany w lataniu górskim, nie mógł wykorzystywać tu swoich najważniejszych atutów. Nie zdołaliśmy też wcześniej poznać, tak ważnej w szybownictwie, specyfiki klimatu. Wiadomo też było, że będzie on nieustannie pod presją tych, którzy mają ambicję wygrać ze światowym liderem, konsekwentnie polując na jego błąd, oraz nieuchronna będzie asysta „rzepów” pragnących wieźć się za ogonem jego szybowca.

Na dodatek zawiodła pogoda. Zamiast opiewanych przez poetów białych obłoków, płynących po błękicie niczym stada łabędzi, nad zakolami Niemna i rozległymi kniejami snuły się ponure welony deszczowych chmur - z rzadka dając dostęp do ziemi promieniom słońca, które są motorem napędowym prądów wstępujących, dających podparcie skrzydeł szybowców i wielkich ptaków.

Takie dni bez lotów dawały jednak świetną okazję do wędrówek przez urocze zaułki pięknie odnowionego Wilna, refleksji na alejkach Rossy, rozbudzały wyobraźnię nad wodami jeziora okalającego potężną warownię w Trokach. Co młodsi próbowali oczywiście szukać ścieżek Telimeny w okalających lotnisko, rozległych borach.

Mimo zdradliwej, niekorzystnej pogody i ostrej rywalizacji Sebastian w pięknym stylu obronił swój mistrzowski tytuł, więc na zakończenie zawodów, do stóp kopca na przeciwległym brzegu Niemna, niosła się pieśń przyniesiona do tych pól malowanych przez legiony, na których cześć usypano tu przed laty ten okazały kurhan. W kraju tym, w którym prezydent popisywał się samolotowymi lotami pod mostami Wilna, lotnictwo ma miejsce szczególne, toteż nie dziwiła obecność znaczących osobistości i bogata oprawa mistrzostw. Wzruszający był moment, gdy Vitautas Landsbergis złożył mi po polsku gratulacje dla Sebastiana i naszej drużyny, która także zwyciężyła w zawodach. To zwycięstwo umocniło Sebastiana na pozycji lidera światowej listy rankingowej pilotów.

W grudniu 2007 roku, gdy my stroiliśmy choinki, Sebastian z dala od rodzinnego domu, jako jedyny reprezentant Polski, bronił swojej wysokiej pozycji w Światowym Szybowcowym Grand Prix. Zawody odbywały się na wyspach, na których wcale nie było ssaków i wszystko jest na odwrót. Odmiennie wędrują tam wyże i niże, na odwrót kręcą się prądy wstępujące, cień jest po stronie południowej, a nawet Słońce wędruje od prawej do lewej strony. Tam lata się wśród i nad skalistymi grzbietami Alp Południowych smaganych wichrami z Antarktydy, Morza Tasmańskiego lub burzami tropików.

Te niezwykle widowiskowe wyścigi zorganizowano w Nowej Zelandii i po raz kolejny, nawet tam, Sebastian Kawa wywalczył, a raczej wylatał, mistrzostwo świata.

Gospodarze kraju ptaka kiwi przygotowali się niezwykle starannie do mistrzostw. Przekazywali bezpośrednie relacje z lotów za pośrednictwem TV do wielu krajów świata, a przez to sławiąc kunszt polskiego pilota, mieszkańca Żywiecczyzny.

Tomasz Kawa

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.