kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (225) - 15 Styczeń 2008

 |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 

 


CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE

Dzieje wsi Gilowice -cd.-

Sporo niejasności budzi także sama nazwa wsi, zmieniająca się wielokrotnie na przestrzeni dziejów. Gielowice, Gilliowice, Gigersdorf, Gerowicz, Gilowice.

Andrzej Komoniecki w "Dziejopisie Żywieckim" pisze, że nazwa pochodzi stąd: "iż w tej wsi nad rzeką gilów, ptaków gnieździło się wiele i stąd nazwa."

Inni historycy twierdzą, że nazwa wsi wywodzi się od staropolskiego określenia "gira", czyli noga. Jak było w rzeczywistości, z braku wiarygodnych dokumentów trudno dziś ustalić. Niemiecko brzmiącą nazwę Gigersdorf, lub Gerowicz wprowadził niewątpliwie zniemczony książę oświęcimski Władysław I, panujący w latach 1246-1281, wnuk polskiego księcia, krakowskiego seniora Władysława Wygnańca, ponieważ istnieje w Archiwum oświęcimskim dokument przez niego podpisany, datowany na rok 1277, zmieniający nazwę Kęt, na Liebenwerde. Wówczas to Rychwałd nosił nazwę Lichtenwald, Łękawica - Lenkawitz. Pisze o tym Jan Stanek w książce "Z dziejów Ziemi Oświęcimskiej".
O innych sąsiednich miejscowościach brak wiadomości. Nazwy te figurowały jedynie w dokumentach książęcych, pisanych po czesku, lub po niemiecku i w spisach świętopietrza, zaś ludność posługiwała się nazwami polskimi, bo tamte nie utrwaliły się w tradycji.

Stąd prosty wniosek, że wsie te musiały istnieć już w połowie wieku XIII.

Gilowice już w średniowieczu, nie były wsią zaściankową. Już wówczas w niektórych mieszkańcach budziło się poczucie postępu w zgnuśniałej przecież rzeczywistości pańszczyźnianego poddaństwa. Niewątpliwie siedziba Starego Dworu, mieszcząca się na terenie Gilowic, jakkolwiek dwór ten zaliczany był ustawicznie do Ślemienia, w jakiś sposób oddziaływała na społeczeństwo Gilowic.

W 1534 roku urodził się tutaj we wsi niejaki Paweł Gilowski, który został księdzem. Był proboszczem w Wojniczu przez kilka lat, by później, na fali szerzącego się w Polsce protestantyzmu przejść do ich obozu, odłamu kalwińskiego. Wkrótce stał się jednym z najaktywniejszych krzewicieli tego wyznania, został bowiem ministrem zborów w Przeciszowie i Polance, a później superintendentem w księstwach oświęcimskim i zatorskim. Zmarł w Łańcucie w 1595 roku, pozostawiając syna Samuela. Jego biografia zamieszczona w Polskim Słowniku Biograficznym, autorstwa prof. Stanisława Szczotki podaje, że Paweł Gilowski był synem Macieja Gilowskiego, właściciela tej wsi, co nie jest prawdą, bo żaden Gilowski w owym czasie nie był tutaj posiadaczem czegokolwiek. Paweł mógł być co najwyżej synem sołtysa, lub młynarza, bo tylko synowie tej grupy społecznej mogli być jakoś nobilitowani przez dominium, a który po święceniach przyjął nazwisko Gilowski, zgodnie z ówczesnym obyczajem. Mniej więcej w jednakowym czasie, w drugiej połowie XVII wieku wyświęceni byli dwaj inni gilowianie: Jan Lubrzyński, będący przez pewien czas wikariuszem przy katedrze na Wawelu, a później proboszczem w Sączu i drugi, Dominik Gąsiorek i ten po święceniach przyjął nazwisko Anzerski, będące uszlachetnieniem łacińskiej nazwy gęsi (anser-is). Ksiądz Anzerski przez ponad pięćdziesiąt lat był tylko wikarym w Rychwałdzie i służąc trzem kolejnym proboszczom, nie doczekał się awansu nawet o szczebel wyżej.

Nie mieli łatwego życia przez długie wieki nasi pradziadowie. Jeszcze w czasach piastowskich król, lub jego plenipotent rozstrzygali spory, nawet między szlachtą a chłopami. W 1520 roku król Zygmunt Stary zrzekł się jurysdykcji nad chłopstwem, uzależniając każdego z nich od swojego pana. Równocześnie w tym samym roku na sejmie piotrkowskim wyznaczono darmową pańszczyznę na rzecz dworu w wysokości 1-2 dni w roku z posiadanego łanu ziemi uprawnej. W państwie ślemieńskim, a więc i w Gilowicach wymiar tej pańszczyzny, zapisany w inwentarzu z roku 1798 wynosił aż 104 dni w roku, z tego samego areału posiadanej roli. Uciążliwe to zobowiązanie, w ciągu 278 lat wzrosło więc prawie stukrotnie. Prócz tego każdego mieszkańca wsi, niezależnie od tego czy był rolnikiem, zagrodnikiem, komornikiem, chałupnikiem czy polaniarzem (hodujący owce), obowiązywało dostarczanie dworowi płodów rolnych w naturze, a więc: bydła, ryb, kapłonów, kur, indyków, przepiórek, jaj, a niektórzy także włókna lnianego, wełny, lub przędzy. Najciekawszym jednak w tym inwentarzu jest zapis, że wielu tutejszych ludzi dotyczył obowiązek dostarczania tychże w ilości 1 i pół, 3 i pół sztuki czegoś. Ciekawa rzecz, jak wywiązywali się z tego obowiązku ci, którym inwentarz wyznaczał dostarczenie 3 i pół jajka, bo takie ilości także są uwidocznione w tym inwentarzu, sporządzonym w ramach tzw. "Katastru gruntowego", w myśl rozporządzenia cesarza Józefa II z 1785 roku i stanowił podstawę wymiaru podatku. Kataster ten obowiązywał w Galicji do roku 1820. W latach następnych opracowano nowy kataster i zgodnie z jego wymogami sporządzono wówczas pierwsze w historii tutejszego rolnictwa mapy katastralne w roku 1848. Działania te były integralną częścią ustawy o zniesieniu pańszczyzny w zaborze austriackim.

Paradoksem jest, że te nadzwyczaj uciążliwe prawa próbował znieść dopiero austriacki zaborca, usiłując wprowadzić na terenie Galicji tzw. "Ustawy józefińskie", cesarza Józefa II, zrównujące obowiązki chłopów polskich z austriackimi. Wówczas to ziemianie polscy podnieśli larum, śląc do sejmu we Lwowie niezliczone protesty, między innymi i właściciele ślemieńskiego dominium, przeciwko liberalizacji obciążeń feudalnych. Nie pomogły usilne starania naszych posłów, między innymi księdza Antałkiewicza, proboszcza ze Ślemienia, Siwca z Lasu, czy Szweda z Jeleśni, optujących za wprowadzeniem reform. W rezultacie cesarstwo austriackie wycofało się z tego pomysłu, utrzymując tylko niewielkie zmiany w ustawie. Stan taki trwał więc aż do zniesienia pańszczyzny przez władze austriackie w dniu 17 kwietnia 1848 roku.

Rezultatem zniesienia pańszczyzny, która spowodowała brak darmowej siły roboczej w folwarkach pańskich, stało się gwałtowne ich zbywanie przez dotychczasowych właścicieli. Nabywali je ci, co mieli żywą gotówkę, a więc przede wszystkim Żydzi.
W całej Galicji przeszło wówczas w ręce żydowskie ponad pięć tysięcy folwarków.

Obowiązywało wówczas prawo dotyczące właścicieli ziemskich tzw. "kolatorstwa" pochodzące jeszcze z czasów przedrozbiorowych. Polegało ono na tym, że właściciel wsi obowiązany był do utrzymania kościoła parafialnego i oprawy dla księdza. W zamian, właścicielom służyło prawo "prezenty" czyli przedstawiania biskupowi kandydata na proboszcza w swoim kościele. Na naszym terenie kościoły w Rychwałdzie i w Ślemieniu podpadały pod to prawo. Kościół w Gilowicach był z niego wyłączony, ponieważ nie był kościołem parafialnym i utrzymanie go spoczywało na mieszkańcach wsi. W Ślemieniu na przykład koszt utrzymania kościoła i księdza ustalono na kwotę 250 złotych, z czego tylko 27 złotych składali mieszkańcy parafii, reszta należała do obowiązków właściciela. Kiedy Żyd wykupił wieś i dwór, spadał na niego także i obowiązek kolatorstwa. Ustawodawca bowiem nie przewidział wcześniej takiego obrotu sprawy.

W diametralnie zmienionej sytuacji ekonomicznej, po zniesieniu pańszczyzny chłopi w Galicji, w tym także i w Gilowicach, nie mogli się odnaleźć. Nikt ich nie pouczył racjonalnego postępowania w odmienionych warunkach zarządzania gospodarstwem.
W Ślemieniu powołano do życia sąd, notariat i izbę skarbową, która teraz inkasowała należne podatki. Chłopi musieli sami zadbać o finanse nie tylko na swoje potrzeby, ale i należność dla fiskusa. Ceny płodów rolnych gwałtownie spadały w wyniku nadmiernej podaży i niedostatecznego popytu, co skutkowało ubożeniem ludności.

Był wówczas w Gilowicach przedsiębiorczy Żyd o nazwisku Wiesner, były dzierżawca tutejszej dworskiej karczmy, który w lot pojął nadchodzącą koniunkturę. Począł udzielać chłopom kredytu na lichwiarski procent, a później skupywał także płody rolne i zaopatrywał ludność w potrzebne towary, oczywiście po cenach przez siebie ustalanych. Przyszedł wówczas do Gilowic ksiądz ekspozyt Wojciech Dudziński. Przez dwa lata przyglądał się "działalności" Izraelity i chcąc ulżyć niedoli tutejszych mieszkańców, z których trzy czwarte było już zadłużonych u Żyda po uszy, w porozumieniu ze światlejszymi ludźmi postanowił założyć Kółko Rolnicze i przy nim sklep, jako przeciwwagę pazerności obcego. W rok później powołał także do życia Kasę Reiffeisena. Wiesner jednak nie rezygnował. Sobie tylko znanymi koneksjami spowodował, że ksiądz Dudziński musiał opuścić Gilowice. Był to typowy przykład przejęcia przez innowierców wpływów nawet w polskim Kościele.

Po odejściu księdza, Kółko Rolnicze, sklep i kasa, wszystko uległo likwidacji, bo ksiądz nie zdążył przygotować ludzi zdolnych do dalszego prowadzenia założonych przez siebie instytucji. Wiesner triumfował. Dopiero, kiedy całą sprawą zajęła się wreszcie gmina, odebrała Żydowi dzierżawiony przez niego budynek gminny i starano się opodatkować go od lichwy, ten wyniósł się z Gilowic. Miejscowość nasza, jak już wspomniałem, związana jest nierozerwalnie z istnieniem parafii, zaś mieszkańcy Gilowic, ci dawniejsi i obecni, zawdzięczają bardzo wiele tutejszym księżom, począwszy od pierwszych ośmiu duchownych, pełniących obowiązki duszpasterskie u nas tutaj jako ekspozyci, a szczególnie wszystkim kolejnym proboszczom. To oni, jeszcze w okresie zaborów, krzewili w umysłach tutejszych ludzi poczucie patriotyzmu i oświaty społecznej. To nasi księża właśnie byli inicjatorami powstawania tutaj zalążków późniejszych instytucji takich jak Kółko Rolnicze, handel, Kasa Reiffeisena, przemianowana później na Kasę Stefczyka, z której bezpośrednio wywodzi się dzisiejszy Bank Spółdzielczy. Dbali przede wszystkim o materialną substancję tutejszego kościoła, rozbudowując go i wzbogacając jego wyposażenie, remontując i upiększając wnętrza tej naszej zabytkowej perełki klasy zerowej.

Dziś szczycimy się tym, że Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Tadeusz Rakoczy, Ordynariusz Diecezji Bielsko-Żywieckiej urodził się i spędził młode lata w naszej miejscowości, tutaj także ukończył szkołę podstawową, a który w drugiej połowie XX wieku zapoczątkował dość liczne powołania kapłańskie duchownych, wywodzących się właśnie od nas.

Bronisław Sroka

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.