kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (225) - 15 Styczeń 2008

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|     |następny  artykuł| 


 

WALKA Z CIENIEM czyli MOBBINGU w "Ekonomie" ciąg dalszy

Wśród wielu szkół średnich na Żywiecczyźnie mamy Zespół Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych. Szkołę z dużymi tradycjami i to szkołę, która kształci na dzień dzisiejszy 1066 uczniów w 11 zawodach rozsianych
w 36 klasach oraz posiada 2 oddziały tzw. technikum uzupełniającego. Słowem - kolos.

Naukę prowadzi 59 nauczycieli zatrudnionych w pełnym wymiarze czasu oraz 11 tzw. dochodzących. Zaś pod względem techniczno - administracyjnym Zespół obsługuje 12 osób. Już te cyfry świadczą o wielkości Zespołu.

Na mapie szkół województwa bielskiego szkoła znajduje poczesne miejsce i jako jedna z trzech na Żywiecczyźnie posiada certyfikat Śląska Szkoła Jakości, co jest najwyższym wyróżnieniem dla placówki szkolnej. O wartości tej szkoły świadczy fakt, że o jedno miejsce ubiega się aż trzech kandydatów, podczas gdy niektóre szkoły w Żywcu nie mają pełnego stanu. Absolwenci nie mają specjalnych kłopotów w dostaniu się na studia, choć trudno jest statystycznie ustalić aktualnie ich liczbę.

Również systematycznie w ostatnich latach zmienia się obiekt szkolny pod względem kubaturowym. Zagospodarowanie poddasza dało efekt w postaci dodatkowych 8 sal lekcyjnych, pomieszczenia na archiwum i radiowęzeł.

Wszystkie gabinety i sale lekcyjne zostały wyposażone w nowoczesny sprzęt i pomoce dydaktyczne.

W trakcie budowy jest sala gimnastyczna, wprawdzie o niezbyt imponujących rozmiarach, ale jest to wynik jej usytuowania i tym samym ograniczenia możliwości zagospodarowania terenu wynikających z przepisów prawa budowlanego. Ale i tak jest to największa sala gimnastyczna w Żywcu.

Szkoła jako jedyna na Żywiecczyźnie w ramach Euroregionu podjęła i utrzymuje współpracę z podobną szkołą w Czadcy (Słowacja), gdzie uczniowie i nauczyciele mają możliwość poznania tamtejszych form kształcenia i odwrotnie. Organizują wspólne spotkania i imprezy sportowo-turystyczne. W sumie z tej formy współpracy skorzystało już ponad trzystu uczniów i nauczycieli.

Obecnie ta współpraca odbywa się pod hasłem "INTERREG IIIA Polska - Słowacja", który nosi nazwę programu edukacji uczniów na pograniczu polsko-słowackim. Opis tego programu to materiał do odrębnej prezentacji na łamach naszego pisma.

I kiedy wydawałoby się, że jest sielsko i anielsko, że należy wystawiać klapy do orderów, we wnętrzu tej placówki zasiano zamęt. A wszystko za sprawą przedłużenia kontraktu dla urzędującego dyrektora szkoły Józefa Bieguna. Współtwórca przedstawionych osiągnięć, pełniący funkcję najpierw wicedyrektora, a później dyrektora, jako jeden z ośmiu dyrektorów szkół na Żywiecczyźnie dostał przedłużenie funkcji dyrektorskiej o jeden rok. I tu zawrzało.

Grupa osób pragnących zdobyć władzę w szkole (odwrotnie od tej krajowej trzymającej władzę) postanowiła nie dopuścić do tego. Zaczęto bardzo prozaicznie, czyli od anonimowego pisma do Kuratorium Oświaty w Katowicach, a następnie wciągając w to prasę, czyli Dziennik Zachodni i Kronikę.

Przeciętny czytelnik mógł sobie wyobrazić, jakie to straszne rzeczy tam się dzieją. Magiczne słowo mobbing, które po raz pierwszy użyła "uczona" metodyczka z tej szkoły, powoli zaczęło robić na czytelnikach wrażenie. Dla niektórych zaczęło się to kojarzyć z molestowaniem seksualnym (zdecydowana część zatrudnionych to przecież kobiety) i Bóg jeden wie, co tam jeszcze.

Ciekawym w tym wszystkim jest to, że tarczą był i jest jeden wszechmocny dyrektor znany z imienia i nazwiska, czyli Józef Biegun, zaś napastnicy ukryli się skwapliwie za parawanem poufności. I tu już widać jak jest nieczysta to gra. Tłumaczenie się obawą o utratę pracy jest dla mnie śmieszne i pachnie tchórzostwem. Jeśli się wyciąga armatę to niech się pokaże kanonier, którego i tak wszyscy znają, a grupa(ka) chcących zdobyć władzę jest malutka i stanowi niecałe 10% grona nauczycielskiego, choć w przypadku jej zdemaskowania pewnie połowa by się szybko wycofała.

Aby dać "popalić" dyrektorowi szkoły dziwnym trafem w obiekcie pojawiła się Państwowa Inspekcja Pracy, która przez całe 8 dni kontrolowała szkołę i w efekcie wydała nakaz, czyli zalecenie wykonania "aż" 20 punktów, z których takie bardzo ważne są m.in. nakaz zwrócenia jednej z pań 51 groszy oraz nakaz zakupu obuwia ochronnego dla jednej z pracownic obsługi.

Zapomnieli inspektorzy (jeden to mgr inż. i jeden mgr), że nigdy nie kupuje się obuwia ochronnego przed przyjęciem pracownika do pracy, gdyż oznaczałoby to, że trzeba dobrać pracownika do butów, a nie odwrotnie.

Znamiennym jest fakt, że załącznikami do tego protokołu jest 10 przesłuchań pracowników i to przesłuchań poufnych, których treść zna tylko prokurator. W konkluzji protokołu PIP-owskiego znalazło się stwierdzenie: ....W trakcie przesłuchań uzyskano informacje m o g ą c e w s k a z y-w a ć na przejawy mobbingu stosowanego przez dyrektora Zespołu Szkół wobec świadków......

Czyli sam wnioskodawca ma już wątpliwości, co do zasadności uzyskanych informacji w przesłuchaniach. W rozmowie z dyrektorem Biegunem wyczuwam, że dąży on do tego, aby w końcu w cztery oczy spotkać się
z adwersarzami i wreszcie wyjaśnić wszystkie sporne kwestie. Rozmawiałem również z dwoma przypadkowo spotkanymi nauczycielkami o dużym stażu pracy w tejże szkole, które stwierdziły wprost "niech ta banda zamknie już swoje dzioby i pozwoli wreszcie, aby placówka funkcjonowała normalnie".

Nie dziwię się im, że zastrzegły sobie swoją anonimowość.

Dodatkowego kolorytu dodaje pismo podpisane przez niejakiego Przewodniczącego Śląskiej Społecznej Rady Oświatowej pana Krzysztofa Śnioszek, który "obudził się" 3 grudnia ubiegłego roku występując z pismem do Wojewody Śląskiego pana Zygmunta Łukaszczyka, zawiadamiając go o istotnym naruszeniu prawa przez Zarząd Powiatu Żywieckiego w sprawie powierzenia stanowiska dyrektora Zespołu Szkół Ekonomiczno-Gastronomicznych w Żywcu. Szybkość reakcji na to zdarzenie jest imponująca.

Minęło bowiem pięć miesięcy od momentu podjęcia decyzji przez Zarząd (2 lipca 2007 r.) aż tu nagle jakiś tam społeczny organ reprezentowany przez niejakiego pana Śnioszek podnosi larum w sprawie, której bieg dawno się zakończył. Czyżby kolejny ruch "grupy chcących zdobyć władzę"?

Moja rozmowa z dyrektorem Biegunem jest nijaka. Jest rozżalony, że jak dotychczas nikt nie chce z nim rozmawiać. Z jednej strony ma wiele aktów pochwalnych oraz widoczne efekty tak w sferze dydaktycznej, jak i tej pomocniczej, wyrażającej się w stałym wzbogacaniu infrastruktury wewnętrznej, jak i zewnętrznej obiektu. Z drugiej zaś wspomniana "grupka" za życia bezcześci jego dorobek i co gorsze nie chce się odsłonić, chociaż wszyscy wiedzą, kto jej przewodzi. Twierdzi, że po ustaleniu personaliów sprawę kieruje do sądu z powództwa cywilnego.

Gdyby takowe sytuacje zdarzały się w partiach czy organach samorządowych to pal licho, bo tam życie to walka, ale dzieje się to na oczach tysięcznej rzeszy uczniów, w gronie prawie setki dorosłych ludzi pracowników tej placówki, gdzie ludzie z zewnątrz mówią: to po prostu wstyd!

Nie mam zamiaru tym artykułem zamykać tej dla mnie haniebnej historii, gdzie z jednej strony jest osoba wystawiona na widok publiczny, z drugiej zaś "grupka" tchórzy, którzy w imię pojętych dla siebie wartości rozpętali burzę obniżając wartość etyczną całej placówki.

Nie ma idealnych kolektywów pracowniczych, gdyż każdy z nas ma inny charakter, ale w zawodzie nauczycielskim tchórzostwo jest wadą, gorzej - jest dyskwalifikacją pedagoga. A jeśli za tym kryje się interes własny, dążność do władzy za wszelką cenę, to jest to żałosne.

Wykreowane przez jedną z metodyczek słowo mobbing, którego interpretacja jest żywo zerżnięta z internetu, akurat nie pasuje do sytuacji, o której piszę. To słowo jest nośne dzisiaj w naszych nie zawsze ciekawych czasach i ktoś skrzętnie je wykorzystał.

I na koniec moja własna refleksja. Rzadko się w mobbingu zdarza, aby był kat, a ofiar nie było. Coś tu chyba nie tak. Ale to już zostawiam osądowi Czytelników. A swoją drogą: tchórze, wyjdźcie wreszcie z ukrycia!

"Mobbingowiec" Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.