kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (224) - 1 Styczeń 2008

   |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł| 

 


 
Mój ojciec był bohater, a my...???

Tytuł tego artykułu zapożyczyłem ze słów Starego Aktora wypowiedzianych w końcówce dramatu "Wyzwolenie" St. Wyspiańskiego. Sztuka ta wystawiana ostatnio w Teatrze Telewizji wydaje mi się bowiem - nie tylko tym powiedzeniem - bardzo mocno korelować z naszą, polską rzeczywistością.

Świadomie nie zacytowałem końcówki tego powiedzenia, aby w tym szczególnym momencie naszej narodowej historii nie eksploatować nadmiernie słów Wieszcza. Wiadomo jak zakończyła się "era IV Rzeczpospolitej". Tak więc nie pastwmy się nad leżącym. Natomiast rządy Donalda Tuska stanowią jedną wielką niewiadomą. Poczekajmy więc.

Podobnie jak wielu rodaków, z uwagą wysłuchałem exposé premiera. Chociaż - jak określił go w "Dzienniku" Piotr Zaremba - premierowskie exposé /…/ było mozaiką konkretów i iluzji, solennych obietnic i zwykłej waty, odbieram go w sumie pozytywnie. Przebijało z niego nawoływanie do zgody narodowej /miłości/, szlachetności, troski o nasze wspólne dobro - Polskę - i godne życie Polaków. Wyrażona została wiara w normalizację stosunków w kraju i z zagranicą. Padło wiele ważkich, /chociaż ogólnych/ obietnic i zobowiązań dotyczących podwyżek płac dla budżetówki, w tym nauczycieli, służby zdrowia. Zapowiedziane zostało szereg reform, związanych z systemem podatkowym, uproszczeniem prawa gospodarczego itd. Wszystkiemu temu należałoby tylko przyklasnąć i życzyć powodzenia.

Dziwię się nawet, że Wojciech Olejniczak, występując w imieniu Klubu Parlamentarnego LiD, zapowiedział, że klub ten głosował będzie przeciw udzieleniu wotum zaufania temu rządowi.

Miał rację punktując, /chociaż nie wiem czy trzeba było tak dosadnie/ słabe strony exposé, w tym uchylenie się od akceptacji Karty Praw Podstawowych. Brak stanowiska w sprawie świeckiego charakteru państwa. Że mówiąc o dialogu społecznym, ani słowa nie wspomina o związkach zawodowych. Dodam od siebie, że nie nawiązał także do waloryzacji rent i emerytur. Można by wymieniać jeszcze wiele innych niedostatków, których można było uniknąć, w tym wyjątkowo długim exposé.

Gdyby jednak Klub LiD-u, mimo tych uwag, przynajmniej wstrzymał się od głosu w czasie głosowania, motywując to chęcią dania szansy nowemu rządowi, w imię dobra Polski i Polaków, miałby zupełnie inny punkt odniesienia do krytykowania nieudanych poczynań rządu, czy nie spełnianych obietnic. A tak wiadomo, LiD ustawił się w roli "twardej opozycji", podobnie jak PiS.

Czy potrzebne mu takie partnerstwo, od którego zresztą się odżegnuje?

Osobiście popieram ten wątek exposé, w którym premier odwołuje się do lokalnych społeczności i przedsiębiorczości obywateli. Bez zaangażowania społeczeństwa w realizację tego programu może pozostać on spisem "pobożnych życzeń". Wielu komentatorów politycznych do jego realizacji podchodzi z dużą rezerwą. Zaś politykę obniżania podatków, podnoszenia płac w sferze publicznej, z równoczesnym ograniczaniem deficytu budżetowego uważa za pomysł graniczący z cudem. Oby się spełnił.

Czy w narodzie, tyle razy mamionym pustymi obietnicami, lekceważonym przez rządzących, poróżnionym, czasem nawet w rodzinach, rozdartym na bogatych i nędzarzy, uda się pobudzić społeczne zaangażowanie?

Wśród wielu nośnych haseł i zapowiedzi wymienionych w exposé, moją uwagę zwróciło przemilczane przez komentatorów, brzmiące trochę prozaicznie i propagandowo, hasło "boisko w każdej gminie". Ba, chciałoby się mieć boisko nie tylko w każdej gminie, ale w każdej większej wsi. Byłoby wspaniale, gdyby młodzi ludzie mogli się spotkać na zielonej murawie, pokopać w piłkę i rozwijać tężyznę fizyczną, miast siedzieć w zadymionej wiejskiej karczmie, przy kuflu piwa, lub czymś mocniejszym, a potem popisywać się swoją siłą w pijackich burdach.

To ważne. Bardzo ważne! Ale ważniejsze są podteksty tego hasła. Kiedyś w latach 60-tych, 70-tych ubiegłego wieku młodzież wiejska mogła spotykać się w klubach kulturalno-oświatowych. Brać udział w pracy zespołów artystycznych. Pograć w szachy, czy brydża. Potańczyć na wieczorkach. Czy siedząc przy kawie spotkać się z ciekawymi ludźmi, porozmawiać o tym i owym, nieraz nawet na bardzo drażliwe tematy. Miała możliwość bliższego poznania siebie, swoich poglądów, przekonań. Nabrania wzajemnego szacunku i zaufania do siebie. Zanim jednak do tego doszło, musiała sama zadbać o stworzenie warunków do powstania klubu. Wyremontować pomieszczenie, czasami nawet wybudować. A potem wyposażyć. To wymagało zaangażowania i inicjatywy.

W tej działalności wyrastało nie tylko młode pokolenie, ale i nowe przywódcze kadry.

No cóż, klubów nikt już do życia nie przywróci. Ale boiska, przynajmniej w części, mogłyby przejąć ich funkcję. Sport mimo wielu pozytywnych cech uczy dyscypliny, przestrzegania zasad, gry fair - play. Zasad, na które w naszym społeczno-politycznym życiu jest ogromne zapotrzebowanie. Na sportową rozrywkę istnieje duże zapotrzebowanie wśród młodzieży. Świadczą o tym mecze siatkówki, jakie tu, na Żywiecczyźnie, wieczorami, w szkolnych salach gimnastycznych, rozgrywają między sobą młodzieńcy, którzy przyjeżdżają nieraz z odległych wsi, aby sobie pograć.

Gdyby chciał mi ktoś wytknąć, że tak wiele miejsca poświęciłem jednemu hasłu, pomijając inne, znacznie ważniejsze, przypomnę sens starego chińskiego powiedzenia: kto myśli o jutrze - uprawia ryż, kto myśli dziesięć lat naprzód - sadzi drzewa owocowe, a kto sto - wychowuje młodzież.

Rozpisałem się nieco, ale to wcale nie oznacza, że bezkrytycznie popieram exposé i wierzę w sprawczą moc słów premiera Tuska. I ja mam wiele wątpliwości, podzielam obawy wyrażane przez część opozycji. Zastanawiam się, czy temu skądinąd sympatycznemu politykowi, nie zabraknie konsekwencji i uporu w realizacji zapowiadanych zmian.

Zastanawiam się także, czy aby w doborze najbliższych współpracowników nie kierował się nadto sentymentem partyjnym, bądź regionalnym. Do takiego myślenia skłania mnie zbyt skromna reprezentacja przedstawicieli Polski południowej w ławach rządowych. Nie mam zamiaru oceniać wiedzy, przygotowania, czy kompetencji członków aktualnej Rady Ministrów. Nazwiska większości z nich nic, albo niewiele mi mówią. Patrzę jednak na sprawę z innego punktu widzenia.

Województwa małopolskie i śląskie stanowią w sumie największy potencjał ludnościowy i intelektualny w skali kraju. I nie chodzi tu o zaspokojenie potrzeb ambicjonalnych, ale o chęć i potrzebę sięgnięcia do tego potencjału. Nie bez znaczenia przecież dla społeczno - politycznej atmosfery w kraju jest samopoczucie, co piątego Polaka żyjącego na tych ziemiach. Jego zainteresowania i problemy. A luki tej nie wypełnią tylko posłowie, tym bardziej, że niektórzy wcale o ich właściwy dobór się nie zatroszczyli. Oby się to nie zemściło np. na lewicy.

Dlaczego premier Tusk przy formowaniu swojego rządu nie sięgnął odważniej do potencjału intelektualnego środowiska krakowskiego? Dlaczego nie pomyślał o skoncentrowanym na Śląsku największym kapitale fachowców od przemysłu ciężkiego i wydobywczego, o drogownictwie i budownictwie nie wspominając? Czyżby wobec zapowiadanych zamierzeń inwestycyjnych, przygotowanie i doświadczenie tej kadry było bez znaczenia? Czy też rząd zamierza do niej sięgać później, poprzez koleżeńskie znajomości i układy?

Powodzenie wielkich zamierzeń - na jakie stawia rząd - w dużej mierze zależy od zespołów ludzkich powołanych do ich realizacji. Menadżerom nie trzeba tłumaczyć ile upłynie czasu, zanim zgra się zespół ludzi znających siebie, swoje możliwości i mających do siebie zaufanie. Nie widzę w składzie Rady Ministrów człowieka, który znałby i umiał wykorzystać drzemiący na południu Polski potencjał i to mnie martwi.

Naród może wykazać się inicjatywą i zjednoczyć wokół spraw wielkich tylko wówczas, kiedy uwierzy w możliwość ich realizacji. Sprawy wielkie porywają i jednoczą społeczności, jednak do ich podejmowania trzeba ludzi przygotowanych, wypróbowanych i doświadczonych. Nazwiska niektórych członków gabinetu budzą we mnie mieszane uczucia.

Byłbym rad, gdybym - pisząc te słowa - okazał się niepoprawnym malkontentem.

Życzyłbym tego i sobie i PT Czytelnikom i to nie tylko dlatego, że dobrze życzę temu rządowi, mając na uwadze dobro Polski. Ale także dlatego, że Nowy Rok za pasem.

Oby był on lepszy od tego, który żegnamy.

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.