Mój ojciec był bohater, a
my...???
Tytuł tego artykułu zapożyczyłem
ze słów Starego Aktora wypowiedzianych w końcówce dramatu
"Wyzwolenie" St. Wyspiańskiego. Sztuka ta
wystawiana ostatnio w Teatrze Telewizji wydaje mi się bowiem
- nie tylko tym powiedzeniem - bardzo mocno korelować z naszą,
polską rzeczywistością.
Świadomie nie zacytowałem
końcówki tego powiedzenia, aby w tym szczególnym momencie
naszej narodowej historii nie eksploatować nadmiernie słów
Wieszcza. Wiadomo jak zakończyła się "era IV
Rzeczpospolitej". Tak więc nie pastwmy się nad leżącym.
Natomiast rządy Donalda Tuska stanowią jedną wielką
niewiadomą. Poczekajmy więc.
Podobnie jak wielu rodaków,
z uwagą wysłuchałem exposé premiera. Chociaż - jak określił
go w "Dzienniku" Piotr Zaremba - premierowskie exposé
/…/ było mozaiką konkretów i iluzji, solennych
obietnic i zwykłej waty, odbieram go w sumie pozytywnie.
Przebijało z niego nawoływanie do zgody narodowej /miłości/,
szlachetności, troski o nasze wspólne dobro - Polskę - i
godne życie Polaków. Wyrażona została wiara w normalizację
stosunków w kraju i z zagranicą. Padło wiele ważkich,
/chociaż ogólnych/ obietnic i zobowiązań dotyczących
podwyżek płac dla budżetówki, w tym nauczycieli, służby
zdrowia. Zapowiedziane zostało szereg reform, związanych z
systemem podatkowym, uproszczeniem prawa gospodarczego itd.
Wszystkiemu temu należałoby tylko przyklasnąć i życzyć
powodzenia.
Dziwię się nawet, że
Wojciech Olejniczak, występując w imieniu Klubu
Parlamentarnego LiD, zapowiedział, że klub ten głosował będzie
przeciw udzieleniu wotum zaufania temu rządowi.
Miał rację punktując,
/chociaż nie wiem czy trzeba było tak dosadnie/ słabe
strony exposé, w tym uchylenie się od akceptacji Karty Praw
Podstawowych. Brak stanowiska w sprawie świeckiego charakteru
państwa. Że mówiąc o dialogu społecznym, ani słowa nie
wspomina o związkach zawodowych. Dodam od siebie, że nie
nawiązał także do waloryzacji rent i emerytur. Można by
wymieniać jeszcze wiele innych niedostatków, których można
było uniknąć, w tym wyjątkowo długim exposé.
Gdyby jednak Klub LiD-u,
mimo tych uwag, przynajmniej wstrzymał się od głosu w
czasie głosowania, motywując to chęcią dania szansy nowemu
rządowi, w imię dobra Polski i Polaków, miałby zupełnie
inny punkt odniesienia do krytykowania nieudanych poczynań rządu,
czy nie spełnianych obietnic. A tak wiadomo, LiD ustawił się
w roli "twardej opozycji", podobnie jak PiS.
Czy potrzebne mu takie
partnerstwo, od którego zresztą się odżegnuje?
Osobiście popieram ten wątek
exposé, w którym premier odwołuje się do lokalnych społeczności
i przedsiębiorczości obywateli. Bez zaangażowania społeczeństwa
w realizację tego programu może pozostać on spisem
"pobożnych życzeń". Wielu komentatorów
politycznych do jego realizacji podchodzi z dużą rezerwą.
Zaś politykę obniżania podatków, podnoszenia płac w
sferze publicznej, z równoczesnym ograniczaniem deficytu budżetowego
uważa za pomysł graniczący z cudem. Oby się spełnił.
Czy w narodzie, tyle razy
mamionym pustymi obietnicami, lekceważonym przez rządzących,
poróżnionym, czasem nawet w rodzinach, rozdartym na bogatych
i nędzarzy, uda się pobudzić społeczne zaangażowanie?
Wśród wielu nośnych haseł
i zapowiedzi wymienionych w exposé, moją uwagę zwróciło
przemilczane przez komentatorów, brzmiące trochę
prozaicznie i propagandowo, hasło "boisko w każdej
gminie". Ba, chciałoby się mieć boisko nie tylko w każdej
gminie, ale w każdej większej wsi. Byłoby wspaniale, gdyby
młodzi ludzie mogli się spotkać na zielonej murawie, pokopać
w piłkę i rozwijać tężyznę fizyczną, miast siedzieć w
zadymionej wiejskiej karczmie, przy kuflu piwa, lub czymś
mocniejszym, a potem popisywać się swoją siłą w pijackich
burdach.
To ważne. Bardzo ważne!
Ale ważniejsze są podteksty tego hasła. Kiedyś w latach
60-tych, 70-tych ubiegłego wieku młodzież wiejska mogła
spotykać się w klubach kulturalno-oświatowych. Brać udział
w pracy zespołów artystycznych. Pograć w szachy, czy brydża.
Potańczyć na wieczorkach. Czy siedząc przy kawie spotkać
się z ciekawymi ludźmi, porozmawiać o tym i owym, nieraz
nawet na bardzo drażliwe tematy. Miała możliwość bliższego
poznania siebie, swoich poglądów, przekonań. Nabrania
wzajemnego szacunku i zaufania do siebie. Zanim jednak do tego
doszło, musiała sama zadbać o stworzenie warunków do
powstania klubu. Wyremontować pomieszczenie, czasami nawet
wybudować. A potem wyposażyć. To wymagało zaangażowania i
inicjatywy.
W tej działalności wyrastało
nie tylko młode pokolenie, ale i nowe przywódcze kadry.
No cóż, klubów nikt już
do życia nie przywróci. Ale boiska, przynajmniej w części,
mogłyby przejąć ich funkcję. Sport mimo wielu pozytywnych
cech uczy dyscypliny, przestrzegania zasad, gry fair - play.
Zasad, na które w naszym społeczno-politycznym życiu jest
ogromne zapotrzebowanie. Na sportową rozrywkę istnieje duże
zapotrzebowanie wśród młodzieży. Świadczą o tym mecze
siatkówki, jakie tu, na Żywiecczyźnie, wieczorami, w
szkolnych salach gimnastycznych, rozgrywają między sobą młodzieńcy,
którzy przyjeżdżają nieraz z odległych wsi, aby sobie
pograć.
Gdyby chciał mi ktoś wytknąć,
że tak wiele miejsca poświęciłem jednemu hasłu, pomijając
inne, znacznie ważniejsze, przypomnę sens starego chińskiego
powiedzenia: kto myśli o jutrze - uprawia ryż, kto myśli
dziesięć lat naprzód - sadzi drzewa owocowe, a kto sto -
wychowuje młodzież.
Rozpisałem się nieco, ale
to wcale nie oznacza, że bezkrytycznie popieram exposé i
wierzę w sprawczą moc słów premiera Tuska. I ja mam wiele
wątpliwości, podzielam obawy wyrażane przez część
opozycji. Zastanawiam się, czy temu skądinąd sympatycznemu
politykowi, nie zabraknie konsekwencji i uporu w realizacji
zapowiadanych zmian.
Zastanawiam się także, czy
aby w doborze najbliższych współpracowników nie kierował
się nadto sentymentem partyjnym, bądź regionalnym. Do
takiego myślenia skłania mnie zbyt skromna reprezentacja
przedstawicieli Polski południowej w ławach rządowych. Nie
mam zamiaru oceniać wiedzy, przygotowania, czy kompetencji członków
aktualnej Rady Ministrów. Nazwiska większości z nich nic,
albo niewiele mi mówią. Patrzę jednak na sprawę z innego
punktu widzenia.
Województwa małopolskie i
śląskie stanowią w sumie największy potencjał ludnościowy
i intelektualny w skali kraju. I nie chodzi tu o zaspokojenie
potrzeb ambicjonalnych, ale o chęć i potrzebę sięgnięcia
do tego potencjału. Nie bez znaczenia przecież dla społeczno
- politycznej atmosfery w kraju jest samopoczucie, co piątego
Polaka żyjącego na tych ziemiach. Jego zainteresowania i
problemy. A luki tej nie wypełnią tylko posłowie, tym
bardziej, że niektórzy wcale o ich właściwy dobór się
nie zatroszczyli. Oby się to nie zemściło np. na lewicy.
Dlaczego premier Tusk przy
formowaniu swojego rządu nie sięgnął odważniej do
potencjału intelektualnego środowiska krakowskiego? Dlaczego
nie pomyślał o skoncentrowanym na Śląsku największym
kapitale fachowców od przemysłu ciężkiego i wydobywczego,
o drogownictwie i budownictwie nie wspominając? Czyżby wobec
zapowiadanych zamierzeń inwestycyjnych, przygotowanie i doświadczenie
tej kadry było bez znaczenia? Czy też rząd zamierza do niej
sięgać później, poprzez koleżeńskie znajomości i układy?
Powodzenie wielkich zamierzeń
- na jakie stawia rząd - w dużej mierze zależy od zespołów
ludzkich powołanych do ich realizacji. Menadżerom nie trzeba
tłumaczyć ile upłynie czasu, zanim zgra się zespół ludzi
znających siebie, swoje możliwości i mających do siebie
zaufanie. Nie widzę w składzie Rady Ministrów człowieka,
który znałby i umiał wykorzystać drzemiący na południu
Polski potencjał i to mnie martwi.
Naród może wykazać się
inicjatywą i zjednoczyć wokół spraw wielkich tylko wówczas,
kiedy uwierzy w możliwość ich realizacji. Sprawy wielkie
porywają i jednoczą społeczności, jednak do ich
podejmowania trzeba ludzi przygotowanych, wypróbowanych i doświadczonych.
Nazwiska niektórych członków gabinetu budzą we mnie
mieszane uczucia.
Byłbym rad, gdybym - pisząc
te słowa - okazał się niepoprawnym malkontentem.
Życzyłbym tego i sobie i
PT Czytelnikom i to nie tylko dlatego, że dobrze życzę temu
rządowi, mając na uwadze dobro Polski. Ale także dlatego,
że Nowy Rok za pasem.
Oby był on lepszy od tego,
który żegnamy.
Antoni Urbaniec