kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (224) - 1 Styczeń 2008

   |poprzedni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł| 

 


Prosto z mostu

Dobiegł końca rok 2007. Statystycy mają pełne ręce roboty. Organizacje gospodarcze przystępują do bilansów, a politycy i samorządowcy obliczają straty i zyski ze swojej działalności. Poszczególni ludzie w swoich sumieniach również dokonują swoich obrachunków.

Na pewno dla niejednych byl to rok zły, a nawet bardzo zły, zaś dla niektórych dobry lub bardzo dobry.

Spróbuję, choć pokrótce, podsumować ten rok w skali tak kraju, jak i regionu, przedstawiając epizody, które najbardziej utkwiły nam w pamięci.

Wiadomo, że najważniejszym wydarzeniem ubiegłego roku były przyspieszone wybory parlamentarne. Na ten temat wylano już morze atramentu, choć po prawdzie nikt dokładnie nie zdefiniował przyczyn, które spowodowały to wydarzenie.

A przyczyn było dużo, a dla mnie najważniejsza to arogancja władzy, jej niespójność oraz egzotyka i chęć dominacji przez jedno ugrupowanie, przy ewidentnej słabości pozostałych "przystawek".

Niemniej jednak doczekaliśmy się pierwszy raz po wojnie tzw. "seksafery", co było nam nieznane w dotychczasowej kulturze politycznej w tak wysokich kręgach władzy.

Społeczeństwo z zażenowaniem patrzyło na wygłupy liderów Samoobrony, którzy od początku wejścia na salony "warszawki" łamali podstawowe kanony kultury politycznej, a w konsekwencji zafundowali nam spektakl w gruncie rzeczy obrzydliwy.

Ofiarą tego skandalu było małe dzieciątko Bogu ducha winne, a poszukiwanie ojca czy jak kto woli ustalanie ojcostwa dla niego to bardzo kiepski żart, który w konsekwencji przyniósł klęskę polityczną tej formacji.

Wreszcie dowiedzieliśmy się jaka jest cena stosunku pozamałżeńskiego. Otóż jest to cena bardzo wysoka i zamyka się wartością..... jednego traktora. Tyle właśnie chciał pan Lepper zastawić w sądzie, aby uniknąć "paki".

Z jednej strony jest to i żałosne i śmieszne. Ale chyba to pierwsze.

Drugie znamienne doświadczenie ubiegłego roku to działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego, które doczekało się nazwy "policji politycznej". Ileż to było szumnych zapowiedzi walki z korupcją w najwyższych sferach rządowych. Zwerbowano około 500-osobową ekipę podobno najlepszych specjalistów i wyposażono ich w najnowszy sprzęt.

I co się okazało? Pierwsza wpadka to sprawa słynnego doktora G., który na oczach milionów telewidzów, przez rosłych policjantów uzbrojonych po zęby, w kominiarkach, został na terenie szpitala rzucony "na glebę" i zakuty w kajdanki. Była to okazja dla popisu krasomówczego byłego "nadministra" Ziobry, który na swojej kolejnej konferencji prasowej (a te konferencje były przecież jego specjalnością) publicznie oświadczył, że pan doktor G. już nigdy nie będzie miał możliwości mordowania.

Okazało się, że ekspertyzy niezależne od siebie wykazały, iż posądzenie pana Ziobry było bezpodstawne i prawdopodobnie ów minister odpokutuje za swoje słowa po rozprawie cywilnej. A więc był to strzał kulą w płot, a pan ordynator, jak wielu innych zwykłych łapówkarzy, znajdzie swój epilog w sądzie.

Kolejnym "sukcesem" tej centralnej formacji jest sprawa odrolnienia działki na Mazurach. Tu już posunięto się do ordynarnego "podłożenia świni" dwóm znajomym Andrzeja Leppera, który pozbył się funkcji wicepremiera. I tu kolejny niewypał, gdyż władze najniższego stopnia samorządowego okazały się mądrzejsze od "fachowców" z CBA, a po powołaniu komisji śledczej w nowym Sejmie może się okazać, że oskarżonym w tej sprawie może być nie Lepper czy inni, ale sam szef tego CBA, któremu zarzucą prawdopodobnie nielegalną prowokację. To samo może być również ze sprawą posłanki Sawickiej, gdzie perfidia funkcjonariusza CBA doprowadziła ją do bardzo trudnej sytuacji.

Nie chcę już wspominać o akcji zatrzymania byłej posłanki Blidy, gdyż jest to mroczna karta w historii organów ścigania i z góry mówię: ciszej nad tą trumną! Tak więc szumnie zapowiadana formacja, która ma oczyścić nasze życie z korupcji, na samym starcie się skompromitowała, a jej efekty są odwrotne od zamierzonych.

Nigdy nie kwestionuję organizacji do walki z przestępczością zorganizowaną, ale jej umocowanie prawne i przywileje były z góry źle założone. To, że korupcja w naszym kraju ma się dobrze, świadczy przykład z resortu sportu, czyli ministra Lipca, gdzie jego podwładni zdążyli wziąć łapówkę przy budowie stadionu w Warszawie, gdzie jeszcze nie wbito ani jednej łopaty w ziemię, ale pieniądze były w ruchu.

Jeśli do tego dodamy fakt, że przez cały rok pasjonowaliśmy się aferami korupcyjnymi w polskiej piłce nożnej, a liczba zatrzymanych sędziów i działaczy doszła prawie do setki, mamy pełny obraz sytuacji w polskim sporcie. Efekt jest taki, że minister siedzi w pace. Ale chyba nie o to chodziło.

Niewiele można powiedzieć o osiągnięciach rządu na niwie gospodarczej, a zaletą tego rządu było to, że nie mieszał się do gospodarki i dlatego nic nie zepsuł. Chociaż trzeba przyznać, że zbudowano ....parę kilometrów autostrady oraz..... dworzec we Włoszczowej.

W regionie żywieckim nie było w ubiegłym roku żadnych wystrzałowych inwestycji, choć trzeba przyznać, że miasto stopniowo pięknieje, w gminach inwestycje oświatowe, komunalne i sportowe idą sobie swoim torem, co na pewno jest niewątpliwą zasługą samorządowców lokalnych.

"Kwiatkiem do kożucha" jest niewątpliwie podjazdowa walka w Radzie Powiatu, gdzie dwa obozy systematycznie nacierają na siebie z powodu układów personalnych. Jest to sytuacja paranormalna, gdyż zamiast zacząć wspólnie działać na rzecz rozwoju regionu, a tych potrzeb jest jeszcze bardzo dużo, sesje zamieniały się w pyskówki, czyli klimat do współpracy jest bardzo kiepski.

Ubiegły rok odsłonił również widmo przejścia granicznego w Zwardoniu, a jego terminal świadczy o ubóstwie umysłowym ówczesnych decydentów i tych krajowych i tych lokalnych. Układ z Schengen likwidujący praktyczne przejścia graniczne zostawia Zwardoń z obiektami, których jedynym zadaniem będzie stopniowe niszczenie się substancji stanowiącej terminal. Chwała temu, kto znajdzie sposób na zagospodarowanie tej ogromnej powierzchni, która tak na dobrą sprawę podzieliła Zwardoń.

Na koniec, a przed życzeniami, chciałem przyznać nagrodę "szczytu głupoty" projektantowi i wykonawcy tzw. "śpiącego policjanta", który został wykonany na drodze z Lipowej do Żywca w okolicy drogi do cmentarza komunalnego. Ktoś po prostu pomylił lokalizację tych zabezpieczeń odsłaniając ruchliwą drogę przy szkole w Leśnej. Za taki błąd powinien ktoś z własnej kieszeni zapłacić. Bo ta lokalizacja wysepki to coś takiego jakby postawić światła drogowe w szczerym polu. Czekam na zdobywcę "nagrody".

A poza tym "DO SIEGO ROKU", roku, w którym nasz dwutygodnik będzie obchodził swoje pierwsze dziesięciolecie.

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.