Prosto z mostu
Dobiegł końca rok 2007.
Statystycy mają pełne ręce roboty. Organizacje gospodarcze
przystępują do bilansów, a politycy i samorządowcy
obliczają straty i zyski ze swojej działalności. Poszczególni
ludzie w swoich sumieniach również dokonują swoich
obrachunków.
Na pewno dla niejednych byl
to rok zły, a nawet bardzo zły, zaś dla niektórych dobry
lub bardzo dobry.
Spróbuję, choć pokrótce,
podsumować ten rok w skali tak kraju, jak i regionu,
przedstawiając epizody, które najbardziej utkwiły nam w
pamięci.
Wiadomo, że najważniejszym
wydarzeniem ubiegłego roku były przyspieszone wybory
parlamentarne. Na ten temat wylano już morze atramentu, choć
po prawdzie nikt dokładnie nie zdefiniował przyczyn, które
spowodowały to wydarzenie.
A przyczyn było dużo, a
dla mnie najważniejsza to arogancja władzy, jej niespójność
oraz egzotyka i chęć dominacji przez jedno ugrupowanie, przy
ewidentnej słabości pozostałych "przystawek".
Niemniej jednak doczekaliśmy
się pierwszy raz po wojnie tzw. "seksafery", co było
nam nieznane w dotychczasowej kulturze politycznej w tak
wysokich kręgach władzy.
Społeczeństwo z zażenowaniem
patrzyło na wygłupy liderów Samoobrony, którzy od początku
wejścia na salony "warszawki" łamali podstawowe
kanony kultury politycznej, a w konsekwencji zafundowali nam
spektakl w gruncie rzeczy obrzydliwy.
Ofiarą tego skandalu było
małe dzieciątko Bogu ducha winne, a poszukiwanie ojca czy
jak kto woli ustalanie ojcostwa dla niego to bardzo kiepski żart,
który w konsekwencji przyniósł klęskę polityczną tej
formacji.
Wreszcie dowiedzieliśmy się
jaka jest cena stosunku pozamałżeńskiego. Otóż jest to
cena bardzo wysoka i zamyka się wartością..... jednego
traktora. Tyle właśnie chciał pan Lepper zastawić w sądzie,
aby uniknąć "paki".
Z jednej strony jest to i żałosne
i śmieszne. Ale chyba to pierwsze.
Drugie znamienne doświadczenie
ubiegłego roku to działalność Centralnego Biura
Antykorupcyjnego, które doczekało się nazwy "policji
politycznej". Ileż to było szumnych zapowiedzi walki z
korupcją w najwyższych sferach rządowych. Zwerbowano około
500-osobową ekipę podobno najlepszych specjalistów i wyposażono
ich w najnowszy sprzęt.
I co się okazało? Pierwsza
wpadka to sprawa słynnego doktora G., który na oczach milionów
telewidzów, przez rosłych policjantów uzbrojonych po zęby,
w kominiarkach, został na terenie szpitala rzucony "na
glebę" i zakuty w kajdanki. Była to okazja dla popisu
krasomówczego byłego "nadministra" Ziobry, który
na swojej kolejnej konferencji prasowej (a te konferencje były
przecież jego specjalnością) publicznie oświadczył, że
pan doktor G. już nigdy nie będzie miał możliwości
mordowania.
Okazało się, że
ekspertyzy niezależne od siebie wykazały, iż posądzenie
pana Ziobry było bezpodstawne i prawdopodobnie ów minister
odpokutuje za swoje słowa po rozprawie cywilnej. A więc był
to strzał kulą w płot, a pan ordynator, jak wielu innych
zwykłych łapówkarzy, znajdzie swój epilog w sądzie.
Kolejnym
"sukcesem" tej centralnej formacji jest sprawa
odrolnienia działki na Mazurach. Tu już posunięto się do
ordynarnego "podłożenia świni" dwóm znajomym
Andrzeja Leppera, który pozbył się funkcji wicepremiera. I
tu kolejny niewypał, gdyż władze najniższego stopnia
samorządowego okazały się mądrzejsze od "fachowców"
z CBA, a po powołaniu komisji śledczej w nowym Sejmie może
się okazać, że oskarżonym w tej sprawie może być nie
Lepper czy inni, ale sam szef tego CBA, któremu zarzucą
prawdopodobnie nielegalną prowokację. To samo może być również
ze sprawą posłanki Sawickiej, gdzie perfidia funkcjonariusza
CBA doprowadziła ją do bardzo trudnej sytuacji.
Nie chcę już wspominać o
akcji zatrzymania byłej posłanki Blidy, gdyż jest to
mroczna karta w historii organów ścigania i z góry mówię:
ciszej nad tą trumną! Tak więc szumnie zapowiadana
formacja, która ma oczyścić nasze życie z korupcji, na
samym starcie się skompromitowała, a jej efekty są odwrotne
od zamierzonych.
Nigdy nie kwestionuję
organizacji do walki z przestępczością zorganizowaną, ale
jej umocowanie prawne i przywileje były z góry źle założone.
To, że korupcja w naszym kraju ma się dobrze, świadczy
przykład z resortu sportu, czyli ministra Lipca, gdzie jego
podwładni zdążyli wziąć łapówkę przy budowie stadionu
w Warszawie, gdzie jeszcze nie wbito ani jednej łopaty w
ziemię, ale pieniądze były w ruchu.
Jeśli do tego dodamy fakt,
że przez cały rok pasjonowaliśmy się aferami korupcyjnymi
w polskiej piłce nożnej, a liczba zatrzymanych sędziów i
działaczy doszła prawie do setki, mamy pełny obraz sytuacji
w polskim sporcie. Efekt jest taki, że minister siedzi w
pace. Ale chyba nie o to chodziło.
Niewiele można powiedzieć
o osiągnięciach rządu na niwie gospodarczej, a zaletą tego
rządu było to, że nie mieszał się do gospodarki i dlatego
nic nie zepsuł. Chociaż trzeba przyznać, że zbudowano
....parę kilometrów autostrady oraz..... dworzec we Włoszczowej.
W regionie żywieckim nie było
w ubiegłym roku żadnych wystrzałowych inwestycji, choć
trzeba przyznać, że miasto stopniowo pięknieje, w gminach
inwestycje oświatowe, komunalne i sportowe idą sobie swoim
torem, co na pewno jest niewątpliwą zasługą samorządowców
lokalnych.
"Kwiatkiem do kożucha"
jest niewątpliwie podjazdowa walka w Radzie Powiatu, gdzie
dwa obozy systematycznie nacierają na siebie z powodu układów
personalnych. Jest to sytuacja paranormalna, gdyż zamiast
zacząć wspólnie działać na rzecz rozwoju regionu, a tych
potrzeb jest jeszcze bardzo dużo, sesje zamieniały się w
pyskówki, czyli klimat do współpracy jest bardzo kiepski.
Ubiegły rok odsłonił również
widmo przejścia granicznego w Zwardoniu, a jego terminal świadczy
o ubóstwie umysłowym ówczesnych decydentów i tych
krajowych i tych lokalnych. Układ z Schengen likwidujący
praktyczne przejścia graniczne zostawia Zwardoń z obiektami,
których jedynym zadaniem będzie stopniowe niszczenie się
substancji stanowiącej terminal. Chwała temu, kto znajdzie
sposób na zagospodarowanie tej ogromnej powierzchni, która
tak na dobrą sprawę podzieliła Zwardoń.
Na koniec, a przed życzeniami,
chciałem przyznać nagrodę "szczytu głupoty"
projektantowi i wykonawcy tzw. "śpiącego
policjanta", który został wykonany na drodze z Lipowej
do Żywca w okolicy drogi do cmentarza komunalnego. Ktoś po
prostu pomylił lokalizację tych zabezpieczeń odsłaniając
ruchliwą drogę przy szkole w Leśnej. Za taki błąd
powinien ktoś z własnej kieszeni zapłacić. Bo ta
lokalizacja wysepki to coś takiego jakby postawić światła
drogowe w szczerym polu. Czekam na zdobywcę
"nagrody".
A poza tym "DO SIEGO
ROKU", roku, w którym nasz dwutygodnik będzie obchodził
swoje pierwsze dziesięciolecie.
Kazimierz Semik