kompleksu Starego Zamku i Parku Habsburgów w Żywcu

Nad Sołą i Koszarawą - nr 24 (223) - 15 Grudzień 2007

 |poprzdni artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł| 



CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE

KORBIELÓW /cd./

W poprzednim, 23 (222) numerze NSiK, przedstawiłem początki istnienia wsi Korbielów, z poszerzeniem informacji o obciążeniach feudalnych ludności z 1712 roku. W opisywanym okresie zmienił się właściciel Korbielowa, jak i całych dóbr żywieckich.

Mikołaj Komorowski (żył w l. 1578-1633), który po roku 1608 doprowadził do rozkwitu gospodarkę folwarczną na Żywiecczyźnie, a jednocześnie znany okrutnik i hulaka, popadał w długi. Nękany przez wierzycieli, został zmuszony sprzedać w roku 1624 dobra żywieckie królowej Konstancji, żonie polskiego króla Zygmunta III Wazy. Po jej śmierci w roku 1631 spadek odziedziczyli synowie: Aleksander, Karol i późniejszy król Polski Jan Kazimierz (samodzielnie po roku 1655). Od roku 1675 państwo żywieckie dzierżawione, a po 1678 roku zakupione, staje się własnością Jana Wielopolskiego herbu Starykoń. Był on ożeniony z Konstancją Krystyną Komorowską, wnuczką sławnego hulaki Mikołaja. Ostatnim z Wielopolskich właścicielem Korbielowa był Franciszek Wielopolski (1732-1809), który w 1794 roku z powodu długów oddał go rodzinie Grzębskich. Kolejnym właścicielem był syn polskiego króla Augusta III Sasa, książę sasko-cieszyński Albrecht Kazimierz August (1738-1822), który 26 czerwca 1816 roku zakupił Korbielów od Grzębskich. Jednak już w 1822 roku przekazał posiadłość bratankowi, arcyksięciu Karolowi Ludwikowi Habsburgowi (1771-1847), synowi cesarza rzymskiego Leopolda II. Karol Ludwik w 1838 roku wykupił od Adama Wielopolskiego pozostałe dobra na Żywiecczyźnie, łącznie z zamkiem w Żywcu. Z rodziny Habsburgów właścicielami Żywiecczyzny byli: w latach 1838-1847 Karol Ludwik, w latach 1847-1895 Albrecht Fryderyk (1817-1895), w latach 1895-1933 Karol Stefan (1860-1933) i w latach 1933-1939 Karol Olbracht (1888-1951).

Końcem XVIII wieku Polska utraciła niepodległość. Już w roku 1772, w wyniku pierwszego rozbioru Polski, jej południowe tereny znalazły się w posiadaniu Austrii. Żywiecczyzna, a zatem i Korbielów należały do Królestwa Galicji i Lodomerii. Cesarz Józef II wprowadził szereg reform włościańskich. Chłop przestał być poddanym właściciela folwarku, a stał się chłopem cesarskim. Od 1782 roku pańszczyznę zamieniono na czynsz tylko z niewielkimi wymogami robocizny.

Udokumentowanie zmiany obciążeń feudalnych jakie obowiązywały w 1712 roku, znajdujemy w dokumencie inwentarskim z 1790 roku. Wówczas w Korbielowie było 12 zarębków, 1 zagroda, 2 młyny i jeden tartak. Mieszkało 24 półzarębników, 5 zagrodników, 34 polaniarzy, i 79 chałupników wraz komornikami. Świadczy to o wzroście ludności, a także dużym jej zubożeniu. Półzarębnicy płacili z tygodnia 36 złotych górskich, wyrabiali rocznie po 20 kóp gontów, odpłatnie po 3 gr od kopy. Mieli też obowiązek zimą dostawiać na tartak 2 tramy (grube belki). Z obliczenia opłaty od owiec wynika, że hodowano ich aż 943 sztuki, a w kluczu jeleśniańskim (10 wsi) 5945 sztuk. Tak znaczący przyrost ludności i hodowanej zwierzyny był możliwy poprzez legalizację tzw. przyrobisk powstających kosztem lasu. Pnie drzew cerchlowano (pozbawiano kory) i jako posusz ścinano lub wypalano. Pnie karczowano, a ziemię przeznaczano na łąki i pastwiska. Najlepsze tereny, blisko położone, równinne i żyzne przeznaczano stopniowo w pola uprawne. Przyrobiska legalizowano, nakładając na właściciela obowiązek uiszczania podatku od obliczonej powierzchni. Często dzielono półzarębki z przeznaczeniem dla spadkobierców.

Poza omawianym już obowiązkiem wobec państwa: robocizny i podatków, chłopi mieli obowiązek służby wojskowej. Podlegali jej mężczyźni od 19 do 29 roku życia. Co trzy lata spisywano rekrutów, a co roku odbywał się pobór. Służba wojskowa trwała 14 lat. Zwalniano od służby gospodarzy i synów podstarzałych rodziców. W przypadku odziedziczenia gospodarstwa następowało zwolnienie ze służby w wojsku. Istniał też obowiązek zapewnienia stałych lub czasowych kwater żołnierzom i oficerom za odpłatnością. Do obowiązków, lecz w ramach robocizny, było też utrzymanie dróg i mostów, dostarczanie podwód (furmanki, sanie) dla urzędników i wojska, a także udział w obławach na zbójców i drapieżną zwierzynę.

Zbójnictwo na Żywiecczyźnie zapoczątkowali napływający tu w XVI wieku pasterze wołoscy. Mający swoją władzę (wajdów - wojewodów), nie chcąc utracić wolności osobistej i poddać się zwierzchności zamkowej, nakładającej na nich obowiązki feudalne. Wielu z nich, a także zbuntowani przeciw pańszczyźnie chłopi, uciekało w góry, tworząc bandy utrzymujące się z grabieży. Napadali na dwory, folwarki, plebanie, kupców, a nawet szałasy i chałupy zamożniejszych chłopów. Często też wymierzali innym sprawiedliwość, którą kierowali się według sobie pojętego prawa. Wśród grup zbójeckich bywali też zbiegowie z wojska i więzień. Mało było przypadków, by odbierali bogatym, a dawali biednym.

Trudno dostępne lasy, jaskinie i szałasy w górach, były dobrym schronieniem dla zbójników. Takie warunki były też w okolicy Korbielowa. Przykłady takie zamieścił w swej kronice Andrzej Komoniecki pisząc o "pieniądzach zbójecznych" na Polanie Student nad Korbielowem, o wyczynach pijackich orawskich zbójników na górze zwanej przez to Pilskiem i wreszcie o górze Taniecznik, gdzie "... zbójcy żywieccy na wzór orawskich pijatyki odprawiali i tańce czynili".

Zbójnictwo było karane poprzez sądy doraźne, wydające surowe wyroki: ćwiartowaniem, wbijanie na pal, obdzieranie ze skóry, przypiekanie lub łamanie kołem. Hetmanów zbójnickich wieszano za żebra na haku. Profesor Franciszek Lenczowski na lekcjach historii dawał przykład wyroku na hetmanie o nazwisku Bury, który wieszany za żebro na żywieckim rynku, miał wołać z drwiną "wio Bury do góry".

Kres zbójnictwa na Żywiecczyźnie nastąpił za sprawą władz austriackich. Po zniesieniu pańszczyzny i uwłaszczeniu chłopów w 1848 roku, zbójnictwo góralskie prawie całkowicie zanikło.

Wydawałoby się, że w tak odległej, przygranicznej i górzystej miejscowości, tylko zbójnicy i dzikie zwierzęta stanowią zagrożenie mieszkańcom. Jednak i tu docierały dalekie echa burz dziejowych. I tu mieszkańcy odczuli skutki "potopu" szwedzkiego. Końcem 1655 roku Szwedzi zajęli Rzeczpospolitą, aż po jej południowe krańce. W październiku tego roku król Jan Kazimierz Waza, uchodząc na Śląsk (do Głogówka), zatrzymał się w Żywcu, mobilizując ludność do walki z najeźdźcą. Chłopi, zapewne i z Korbielowa, wraz z mieszczanami przystąpili do oddziałów partyzanckich. Oswobodzili Oświęcim, brali udział w odsieczy Częstochowy, a w Wieluniu, w styczniu 1656 roku rozgromili szwedzki oddział. Następstwem ich czynów była wyprawa pacyfikacyjna na Żywiecczyznę. Wyparcie Szwedów nastąpiło 9 marca, w czym znaczący udział mieli chłopi, poddani króla Jana Kazimierza. "Za wierność i życzliwe w różnych okazjach przeciw Szwedom pokazane usługi" król nagrodził wielu chłopów przywilejami nadanymi w dniu 24 marca 1657 roku. Było to zwolnienie od pańszczyzny, jednak nie zachowała się imienna dokumentacja dotycząca mieszkańców Korbielowa.

Warcholstwo, kontrybucje i grabieże Żywiecczyzny miały też miejsce w 1662 roku ze strony konfederacji wojskowych, zwłaszcza ze Związku Święconego, a nawet tych, którzy z rozkazu króla przybyli tu by bronić przed grabieżami. To chorągiew dragońska (200 koni) pod dowództwem porucznika Stefana Bidzińskiego nadużywała uprawnień otrzymanych od króla. Ich nadużyciom sprzeciwili się górale z Jeleśni i okolicznych wiosek, w tym Korbielowa. Broniąc dojścia od strony Żywca, w Mutnym zbudowali szańce i postawili warty, grożąc zbrojnym oporem. Porucznik nie dotrzymał warunków rokowań prowadzonych przez księdza Stanisława Kaszkowica, proboszcza żywieckiego. Grabiono wsie, a przywódców buntu, nawet zasłużonych w walce ze Szwedami, uwięziono. Dopiero po interwencji u króla więźniów uwolniono, a porucznik Bidziński ze swymi dragonami musiał opuścić Żywiecczyznę.

Skutkiem tych wydarzeń wiele setek chłopskich gospodarstw uległo ruinie, a ich następstwem było zbiegostwo na Śląsk, Orawę lub Morawy. Szacuje się, że w państwie żywieckim w latach 1662-1673 ubyło 2500 poddanych. Wraz z wojnami nastąpiły niedostatki, głód i epidemie. Była więc duża śmiertelność, zwłaszcza dzieci. Istnieją zapisy, że w Parafii Jeleśnia, istniejącej od 1628 roku, w roku 1655 mieszkało 2050 chłopów. Zanotowana śmiertelność, dzieci tylko w roku 1679 wynosiła 52 w wieku od 7 do 10 lat, a w roku 1688 aż 72. Z licznego potomstwa, dziesięcioro urodzonych dzieci góralskiego małżeństwa, często tylko połowa osiągała wiek dojrzały. Biorąc pod uwagę dodatkowe trudności, jak długie i uciążliwe zimy, nieurodzaj i klęski żywiołowe, łatwiej zrozumieć dlaczego wówczas, ale i w niezbyt odległej przeszłości, tyle ludzi emigrowało w poszukiwaniu łatwiejszego życia. /cdn/

Józef Pszczółka

Bibliografia: Andrzej Majewski "Dzieje Korbielowa".

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.