Prosto z mostu
Piszę
ten felieton w przeddzień Święta Niepodległości, które od 18 lat
odzyskało swój blask. Wiąże się to święto nierozerwalnie z
postacią marszałka Piłsudskiego, postacią dla jednych wzorcową, a
dla innych bardzo kontrowersyjną. Ale dotyczy to przede wszystkim
historyków. Dla nas, oczywiście szanując historię, ważna jest
obecna rzeczywistość.
Zmiana warty w dzisiejszej historii
stanowi wielką zagadkę. Pomni doświadczeń poprzednich rządów,
mniej czy bardziej udanych, zastanawiamy się, co ten nowy nurt w
polityce przyniesie.
O ile sprawa dotyczy przegranych,
czyli Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy i Demokratów, nie podlega
już dyskusji, to o tyle mam sporo wątpliwości co do nowej koalicji,
czyli Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wracając
do tych pierwszych, czyli PiS-u, trzeba przyznać, że nie umieją z
honorem przegrać. Dotyczy to szczególnie tego mniejszego z "małych
braci".
Ruchy kadrowe ministra sprawiedliwości
tzw. rzutem na taśmę przy nominacjach prokuratorów czy rozporządzenie
premiera o niszczeniu akt przez służby specjalne to objaw "małości"
tych ludzi. Walka w Senacie o wicemarszałka Senatu, czyli pana
Romaszewskiego jest czymś, co nie przynosi na pewno jego partii
wielkiego honoru. Trochę mi to przypomina walkę opozycji w Radzie
Powiatu w Żywcu, gdzie permanentnie stawia się wniosek o odwołanie
z funkcji zastępcy przewodniczącego Rady pana Stanisława Caputy.
Choć z tego co ostatnio słyszałem, sprawa trafiła do organów ścigania
i może się dla niektórych źle skończyć. Ale pożyjemy,
zobaczymy. Ja rozumiem, że były senator, a obecny poseł Niesiołowski
nie grzeszy w niektórych przypadkach kulturą słowa, ale wyraźnie
mi się spodobała jego jedna z wypowiedzi, gdzie stwierdził, że w
czasie, gdy on wysadzał pomniki Lenina, to mniejszy z "małych
braci" w tym samym czasie pisał pracę naukową, cytując idee
oczywiście w sensie pozytywnym tegoż samego Lenina. I to jest właśnie
ten folklor polityczny.
Dlatego nie dziwię się, że bliscy
współpracownicy byłego premiera wyrażają swój sprzeciw wobec
jego sposobu sprawowania władzy.
Trochę mniej jest rozgoryczenia na
Lewicy, choć wynik wyborczy na pewno nikogo z sympatyków tej
formacji nie satysfakcjonuje. Tłumaczenie, że część elektoratu o
poglądach lewicowych oddało swój głos na PO jest chyba faktem, gdyż
w przeciwnym wypadku PiS mógłby wygrać wybory. Trudno jest
powiedzieć ile jest "zasługi" w uzyskaniu wyniku
wyborczego przez "lokomotywę" partyjną, jaką miał być
Kwaśniewski, ale coś w tym jest. Ważne, że w finale zachował się
honorowo i przeprosił wszystkich za swoje "ułomności
chorobowe".
Dziś nie wspomina się już o tzw.
przystawkach, gdyż niektórzy z tych formacji będą częściej mieć
do czynienia z organami ścigania niż poprzednio mieli kontakt z
Sejmem. Słowem, zeszli w tzw. niebyt polityczny i na pewno trudno się
im będzie po tej klęsce podnieść.
Wracając jednak do szarej
rzeczywistości, czyli zasady, że trzeba iść do przodu, martwi mnie
to, że po jakimś okresie czasu dowiemy się, że to czy tamto, co było
obiecane w kampanii wyborczej, z takich czy innych przyczyn nie może
zostać zrealizowane.
Fuzja PO z PSL rokuje nadzieje, że
rząd prowadzony przez Tuska i Pawlaka będzie mniej agresywny niż
poprzedni. Obaj przywódcy, z tego co ich znamy, są ludźmi
inteligentnymi i należy sądzić, że nie dadzą upustu fantazji ze
szkodą dla spraw państwa.
Najbardziej dziwi mnie postawa pana
Prezydenta Kaczyńskiego. Przecież prezydent to osoba, która musi być
ponad podziałami, czyli inaczej to prezydent wszystkich Polaków. To,
że jego własny brat przegrał wybory, nie może upoważniać go do
strojenia fochów w stosunku do obozu zwycięzców.
Pomijając krytyczne uwagi, jakie
media mają w stosunku do niego odnośnie stylu i sposobu sprawowania
władzy, to jego zachowanie w ostatnim czasie budzi niesmak.
Dał temu zresztą wyraz w momencie
desygnowania Tuska na premiera. Złośliwi twierdzą, że jeśli ktoś
chciał w czasie tej, bądź co bądź, ważnej dla kraju uroczystości
zaparzyć herbatę, na pewno by nie zdążył, gdyż ceremonia trwała
39 sekund.
Odebrałem to i nie tylko ja jako świadomą
pogardę dla partnera, który jest trzecią personą w państwie.
A już wybranie bocznej sali w potężnym Pałacu Prezydenckim świadczy
o wyjątkowo kiepskiej kulturze pana Prezydenta i jego dworu.
Dlatego też początki tej współpracy
nie rokują niczego dobrego, gdyż takie traktowanie najbliższego
partnera w sprawach państwa nie wróży dobrze.
Społeczeństwo jest już zmęczone
ciągłymi swarami i przedkładaniem własnych personalnych ambicji
ponad interes państwa. Rozumiem, że PiS przechodzi do opozycji, ale
powinna to być opozycja konstruktywna, a nie wzajemne podkładanie
sobie nóg, gdyż uciekną nam kolejne lata, w których można by
zrobić wiele dobrego. Dlatego trzeba liczyć na opamiętanie niektórych
polityków i dążyć do tego, aby faktycznie żyło nam się lepiej.
Panowie politycy powinni pamiętać
o starym jak świat haśle "zgoda buduje a niezgoda
rujnuje".
Kazimierz Semik