Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (221) - 15 Listopad 2007

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 

Prosto z mostu

Piszę ten felieton w przeddzień Święta Niepodległości, które od 18 lat odzyskało swój blask. Wiąże się to święto nierozerwalnie z postacią marszałka Piłsudskiego, postacią dla jednych wzorcową, a dla innych bardzo kontrowersyjną. Ale dotyczy to przede wszystkim historyków. Dla nas, oczywiście szanując historię, ważna jest obecna rzeczywistość.

Zmiana warty w dzisiejszej historii stanowi wielką zagadkę. Pomni doświadczeń poprzednich rządów, mniej czy bardziej udanych, zastanawiamy się, co ten nowy nurt w polityce przyniesie.

O ile sprawa dotyczy przegranych, czyli Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy i Demokratów, nie podlega już dyskusji, to o tyle mam sporo wątpliwości co do nowej koalicji, czyli Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Wracając do tych pierwszych, czyli PiS-u, trzeba przyznać, że nie umieją z honorem przegrać. Dotyczy to szczególnie tego mniejszego z "małych braci".

Ruchy kadrowe ministra sprawiedliwości tzw. rzutem na taśmę przy nominacjach prokuratorów czy rozporządzenie premiera o niszczeniu akt przez służby specjalne to objaw "małości" tych ludzi. Walka w Senacie o wicemarszałka Senatu, czyli pana Romaszewskiego jest czymś, co nie przynosi na pewno jego partii wielkiego honoru. Trochę mi to przypomina walkę opozycji w Radzie Powiatu w Żywcu, gdzie permanentnie stawia się wniosek o odwołanie z funkcji zastępcy przewodniczącego Rady pana Stanisława Caputy. Choć z tego co ostatnio słyszałem, sprawa trafiła do organów ścigania i może się dla niektórych źle skończyć. Ale pożyjemy, zobaczymy. Ja rozumiem, że były senator, a obecny poseł Niesiołowski nie grzeszy w niektórych przypadkach kulturą słowa, ale wyraźnie mi się spodobała jego jedna z wypowiedzi, gdzie stwierdził, że w czasie, gdy on wysadzał pomniki Lenina, to mniejszy z "małych braci" w tym samym czasie pisał pracę naukową, cytując idee oczywiście w sensie pozytywnym tegoż samego Lenina. I to jest właśnie ten folklor polityczny.

Dlatego nie dziwię się, że bliscy współpracownicy byłego premiera wyrażają swój sprzeciw wobec jego sposobu sprawowania władzy.

Trochę mniej jest rozgoryczenia na Lewicy, choć wynik wyborczy na pewno nikogo z sympatyków tej formacji nie satysfakcjonuje. Tłumaczenie, że część elektoratu o poglądach lewicowych oddało swój głos na PO jest chyba faktem, gdyż w przeciwnym wypadku PiS mógłby wygrać wybory. Trudno jest powiedzieć ile jest "zasługi" w uzyskaniu wyniku wyborczego przez "lokomotywę" partyjną, jaką miał być Kwaśniewski, ale coś w tym jest. Ważne, że w finale zachował się honorowo i przeprosił wszystkich za swoje "ułomności chorobowe".

Dziś nie wspomina się już o tzw. przystawkach, gdyż niektórzy z tych formacji będą częściej mieć do czynienia z organami ścigania niż poprzednio mieli kontakt z Sejmem. Słowem, zeszli w tzw. niebyt polityczny i na pewno trudno się im będzie po tej klęsce podnieść.

Wracając jednak do szarej rzeczywistości, czyli zasady, że trzeba iść do przodu, martwi mnie to, że po jakimś okresie czasu dowiemy się, że to czy tamto, co było obiecane w kampanii wyborczej, z takich czy innych przyczyn nie może zostać zrealizowane.

Fuzja PO z PSL rokuje nadzieje, że rząd prowadzony przez Tuska i Pawlaka będzie mniej agresywny niż poprzedni. Obaj przywódcy, z tego co ich znamy, są ludźmi inteligentnymi i należy sądzić, że nie dadzą upustu fantazji ze szkodą dla spraw państwa.

Najbardziej dziwi mnie postawa pana Prezydenta Kaczyńskiego. Przecież prezydent to osoba, która musi być ponad podziałami, czyli inaczej to prezydent wszystkich Polaków. To, że jego własny brat przegrał wybory, nie może upoważniać go do strojenia fochów w stosunku do obozu zwycięzców.

Pomijając krytyczne uwagi, jakie media mają w stosunku do niego odnośnie stylu i sposobu sprawowania władzy, to jego zachowanie w ostatnim czasie budzi niesmak.

Dał temu zresztą wyraz w momencie desygnowania Tuska na premiera. Złośliwi twierdzą, że jeśli ktoś chciał w czasie tej, bądź co bądź, ważnej dla kraju uroczystości zaparzyć herbatę, na pewno by nie zdążył, gdyż ceremonia trwała 39 sekund.

Odebrałem to i nie tylko ja jako świadomą pogardę dla partnera, który jest trzecią personą w państwie.
A już wybranie bocznej sali w potężnym Pałacu Prezydenckim świadczy o wyjątkowo kiepskiej kulturze pana Prezydenta i jego dworu.

Dlatego też początki tej współpracy nie rokują niczego dobrego, gdyż takie traktowanie najbliższego partnera w sprawach państwa nie wróży dobrze.

Społeczeństwo jest już zmęczone ciągłymi swarami i przedkładaniem własnych personalnych ambicji ponad interes państwa. Rozumiem, że PiS przechodzi do opozycji, ale powinna to być opozycja konstruktywna, a nie wzajemne podkładanie sobie nóg, gdyż uciekną nam kolejne lata, w których można by zrobić wiele dobrego. Dlatego trzeba liczyć na opamiętanie niektórych polityków i dążyć do tego, aby faktycznie żyło nam się lepiej.

Panowie politycy powinni pamiętać o starym jak świat haśle "zgoda buduje a niezgoda rujnuje".

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.