Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (221) - 15 Listopad 2007

 |poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Przy Pańskim Kamieniu

Wybraliśmy się w najbardziej pierwotną i dziką część Beskidu Żywieckiego, tak dziką, że nie prowadzi tutaj po polskiej stronie żaden szlak turystyczny. Obejmuje ona wschodnią części Raczańskiego Worka. Położona na pograniczu ze Słowacją, opasana koroną wysokich górskich szczytów, z których aż osiem: (Świtkowa /1082 m/, Beskid /1093 m/, Krośkula /1024 m/, Oszast /1155 m/, Smreków Wielki /1041 m/, Jaworzyna /1052 m/, Smreków Mały /1043 m/, Solisko /1030 m/) przekracza wysokość 1000 metrów, stanowi jakby groźną, osobną, odludną enklawę, zamkniętą dwoma przełęczami: Przełęczą Przysłopy i Przełęczą Glinka, zwaną także Ujsolską.

Wybraliśmy się nie sami, a w towarzystwie gospodarza tych włości, nadleśniczego Nadleśnictwa Ujsoły - Józefa Worka, który opowiadał nam o problemach gospodarki leśnej na tym trudnym, górzystym, odległym od ludzkich siedzib, terenie.

Trasa dla turysty wydaje się pozornie trudna, ale po pokonaniu pierwszego, stromego podejścia na Świtkową, biegnie łagodnym grzbietem, aż do ostrego wzniesienia, które Słowacy nazywają Pański Kopiec /Pański Kamień/. Nasza legenda głosi, że Pański Kamień był znakiem granicznym pomiędzy dobrami węgierskimi, a polskimi. Słowacy, którzy w 1888 roku postawili ten kamień wyryli na nim napis, upamiętniający dokonania profesora Rowlanda oraz leśników Muchy i Roszowaka na odcinku gospodarki leśnej. Ten napis powoduje, że ich wersja wydaje się być bardziej prawdziwa.

Cała trasa wędrówki aż do rezerwatu Oszast /Oszust/, dokąd doszliśmy prowadzi przez piękne, zdrowe, rzadko już spotykane mieszane lasy. 80% drzewostanów stanowi buk, pozostałe to jawor, świerk i jodła. Kiedy patrząc na ten piękny drzewostan wzdycham, że w wielu częściach Beskidów lasy giną, nadleśniczy Worek prostuje moją uwagę, że to nie lasy giną, a świerki, którymi zalesiano te tereny na przełomie XIX i XX wieku. Świerki giną nie tylko w tym nadleśnictwie, ale na ogromnych połaciach Beskidów. Tutaj, w leśnictwie Morgi, lasy świerkowe trzymają się jeszcze dobrze, ale jego zdaniem za pięć, dziesięć lat, i tutaj dotrą przyczyny, które niosą zagładę świerkom.

Przyczyny te to w pierwszej mierze susza, która dotyka nas w ostatnich kilku latach. Wiadomo, świerk korzeni się płytko, pozbawiony wody i pokarmu, który ona z sobą niesie, słabnie. Osłabione drzewostany atakują choroby /opieńka/, szkodniki /kornik/ i zbierają swoje żniwo. Walka z kornikiem musi być szybka i bezwzględna. Trzeba szybko wycinać chore drzewa i wywozić, bądź tak, jak to obserwowaliśmy w Babiogórskim Parku Narodowym, ścięte korować, a korę palić. Inaczej lasu można się pozbyć w kilka lat. Las próbuje się bronić sam. Widzimy, także tu, na odbijające od ziemi samosiejki buka, jaworu, jodły. Świerkowego nalotu prawie się nie spotyka. Mówi to samo za siebie. Las broni się sam, ale człowiek powinien mu przyjść z pomocą.

Inaczej przedstawia się żywotność lasów w Rezerwacie Oszast, gdzie człowiek, ze swoją zaborczą eksploatacją nie dotarł. Nie dotarł, gdyż potężne, niedostępne stromizny zahamowały jego zapędy. Nie zdołano tu powycinać buków, świerków, jodeł, rosnących od prawieków i wprowadzić nasadzeń, osiągającego szybkie przyrosty świerka.

W 1971 roku ten prawie 50 ha kompleks leśny uznano za rezerwat. Jest to jeden z największych dolnoreglowych rezerwatów w Beskidach, chroniący dobrze zachowany las bukowo - jodłowo - świerkowy będący fragmentem pierwotnej Karpackiej Puszczy.

Potężne, wysokie na 40 i więcej metrów tromy, budzą szacunek. Nadleśniczy Worek wskazuje na najbliższą jodłę i zachęca do odgadnięcia jej wieku. Kiedy wzruszamy ramionami, powiada: - Ta jodła liczy sobie ponad 200 lat i ma około 20 kubików. Nie ustępują jej okoliczne buki i świerki. Ten pierwotny las jest zdecydowanie zdrowszy od tego, który posadził człowiek.

Wewnątrz rezerwatu, spotyka się wiele powalonych, potężnych kłód. Jedne są już od kilkudziesięciu lat w pełnym rozkładzie, inne dopiero niedawno zmogła starość, ale oznak choroby lasu nie widać. Nawet kornik, którego także tu można spotkać, nie czyni w puszczy większej szkody, nie mówiąc o grzybach żerujących w innych częściach lasu na korzeniach drzew i przyśpieszających proces zamierania świerków. Puszcza broni się sama.

Przejście przez rezerwat pozostawia niezapomniane wrażenie. Potęguje go jeszcze napotkany świeży ślad niedźwiedziej łapy. To oczywiste, tu na pograniczu, z dala od ludzkich siedzib jest jego królestwo. Tu przesypia śnieżną i ostrą beskidzką zimę w gawrze. Docieramy do Dzielonego Źródełka. Źródełko nazwę swoją zawdzięcza temu, że jego wody zasilają tak dopływy Wisły, jak i dopływy Dunaju. Miejsce to stanowi namacalny dział wodny pomiędzy zlewniami Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego.

Po kilku godzinach marszu postanowiliśmy, nie chcąc wystawiać naszego nieco już sędziwego wieku na zbyt wielką próbę, zejść do Kaniówek, obiecując sobie, że drugą część trasy przemierzymy w roku przyszłym.

Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.