Przy Pańskim Kamieniu
Wybraliśmy się w najbardziej
pierwotną i dziką część Beskidu Żywieckiego, tak dziką, że nie
prowadzi tutaj po polskiej stronie żaden szlak turystyczny. Obejmuje
ona wschodnią części Raczańskiego Worka. Położona na pograniczu
ze Słowacją, opasana koroną wysokich górskich szczytów, z których
aż osiem: (Świtkowa /1082 m/, Beskid /1093 m/, Krośkula /1024 m/,
Oszast /1155 m/, Smreków Wielki /1041 m/, Jaworzyna /1052 m/, Smreków
Mały /1043 m/, Solisko /1030 m/) przekracza wysokość 1000 metrów,
stanowi jakby groźną, osobną, odludną enklawę, zamkniętą dwoma
przełęczami: Przełęczą Przysłopy i Przełęczą Glinka, zwaną
także Ujsolską.
Wybraliśmy się nie sami, a w
towarzystwie gospodarza tych włości, nadleśniczego Nadleśnictwa
Ujsoły - Józefa Worka, który opowiadał nam o problemach gospodarki
leśnej na tym trudnym, górzystym, odległym od ludzkich siedzib,
terenie.
Trasa dla turysty wydaje się
pozornie trudna, ale po pokonaniu pierwszego, stromego podejścia na
Świtkową, biegnie łagodnym grzbietem, aż do ostrego wzniesienia,
które Słowacy nazywają Pański Kopiec /Pański Kamień/. Nasza
legenda głosi, że Pański Kamień był znakiem granicznym pomiędzy
dobrami węgierskimi, a polskimi. Słowacy, którzy w 1888 roku
postawili ten kamień wyryli na nim napis, upamiętniający dokonania
profesora Rowlanda oraz leśników Muchy i Roszowaka na odcinku
gospodarki leśnej. Ten napis powoduje, że ich wersja wydaje się być
bardziej prawdziwa.
Cała trasa wędrówki aż do
rezerwatu Oszast /Oszust/, dokąd doszliśmy prowadzi przez piękne,
zdrowe, rzadko już spotykane mieszane lasy. 80% drzewostanów stanowi
buk, pozostałe to jawor, świerk i jodła. Kiedy patrząc na ten piękny
drzewostan wzdycham, że w wielu częściach Beskidów lasy giną,
nadleśniczy Worek prostuje moją uwagę, że to nie lasy giną, a świerki,
którymi zalesiano te tereny na przełomie XIX i XX wieku. Świerki
giną nie tylko w tym nadleśnictwie, ale na ogromnych połaciach
Beskidów. Tutaj, w leśnictwie Morgi, lasy świerkowe trzymają się
jeszcze dobrze, ale jego zdaniem za pięć, dziesięć lat, i tutaj
dotrą przyczyny, które niosą zagładę świerkom.
Przyczyny te to w pierwszej mierze
susza, która dotyka nas w ostatnich kilku latach. Wiadomo, świerk
korzeni się płytko, pozbawiony wody i pokarmu, który ona z sobą
niesie, słabnie. Osłabione drzewostany atakują choroby /opieńka/,
szkodniki /kornik/ i zbierają swoje żniwo. Walka z kornikiem musi być
szybka i bezwzględna. Trzeba szybko wycinać chore drzewa i wywozić,
bądź tak, jak to obserwowaliśmy w Babiogórskim Parku Narodowym, ścięte
korować, a korę palić. Inaczej lasu można się pozbyć w kilka
lat. Las próbuje się bronić sam. Widzimy, także tu, na odbijające
od ziemi samosiejki buka, jaworu, jodły. Świerkowego nalotu prawie
się nie spotyka. Mówi to samo za
siebie.
Las broni się sam, ale człowiek powinien mu przyjść z pomocą.
Inaczej przedstawia się żywotność
lasów w Rezerwacie Oszast, gdzie człowiek, ze swoją zaborczą
eksploatacją nie dotarł. Nie dotarł, gdyż potężne, niedostępne
stromizny zahamowały jego zapędy. Nie zdołano tu powycinać buków,
świerków, jodeł, rosnących od prawieków i wprowadzić nasadzeń,
osiągającego szybkie przyrosty świerka.
W 1971 roku ten prawie 50 ha
kompleks leśny uznano za rezerwat. Jest to jeden z największych
dolnoreglowych rezerwatów w Beskidach, chroniący dobrze zachowany
las bukowo - jodłowo - świerkowy będący fragmentem pierwotnej
Karpackiej Puszczy.
Potężne, wysokie na 40 i więcej
metrów tromy, budzą szacunek. Nadleśniczy Worek wskazuje na najbliższą
jodłę i zachęca do odgadnięcia jej wieku. Kiedy wzruszamy
ramionami, powiada: - Ta jodła liczy sobie ponad 200 lat i ma około
20 kubików. Nie
ustępują jej okoliczne buki i świerki. Ten pierwotny las jest
zdecydowanie zdrowszy od tego, który posadził człowiek.
Wewnątrz rezerwatu, spotyka się
wiele powalonych, potężnych kłód. Jedne są już od kilkudziesięciu
lat w pełnym rozkładzie, inne dopiero niedawno zmogła starość,
ale oznak choroby lasu nie widać. Nawet kornik, którego także tu można
spotkać, nie czyni w puszczy większej szkody, nie mówiąc o
grzybach żerujących w innych częściach lasu na korzeniach drzew i
przyśpieszających proces zamierania świerków. Puszcza broni się
sama.
Przejście przez rezerwat pozostawia
niezapomniane wrażenie. Potęguje go jeszcze napotkany świeży ślad
niedźwiedziej łapy. To oczywiste, tu na pograniczu, z dala od
ludzkich siedzib jest jego królestwo. Tu przesypia śnieżną i ostrą
beskidzką zimę w gawrze. Docieramy do Dzielonego Źródełka. Źródełko
nazwę swoją zawdzięcza temu, że jego wody zasilają tak dopływy
Wisły, jak i dopływy Dunaju. Miejsce to stanowi namacalny dział
wodny pomiędzy zlewniami Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego.
Po kilku godzinach marszu
postanowiliśmy, nie chcąc wystawiać naszego nieco już sędziwego
wieku na zbyt wielką próbę, zejść do Kaniówek, obiecując sobie,
że drugą część trasy przemierzymy w roku przyszłym.
Antoni Urbaniec