Prosto z mostu
Wyborczy
cyrk nareszcie się skończył. Tak brutalnej kampanii wyborczej
jeszcze nie było. Sprawdziło się więc powiedzenie byłego
prezydenta Lecha Wałęsy, który onegdaj powiedział, że jak
"mali bracia" dostaną władzę to potrafią skłócić
wszystkich ze wszystkimi. I tak też się stało. Ale po kolei.
Naturalną śmiercią padły
"przystawki", czyli Liga Polskich Rodzin, którym kolorytu
miał dodać "facet z muszką", czyli sam pan Janusz
Korwin-Mikke. Jego podobno nieeleganckie zachowanie się w stosunku do
niepełnosprawnych dzieci przyniosło mu rozgłos, ale rozgłos w
sensie negatywnym, a tym samym nie przyniosło na pewno dodatkowych
punktów dla tej formacji.
Zresztą uzyskane 1,5 % (słownie półtora
procent) to i tak za dużo, wziąwszy pod uwagę wyczyny lidera tej
formacji, który wolał się podać do partyjnej dymisji i z uśmiechem
na ustach uciekł jak szczur z tonącego okrętu. Ale pal licho, płakał
nikt za nim nie będzie.
Drugi "bohater" w biało-czerwonym
krawacie swoimi wyczynami wraz z kolesiami pociągnął swoją partyjkę
na samo dno. Za skarby świata nie mogę domyślić się, kto
podpowiedział Leszkowi Millerowi, aby dał się wpisać jako kandydat
na posła właśnie z Samoobrony.
Totalna klęska w swoim rodzinnym
mieście Łodzi ukazała, że zdecydowana większość wyborców zrównała
pana Millera, byłego premiera, z "wielkością" kanapowej
partyjki, jaką była czy jest (bo naprawdę nie wiem czy ta formacja
jeszcze istnieje) Samoobrona.
Wyniki głosowania świadczą o
politycznym realizmie polskich wyborców. Zaś słynne powiedzenie
pana Leszka, który mówił, że mężczyznę poznaje się po tym nie
jak zaczyna, ale jak kończy, znalazło
u niego pełne potwierdzenie. Dla wielu ludzi lewicy, posunięcie
Millera w tych wyborach przyniosło rumieniec wstydu na policzkach.
Ale cóż, tak niestety kończą swe kariery ludzie, którzy za wszelką
cenę chcą właśnie robić karierę nie wiedząco tym, że ich czas
już dawno przeszedł.
Zresztą taki los spotkał jeszcze
wielu innych polityków z pierwszych stron gazet. A więc jest to
kolejna nauczka, że trzeba wiedzieć, w którym momencie trzeba zejść
ze sceny.
Nie najlepiej powiodło się
formacji lewicowej, czyli tzw. Lewicy i Demokratom. Ta, moim zdaniem
sztuczna koalicja czy jak kto woli zlepek małych partyjek dołączonych
do Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wcale nie zabłysnęła. Przyczyna słabego,
czyli poniżej oczekiwań wyniku wyborczego tkwi moim zdaniem chyba
gdzie indziej.
Żelazny elektorat lewicy twardo głosował
na LiD, zaś sympatycy tej opcji zorientowali się, że ich głosy
niewiele pomogą lewicy, zaś oddanie głosów na Platformę
Obywatelską umocni ją w walce
z Prawem i Sprawiedliwością. Lokomotywa wyborcza w postaci
Aleksandra Kwaśniewskiego nie do końca się sprawdziła, gdyż
wpadki alkoholowe nie przyniosły chluby ani jemu samemu ani formacji,
którą reprezentował. A więc zamiast "lokomotyw" ostał
się jeno mały ciągniczek. Sądzę, że na przyszłość nauka nie pójdzie
w las.
Czarnym koniem w tych wyborach było
Polskie Stronnictwo Ludowe. Krok po kroku zdobywali teren, odbierając
elektorat wiejski skompromitowanej Samoobronie. Rozwaga lidera Pawlaka
i spokojna nieagresywna kampania stopniowo zjednywały im coraz więcej
wyborców i doprowadziły tą formację do sukcesu, jakim będzie współtworzenie
wraz z PO kolejnego rządu. Niestety, muszą bardzo uważać, by nie
spotkał ich los połkniętych przez PiS poprzednich
"przystawek".
Wielkim przegranym zostało Prawo
i Sprawiedliwość. Ta nazwa nie oddaje treści, jaką ma w swym logo.
Liderzy tej partii w pewnym momencie oderwali się od społeczeństwa,
a szczególnie od młodszej jego części wierząc, że mają mocne
poparcie prezydenta i żadna przygoda się im nie przydarzy. I tu się
przeliczyli. Okazuje się, że nasze społeczeństwo jest coraz
dojrzalsze i zaczyna wyciągać wnioski z przeszłości, czego dowodem
jest choćby coraz większa frekwencja w wyborach.
Ludzie przerazili się butą liderów
tej formacji, a szczególnie zachowaniem mniejszego z "małych
braci", czyli pana Jarosława. Oliwy do ognia dolało Centralne
Biuro Antykorupcyjne, którego spektakularne akcje transmitowane na
oczach milionów telewidzów zaczęły być groźne.
Brak chęci ze strony rządu w wyjaśnienie
niektórych spraw, ludzie rozumieli jako nie do końca czyste intencje
tych służb
i pomimo zdecydowanego poparcia dla walki z korupcją, nie do końca
im uwierzyli. Jaki los spotka te służby na razie nie wiemy, choć
trzeba zrobić wszystko, aby popełnionych dotychczas błędów nie
powielać dalej. Ta formacja dostała już swoją bolesną nauczkę i
musi z tej lekcji wyciągnąć odpowiednie wnioski, a szczególnie ten
najważniejszy, że nie należy lekceważyć społeczeństwa, gdyż
ono z roku na rok staje się coraz dojrzalszym politycznie.
I wreszcie zwycięska partia, jaką
jest Platforma Obywatelska. Wprawdzie nie uda im się rządzić samym,
gdyż brakuje im przeważającej większości w parlamencie, niemniej
jednak uzyskany wynik jest imponujący.
Tak jak i wszystkim nie udało im się
ustrzec błędów w trakcie kampanii, niemniej jednak ich kampania była
o wiele bardziej inteligentna, czytelna, choć również nie
pozbawiona wpadek. Planowana fuzja z PSL może wreszcie będzie
prowadzić do politycznej normalności, a tandem Tusk i Pawlak daje
nam wiarę w kulturę polityczną tej koalicji.
Wybory na Żywiecczyźnie skończyły
się dla nas marnie."Ugraliśmy" wprawdzie jeden mandat
(Matuszny PiS), ale jak to mówi przysłowie, że jedna jaskółka
wiosny nie czyni. Wystawiono wprawdzie
4 kandydatów na listach w pierwszych piątkach, ale tutaj arytmetyka
wyborcza niewiele zdziałała. Efekt jest taki, że nasz okręg
wyborczy obejmujący powiaty bielski, cieszyński, pszczyński i żywiecki
wybrał
9 posłów, w tym 4 z Platformy Obywatelskiej, 4 z Prawa i
Sprawiedliwości oraz
1 z Lewicy i Demokratów. Senatora z Żywiecczyzny też nie mamy. Słowem
- marnie. Ważne jest jednak to, że możemy wreszcie odpocząć od
brutalnej polityki i spokojnie czekać, co przyniosą następne dni i
czy obietnice, jakie padały z trybun zostaną przekute w czyn.
Kazimierz Semik