Nad Sołą i Koszarawą - nr 20 (219) - 15 Października 2007

|poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Prosto z mostu

Bardzo długo zastanawiałem się nad treścią tego felietonu z uwagi na fakt, że ukaże się w gazecie tydzień przed wyborami parlamentarnymi, przez jednych chcianymi, przez drugich nie. Ale wreszcie mamy to, co mamy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie czy iść do wyborów, a jeśli już iść, to na kogo głosować.

Tablica wyborcza jest coraz mniej czytelna. Spróbuję więc zrobić sobie "wycieczkę" po tych mniej czy bardziej znanych opcjach politycznych. Zaczynam więc od dołu. Barwna w biało-czerwone krawaty Samoobrona zaczyna być "przystanią zbiegów", bo jak inaczej zrozumieć miejsce na liście tej formacji dla Leszka Millera, sztandarowej postaci w Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Pomijam bieżące problemy tej kanapowej partii na czele z posłanką, która płaci złotówkę za jeden podpis i to jeszcze niewyraźnego pochodzenia, pomijam stare kłopoty z wyrokami sądowymi niektórych czołowych działaczy czy też kłopoty zdrowotne osoby posądzanej o gwałty (pomimo słusznego już u mnie wieku po raz pierwszy dowiaduję się od kobiety, że kłopoty z kręgosłupem mogą być, przyczyną braku erekcji u mężczyzny).

Ale pal licho, każdy sposób obrony jest dobry, ale sądzę, że sędziowie (sędziny) na to się nie dadzą nabrać. Ale to już problem tej formacji, a nas na Żywiecczyźnie ten problem nie bawi, gdyż chyba nikt od nas nie kandyduje.

Idźmy więc dalej. Trafiamy na drugą egzotyczną formację, jaką jest Liga Polskich Rodzin, która się też przeistoczyła. Wyczyny pana ekspremiera nikogo na pewno nie zaskakują, ale dla mnie obecność w tej opcji pana Janusza Korwina - Mikke jest zdumiewająca. Wysoko sobie cenię tą postać, szczególnie za barwność jego wypowiedzi, za kontrowersyjne poglądy i spojrzenie na naszą skrzeczącą rzeczywistość, ale jego udział w partii "długiego Romka" jest dla mnie co najmniej niezrozumiały. Być może się mylę, ale czas pokaże już za tydzień czy miałem rację, gdyż te wybory są nie tylko dla mnie dużą zagadką.

Kolorowo (zielono) na afiszach jest w Polskim Stronnictwie Ludowym. Partia ta w naszym regionie ma długą i chwalebną tradycję. Start Mariana Ormańca może przynieść pożądany efekt, gdyż część elektoratu Samoobrony, czyli rolników przejdzie właśnie do PSL-u. Natomiast "za Chiny Ludowe" nie mogę pojąć skąd się na kandydata do Senatu wziął Jurek Kliś. Ale pożyjemy zobaczymy, a osobiście Mu życzę, aby przeszedł.

Idę tam gdzie mam serce, czyli na lewą stronę sceny politycznej, czyli do Lewicy i Demokratów. Tu mam ogromne wątpliwości czy stały elektorat Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie odwróci się od tego sztucznego tworu, jakim jest LiD.

Mam wiele szacunku do niektórych postaci, czyli tzw. "ikon" w walce o demokrację, ale coś mi tu nie za bardzo gra. Onyszkiewicz z Kwaśniewskim, Geremek ze Szmajdzińskim czy wreszcie Frasyniuk z Olejniczakiem to trochę chyba za dużo grzybów w jednym barszczu. Ale pożyjemy i zobaczymy.

Tutaj mam pretensję do "warszawki", która w regionie śląskim okropnie namieszała zrzucając ze spadochronu niejakiego Celińskiego, który nigdy nie był wkomponowany w śląską rzeczywistość. Nie dziwię się zatem postawie Zbyszka Zaborowskiego, który praktycznie został "okradziony" z racji swojej funkcji z pierwszego miejsca na liście wyborczej.

Uważam również, że usytuowanie aż na piątym miejscu przedstawiciela żywieckiej lewicy Karola Stasicy jest kompletnym nieporozumieniem. Osoba posiadająca dużą wiedzę i doświadczenie, szczególnie w pozyskiwanie środków pieniężnych na inwestycje regionalne, została zepchnięta do roli "zająca" na liście LiD-u w regionie podbeskidzkim. Ale przypuszczam, że rozsądek wyborców weźmie górę nad arytmetyką wyborczą i efekt będzie taki, że mamy swojego posła z Żywiecczyzny

Wracamy do partii, która niby stworzona jako polityczny środek, zaczyna się rozlatywać. Gdzie są ludzie zakładający tą partię - Olechowski, Płażyński i cała reszta. Ostał się im tylko Tusk, który w finale kampanii zaczyna się gubić.

Jakby tego było mało, po drodze "zgubił" się nieodżałowanej pamięci słynny premier z Krakowa dwojga imion Rokita. Tutaj wyprzedziła Go jego żona - pani Nelly, z kolei z dwojga pochodzenia, ale o tym trochę dalej. Również Żywiecczyzna została w obsadzie kandydatów potraktowana po macoszemu, bowiem pierwszy z kandydatów pan Marcin Kędracki jest dopiero na piątej pozycji. A więc coś tu nie tak. Skądinąd słyszy się głosy, że przegrana tej partii w tych wyborach oznacza koniec tej formacji na polskiej scenie politycznej.

Ale sentymenty wyborców mogą być w samym dniu wyborów różne. Pożyjemy, zobaczymy.

I wreszcie wracamy do partii "mniejszych braci", czyli do Prawa i Sprawiedliwości. Do partii, która jest najbardziej krzykliwa, ale nie całkiem skuteczna. Nieprzewidywalne posunięcia jej liderów, zaskakujące decyzje personalne, czy też wręcz czasami żałosne wypowiedzi niektórych polityków tej partii to obraz tego ugrupowania, którym społeczeństwo zaczyna powoli być zmęczone. Samobóje w postaci Nelly Rokita czy strata Radka Sikorskiego, jak też wypowiedzi marszałka Borusewicza to tylko niektóre z kwiatuszków na kożuchu tej formacji.

Przesiadka pana posła Zadory z Ligi Polskich Rodzin, której tak wierny był ten człowiek do PiS-u świadczy o Jego charakterze. Ale mnie to kojarzy się z takim powiedzeniem, że jest to ucieczka z tonącego okrętu. Nie do końca doceniony został pan poseł Matuszny, którego dorobku w naszym regionie nie mogę się doszukać (za wyjątkiem swarów w radzie powiatu) i jego trzecie miejsce na liście nie do końca oznacza zwycięstwo w wyborach.

To co napisałem jest tylko wynikiem obserwacji i dyskusji między ludźmi, dla których polityka nie była i nie jest chlebem powszednim. Ale wśród tych ludzi w rozmowach z nimi wyczuwa się troskę o państwo, o Polskę. Wszyscy zgodnie podkreślają, że ta kampania to kampania wzajemnych oskarżeń, wyciągania brudów spod dywanów, to wreszcie kampania, w której słowo chamstwo jest jednym z bardziej delikatnych określeń.

Poszczególne partie od lewa do prawa zapomniały o jednym - o programie, o propozycjach dla wyborców, począwszy od tych maluczkich, na emerytach skończywszy. Pomimo tego marazmu zachęcam wszystkich, aby poszli do głosowania i zgodnie z własnym sumieniem dokonali wyboru swoich przedstawicieli tak do Sejmu, jak i Senatu. Obyśmy za pół roku nie musieli dokonywać ponownych wyborów, bo wtedy już na pewno byłby stan wojenny. A tego na pewno nikt nie chce. Do zobaczenia przy urnach.

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.