Prosto z mostu
Bardzo długo zastanawiałem
się nad treścią tego felietonu z uwagi na fakt, że ukaże
się w gazecie tydzień przed wyborami parlamentarnymi, przez
jednych chcianymi, przez drugich nie. Ale wreszcie mamy to, co
mamy.
Najgorsze w tym wszystkim
jest to, że coraz więcej ludzi zadaje sobie pytanie czy iść
do wyborów, a jeśli już iść, to na kogo głosować.
Tablica wyborcza jest coraz
mniej czytelna. Spróbuję więc zrobić sobie "wycieczkę"
po tych mniej czy bardziej znanych opcjach politycznych.
Zaczynam więc od dołu. Barwna w biało-czerwone krawaty
Samoobrona zaczyna być "przystanią zbiegów", bo
jak inaczej zrozumieć miejsce na liście tej formacji dla
Leszka Millera, sztandarowej postaci w Sojuszu Lewicy
Demokratycznej. Pomijam bieżące problemy tej kanapowej
partii na czele z posłanką, która płaci złotówkę za
jeden podpis i to jeszcze niewyraźnego pochodzenia, pomijam
stare kłopoty z wyrokami sądowymi niektórych czołowych
działaczy czy też kłopoty zdrowotne osoby posądzanej o gwałty
(pomimo słusznego już u mnie wieku po raz pierwszy dowiaduję
się od kobiety, że kłopoty z kręgosłupem mogą być,
przyczyną braku erekcji u mężczyzny).
Ale pal licho, każdy sposób
obrony jest dobry, ale sądzę, że sędziowie (sędziny) na
to się nie dadzą nabrać. Ale to już problem tej formacji,
a nas na Żywiecczyźnie ten problem nie bawi, gdyż chyba
nikt od nas nie kandyduje.
Idźmy więc dalej. Trafiamy
na drugą egzotyczną formację, jaką jest Liga Polskich
Rodzin, która się też przeistoczyła. Wyczyny pana
ekspremiera nikogo na pewno nie zaskakują, ale dla mnie
obecność w tej opcji pana Janusza Korwina - Mikke jest
zdumiewająca. Wysoko sobie cenię tą postać, szczególnie
za barwność jego wypowiedzi, za kontrowersyjne poglądy i
spojrzenie na naszą skrzeczącą rzeczywistość, ale jego
udział w partii "długiego Romka" jest dla mnie co
najmniej niezrozumiały. Być może się mylę, ale czas pokaże
już za tydzień czy miałem rację, gdyż te wybory są nie
tylko dla mnie dużą zagadką.
Kolorowo (zielono) na
afiszach jest w Polskim Stronnictwie Ludowym. Partia ta w
naszym regionie ma długą i chwalebną tradycję. Start
Mariana Ormańca może przynieść pożądany efekt, gdyż część
elektoratu Samoobrony, czyli rolników przejdzie właśnie do
PSL-u. Natomiast "za Chiny Ludowe" nie mogę pojąć
skąd się na kandydata do Senatu wziął Jurek Kliś. Ale pożyjemy
zobaczymy, a osobiście Mu życzę, aby przeszedł.
Idę tam gdzie mam serce,
czyli na lewą stronę sceny politycznej, czyli do Lewicy i
Demokratów. Tu mam ogromne wątpliwości czy stały elektorat
Sojuszu Lewicy Demokratycznej nie odwróci się od tego
sztucznego tworu, jakim jest LiD.
Mam wiele szacunku do niektórych
postaci, czyli tzw. "ikon" w walce o demokrację,
ale coś mi tu nie za bardzo gra. Onyszkiewicz z Kwaśniewskim,
Geremek ze Szmajdzińskim czy wreszcie Frasyniuk z
Olejniczakiem to trochę chyba za dużo grzybów w jednym
barszczu. Ale pożyjemy i zobaczymy.
Tutaj mam pretensję do
"warszawki", która w regionie śląskim okropnie
namieszała zrzucając ze spadochronu niejakiego Celińskiego,
który nigdy nie był wkomponowany w śląską rzeczywistość.
Nie dziwię się zatem postawie Zbyszka Zaborowskiego, który
praktycznie został "okradziony" z racji swojej
funkcji z pierwszego miejsca na liście wyborczej.
Uważam również, że
usytuowanie aż na piątym miejscu przedstawiciela żywieckiej
lewicy Karola Stasicy jest kompletnym nieporozumieniem. Osoba
posiadająca dużą wiedzę i doświadczenie, szczególnie w
pozyskiwanie środków pieniężnych na inwestycje regionalne,
została zepchnięta do roli "zająca" na liście
LiD-u w regionie podbeskidzkim. Ale przypuszczam, że rozsądek
wyborców weźmie górę nad arytmetyką wyborczą i efekt będzie
taki, że mamy swojego posła z Żywiecczyzny
Wracamy do partii, która
niby stworzona jako polityczny środek, zaczyna się rozlatywać.
Gdzie są ludzie zakładający tą partię - Olechowski, Płażyński
i cała reszta. Ostał się im tylko Tusk, który w finale
kampanii zaczyna się gubić.
Jakby tego było mało, po
drodze "zgubił" się nieodżałowanej pamięci słynny
premier z Krakowa dwojga imion Rokita. Tutaj wyprzedziła Go
jego żona - pani Nelly, z kolei z dwojga pochodzenia, ale o
tym trochę dalej. Również Żywiecczyzna została w obsadzie
kandydatów potraktowana po macoszemu, bowiem pierwszy z
kandydatów pan Marcin Kędracki jest dopiero na piątej
pozycji. A więc coś tu nie tak. Skądinąd słyszy się głosy,
że przegrana tej partii w tych wyborach oznacza koniec tej
formacji na polskiej scenie politycznej.
Ale sentymenty wyborców mogą
być w samym dniu wyborów różne. Pożyjemy, zobaczymy.
I wreszcie wracamy do partii
"mniejszych braci", czyli do Prawa i Sprawiedliwości.
Do partii, która jest najbardziej krzykliwa, ale nie całkiem
skuteczna. Nieprzewidywalne posunięcia jej liderów, zaskakujące
decyzje personalne, czy też wręcz czasami żałosne
wypowiedzi niektórych polityków tej partii to obraz tego
ugrupowania, którym społeczeństwo zaczyna powoli być zmęczone.
Samobóje w postaci Nelly Rokita czy strata Radka Sikorskiego,
jak też wypowiedzi marszałka Borusewicza to tylko niektóre
z kwiatuszków na kożuchu tej formacji.
Przesiadka pana posła
Zadory z Ligi Polskich Rodzin, której tak wierny był ten człowiek
do PiS-u świadczy o Jego charakterze. Ale mnie to kojarzy się
z takim powiedzeniem, że jest to ucieczka z tonącego okrętu.
Nie do końca doceniony został pan poseł Matuszny, którego
dorobku w naszym regionie nie mogę się doszukać (za wyjątkiem
swarów w radzie powiatu) i jego trzecie miejsce na liście
nie do końca oznacza zwycięstwo w wyborach.
To co napisałem jest tylko
wynikiem obserwacji i dyskusji między ludźmi, dla których
polityka nie była i nie jest chlebem powszednim. Ale wśród
tych ludzi w rozmowach z nimi wyczuwa się troskę o państwo,
o Polskę. Wszyscy zgodnie podkreślają, że ta kampania to
kampania wzajemnych oskarżeń, wyciągania brudów spod dywanów,
to wreszcie kampania, w której słowo chamstwo jest jednym z
bardziej delikatnych określeń.
Poszczególne partie od lewa
do prawa zapomniały o jednym - o programie, o propozycjach
dla wyborców, począwszy od tych maluczkich, na emerytach skończywszy.
Pomimo tego marazmu zachęcam wszystkich, aby poszli do głosowania
i zgodnie z własnym sumieniem dokonali wyboru swoich
przedstawicieli tak do Sejmu, jak i Senatu. Obyśmy za pół
roku nie musieli dokonywać ponownych wyborów, bo wtedy już
na pewno byłby stan wojenny. A tego na pewno nikt nie chce.
Do zobaczenia przy urnach.
Kazimierz Semik