Nad Sołą i Koszarawą - nr 20 (219) - 15 Października 2007

|poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 


Rozmowa z Wiceprzewodniczącym Rady Powiatu Stanisławem Caputą

Czytając prasę regionalną, w której są relacje z obrad sesji Rady Powiatu najczęściej przewija się pańskie nazwisko jako osoby do odwołania z tej funkcji. O co wreszcie chodzi?

Panie redaktorze, to jest nie tylko dla mnie, ale i większości radnych sprawa żenująca. Niespełnione ambicje niektórych radnych, którzy mieli już "zaklepane" stanowiska w powiecie, wywołują u nich agresję nie mającą nic wspólnego z rolą, jaką mają pełnić radni i do jakiej się zobowiązali poprzez rotę ślubowania. Atak na moją osobę jest wynikiem układów towarzyskich, bo trudno nazwać ich politycznymi, a właściwie głupotą określonego gremium, którego dowódca poczuł się przegrany.

Nie do końca rozumiem, o co chodzi. Niech Pan spróbuje mi wyjaśnić to przekupstwo za 30 tysięcy złotych.

No właśnie. Dlaczego tylko 30 tysięcy, a nie na przykład 100 tysięcy?

Czy nie uważa Pan, że animozje personalne przesłaniają ogrom problemów w powiecie, a czas poświęcony tym sprawom jest czasem straconym?

Na pewno tak. Ogrom problemów na Żywiecczyźnie nakazuje nam wręcz, aby Rada zajęła się przede wszystkim sprawami gospodarczymi, pozyskiwaniem środków pieniężnych z zewnątrz, pomocą dla samorządów lokalnych, a nade wszystko realizacją zadań, które ma do spełnienia Zarząd Powiatu.

To w takim razie proste pytanie. Skąd wziął się konflikt?

Wspominałem wcześniej, że to arytmetyka wyborcza spowodowała taki, a nie inny układ w Radzie. Przecież wszyscy doskonale wiedzą, że poprzez ten konflikt straciliśmy prawie półtora miesiąca, aby rozwiązywać podstawowe problemy między innymi związane z budżetem czy finansowaniem bieżącej działalności instytucji podległym powiatowi. Pogodzić się z porażką jest trudno, ale myślę, że do części tych radnych tzw. opozycyjnych nie dotarło nic, co powinno im przypominać o roli, jaką mają spełnić w stosunku do swoich wyborców.

Jak mam rozumieć nominowanie jednego z radnych, który był już blisko "żłobu", czyli prawie, że starostą, a nagle został nominowany na doradcę do jednej ze spółek Skarbu Państwa?

To jest bardzo proste. "Dowódca" zadziałał korzystając jeszcze do wyborów z uprzywilejowanego statusu, choć słowo doradca
w przypadku tego Pana nie brzmi dla mnie dumnie z uwagi na problemy, jakie sam posiada.

Jak wreszcie widzi Pan zakończenie tej mało sympatycznej dla was sytuacji, a kompletnie niezrozumiałej dla społeczeństwa?

Według mnie sprawa jest prosta. Ludzie, którzy chcą coś tworzyć nie powinni przed tym tego burzyć. Stan, jaki jest każdy widzi. Dla mnie sprawą najważniejszą jest praca dla środowiska, czyli dla regionu, znaczy powiatu. Jest tyle spraw do załatwienia i to nie cierpiących zwłoki, że powinniśmy wspólnie zrobić wszystko, aby iść do przodu. Przepychanki słowne czy też nawet sądowe zatrzymują nas w miejscu, czyli mówiąc trywialnie - para idzie w gwizdek.

Tego życzę wam wszystkim i spodziewam się, że iluzoryczny konflikt pójdzie w niepamięć, a para nie pójdzie w gwizdek.

Rozmawiał Kazimierz Semik

 

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.