Rozmowa z Wiceprzewodniczącym Rady
Powiatu Stanisławem Caputą
Czytając
prasę regionalną, w której są relacje z obrad sesji Rady
Powiatu najczęściej przewija się pańskie nazwisko jako
osoby do odwołania z tej funkcji. O co wreszcie chodzi?
Panie redaktorze, to jest
nie tylko dla mnie, ale i większości radnych sprawa żenująca.
Niespełnione ambicje niektórych radnych, którzy mieli już
"zaklepane" stanowiska w powiecie, wywołują u nich
agresję nie mającą nic wspólnego z rolą, jaką mają pełnić
radni i do jakiej się zobowiązali poprzez rotę ślubowania.
Atak na moją osobę jest wynikiem układów towarzyskich, bo
trudno nazwać ich politycznymi, a właściwie głupotą określonego
gremium, którego dowódca poczuł się przegrany.
Nie do końca
rozumiem, o co chodzi. Niech Pan spróbuje mi wyjaśnić to
przekupstwo za 30 tysięcy złotych.
No właśnie. Dlaczego tylko
30 tysięcy, a nie na przykład 100 tysięcy?
Czy nie uważa
Pan, że animozje personalne przesłaniają ogrom problemów w
powiecie, a czas poświęcony tym sprawom jest czasem
straconym?
Na pewno tak. Ogrom problemów
na Żywiecczyźnie nakazuje nam wręcz, aby Rada zajęła się
przede wszystkim sprawami gospodarczymi, pozyskiwaniem środków
pieniężnych z zewnątrz, pomocą dla samorządów lokalnych,
a nade wszystko realizacją zadań, które ma do spełnienia
Zarząd Powiatu.
To w takim
razie proste pytanie. Skąd wziął się konflikt?
Wspominałem wcześniej, że
to arytmetyka wyborcza spowodowała taki, a nie inny układ w
Radzie. Przecież wszyscy doskonale wiedzą, że poprzez ten
konflikt straciliśmy prawie półtora miesiąca, aby rozwiązywać
podstawowe problemy między innymi związane z budżetem czy
finansowaniem bieżącej działalności instytucji podległym
powiatowi. Pogodzić się z porażką jest trudno, ale myślę,
że do części tych radnych tzw. opozycyjnych nie dotarło
nic, co powinno im przypominać o roli, jaką mają spełnić
w stosunku do swoich wyborców.
Jak mam
rozumieć nominowanie jednego z radnych, który był już
blisko "żłobu", czyli prawie, że starostą, a
nagle został nominowany na doradcę do jednej ze spółek
Skarbu Państwa?
To jest bardzo proste.
"Dowódca" zadziałał korzystając jeszcze do wyborów
z uprzywilejowanego statusu, choć słowo doradca
w przypadku tego Pana nie brzmi dla mnie dumnie z uwagi na
problemy, jakie sam posiada.
Jak wreszcie
widzi Pan zakończenie tej mało sympatycznej dla was
sytuacji, a kompletnie niezrozumiałej dla społeczeństwa?
Według mnie sprawa jest
prosta. Ludzie, którzy chcą coś tworzyć nie powinni przed
tym tego burzyć. Stan, jaki jest każdy widzi. Dla mnie sprawą
najważniejszą jest praca dla środowiska, czyli dla regionu,
znaczy powiatu. Jest tyle spraw do załatwienia i to nie
cierpiących zwłoki, że powinniśmy wspólnie zrobić
wszystko, aby iść do przodu. Przepychanki słowne czy też
nawet sądowe zatrzymują nas w miejscu, czyli mówiąc
trywialnie - para idzie w gwizdek.
Tego
życzę wam wszystkim i spodziewam się, że iluzoryczny
konflikt pójdzie w niepamięć, a para nie pójdzie w gwizdek.
Rozmawiał Kazimierz Semik