Nad Sołą i Koszarawą - nr 20 (219) - 15 Października 2007

|poprzedni artykuł|  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|

 

Grzyby kanadyjskich traperów

Urodziłem się i wychowałem wśród najgrzybniejszych lasów mazurskich - w okolicach Wielbarka (powiat Szczytno). W czasach mojego dzieciństwa grzybów była mnogość niewyobrażalna, bo zbierała je tylko okoliczna ludność i to w ilościach potrzebnych jedynie do zaopatrzenia własnej spiżarni. Kiedy w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaczęły działać pierwsze skupy, na których przyjmowano tylko kurki (pieprznik jadalny, lisiczka, niemiecki grzyb), Mazurzy jeździli do lasu wozami konnymi. Grzyby zbierało się do koszyków, a następnie wysypywało wprost do wozu. Jak ziemniaki w czasie wykopków. Nic więc dziwnego, że na Mazurach grzyby jadało się często i na najróżniejsze sposoby. W mojej wsi zwykle przyrządzało się grzyby smażone na gęsim smalcu, a potem długo duszone w śmietanie i na końcu zaprawiane jajkami roztrzepanymi z mąką. Dziś, najwyżej cenię sobie grzyby leśne smażone według przepisu serdecznego przyjaciela z okolic jeziora Erie w Kanadzie, trapera - Victora Laurenta. Kiedy zobaczył przygotowane przeze mnie grzyby: pokrojone i z dodatkiem śmietany, powiedział, że przypominają mu paskudną breję i nie chciał ich jeść. Ponieważ mieliśmy jeszcze trochę borowików, koźlarzy i maślaków, przygotował je po swojemu. A oto sposób Victora.

 

Składniki:

- ok. kilograma świeżych, mieszanych grzybów
- dwie łyżki stołowe masła
- 3 ząbki czosnku
- sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie:

Grzyby nie powinny być krojone. Zachowają dzięki temu soczystość i smak właściwy danemu gatunkowi.

Grzyby myję pod bieżącą wodą i wrzucam do wrzątku. Gotuję ok. 10 minut i wykładam na durszlak, by dobrze odciekły. Grzyby powinny wystygnąć na durszlaku, to wtedy na pewno dobrze odciekną.

Smażenie:

Na dużej, teflonowej patelni rozgrzewam połowę masła i wrzucam na to ugotowane i odsączone grzyby. Smażę bez przykrywki. Bardzo to ważne, bo grzyby nie puszczą soku i nie stwardnieją. Na patelni nie powinien powstać naturalny sos. Smażę je ok. 5 minut na dość ostrym ogniu. Powinny się przyrumienić zachowując jednocześnie swój kształt.

Kiedy grzyby są wyraźnie przypieczone z różnych stron, a masło użyte do smażenia pokrywa je glazurą (wyglądają jak lakierowane) dodaję sól i posiekany czosnek (miażdżony przywiera do patelni, a siekany nie). Teraz wystarczy tylko pół minuty, by czosnek oddał potrawie smak i palnik trzeba wyłączyć. Na koniec dosmaczam świeżo mielonym pieprzem. Tak usmażone grzyby mają wspaniały smak, przypominający troszkę grzyby suszone i ślicznie wyglądają na talerzu.

Podaję je z ziemniakami z wody i mięsem przygotowanym na najróżniejsze sposoby. Może to być smażony filet drobiowy, befsztyk, kotlet mielony lub schabowy.

Uwaga. Danie jest tym smaczniejsze im więcej gatunków grzybów użyje się do jego przygotowania. W naszych warunkach najczęściej używam podgrzybków, koźlarzy, osaków, maślaków, borowików i turków (płachetka kołpakowata). Dawniej, kiedy hodowano dużo koni, zawsze dodawałem też pieczarek polnych. Jeżeli chodzi o borowika to warto, aby w składzie było choć kilka sztuk ze względu na specyficzny, silny aromat.

Wojciech Charewicz

w.charewicz@gazetaolsztynska.pl

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.