Ukraina widziana z okien autobusu
Byłem uczestnikiem
wycieczki autokarowej, zorganizowanej przez Zarząd Oddziału
Związku Nauczycielstwa Polskiego w Żywcu w południowo-zachodnie
zakątki Ukrainy, historycznie związanej z losami
Rzeczypospolitej Polskiej.
Ukraina, niepodległe państwo
od 1991 roku. Duży kraj w Europie wschodniej o powierzchni
603 700 km kw. i liczbie ludności około 47 milionów. Przez
Ukrainę przepływają dwie wielkie rzeki Dniepr i Dniestr,
ale sieć rzeczna jest uboższa od naszej, czego dowodem jest
m.in. deficyt wody we Lwowie. Miasto to ma racjonowaną 2 razy
dziennie wodę. Po rozpadzie Związku Radzieckiego warunki
podróżowania w tamte strony nieco się poprawiły, toteż
Polacy ciągną tam coraz większym strumieniem. Jedni z
sentymentów rodzinnych, inni z ciekawości historycznych losów
tamtych stron leżących niegdyś w granicach I i II
Rzeczypospolitej, a w latach 1772-1918 w granicach Galicji, będącej
częścią składową monarchii Austro Węgierskiej.
Zakodowany gdzieś w genach sentyment do Ukrainy uzewnętrznia
się często w śpiewach biesiadnych, gdzie obok "Góralu
czy ci nie żal, usłyszeć można "Czerwony pas" i
"Na zielonej Ukrainie".
Tylko w naszej kilkudziesięcioosobowej
grupie wycieczkowiczów spotkałem dwóch takich, którzy w
Iwanowo Frankowsku (Stanisławowie) szukali swoich korzeni, bo
jeden z nich tu się urodził, a matka tego drugiego tu, nie
tak znów dawno, zamieszkiwała. Politycznie Ukraina jest
rozdarta, poszukuje swojego miejsca w Europie, szuka
odpowiedzi na pytanie czy swoje losy wiązać z Zachodem i UE,
czy z Rosją. Podobne dylematy miał w XVII wieku Bohdan
Chmielnicki - wybrał Rosję. Ja osobiście optowałbym za
rozwiązaniem pierwszym. Przygarnięcie Ukrainy do UE stępiłoby
ostrze naszych wzajemnych pretensji, bólu i ran, które
wzajemnie sobie w przeszłości dawnej i bliższej zadawaliśmy,
zaś sama Ukraina otrzymałaby szansę na szybsze wyrwanie się
z marazmu odziedziczonego po Związku Radzieckim. Z wyjątkiem
Karpat Wschodnich i Krymu, Ukraina to kraj równinny lub lekko
pofalowany. Ziemia tu urodzajna. 60% powierzchni zajmują słynne
ukraińskie czarnoziemy. Taka Ukraina mogłaby wyżywić pół
Europy. Ale tak nie jest i prędko nie będzie. Patrząc z
okna autobusu w trzeciej dekadzie września spodziewałem się
widoku krzątania się w polu przy zbiorach okopowych, siewie
ozimin i licznych stad bydła na rozległych pastwiskach. Nic
z tego, lub niewiele z tego można było zobaczyć, a głównie
był to zbiór z niewielkich poletek kukurydzy, dyni i buraków
cukrowych. Imponujące były stada pasących się gęsi.
Wieś ukraińska obserwowana
przeze mnie na trasie przejazdu Lwów - Kamieniec Podolski
przez Tarnopol
jest uboga, pokołchozowa, bez ogrodów i sadów przydomowych,
budynków inwentarskich i sprzętu rolniczego. Młodzi nie chcą
pracować na roli, uciekają na Zachód. Domki są tu
malutkie, w 90% kryte falistym eternitem. Uwagę zwracają
wiejskie cerkiewki i przydrożne kapliczki budowane na
cerkiewny kształt, starannie odnowione, błyszczące złotem
i ulubionym przez Ukraińców - ciemnoniebieskim kolorem. W
drodze powrotnej przez Buczacz, Czortków i Iwonowo Frankowsk
wieś prezentowała się znacznie lepiej. Rolnictwo ukraińskie
wymaga wielkich nakładów finansowych. Zarobki na Ukrainie są
niskie, utrzymują się w granicach 100 do 200 dolarów miesięcznie,
ale ceny w sklepach też są odpowiednio niższe. Polak ze
swoim skromnym portfelem może być dumny, że przyjechał z
bogatego kraju. Polski autobus jest zauważany i na postoju
otaczany jest przez biedaków proszących o parę groszy,
kanapkę czy bułkę, sprytniejsi zaś oferują pocztówki i
foldery, oczywiście w języku polskim. Język polski, szczególnie
w miastach, jest powszechnie znany. Polak na Ukrainie nie ma
problemów z porozumiewaniem się z miejscowymi.
W czasie kilkudniowego
pobytu na Ukrainie odwiedziliśmy Lwów, Chocim, Kamieniec
Podolski i
Stanisławów, obecnie Iwanowo Frankowsk. Muszę przyznać, że
Lwów peryferyjny zrobił na mnie przygnębiające wrażenie.
Natomiast jego centrum, stare miasto, to Europa, porównywalna
z Krakowem. Te dwa miasta przez wieki ze sobą rywalizowały i
oba pełniły rolę stolicy kraju, centrów uniwersyteckich i
skupisk intelektualistów najwyższych lotów. Najlepiej
odzwierciedla to Cmentarz Łyczakowski - najokazalsza i najpiękniejsza
nekropolia na świecie, wpisana na listę zabytków UNESCO.
Obok zaś Cmentarz Orląt, świeżo odbudowany staraniem władz
polskich, przy znanych oporach władz samorządowych Lwowa. Więcej
na ten temat mam zamiar napisać w numerze listopadowym.
Chocim i Kamieniec Podolski
to twierdze kresowe, gdzie w XVII wieku ścierały się
interesy tureckie, polskie, kozackie, tatarskie i rosyjskie. Są
to tereny zamieszkałe przez mieszankę narodowościową,
wyznaniową i kulturową. To tu nad Dniestrem ówczesna
Rzeczpospolita brała na swoje barki stawianie tamy inwazji
tureckiej i muzułmańskiej na Bałkany i serce Europy. To tu
pod Cecorą, Chocimiem i w Kamieńcu Podolskim życie złożyli
na ołtarzu Ojczyzny: Hetman Wielki Litewski Jan Karol
Chodkiewicz i Hetman Wielki Koronny Stanisław Żółkiewski,
tu pobił Turków hetman Jan Sobieski, które to zwycięstwo
utorowało mu drogę do korony polskiej. Swój talent i kunszt
bojowy pokazał następnie w odsieczy wiedeńskiej 1683 roku.
Żaden z nich nie ma tu swojego pomnika, a ma go w
przykatedralnym parku w Kamieńcu Jan Paweł II i Pan Jerzy
(Michał) Wołodyjowski, hetman kozacki Piotr Sahajdaczny
Konaszewicz przy twierdzy chocimskiej.
Obie twierdze chocimska i
kamieniecka - przyznać muszę - trzymają się dobrze, są
zadbane, na bieżąco remontowane i służą obu miastom
kresowym jako źródło dochodu z turystyki.
Hieronim Woźniak
.