PROSTO Z MOSTU
Aby nie zwariować w tych dniach, czyli w czasie trwania obrzydliwej moim zdaniem kampanii wyborczej, będę starał się zejść na ziemię i poruszyć problemy przyziemne, które trapią mieszkańców naszego regionu.
Zwariowana polityka, która zawładnęła umysłami wielu polityków całkowicie oderwała parlamentarzystów od swoich zobowiązań składanych wyborcom. W obecnej, aczkolwiek krótkiej kadencji, mieliśmy dwóch posłów z Żywiecczyzny (Matuszny, Zadora PiS, LPR), o których działalności przeciętny śmiertelnik nic nie wie. Pan poseł Zadora jest już drugą kadencję, ale ze świeczką trzeba szukać śladów jego kontaktów z regionem, nie mówiąc już
o tym, by natknąć się na Jego biuro poselskie.
A przecież rola posła polega przede wszystkim na wsłuchiwaniu się w sprawy ludzkie, czy też sprawy gospodarcze w regionie. Opublikowany w "DZ" ranking aktywności "naszych" posłów na tle innych
z ziemi śląskiej daje obraz tego, że nasi dwaj wybrańcy narodu to posłowie "dietetycy". Sądząc po obecnie przyjętym tempie kampanii wyborczej jestem pewien, że obie centrale bez porozumienia z miejscowym elektoratem desygnują ich z powrotem, gdyż na dzień dzisiejszy na pewno nie mają innych ze względu na brak działaczy w tych ugrupowaniach.
A więc będzie to kolejna farsa w tworzeniu przez IV Rzeczypospolitą tzw. szerokiej demokracji. Chciałbym, aby na łamach gazet regionalnych czy lokalnych ci ludzie powiedzieli, co w tym okresie robili, za co brali pieniądze (i to niemałe), korzystając przy okazji z przeróżnych przywilejów. Powinni powiedzieć ile razy spotkali się z wyborcami w swoim regionie
i co dla nich zrobili. Ale nic z tego nie będzie, gdyż nasza aktualna ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że mogą sobie z tego praktycznie bimbać.
To, że problemów w regionie jest multum, każdy z nas wie. Dlatego też ze smutkiem czytam artykuł o upadającym Zwardoniu na niwie turystycznej, gdzie Słowacy, niby biedniejszy od nas kraj, wchodzą energicznie w rozbudowę bazy narciarskiej i to bazy nowoczesnej, gdzie sieć wyciągów narciarskich z ich niższymi cenami całkowicie zniszczy rozdrobnione orczyki, gdzie nie ma wspólnych biletów, bo trudno się z właścicielami dogadać. I tu jest pytanie do pana posła Zadory, który ponoć jest mieszkańcem Zwardonia, co zrobił dla tej miejscowości, która przed wojną była perełką Żywiecczyzny, a dziś straszy ogromnym terminalem granicznym, który miał dać zatrudnienie mieszkańcom,
a praktycznie "rozłupał" tą wioskę, zostawiając ich na pastwę losu.
Takich przykładów jest o wiele więcej, dlatego też coraz częściej domagamy się zmiany ordynacji wyborczej i czytelnych wyborów, czyli okręgów jednomandatowych.
Wyborca powinien wiedzieć, że np. powiat żywiecki ma być reprezentowany
w Sejmie przez dwóch posłów i wtedy będę głosował na osoby, które mam możliwość poznać na spotkaniach przedwyborczych. I to jest czytelne. A nie tak, że kandydat otrzymuje parę czy parenaście tysięcy głosów i nie wchodzi do Sejmu, gdyż jego partia nie przekroczyła progu wyborczego, natomiast wchodzi inny, który zdobył parę głosów, gdyż tak wskazuje arytmetyka wyborcza. Czyli z krzyżówki capa z kozą wychodzi baran.
W znowelizowanej ordynacji wreszcie skończyłaby się dominacja "warszawki", gdzie liderzy partii politycznych praktycznie handlują miejscami na listach wyborczych w terenie. Zniknęłaby wreszcie lista tzw. spadochroniarzy.
Ale obawiam się, że jest to na razie tylko marzenie.
I jest jeszcze drugi temat dla mnie i chyba nie tyko dla mnie bolesny. Otóż "mali bracia" za wszelką cenę chcą wyrzucić
z pamięci szczególnie młodego pokolenia okres PRL-u, czyli okres, w którym wiele milionów ludzi żyło, uczyło się i pracowało. Jest to przykre dla nas, że ktoś, kto
w tym czasie robił karierę naukową w tych "komunistycznych" uniwersytetach, dziś dezawuuje ten okres.
Nie wszystko w tamtych latach było dobre, ale ludzie byli jakby weselsi, a jak to dowcipnie określano, że żyjąc w obozie socjalistycznym w polskim baraku było najweselej.
Miałem przyjemność być zaproszony wraz z Władkiem Bułką i Józkiem Biegunem do Myślenic na spotkanie z okazji
50-lecia powstania Związku Młodzieży Socjalistycznej. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy akurat w okresie PRL-u wchodzili
w dorosłe życie i nie szczędzili wysiłku na rzecz lepszego jutra z nie zawsze oczekiwanym skutkiem. Było wśród nas wielu naukowców, profesorów uniwersyteckich, byłych menadżerów przemysłu, którzy mimo przyprószonych włosów nadal są aktywni na polu społeczno-gospodarczym i naukowym. Ci ludzie wspominali o swych barwnych życiorysach, ale można było wyczuć ich żal z powodu traktowania ich przeszłości przez obecnie panujących władców. Tępienie wszystkiego, co było w czasach PRL to stała melodia panujących "małych braci", a szczególnie tego mniejszego.
Zastanawialiśmy się skąd tyle nienawiści u tych ludzi, tyle jadu, wrogości do przeszłości. Przecież to nie nasza wina, że urodziliśmy się w czasie wojny czy po wojnie. Żyliśmy w realiach określonych nam przez historię, a nasze warunki polityczne stworzyli nam w 1944 roku możni tego świata.
Wracając jeszcze do kampanii wyborczej pozwolę sobie zamieścić wiersz mojego przyjaciela z Krakowa Jurka Wanata z jego książki "W objęciach Kaczyzmu
tom II".
Brudna kampania zapewne będzie,
bo kaczyzm haki zgromadził wszędzie.
I wykorzysta je bez wątpienia, żeby narzucić swój punkt widzenia.
Oraz ocenę rzeczywistości, ile w tym wszystkim będzie podłości.
Tylko wyborcy mogą ocenić, by oceniając ten układ zmienić.
Przez wybór mądrych, prawych, uczciwych, żeby w rządzeniu zwrot był prawdziwy.
Ten fragment wiersza oddaje w pełni nastroje znacznej części społeczeństwa polskiego. A tylko od nas, wyborców, zależeć będzie, jaki Sejm w październiku wybierzemy.
Kazimierz Semik
|