projektowanie stron wwwhttp://www.tenit.com.pl>tworzenie stron www nieruchomościhttp://www.son.com.pl>nieruchomości

Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (217) - 15 IX 2007

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



PROSTO Z MOSTU

Zasmuciłem się, gdy usłyszałem, że zlikwidowano największy kabaret w Polsce, jakim był Sejm IV Rzeczypospolitej. Jest mi tym bardziej przykro, że nikt w tej sprawie nie pytał mnie o zdanie.
Ale równocześnie zdziwiłem się, że doszło do samolikwidacji przez posłów, którzy na dobrą sprawę podcięli sobie gałąź, na której siedzieli. I dlatego rodzi się pytanie czy było aż tak dobrze czy aż tak źle. Oglądając ten spektakl widziałem szczęśliwe twarze posłanek i posłów, na których twarzach rysowała się wielka radość.
Faktem jest, że był to chyba najgorszy Sejm od początku III Rzeczypospolitej, a suma straconych godzin i dni tego Sejmu była odwrotnie proporcjonalna do efektów, z których zapamiętałem tylko "becikowe", choć mnie to już teoretycznie nie dotyczyło.
Tym, którzy w godzinach nocnych w ten historyczny piątek oglądali transmisje z tego spektaklu w telewizji, na pewno nie było do śmiechu. Oto bowiem 460 posłów robi sobie "żarty z pogrzebu" na oczach milionów Polaków.
Dlatego zadaję sobie pytanie. Komu i na co potrzebnych jest aż 460 posłów i 100 senatorów? Ta wielka machina służy najbardziej dla nabijania kabzy ludziom, którzy niewiele dla tego kraju zrobili, pobierając moim zdaniem niesłusznie potężne apanaże, podczas gdy miliony Polaków żyje od pierwszego do pierwszego, a część dzieci wychodzi do szkoły bez śniadania, licząc na szkolną stołówkę i miskę zupy.
Jak się dowiaduję to ta część posłów, która już na pewno nie wejdzie do nowego Sejmu, dostanie solidną odprawę, czyli około 30 tysięcy złotych "na łebka". Czyli skrócenie kadencji o połowę naraża Skarb Państwa (czyli nas podatników) na ogromne koszty. Polityka PiS-u wraz z satelitami legła w gruzach, a likwidacja Wysokiej Izby odbyła się w atmosferze wielkiego skandalu. Jeszcze niedawno w świetle reflektorów i kamer telewizyjnych o. Rydzyka w uśmiechach podawano sobie ręce, by razem budować IV Rzeczpospolitą. A tu nagle pałają do siebie ogromną nienawiścią, obrzucając się błotem i przezwiskami, które wstydziłbym się na łamach tej gazety drukować. Polityka "małych braci" okazała się wyjątkowo nietrafna, a prace Sejmu to jedna wielka farsa. Gdyby nie konieczność samorozwiązania się to pakiety ustaw, które mają regulować najważniejsze dziedziny społeczno - gospodarcze leżałyby do dziś w marszałkowskiej zamrażarce, a tak hurtowo przyjęto w ciągu jednego popołudnia około 120 projektów ustaw.
Wracając jeszcze do tej ostatniej odsłony, oprócz brukowych wyrażeń, czyli wylewanie wzajemnie na siebie pomyj, mamy obraz kultury politycznej bardzo daleko odbiegającej od standardów światowych. Samorozwiązanie Sejmu poprzedziła wściekła nagonka i to szczególnie w łonie samych koalicjantów. Przy okazji wyszła na jaw przeszłość niektórych posłów, którzy do tego Sejmu nie powinni się dostać. Afery i seksafery oraz ich opis zapełniały szpalty gazet, gdzie sprośne sceny faktycznie mogły porazić.
Analizując powstałą sytuację możemy śmiało stwierdzić, że PiS zawiódł. Nie przeprowadził moralnej rewolucji. Nie zwalczył korupcji. Nie rozliczył III RP. W sumie więc te dwa lata były porażką. Po raz pierwszy wszystkie urzędy w państwie miały przypaść ludziom z nowego rozdania. Nikt nie przypuszczał jednak, że wśród nowych ludzi znaleźli się Lepper i Giertych. Ministerstwa i spółki Skarbu Państwa zaczęli obejmować ludzie o niejasnych twarzach i jeszcze dziwniejszych poglądach. Okazuje się, że PiS nie potrafił zbudować wolnej Polski. Również nieprawdą jest, że wszyscy byli przeciw Kaczyńskim, gdyż to właśnie na nich liczono na dokonanie moralnej odnowy, chcieli walki z korupcją, demokracji z prawdziwego zdarzenia, a nie układów towarzyskich, chcieli kapitalizmu, który nie polega na zażyłości oligarchów z prezydentem.
Premier Kaczyński przegrał, dlatego że przeliczył się w dobieraniu kadr. Zasada "mierny, bierny, ale wierny" spaliła na panewce. Zadania, jakie postawiono przed resortami czy też instytucjami centralnymi, przerosły wielu z nich, a więc przeliczył się ze swoimi możliwościami. Jakby tego było mało zaczął wyrzucać ze swojego otoczenia ludzi wartościowych Kaczyński (premier) uważał, że jak przejmie wszystkie instytucje władzy to nikt mu nie zaszkodzi. I przejął, ale nie wiedział jak się nimi posługiwać. W tej fazie polityki w obliczu rozpisania nowych wyborów Kaczyński odchodzi jako polityk przegrany. A co nas czeka? Nowe wybory, nowe rozdania i być może nowy układ polityczny. Ale to, co czeka nas dziś to ostra, a może i chamska kampania wyborcza. Zacznie się obwinianie wszystkich o wszystko. Będą wyciągane na światło dzienne brudy spod dywanów. Zostaną w brutalny sposób zniszczeni niektórzy politycy. Już zapowiedzi ministra Ziobry o wyciąganiu "haków" na polityków przeciwnego obozu porażają. A jak wiadomo, w obecnym układzie PiS został sam na polu bitwy, a pozostałe ugrupowania są mu przeciwne.
Tak więc sprawdziła się przepowiednia byłego prezydenta Lecha Wałęsy, który parę miesięcy temu powiedział, że dać Kaczyńskim władzę oznacza wojnę wszystkich ze wszystkimi. W nowej sytuacji nie wszystko jest czytelne, gdyż nie ma jasności, kto te wybory wygra. Stąd też kampania wyborcza, która jak wspomniałem, odsłoni nieznane karty z zakresu polityki i władzy. Dotychczasowe sondaże nic jeszcze nie oznaczają, gdyż o losach ugrupowań decydować będą wyborcy przy urnach za kotarami.
Dużo zależeć będzie od losów o. Rydzyka, w sprawie którego Kościół został podzielony w łonie Episkopatu. Ale przede wszystkim dużo i chyba najwięcej zależeć będzie od frekwencji na wyborach, bowiem duża część społeczeństwa jest sfrustrowana i zniesmaczona sytuacją w kraju. A jest to elektorat świadomy, w którym najwięcej jest młodzieży, dla której perspektywy życiowe są kiepskie. Dlatego kończąc doradzam, aby uważnie obserwować kampanię wyborczą i eliminować ludzi, którzy się nie sprawdzili i narobili w kraju więcej złego niż dobrego, a przede wszystkim wziąć udział w wyborach, gdyż każda nieobecność to praktycznie oddanie władzy w ręce przeciwnika.

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.