Śladami Wielkich Proroków
Podczas tego dziennikarskiego wyjazdu, dwukrotnie doznałem głębokiego wzruszenia. Pierwszy raz, kiedy oczekując w Bazylice Narodzenia Pańskiego na możliwość zejścia do groty - miejsca narodzenia Jezusa, zaintonowaliśmy "Dzisiaj w Betlejem…" Ta piękna polska kolęda śpiewana w środku upalnego lata, tutaj, gdzie przed dwoma tysiącami lat narodził się Zbawiciel, miała wyjątkowe brzmienie i nawet tonujące ten odruch gesty żołnierza, czuwającego nad porządkiem w Bazylice, nie bardzo mogły nas wyciszyć.
A uciszyć się wypadało. Świątynia ma w swoich murach trzy klasztory: franciszkański; grecki i ormiański, toteż do żłobka ciągną wielkie tłumy.
Drugi raz miało to miejsce nad Jeziorem Galilejskim. Kiedy wsiedliśmy na niewielki stateczek, aby okrążyć to jezioro, załoga stateczku wciągnęła polską flagę na maszt, a z głośnika popłynęły słowa polskiego hymnu. Podjęliśmy je jak na komendę, a serce zabiło mocniej, gdyż nie dosyć, że
z dala od ojczyzny, to jeszcze na ziemi, z którą wiąże się kawał najnowszej historii Polski.
To tu, w Jeziorze Genezaret /Galilejskim/ poili swoje spragnione konie ułani, o czym w książce "Pułk Ułanów Karpackich" wspomina mieszkający
w Kaliforni nasz krajan, płk Emil Mentel. Kilka kilometrów stąd, na murze otaczającym kościół św. Józefa, jest tablica pamiątkowa z tekstem: "Zwróć ojczyźnie naszej wolność i nam wolnym do niej powrócić pozwól", a pod nim podpis: Szkoła młodszych ochotniczek PSK i data: Nazaret 20. VI. 1944 r. Niestety, długo musiały na to spełnienie młode ochotniczki czekać i chyba niewielu z nich doczekać było danym. Jest na tej ziemi wiele innych - polskich śladów, ale o jednym jeszcze wspomnieć należy. Jest nim III stacja Drogi Krzyżowej - na Starym Mieście, w Jerozolimie, którą odrestaurowali żołnierze Armii Andersa, o czym również informuje pamiątkowa tablica.
Zacząłem te moje wspomnienia może trochę nietypowo, co wcale nie oznacza, że nie odczuwałem przeżyć, krocząc śladami Ziemi Boga. Obok wspomnianej Bazyliki Narodzenia, zwiedziliśmy Jerycho i Górę kuszenia, na której Jezus pościł przez 40 dni. Betlejem, oraz Pole Pasterzy ze świetnie zachowanymi pasterskimi grotami, a w samej Jerozolimie, obok Drogi Krzyżowej, oraz Bazyliki Grobu Chrystusa, Ścianę Płaczu, Meczet Al. Aqsa, Ogród Oliwny, miejsce Ostatniej Wieczerzy i wiele innych historycznych pamiątek.
W Galilei podziwialiśmy kwitnącą rolnictwem krainę - ziemię, na której - dzięki wodom Jordanu rodzi się chyba wszystko. W Nazarecie byliśmy
w Bazylice Zwiastowania - największej bazylice katolickiej w Izraelu, wybudowanej na miejscu domu Marii, w Kościele św. Józefa, oraz w Kanie Galilejskiej, Kafernaum, na Górze Błogosławieństw, umoczyliśmy także ręce i nogi w Jordanie.
Przemawiająca z tych miejsc wielowiekowa historia, sięgająca nawet kilku tysiącleci przed nową erą, potwierdzana pracami wykopaliskowo - odkrywkowymi, a także ulicą pamiętającą epokę Króla Salomona, czy brukiem z czasów rzymskich, w Jerozolimie, pozwala niewątpliwie lepiej zrozumieć przesłanie zawarte w Piśmie Świętym. Wszak jest to ziemia wielkich proroków. Podkreślali to niejednokrotnie nasi przewodnicy, szczególnie kiedy mijaliśmy Beduinów wypasających na pustyni stada owiec
i kóz, dodając, że wielcy prorocy także byli Beduinami.
Rzeka Jordan to dla Izraela naprawdę święta rzeka. Była ona nie tylko świadkiem wielu historycznych wydarzeń, ale była i jest żywicielką tej krainy. Od Jeziora Galilejskiego, z którego wypływa, aż do ujścia w Morzu Martwym dzieli ją pas ziemi szerokości około100 km, jednak meandrując, prowadzi swoje wody ponad 3-krotnie dłuższym korytem, użyźniając
i umożliwiając sztuczne nawadnianie tysięcy hektarów ziemi. Z jeziora wypływa sporym, budzącym szacunek, korytem. Toteż kiedy przekraczaliśmy granicę jordańsko-izraelską na moście Króla Husajna, ciekaw byłem wyglądu tej słynnej rzeki nieopodal ujścia, ale zobaczyłem tylko niewielki ciek wodny, gdyż resztę swojego życiodajnego płynu oddała po drodze.
Tak w Jordanii, Izraelu, jak i Autonomii Palestyny spotykaliśmy się
z osobami odpowiedzialnymi za rozwój turystyki w tych krajach. Jordania stoi przed wielką szansą rozwoju turystycznego, który jest tam dopiero w powijakach. Można mieć nadzieję, że uznanie Petry za Siódmy Cud Świata, a także zamierzenia w zakresie rozwoju bazy turystycznej, przyśpieszą ten proces.
Rozwój turystyki jest wielkim problemem dla Autonomii Palestyńskiej, gdyż jest to dla niej główne źródło dochodu. Mówiła o tym w czasie spotkania z nami minister turystyki Autonomii. O ile w latach 1994-2000 odwiedziło ich prawie milion turystów, to ostatnio tylko 7000 rocznie. Straty z tego tytułu sięgają około 400 mln dolarów, co roku. Dotyka to głównie sektora prywatnego, który mocno zaangażował się w powstawanie bazy turystycznej. O śladowym ruchu turystycznym mogliśmy przekonać się osobiście spacerując nocą po prawie wyludnionym Betlejem.
Ostatnio dużym cieniem na jedności Autonomii kładzie się rozłam pomiędzy Fatahem, a Hamasem, nad czym mocno ubolewała. Wyrażała żal do dziennikarzy, że nagłaśniając - jednostronnie - zdarzające się akty terroryzmu, odstraszają turystów od przyjazdu do nich. Podejmując nas bardzo serdecznie wyrażała nadzieję, że dziennikarze polscy panującą tu sytuację przedstawiać będą w sposób bardziej obiektywny. Podkreślała, że rozwój turystyki leży w naszym wspólnym interesie. Dla nas to odwiedzenie wielu miejsc kultu na Ziemi Świętej. Dla nich turystyka to dochody. Dochody pozwalają na rozwój bazy. Aby jednak kwitła turystyka musi panować spokój i tak koło się zamyka. O ten spokój i pokój tak oni, jak i Izrael zamierzają coraz skuteczniej zabiegać. Chociaż niektórzy tamtejsi pesymiści twierdzą, że sprawa pokoju w tym rejonie świata, to istny węzeł gordyjski, niemożliwy do rozwiązania nawet za sto lat.
Bądźmy jednak optymistami. Podróżując po Izraelu i Palestynie nie odczuwaliśmy "wojennych niepokojów". Napięcie towarzyszące naszemu wyjazdowi na ten niespokojny, Bliski Wschód, w miarę pobytu tutaj ustępowało. Tak na terenie Jordanii, Izraela, jak i Autonomii Palestyńskiej czuliśmy się zupełnie bezpieczni i życzliwie przyjmowani. No, może bardzo szczegółowe kontrole na niektórych punktach, czy długi czas wyczekiwania przy odprawach celnych, były nieco uciążliwe, ale to przecież robione było z myślą o naszym bezpieczeństwie.
Ciekawe także było spotkanie z ministrem turystyki Izraela. Yehuda Shen, który wcześniej przez 5 lat przebywał na stanowiskach dyplomatycznych
w Europie, w tym głównie w Polsce, z uznaniem mówił o tym, że Polska zaczyna zajmować jedno z czołowych miejsc w ruchu turystycznym w ich kraju. Jeszcze kilka lat temu zajmowała 13, a obecnie już 5 miejsce, jeżeli chodzi o liczbę turystów odwiedzających Izrael. Podkreślał, że niewątpliwie jest to zasługą prezesa naszego Stowarzyszenia - Marka Traczyka oraz Abu Omara z Biura Podróży Jerusalem T&T. Przez skromność nie dodał swojej osoby, jako że On patronował pierwszym wyjazdom dziennikarzy do Izraela.
Podobnie jak minister turystyki Autonomii zachęcał do naświetlania problemów Izraela i izraelsko - palestyńskich w sposób obiektywny, nie zniechęcający turystów do odwiedzania tych stron. Wyrażał przy tym nadzieję, że może przyjdzie taki czas, kiedy Palestyna stanie się krajem wolnym i wówczas trójkąt Izrael - Jordania - Palestyna pierwsi odwiedzą Polacy.
Kładł ogromny nacisk na rozwój turystyki, jako jedno z głównych źródeł dochodów tego trójkąta.
Potwierdzeniem tego, że nasi rozmówcy nie rzucają słów na wiatr był wyjazd - w sierpniu br. - kolejnej grupy dziennikarzy przetartym przez nas szlakiem.
Antoni Urbaniec
|