projektowanie stron wwwhttp://www.tenit.com.pl>tworzenie stron www nieruchomościhttp://www.son.com.pl>nieruchomości

Nad Sołą i Koszarawą - nr 17 (216) - 1 IX 2007

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



PROSTO Z MOSTU

Może wreszcie zakończy się w tym kraju polityczna szopka, która trwa już prawie dwa lata. To, co wyrabiają ludzie z pierwszych stron gazet zaczyna być straszne i śmieszne. Zadaję sobie pytanie, i chyba nie tylko ja, jak można rządzić w tak dużym państwie ekipą, która się do tego kompletnie nie nadaje.
Powołanie egzotycznej koalicji z dwoma przystawkami czy też przyssawkami nadało jej kolorytu, ale przyniosło również kupę wstydu w oczach opinii całej Europy, a nawet i w innych częściach świata. Genialność "małych braci" została w całości podważona i sprawdzają się słowa byłego prezydenta Wałęsy, który zaraz po wyborach powiedział znamienne słowa o Kaczyńskich, że są zdolni skłócić wszystkich ze wszystkimi i swoich ze swoimi.
Ostatnie tygodnie są tego potwierdzeniem, gdyż teraz już nienawiść między koalicjantami doszła do granic ostatecznych. Przecież przez cały czas trwania tej władzy, a zwłaszcza po objęciu teki premiera przez "mniejszego brata", nie słyszy się o niczym innym jak o aferach, podchodach, podsłuchach itp.
Kampania wyborcza ze strony PiS-u szła pod hasłami walki z korupcją i tanim państwem. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Centralne Biuro Antykorupcyjne miało powalić na nogi wszelkiej maści spekulantów czyli ludzi, którzy umaczani są w różnego rodzaju afery korupcyjne. No i co? Mają na koncie "ludzie w kominiarkach" jednego trupa i paru podejrzanych o sprawy aferowe. Żeby było śmieszniej to faktycznie powalili na ziemię jednego ordynatora i to jeszcze w miejscu pracy, oraz paru drobnych rzezimieszków, którym dopiero trzeba udowodnić winę, choć to wcale nie jest takie proste. Rzesza tajniaków (podobno około 500 ludzi), dodajmy, że w znacznej części dyletantów, miała przywrócić blask IV Rzeczypospolitej. I co z tego wyszło? Ano nic. Kupę śmiechu i stratę dziesiątków tysięcy złotych.
Pokażcie mi czy choć jeden z nich został skazany prawomocnym wyrokiem sądu i znalazł się nie w areszcie, a w więzieniu. A przecież w orędziach do narodu było to pierwszoplanowe zadanie nowego rządu.
Sprawa druga - tanie państwo. W programie wyborczym mówiono o łączeniu ministerstw, likwidacji agencji pozarządowych, ograniczeniu stanowisk w poszczególnych resortach itp. I co? I nic. Wprost odwrotnie, gdyż administracja rządowa jeszcze się zwiększyła o kilkanaście procent.
Przykładem braku roztropności w polityce kadrowej polskiego rządu są chybione nominacje na szczeblach ministerialnych. Rzadko kiedy premier miał aż 4 wicepremierów, a karuzela kadrowa obraca się w niespotykanym dotąd tempie. Przykładem głupoty są ostatnie nominacje na ministrów w trzech resortach, gdzie na dwa miesiące przed wyborami mianuje się nowych ministrów, tak jakby nie można na ten okres powierzyć tych funkcji dotychczasowym wice- ministrom.
Ale to jest okazja, aby nowym "kolesiom" dać stanowiska, a za parę miesięcy odprawy. Niewielu ludzi zdaje sobie z tego sprawę, że wymiana na tych stanowiskach jest bardzo kosztowna i idzie to wszystko z naszych pieniędzy, bowiem odprawy są wprost proporcjonalne do zarobków, a te w centrali są niemałe. I gdzie tu tanie państwo?
Naczelną sprawą tego rządu miało być budownictwo mieszkaniowe. Trzy miliony mieszkań w ciągu czterech lat. Mrzonki. A ostatnie decyzje w sprawie wykupu mieszkań spółdzielczych, choć pozytywne dla znacznej części społeczeństwa, zrobiły dużo złej krwi szczególnie dla tych, którzy pospieszyli się i za grube pieniądze wykupili mieszkania.
Jestem ciekaw, jak może czuć się premier naszego rządu, który w przemówieniu przed kamerami telewizyjnymi opowiada m.in., że za jego kadencji znacznie zmniejszył się wskaźnik bezrobocia. Przecież to czyste łgarstwo. To chyba człowiek z innego świata, który nie wie o tym, że około 3 milionów Polaków wyjechało z kraju na tzw. saksy. I to wyjeżdżają ludzie młodzi, którzy zdobyli w tym kraju zawód i wykształcenie, ale są bez żadnych szans na godziwy zarobek.
I to ma być rzetelna informacja? Nie można się więc dziwić, że w poważnych gazetach o zasięgu regionalnym czy krajowym publikowane są dowcipy, z których zacytuję jeden.
"Jaki jest największy szczyt bezczelności? - głosować na PiS i wyjechać do pracy za granicą. A jaki jest największy szczyt głupoty? - głosować na PiS i zostać w kraju."
To nie jest śmieszne, ale jest prawdziwe. Ludzie tak postrzegają sytuację w kraju, wiedząc, że ta ekipa nie ma żadnych szans na rozwiązanie najbardziej palących problemów. Kryzys i to głęboki w służbie zdrowia ukazał jak bezradna jest władza wobec tego zjawiska. Ja nie twierdzę, że to obecny rząd spowodował ten kryzys, gdyż jest to wrzód, który się ciągnie już od początku III Rzeczypospolitej, ale jest faktem, że bardzo niewiele zrobiono w kierunku jego rozwiązania. Zaś nie mamy szczęścia do prawdziwych menadżerów w samym Ministerstwie Zdrowia.
Można pisać jeszcze dużo na temat słabości tego rządu, tylko nikt nie chce przyznać, że to nie kto inny, jak premier jest reżyserem tej władzy. Przystawki potrzebne mu były do spełnienia swoich mocarstwowych ambicji. To, że opanował środki masowego przekazu, oczywiście z wyjątkiem prasy i telewizji komercyjnej, całą Radę Krajową Radia i Telewizji, Narodowy Bank Polski, ZUS, KRUS oraz wiele innych strategicznych instytucji w kraju, że "większy brat" jest prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej w efekcie nie pozwoliło mu zawłaszczyć państwa i aby było ciekawie powstał bunt na jego okręcie, którego konsekwencją są zwolnienia ministrów (choć paru nieudaczników jeszcze pozostało).
Wyciąganie sobie wzajemnych brudów spod dywanu czy też do perfekcji opanowana metoda podsłuchiwania budzą w Narodzie wstręt. W sytuacji, kiedy w szufladach leżą projekty ustaw nie rozpatrzone przez Sejm, kiedy strategia założona przez panią Zytę Gilowską nie wyszła poza jej biuro, panowie bawią się w gierki wpuszczając w "kanał" jeden drugiego. Zwołując co chwilę konferencje prasowe przed kamerami telewizyjnymi czy też udzielając na wszystkie strony wywiadów, nie dziwi mnie wcale, że nie ma czasu na pracę organiczną, a wzajemna nieufność między ministrami czy wręcz nienawiść poszczególnych posłów do siebie w Sejmie, na pewno nie sprzyja pracy twórczej, której efektem winno być lepsze jutro dla kraju.
Stąd też pomysł, a właściwie paląca konieczność przyspieszonych wyborów jest nieuchronna. Boję się tylko, aby ktoś znów czegoś nie pomajstrował i byśmy zamiast wyborów nie obudzili się "z ręką w nocniku."
Liczę jednak na dojrzałość polityczną ludzi, którzy jeszcze korzystają z własnego i przytomnego rozumu.

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.