PROSTO Z MOSTU
Nawet nie przypuszczałem, że to już dwieście moich felietonów przewinęło się przez naszą gazetę. Bardzo szybko minęło prawie dziewięć lat od momentu, jak ukazał się pierwszy numer naszej gazety i wraz z nim pierwsze informacje o mieście i regionie. Tak więc jest to dla mnie swoisty jubileusz, choć tak naprawdę to nie bardzo wiem, kiedy to minęło.
Przeglądając swoje archiwalne teksty przy niektórych czułem się zażenowany, choć
z kolei wiele uwag szczególnie krytycznych na pewno przydała się pod adresem władz lokalnych, gdzie jej przedstawiciele w przypływie szczerości przyznawali mi, że z niepokojem czytali moje "wypociny" obawiając się, że treści w nich zawarte mogą naruszyć ich osobisty spokój.
Ale było, minęło. Trzeba patrzeć do przodu tym bardziej, że życie w naszym kraju, szczególnie życie polityczne, jest coraz ciekawsze. A szczególnie w ostatnim czasie.
*
Faktycznie w dniach kanikuły życie polityczne, szczególnie to egzotyczne,
w oczach Polaków wywołuje prawie, że przerażenie. Bo pokażcie mi kraj tak bardzo katolicki, jakim mieni się Polska, gdzie "prałacina" Jankowski praktycznie relegowany z fotela proboszcza św. Brygidy
w Gdańsku znów bryluje na łamach gazet oraz w radiu i telewizji. Można mu darować jego zamiłowanie do wystawnych przyjęć z udziałem wszystkich możnych tego kraju, można mu darować jego wybryki przy układaniu Grobu Pańskiego, jego fobie antykomunistyczne i nacjonalistyczne. Można mu jeszcze darować jego skłonności do antysemityzmu, choć w opinii światowej jego wyczyny przynosiły więcej strat niż zysków na arenie międzynarodowej. Ale trudno mu wybaczyć zachowanie się człowieka, który z godną podziwu estymą kapłana zaczyna się bawić w producenta trunków z własną podobizną na etykiecie. Najpierw wino z surowców australijskich i węgierskich, a ostatnio zgodnie
z jego zapowiedziami piwo. To jednak jeszcze za mało. "Książe Gdański" chwali się, że uruchomi 16 kawiarń w całej Polsce, gdzie będą serwowane wspomniane wyżej trunki.
Zarumieniony nieco prałat w audycji
z panią red. Olejnik ze swadą opowiada
o swoim przedsięwzięciu łącznie z określaniem aparycji swoich barmanek i kelnerek.
Mam prawo wierzyć, że będą to na wskroś bogobojne przybytki, gdzie ksiądz prałat będzie uczył społeczeństwo jak zachować się
w nich. I tu zadaję sobie pytanie. Czy to jest rola Kościoła, którego jednym z przedstawicieli jest prałat Jankowski?
Będąc przy funkcji Kościoła w obecnej rzeczywistości wielu ludzi zadaje sobie pytanie, jaką to rolę spełnia osławiony już
w kraju, a nawet na świecie "ojczulek" Rydzyk. Przecież w normalnym kraju, a do takiego Polska chce się zaliczać, kraju gdzie jest konstytucyjny rozdział państwa od Kościoła, ksiądz dyrektor robi w eterze co chce i z kim chce. Bojaźń polityków przed utratą "łaski" Ojca Dyrektora poraża. Nie dosyć, że ciążą na nim niewyjaśnione rozliczenia składek na ratowanie Stoczni Gdańskiej to jeszcze pozwala sobie na obrażanie Głowy Państwa oraz Jego małżonki. Jakby tego było mało tenże "ojczulek" oraz jego przełożeni z zakonu redemptorystów w żywe oczy kpią sobie z tych wyczynów, i posługując się cytatami z Pisma Świętego mamią wszystkich normalnych ludzi.
Dziwi mnie tylko postawa naszej hierarchii kościelnej, która nie zabrała głosu
w tym temacie. Ja mogę rozumieć polityków różnej maści, którzy wiedzą, że
o. Rydzyk posiada, a właściwie włada potężnym "moherowym" elektoratem, ale ani papież ani polscy zwierzchnicy Kościoła chyba nie uzależnili się od wszechwładnego ojca dyrektora. Arogancja o. Rydzyka
i związanych z nim polityków zadziwia. Ciekaw jestem czy w którymś z cywilizowanych krajów rząd czy też prezydent pozwoliliby sobie na takie polityczne harce. Świadczy to albo o słabości władzy świeckiej, bądź o głębokim podziale w łonie hierarchii Kościoła Katolickiego.
Jakby tego było mało kolejną hucpę urządzili sobie nasi koalicjanci rządowi. Rzadko chyba na świecie zdarza się sytuacja, aby z jednego rządu wylatywał dwukrotnie jeden i ten sam wicepremier. Mało tego, niewiele brakowało, aby go wyprowadzili w kajdankach ze swojego gabinetu, choć to już nie jest dziwne, bo to zaczyna być normą w naszym kraju w wykonaniu CBA.
Wzajemne oskarżenia ludzi, którzy mają ze sobą współpracować i budować IV Rzeczpospolitą zaczynają być niesmaczne. Tym bardziej, że cała afera jest chyba szyta grubymi nićmi, czego dowodem jest walka PIS-u, aby sprawa nie przedostała się w ręce sejmowej komisji śledczej.
Prowokacja w wykonaniu tego nowego tworu ukazała jak bardzo daleko jest tym ludziom do profesjonalizmu, a ich "wystrzałowe" akcje zamiast podziwu społeczeństwa (gdyż walka z korupcją jest bardzo potrzebna) wzbudzają zażenowanie.
Efektem tej nagonki na pana Leppera jest powstanie równie egzotycznej fuzji dwóch ugrupowań politycznych (bo partiami ich trudno nazwać). Jest to cyrk, jakiego świat nie widział. By było śmieszniej, w okresie gdzie trzeba zająć się zmianami ustaw umożliwiających realizację inwestycji związanych z mistrzostwami Euro 2012 posłowie poszli się opalać.
Coraz częściej słyszy się oburzonych ludzi, którzy patrzą na rząd jak na teatrzyk kukiełkowy w małym miasteczku. Minister oświaty w randze wicepremiera ustala listę obowiązkowych lektur wyrzucając z niej uznanego w świecie pisarza Witolda Gombrowicza, a Rada Ministrów tego samego rządu przywraca to nazwisko. Aby było jeszcze śmieszniej to trzech ministrów koalicyjnego rządu głosuje przeciw wnioskowi swojego premiera. Paranoja.
Tego w historii powojennej Polski jeszcze nie było, tym bardziej, że dyskusja wokół tego tematu toczyła się w kraju przez parę miesięcy.
Jeszcze raz widać jak drogie są fotele
w ławach sejmowych i niektórzy za cenę "dietek" zrobią wszystko, aby się nie dać "odspawać" od nich.
Hasło "wybory" jest straszakiem w ręku partii Kaczyńskiego, a "przystawki" zresztą w znacznej części są już zjedzone, będą robić wszystko, aby się utrzymać przy "korycie".
Dziwi mnie tu postawa pana Leppera, który uważa, że w całej tej aferze jest niewinny, a potraktowany został jak chłystek, wyrzucony na bruk z dwuznaczną opinią.
Niektórzy twierdzą, że wszystkie te wygłupy są następstwem upalnego lata i lepiej chyba, że ci "posłańcy" poszli na urlopy, bo obawiam się, że mogliby jeszcze większych głupot narobić. A poza tym życzę słonecznych urlopów.
Kazimierz Semik
|