Wolontariat studencki
W dniu 19 lipca br. otrzymałem zaproszenie do wzięcia udziału w spotkaniu byłego premiera Jerzego Buzka ze studentami wydziału pedagogicznego Politechniki Radomskiej, które miało miejsce w kompleksie boiska sportowego w Wieprzu. Zastałem tam kilkunastoosobową grupę studentów wolontariuszy działających w ramach Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanej w kraju przez Polskie Stowarzyszenie Pedagogów i Animatorów KLANZA. Uff! Jakie to skomplikowane, ale o tym biurokratycznym mechaniźmie już nie będę pisał. Gmina Radziechowy Wieprz,
a ściślej szkoły podstawowe i gimnazja z tej gminy realizują
u siebie program edukacyjny (teraz jest moda na programy) mający na celu wyrównywanie szans dzieci i młodzieży z małych miejscowości. Koordynatorem projektu na terenie gminy jest dyr. tamtejszego Gimnazjum Wiesław Jakubiec. Studenci zaś korzystając
z bazy i sprzętu szkolnego prowadzą zajęcia z dziećmi, które koncentrują się wokół takich zagadnień jak: języki obce, zajęcia artystyczne, zajęcia psychologiczno-pedagogiczne, informatyka, zajęcia humanistyczne, zajęcia matematyczno-przyrodnicze, zajęcia sportowe i artystyczne, zdrowie i bezpieczeństwo, projekty obywatelskie i inne. Profesor Jerzy Buzek sprawuje nad tym wolontariatem mecenat, stąd jego wizyta w Wieprzu.
W czasie tego spotkania Pan premier był drobiazgowo informowany o dotychczasowym przebiegu wolontariatu w gminie, interesował się tym, co dotychczas zrobiono i co zamierza się robić. Koordynator zaś dwoił się i troił, by jak najbardziej przypodobać się i zaimponować zacnemu gościowi, któremu nawiasem mówiąc towarzyszył wójt gminy G. Figura i burmistrz Żywca A. Szlagor.
Mnie zaś jako obserwatorowi tego zdarzenia nasunęły się pewne refleksje z wypoczynkiem i wychowaniem związane. Pierwsza to taka, że w br. przypada setna rocznica powstania skautingu, którego założycielem jak powszechnie wiadomo był Baden Powell, generał angielski, który jako wojskowy postanowił swoje oryginalne doświadczenia w Indiach i Afryce opisać, a następnie przenieść je na grunt angielski i wykorzystać do pracy wychowawczej z dziećmi
i młodzieżą. W roku 1907 zorganizował pierwszy obóz, w którym wzięło udział 22 skautów. W dwa lata później było ich już 11 tysięcy. Bi-Pi, bo tak go nazywano, wyprowadził młodzież z zadymionych miast na łono przyrody. Uczył i wychowywał poprzez gry i zabawy terenowe, współzawodnictwo, starsi skauci byli "nauczycielami" i wychowawcami swoich młodszych kolegów. Skauting według Bi-Pi to nie tylko zdrowy tryb życia. To także wychowanie w poczuciu obowiązku, dyscypliny i patriotyzmu. Skauting stał się magiczną mieszanką zabawy, sportu, gry, nauki, przygody, a także wojska. Do tego wszystkiego dodana została jeszcze szczypta magii, zaprawiona kulturą plemion indiańskich. Bi-Pi zachęcał swoich podopiecznych do korzystania z życia, i jego piękna. W dzisiejszych czasach jego pomysły i wartości stają się bardzo aktualne. Może właśnie w okresie wakacji i feriii szkolnych odstawić wszechwładną informatykę i gry komputerowe na bok, i spędzić trochę czasu na łonie natury. Baden Powell chciał powiedzieć wszystkim młodym ludziom na świecie: "Carpe diem", czyli "chwytaj dzień", a także "życie bez przygód byłoby strasznie głupie", "skaut jest czynny robiąc dobrze, a bierny będąc dobrym", "kto się nie śmieje jest chory". Bi-Pi chciał zmienić świat na lepszy, zaszczepić w młodych sercach optymizm i chęć działania. Z zaprezentowanych w Wieprzu sprawozdań wynika zaś, że większość realizowanych przez studentów zadań bazuje na szkole i odbywa się w izbach lekcyjnych. Za mało tu tzw. terenu, lasu, wody, puszczaństwa i bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Gdyby wolontariat studencki sięgnął do bogatej skarbnicy polskiego skautingu i harcerstwa, ich autorskie propozycje pracy z dziećmi byłyby zapewne inne.
Moja druga refleksja, to moje osobiste doświadczenie pracy z młodzieżą w domach harcerza w ciągu roku szkolnego i w okresie wakacji i ferii zimowych w latach 50. i 60. Pamiętam harcerskie zimowiska w Rajczy, obozy w Bystrej, w ujsolskiej gminie, nad jeziorami mazurskimi, w których brało udział setki, tysiące harcerzy z żywieckiego hufca, pamiętam szkolne obozy wędrowne, ochotnicze hufce pracy przy PGR-owskich żniwach, obozy ZMS-wskie w Dźwirzynie i wreszcie obozy przysposobienia obronnego w Nowym Targu, Chochołowie i w Międzybrodziu. Dziś tego wszystkiego nie ma. Harcerstwo stało się jakieś elitarne. Na nic nie ma pieniędzy. A to, co robi dziś "wolontariat studencki" za amerykańskie pieniądze, robili kiedyś szkoleni przeze mnie na obozie pod Grojcem sami zastępowi z Milówki, Bystrej czy Sopotni w ramach tzw. "Lata Wiejskich Drużyn". Z Ameryki mamy już AIDS, narkotyki, pornografię, Walentynki, przemoc w szkole, amerykańskie filmy w TV. Nie dodawajmy do tego wszystkiego wychowania młodego pokolenia na amerykański wzór według amerykańskich programów i za amerykańskie pieniądze.
Hieronim Woźniak
|