projektowanie stron wwwhttp://www.tenit.com.pl>tworzenie stron www nieruchomościhttp://www.son.com.pl>nieruchomości

Nad Sołą i Koszarawą - nr 13 (212) - 1 VII 2007

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Prostowanie historii

Po ukazaniu się mojego felietonu w kwietniowym numerze dwutygodnika "NSiK" pod tytułem "Fałszowanie historii", spotkałem się z kilkoma przeciwstawnymi opiniami na temat treści w nim zawartej, szczególnie mojego określenia "bandą rabunkową" tej grupy ludzi, którzy zastrzelili w Ślemieniu milicjanta Andrzeja Jędryska. Rzecz znamienna, że szczególnie ludzie młodego pokolenia, absolutnie nie pamiętający tamtych czasów, z uporem twierdzą, że była to grupa partyzancka, walcząca z komunistami.
Moje stwierdzenia oparłem na opinii samego pokrzywdzonego, piekarza Rudolfa Kręciny, z którym rozmawiałem wielokrotnie na ten temat, a także najbliższej rodziny Jędryska. Byłem na jego pogrzebie, widziałem go leżącego w trumnie. Mogłem sobie na tej podstawie wyrobić zdanie, które w moim felietonie zamieściłem i nie zamierzam czegokolwiek zmieniać pod tym względem.
Ludzka pamięć jak wiadomo jest zawodna, szczególnie dystans czasu, zmiana ustroju i subiektywne odczucia nawet autentycznych świadków jakiegoś wydarzenia, nie są jednoznaczne. Tak jest niewątpliwie i w tym przypadku. Jednak rozeznanie, co to była autentyczna, patriotyczna partyzantka, a co zwykłe bandy rabunkowe, jakich po wojnie, a nawet już w końcowej fazie okupacji namnożyło się bez liku, dla nas, pamiętających owe czasy, nie jest żadnym problemem, chociaż dzisiaj te kwestie traktuje się ambiwalentnie.
Otóż, zwracam się szczególnie do młodego pokolenia ludzi, kurczowo trzymających się tego co zasłyszeli i bazujących na "urabianiu" naszych dziejów na nową modłę, twierdzę stanowczo: Rzeczywistą partyzantką patriotyczną była grupa, która najechała tuż przed referendum w czerwcu 1946 roku na punkt głosowania w Gilowicach, znajdujący się wówczas w budynku Barciaków (obecnie Lachów) i walczyła zażarcie z obstawą Wojska Polskiego. Podobna grupa napadła na posterunek własowców w Gilowicach w styczniu 1945 roku, a także liczne rabunki w gospodarstwach niemieckich osiedleńców z końcem 1944 roku w Gilowicach i Rychwałdzie. To były rzeczywiste oddziały, walczące najpierw z Niemcami, a później przeciwstawiające się bolszewickim zapędom. Nie można jednak wszystkich wrzucać do jednego worka i traktować jako patriotów. Jak traktować ugrupowanie NSZ, powstałe w 1942 roku, kiedy niektóre ich oddziały w 1945 roku wraz z Niemcami opuszczały Polskę przed nadchodzącą Czerwoną Armią?
W historii nie wolno posługiwać się osobistym subiektywizmem, co niestety obserwujemy w naszym kraju aż nazbyt często, szczególnie wśród polityków. Zjawisko to trapi nasz kraj nie od dziś i jak dowiadujemy się z dziejów, przysporzyło krajowi bardzo wielu klęsk i nieszczęść.
Typowymi subiektywistami byli Sikorski i Anders. Obaj patrioci, wierni Polsce, ale każdy z nich widział rzeczywistość z innej perspektywy. Sikorski, zauroczony Zachodem, pragnął nawiązać ze Stalinem bardziej ludzkie stosunki. Anders natomiast, który przeżył gehennę bolszewickiej niewoli, lepiej poznał obłudę i nieszczerość partnerów i nie wierzył w żadne ich deklaracje. W rezultacie stali się zaciętymi wrogami wobec siebie, a co to przyniosło Polsce? Same nieszczęścia, a może przyczyniło się i do śmierci Sikorskiego. Żaden z nich nie zadał sobie trudu analizy, co to da nieszczęsnemu krajowi. Żaden też nie brał jak widać pod uwagę, że nie jesteśmy na świecie sami, nie należymy do potentatów areny politycznej, że inni za nas decydują i nie wolno nam obrażać się na nich, jeśli mamy odnosić dla siebie jakieś korzyści. Przecież efektem sporów i tarć wśród ówczesnych naszych elit politycznych na Zachodzie, mimo zasług i ofiarności naszego wojska w bitwie pod Monte Cassino, nie pozwolono naszym wojskom na uczestnictwo w paradzie po zajęciu Rzymu, a także brania udziału w defiladzie w Londynie, po zakończeniu wojny. Czy te dwa znamienne wydarzenia niczego nie nauczyły naszych dzisiejszych elit politycznych? Czy musimy ustawicznie walczyć pomiędzy sobą, gdy tylko nie mamy zewnętrznego wroga? Podobnie było z polityką Polski przedwrześniowej. Nie biorę pod uwagę okresu PRL, bo ówcześni politycy, jeśli można użyć tego zwrotu, to albo wierni służalcy moskiewskich dyrektyw, albo obojętni, korzystający jedynie z przywilejów im należnych, nie wyróżniający się niczym szczególnym. Nieliczne jednostki, nie zgadzające się z ustalonym w Jałcie porządkiem, nie były w stanie nic pożytecznego zrobić dla kraju, bo ich zamiary były od razu paraliżowane w zarodku. Stworzyli jednak zalążek opozycji, owocującej wydarzeniami w roku 1956 i latach następnych.
Stare nawyki odrodziły się w dwójnasób po 1989 roku. Wszystkie bez wyjątku opcje polityczne, jakie tworzyły dotychczasowe rządy, oparły swoje programy na wizjonerstwie swoich partii, a nie kształtowaniu warunków istnienia i rozwoju kraju i dobrobytu narodu. Bo czymże zaowocowało już na wstępie wzmocnienie potencjału banków dzięki "Planowi Balcerowicza", ustalenie horrendalnych wynagrodzeń dla potentatów i elit rządzących na poziomie państw zachodnich, z równoczesnym zrujnowaniem przestarzałego, ale ciągle jeszcze funkcjonującego przemysłu i Państwowych Gospodarstw Rolnych, na skutek pułapek kredytowych. W efekcie dopracowano się armii biedaków pozbawionych pracy i środków do życia, przy rosnących majątkach krezusów wyrosłych na nieudolności rządzących i braku ustaw i nadzoru ze strony aparatu państwowego. Wszystkie niedoskonałości kwitowano jednym zdaniem, że przemiany muszą kosztować. Nikt jednak nie powiedział ile i kogo?
Od razu też pojawiły się całe tabuny spekulantów i naciągaczy, bogacących się kosztem upadającej gospodarki i niefrasobliwości kierownictw ówczesnych banków, udzielających nietrafionych kredytów. Jak grzyby po deszczu wyrastały grupy przestępcze typu mafijnego, które początkowo były całkowicie lekceważone przez organy ścigania, a nawet publicznie zaprzeczano, że coś takiego u nas istnieje.
Gwałtownie rosły w siłę organizacje para-demokratyczne, takie jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, czy ugrupowania ekologiczne, wymuszając na parlamentarzystach wygodne dla siebie ustawy, wyprzedzające znacznie inne regulacje prawne, bardziej potrzebne dla społeczeństwa, korelujące z wymuszanymi ustawami, a niektóre wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Jak można nazwać ustawę o ochronie zwierzyny łownej, jeśli nie zabezpieczono należytą ustawą ochrony lasów? Gdzież ta zwierzyna znajdzie swoje lokum, jeśli lasy zostaną zdewastowane, co obserwujemy obecnie. Czymże jest ustawa o ochronie dóbr osobistych, chroniąca przestępców i bandytów, nie zezwalająca na ukazywanie ich twarzy, kiedy publikuje się wizerunki sędziów, prokuratorów i policjantów, z podaniem nawet ich personaliów? Oto tylko dwa przykłady z całej plejady ustaw i regulacji prawnych, absolutnie nie służące interesom narodu, ale jakże znamienne, bo zaspokajające wąską grupę ludzi, wbrew interesom całego narodu.
Hipersubiektywizm natomiast stosuje obecna władza, z nadania PiS. Co nie po myśli tego ugrupowania, to niedobre dla Polski. Osławiona IV RP, stosująca swoisty rodzaj władzy, polegającej na prokuraturze, policji i służbach specjalnych, przy równoczesnym konflikcie z sądownictwem i Trybunałem Konstytucyjnym nosi wszelkie znamiona władzy kapturowej. Minister Ziobro, wykorzystując widowiska aresztowań różnych "podejrzanych" osób z udziałem służb specjalnych, kamer telewizyjnych, na konferencjach prasowych już feruje wyroki, jakie w dalszym toku postępowania nie znajdują potwierdzenia. Zbiera punkty dla siebie i swojego ugrupowania od ludzi, nie mających zielonego pojęcia o praworządności i demokracji. Równocześnie pan minister całkowicie lekceważy przestępstwa najbardziej uciążliwe dla społeczeństwa, takie jak: rosnąca liczba rozbojów i napadów rabunkowych, gwałtów, wymuszeń, haraczy i tp. To go nie obchodzi, bo to nie robi bulwersującego wrażenia na otumanionych widzach. To już jest kampania wyborcza PiS, by zdobyć elektorat w wyborach za dwa lata. Czyżby zwolennicy tego ugrupowania nie dostrzegali, do czego to wszystko zmierza? Bardzo złe stosunki z Rosją, wymuszanie szantażem na Unii Europejskiej ochrony naszych interesów na arenie międzynarodowej, przy równoczesnym lekceważeniu wszelkich pozytywnych gestów ze strony naszych adwersarzy, a nawet udawania, że jesteśmy co najmniej równi potentatom politycznej areny światowej, zakrawa na kpiny. Dojdzie do tego, że dorobimy się wrogów wokoło, a stwarzanie ciągłych kłopotów UE zaowocuje tym, że 26 pozostałych państw członków UE podziękuje nam za współpracę, byśmy nie byli dalej hamulcowymi w tym towarzystwie. Może tarcza antyrakietowa, o którą rząd tak służalczo zabiega, ochroni nas przed następstwami tych nierozumnych decyzji.
Już sam fakt odsunięcia od władzy "najlepszego premiera" po 89 roku, a teraz zmiana na stanowisku "najaktywniejszej" szefowej polskiej dyplomacji, daje wiele do myślenia o logice i prawdomówności osób rządzących nawą państwową.
Na dodatek osławiona lustracja, nagonka na przeciwników politycznych, pogłębiają podziały w społeczeństwie, zamiast zmierzać do integracji i pojednania. Komu to ma służyć? Dawno już powiedziano, że w jedności siła. Jakiż interes społeczny przemawia za tym, by nadal dzielić społeczeństwo na "my i oni". Nie ma idealnych ludzi na świecie, każdy ma prawo popełniać błędy, byle się do nich przyznawał otwarcie i wyciągał wnioski.

Bronisław Sroka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.