projektowanie stron wwwhttp://www.tenit.com.pl>tworzenie stron www nieruchomościhttp://www.son.com.pl>nieruchomości

Nad Sołą i Koszarawą - nr 12 (211) - 15 VI 2007

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Konferencja regionalistów żywieckich Skrót wystąpienia

Niedawno w Kamesznicy rozmawiałem z tamtejszym nauczycielem, który opowiadał mi, że jeszcze dziś, starsi ludzie z Koniakowa lub Istebnej udający się do Milówki mówią, że byli w Polsce. Koniaków i Istebna to już inny region, a dawniej inna Polska. Wniosek z tego taki, że nawet tu w górach Beskidach istnieją duże odrębności kulturowe pomiędzy regionami takimi dla przykładu jak Śląsk Cieszyński, Żywiecczyzna czy Podhale. Inny jest nieco góral podhalański, żywiecki, inny jest Wiślok.
Te właśnie odrębności, wola ich zachowania oraz świadome dążenie do ich rozwoju są istotą regionalizmu.
Moim skromnym zdaniem prawdziwy, nowoczesny ruch regionalny na naszym terenie rozpoczął się w okre-sie międzywojennym. W 1926 roku powsta-je Ognisko Związku Podhalan w Radziechowach, a w latach 30. miała miejsce swoista eksplozja wydarzeń mających na celu powrót do korzeni i uratowanie od zapomnienia tego wszystkiego co dziś nazywamy kulturą regionalną. Zaczęło się od heroicznej powiedziałbym pracy kół krajoznawczych w Żeńskim Seminarium Nauczycielskim i w Liceum im. Kopernika, co zaowocowało później powstaniem żywieckiego muzeum. Przy TSL powstała Sekcja Miłośników Żywiecczyzny, wokół której skupiło się grono wybitnych intelektualistów, miłośników i znawców naszego regionu. Ich wielką zasługą jest wydanie drukiem I tomu Dziejopisu A. Komonieckiego, zapoczątkowanie wydawania kwartalnika regionalnego "Gronie" i podjęcie próby opracowania żywieckiej monografii, zaczątkiem której był nr 1 rocznika "Ziemi" z roku 1936.
W 1937 r. Stefan Marian Stoiński, dyrektor Instytutu Muzycznego w Katowicach przewędrował południową część powiatu żywieckiego notując osobiście z wielką starannością każdą zasłyszaną rodzimą nutę. Zwłaszcza chciwie łowił nutę wałaską. W rezultacie tych wędrówek przesłuchał ponad 200 śpiewaków, zanotował ponad 2000 pieśni, zarejestrował wszystkie dudy i gajdy na Żywiecczyźnie.
Z inicjatywy majora Karola Czulaka z Międzybrodzia w północnej części powiatu powstały koła Związku Górali Beskidu Zachodniego.
W 1937 w Wiśle odbyło się Święto Gór - prekursor dzisiejszego TKB - z liczną reprezentacją górali i mieszczan żywieckich. Po jego zakończeniu 700-osobowa grupa górali polskich Karpat udała się na wycieczkę do Warszawy, gdzie w sali Opery dała pokaz folkloru polskich górali. Warszawa miała okazję do bezpośredniego zetknięcia się z góralską muzyką, tańcem i śpiewem. Szczególnie podobały się widziane wcześniej na zjeździe górskim w Sanoku drogocenne stroje grupy żywieckiej, o których Jan Wiktor tak napisał: "Dla wielu prawdziwym objawieniem były arcycacka strojów żywieckich. Traciło się świadomość, że to ludzie dzisiejsi, a miało się wrażenie, że to najcudowniejsze figurynki z sewrskiej porcelany ożyły, aby odtańczyć staroświecki taniec, a potem być przebarwnym tłem dla grupy górali, dla kobziarza, dla ich nut i przyśpiewek".
W roku 1937 i 1938 z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Żywiecczyzny doc. dr Tadeusz Reyman - Polska Akademia Umiejętności i T. Sulimierski - UJ przeprowadzili na szczycie Grojca (612 m n.p.m.) badania archeologiczne mające na celu potwierdzenie istnienia na szczycie tej góry wzmiankowanego przez A. Komonieckiego i Jana Długosza średniowiecznego zamku /grodu/ będącego własnością rodziny Zemo z Grojca, która następnie przeszła prawdopodobnie w ręce rodziny Skrzyńskich, która trudniła się na tym terenie rozbojem.
W Koszarawie i Stryszawie - zagłębiu zabawkarstwa ludowego i innych wyrobów z drewna - w 1938 r. organizowane były przez Okręgowe Towarzystwo Rolnicze (Władysław Kępiński) dwumiesięczne kursy zabawkarskie i snycerstwa drzewnego.
Podałem kilka przykładów na poparcie mojej tezy, że ruch regionalny na Żywiecczyźnie rozkwitł w okresie międzywojnia. Wojna i okupacja lat 1939-1945 i pierwsze lata powojenne nie sprzyjały rozwojowi ruchu regionalnego.
Nie sposób nie powiedzieć w tym miejscu, że pra sprawcami wszystkiego tego, co nazywamy góralszczyzną albo kulturą regionalną Żywiecczyzny byli Wołosi - lud pasterski przybyły tu w XV wieku gdzieś z Bałkanów. Specjalizowali się w hodowli małego bydła, pionierzy szałaśnictwa i gospodarki pasterskiej, specjaliści w zakresie obróbki drewna, wybitni cieśle, bednarze i kowale, ale też gajni, myśliwi, kłusownicy, flisacy i oryle, utalentowani w muzyce, śpiewie i tańcu, ale niepiśmienni, analfabeci. Cała wiedza o nich pochodzi od innych, którzy się z nimi zetknęli, z przekazu ustnego, zachowanego zwyczaju i obyczaju, które na szczęście przetrwały.
Wołasi kochali wolność, dlatego siedziby swoje lokowali w górskich ostępach leśnych, z dala od tzw. cywilizowanego świata i bata pana dziedzica. A kiedy im tę wolność usiłowano odebrać to szli na zbójowanie.
Cały współczesny świat ogarnęła unifikacja, w błyskawicznym tempie zanikają odrębności pomiędzy kontynentami i regionami świata, a stało się to za sprawą dynamicznego rozwoju środków komunikacji, mediów, szczególnie zaś tych elektronicznych, świat stał się mały, ogólno dostępny, mówi się, że dzisiejszy świat jest wioską globalną. Tworzenie lub zachowanie odrębności kulturowej w takich warunkach, gdy w Koszarawie, Zwardoniu, Krakowie i Warszawie słucha się tej samej piosenkarki, a rano cała Polska komentuje wczorajszy odcinek serialu telewizyjnego nie jest rzeczą łatwą.
Regionalizm powstawał w enklawach, na terytoriach zamkniętych lub trudno dostępnych, w naturalny sposób izolowanych od reszty świata. Pewien ratunek w tym temacie upatruję w nowościach technicznych, interaktywnej telewizji i internecie.
W tym samym albo w podobnym aspekcie rozpatrywać można zagadnienie gwary. Gwara w zasadzie zniknęła z języka potocznego. Pięknym językiem literackim rozmawia się dziś w Żywcu i w Sopotni Wielkiej, w domu, w szkole i w sklepie. Pozostał na szczęście szacunek do gwary - mowy naszych przodków - kultywowany głównie za pośrednictwem szerokiej rzeszy gawędziarzy ludowych, pisarzy (Bronisław Sroka - Harnaś) i poetów, szczególnie tych z Grupy Literackiej "Gronie", zespołów regionalnych, konferansjerów na imprezach folklorystycznych.
Pozostała potrzeba zachowania gwary.
Regionaliśći Podhala mają i opiewają Tatry. My tu w Żywiecczyźnie mamy Beskidy, a w nich lasy, strumyki wartko płynące, gronie z polanami i halami, które swoim pięknem zauroczyły mieszkańców tej ziemi i oczarowują po dziś dzień ich i tych wszystkich, którzy do tej ziemi zawitali. Ten krajobrazowy aspekt naszego regionu ma - moim zdaniem - charakter niezmienny, nieprzemijający, odporny na cywilizacyjny rozwój. Piękno ziemi żywieckiej opiewane jest w pieśni i poezji ludowej, w literaturze i sztuce.
Walory tej ziemi dostrzegli wielcy tego kraju, choćby tacy jak Komorowscy, Wielopolscy, Habsburgowie, królewska rodzina Wazów. Ostatnio dowiedziałem się, że zachwycał się naszym regionem Jan Śniadecki, a potem lokowali tu swoje dwory Lubomirscy - w Rajczy, hrabia Ludwik de Laveaux - w Rycerce i inni.
Krajobrazowo-przyrodnicze walory regionu dostrzegli pionierzy turystyki górskiej z Hugonem Zapałowiczem na czele. U progu ubiegłego stulecia zaczęły w Beskidach powstawać górskie schroniska i znakowane szlaki turystyczne. Współczesne PTTK ma na polu rozwoju ruchu regionalnego olbrzymie osiągnięcia, ale ma też wiele do zrobienia, bo w turystyce dzieją się dziwne rzeczy. Cieszy mnie np. decyzja, że jeziora: żywieckie i międzybrodzkie zaliczone zostały do strefy ciszy, bez hałaśliwych motorówek, ale martwi mnie to, że coraz częściej oazę ciszy beskidzkiej kniei zakłócają rajdowe motocykle bez tłumików i czterokołowe quady.
Wyrazem troski o zachowanie walorów przyrodniczo-krajobrazowych, ochronę dóbr kultury, budownictwa mieszkalnego i inwentarskiego jest powstanie Żywieckiego Parku Krajobrazowego, Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego i Beskidu Małego. Wszystkie te trzy kompleksy obejmują zasięgiem swojego działania region żywiecki i jako instytucje państwowe z odpowiednimi umocowaniami prawnymi winny odegrać czołową rolę w ochronie przyrody, krajobrazu, tradycji i kultury naszego regionu.
Lasy stanowią znaczący odsetek powierzchni naszego powiatu. Obecnie administrowane są przez nadleśnictwa i podległe im leśnictwa. Odgrywały one w przeszłości i odgrywają dziś ważną rolę jako miejsce pracy i źródło utrzymania pokaźnego odsetka mieszkańców, ale także jako miejsce do uprawiania turystyki, rekreacji, kontemplowania i podziwiania piękna przyrody. Również tu nasza współczesna cywilizacja niesie zagrożenia, których nigdy przedtem nie było - zaśmiecanie lasu i związane z tym coroczne sprzątanie lasu - tego dawniej nie było. Sądzę, że służby leśne - gdyby tu były - miałyby na ten temat dużo do powiedzenia.
Oddzielnym tematem jest budownictwo mieszkalne, inwentarskie, sakralne, a także budowle szałaśnicze, schroniska, szałasy i bacówki górskie. Zadaję sobie pytanie - czy Żywiecczyzna jako region ma swój styl, na wzór stylu zakopiańskiego. Na pewno Żywiecczyzna nie miała - przynajmniej do tej pory - swojego Witkiewicza, który by pewne sprawy budowlane w naszym regionie uporządkował. Jedno jest pewne, do 1939 roku wieś żywiecka, a po części także samo miasto Żywiec były drewniane. Gonty - sędzioły jako materiał pokryciowy weszły nawet do pieśni i poezji. Ale drewno jest materiałem nietrwałym, dlatego zostało wyparte przez inne rodzaje materiałów budowlanych, szczególnie po II wojnie światowej. Są na Żywiecczyźnie perełki architektury drewnianej, do których zaliczyłbym kościoły w Gilowicach, Cięcinie, Lachowicach, Łodygowicach, Mikuszowicach oraz młodsze cacka w Żabnicy, Juszczynie, Soblówce, Lalikach i Lalikach Tarliczne. Jest kilkanaście drewnianych zabytkowych dzwonnic, które nawiasem mówiąc znajdują się w różnym stanie technicznym. Spoza architektury sakralnej na uwagę zasługują drewniane zabytkowe karczmy w Jeleśni i Suchej Beskidzkiej, dawna leśniczówka w Złatnej, niektóre górskie schroniska turystyczne i szałasy pasterskie. Pożar strawił kościoły w Starym Żywcu i Łękawicy oraz najpiękniejsze schronisko górskie w Karpatach polskich na Hali Miziowej.
W ostatnich latach daje się zaobserwować pewien renesans budownictwa drewnianego. Na Żywiecczyźnie istnieje kilka fabryk produkujących domy i domki letniskowe z drewna, a w samym centrum Żywca pojawiła się drewniana karczma. To dobre symptomy.
Słów kilka na temat pasterstwa, szałaśnictwa i gospodarki halnej. Kiedyś była to pokaźna gałąź gospodarki w naszym regionie. Gospodarze większości wsi zarębnych wczesną wiosną każdego roku wyganiali swoje bydło na całe lato na pobliskie polany i hale. To tam wytwarzany był bundz, bryndza i oscypek, tam wieczorami do hajduka przygrywała kapela na gajdach, gęślach i piszczałach pasterskich, to tam porozumiewano się przy pomocy pasterskich trombit, tam rodziła się wałaska nuta, pieśń i legenda.
Dziś zostało z tego niewiele. Wiosenny redyk w Jeleśni i jesienny w Węgierskiej Górce. Oscypek został zarejestrowany jako produkt regionalny, ale wydaje mi się, że z tego wyżyć się nie da, bo na wełnę, skóry i mięso amatorów nie ma.
Na marginesie tego co powiedziałem na temat zabytków nasuwa się pewna refleksja: ratujmy to co jeszcze zostało, bo za 20, 50 lat prawdopodobnie nie będzie już nic do uratowania. "Żywiecczyzna powinna mieć skansen", "Żywiecczyzna musi mieć skansen". Korzystając z obecności na naszej dzisiejszej konferencji włodarzy miasta i powiatu oraz przedstawicieli mediów, w imieniu wszystkich uczestników konferencji wnioskuję włączenie tego zadania do programów rozwoju miasta i powiatu.
Zewnętrznym wyrazem regionu i regionalizmu jest strój, czyli sposób ubierania się. Szczególnie interesujący jest strój odświętny - świętalny - jak powiedzieliby nasi przodkowie. W naszym żywieckim regionie mamy do czynienia ze strojem góralskim i mieszczańskim. Oba są piękne, chociaż wyszły z użycia w życiu codziennym. Wyparła je z użytku codziennego masowa, tania odzież fabryczna pod koniec XIX stulecia. Oba stroje noszone są już od święta. Są nieodłącznym rekwizytem wszystkich imprez folklorystycznych oraz uroczystości kościelnych i świeckich. Noszą je chętnie młodzi i starzy.
Chociaż do lamusa poszły kołowrotki, kądziele, folusze, chociaż upadła uprawa i obróbka lnu, pracownie krawieckie jakoś sobie radzą z pozyskaniem odpowiedniego materiału i szyciem tego typu odzieży, obuwia i innych rekwizytów tradycyjnych strojów. Miło w tym miejscu wspomnieć, że kiedyś dawno temu reprezentacyjne zespoły Śląsk i Mazowsze ubrała żywiecka Spółdzielnia Rękodzieła Ludowego i Artystycznego "Pilsko" z Żywca. Spółdzielnia ta niestety upadła, a było to - moim zdaniem - ważne ogniwo ruchu regionalnego na naszym terenie.
Szacunek i wyrazy uznania należą się tu kołom gospodyń wiejskich. Wszystkie bez wyjątku członkinie tych kół, ale także ich dzieci i wnuki mają własne stroje regionalne, które są ozdobą wszystkich uroczystości. Większość regionalnych zespołów na Żywiecczyźnie powstała przy KGW albo z ich inspiracji.
Cieszy mnie, że ustanowione niedawno logo powiatu - to kapelusz góralski, a często praktykowanym upominkiem wręczanym gościom odwiedzającym nasz region jest kapelusz albo ciupaga.
Najbardziej spektakularnym ogniwem ruchu regionalnego jest sztuka sceniczna wyrażająca się w muzyce, śpiewie i tańcu, a także gawędziarstwie ludowym, w inscenizowanych obrzędach, którymi najczęściej bywają wesela, andrzejki, odpusty, skubanie pierza, redyki, szopki, jasełka itp. Rozwojowi tego ruchu sprzyjają liczne przeglądy i festiwale o zasięgu lokalnym, regionalnym, krajowym i międzynarodowym. Do najgłośniejszych należą: TKB, Gody Żywieckie, Festiwal Folkloru Górali Polskich, Przeglądacka, Tatrzańska Jesień, Sabałowe Bajania.

Sprzyjają ruchowi regionalnemu takie imprezy jak Dni Jeleśni, Dni Milówki, Dni Lipowej, dożynki, święcone, niektóre jubileusze itp. Pozytywną i inspirującą rolę odgrywa tu żywiecka szkoła muzyczna, która na przestrzeni ostatnich kilku dekad z ogniska muzycznego rozrosła się do szkoły muzycznej I i II stopnia z wysokokwalifikowaną kadrą pedagogów - muzyków, doceniających rolę i miejsce regionu.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.