projektowanie stron wwwhttp://www.tenit.com.pl>tworzenie stron www nieruchomościhttp://www.son.com.pl>nieruchomości

Nad Sołą i Koszarawą - nr 11 (210) - 1 VI 2007

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Chłopskie pogaduchy przy kufelku w Barze Targowym czyli spotkania "Pod Trupkiem"

Ponad 125-letni Bar Targowy w Żywcu, popularnie nazywany "Pod Trupkiem" to jedyny w Żywcu lokal, gdzie panuje swojski klimat, niemal rodzinny, prawdziwej piwiarni i tamtejszej dzielnicy. Ten klimat przypomina mi niemieckie biersztuby i czeskie podmiejskie hospody, gdzie po pracy i wieczorem, a także po mszy wypada wpaść na piwko i spotkać się z kolegami. Lokal ten odwiedzają także "młodsze roczniki" piwoszy z racji pubowych rozgrywek ligii piłki nożnej. Bar Targowy - legenda żywieckich piwiarni, choć prezentuje się aż nazbyt zwyczajnie to jednak tylko tutaj podają kilka piw lanych (z kija), tu spotykają się zwolennicy Żywca, Tyskiego, Brackiego i innych marek, którzy przekonują o wyższości swoich piw nad innymi. W piwiarni gwarno, bo tak być powinno, ale spokojnie i kulturalnie, znajome barmanki jak zwykle piękne i życzliwe. W lokalu wiele pucharów i dyplomów, zarówno z rozgrywek wspomnianej ligii pubowej, a także ze zdobytych zaszczytów w rankingach na najpopularniejszą piwiarnię Żywca. Lubię atmosferę tego lokalu, jak mam czas to wpadam tu pogadać, mam tu wielu znajomych, tylko tutaj wybornie smakuje świeże i zimne piwko, można tutaj poznać ciekawych ludzi i posłuchać o ciekawych historiach. Jak mówi slogan jednego z browarów - "Piwo zbliża ludzi", i to jest prawda. Kilka tygodni temu odwiedziłem ten lokal, przysiadłem się do starszego pana i jak to przy piwku zaczęliśmy rozmowy różne. Moim rozmówcą był pan Jerzy Wroński, emerytowany inż. budowlany, mieszkaniec pobliskiego osiedla. Pan Jerzy powiedział mi, że pochodzi z Małopolski spod krakowskiego Tenczynka (k. Krzeszowic) znanego obecnie z malowniczych krajobrazów i ruin starego zamczyska. Pan Jerzy swoją młodość spędził we wiosce Tenczynek. Zamek i okolica była własnością hr. Tenczyńskiego (d. Potockich), znajdowała się granicach dawnej Galicji i podlegała dawniej pod zabór austriacki. Pan Jerzy dobrze zapamiętał z młodych lat lokalny browar w Tenczynku na Zamku, jego ojciec pijał tenczyńskie piwa, które w okolicy uchodziły za wyśmienite i w lokalnych gospodach konkurowały z piwami baronów Götz-Okocimskich. Skarbem tego browaru była znakomita woda, czysta, źródlana, wydobywana spod zamku ze skał wapiennych (Jura Krakowsko-Częstochowska). Nad miejscowością góruje szczyt Buczyna, pod którym jest tunel głębokości 100 m. W tym tunelu była owa studnia skąd czerpano wodę, wykorzystywano tutaj samoistne ciśnienie wody. Tunel był tak wielki, że służył także do magazynowania beczek z piwem, był swojego rodzaju leżakownią. Były tam specjalne zbiorniki studzienne, gdzie gromadzono wodę, która musiała odstać, dalej woda ta była doprowadzana drewnianymi rurami do samego browaru. Zbiorniki i tunel był poprzez szczeliny i specjalnie zrobione otwory naturalnie wentylowany (przeciągi). Także sztukę warzenia piwa, receptury i technologie sprowadził tutaj czeski piwowar, który czuwał nad produkcją tego piwa. Browar w Tenczynku warzył kilka gatunków piw pełnych jasnych i ciemnych głównie beczkowych, ale także butelkowanych. Transport piwa odbywał się na platformach ciągnionych przez konie. Piwa były nieklarowne i niepasteryzowane, miały znakomity smak, browar był nie parowy, zaliczał się do małych, lokalnych i tradycyjnych, posiadał własną lodownię, także w zamkowych piwnicach. Tenczyńskie piwo było poszukiwane daleko poza okolicą, ciekawostką jest, że zarówno chmiel i jęczmień browarny był uprawiany w okolicach Tenczynka, co wszystko razem dawało wyrób bardzo ekologiczny i zdrowy, całkowicie oparty na naturalnych miejscowych surowcach. Niestety, browar w latach 30-tych spłonął i do 1939 r. nie został odbudowany. Upływający czas i wojny doprowadziły do ruiny piękny zamek. Pan Jerzy do dzisiaj wspomina pomysłowość konstrukcji zbiorników studziennych, naturalnych systemów wentylacji, pomysłowość dawnych piwowarów, kunszt, wiedzę i ich umiejętności. Ponieważ był za młody, więc nie pamięta smaku tych piw, ale autorytetem dla niego był jego ojciec, wielki smakosz i znawca piwa. Chciałoby się rzec gdzie te browary z tamtych lat! Dzięki takim prozaicznym spotkaniom coś pozostaje, powracają wspomnienia, które warto opisać, tylko gdzieś łza czasami się w oku zakręci, że tak życie szybko przemija. Warto przy piwku pogadać! Dziękuję, panie Jerzy, za spotkanie i rozmowy nie tylko o piwie. Pozdrowienia dla piwoszy "Pod Trupkiem"!
w pogaduchach brał udział i rozmowę spisał Edward Poskier
P.S. Na piwko "Pod Trupka" wpadał dawniej nasz nieżyjący redakcyjny kolega Tosiek Matlakiewicz, widać i jemu spodobała się atmosfera i magiczny klimat tego lokalu!

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.