PROSTO Z MOSTU
Rzadko na łamach naszej gazety poruszamy sprawy o charakterze międzynarodowym, ograniczając się raczej do spraw krajowych, a szczególnie do spraw lokalnych. Niemniej jednak zachęcony ciekawą rozmową w gronie bądź co bądź młodych ludzi, przykuła moją uwagę dyskusja o naszym partnerstwie z największym mocarstwem na świecie, jakim są Stany Zjednoczone.
Otóż zdaniem tego grona w momencie wejścia Polski do NATO staliśmy się "zakładnikami" światowej polityki Stanów Zjednoczonych. Ale po kolei.
Ileż to było nadziei, kiedy w wielkim przetargu wybraliśmy amerykańską wersję samolotu bojowego F-16. Co myśmy w ramach tzw. offsetu mieli w zamian za to mieć.
A praktycznie mamy guzik, a przede wszystkim samoloty, które nawet na wielką inaugurację nie mogły o własnych siłach dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Czyli bubel.
Jest oczywiście inne pytanie. Czy kraj taki jak Polska, o ogromnym zadłużeniu, przechodzący wielką transformację ustrojową, stać było na taki kosztowny zakup i komu to było potrzebne?
Straszono nas zagrożeniem ze Wschodu ze strony krajów muzułmańskich i Bóg wie jeszcze skąd. Pakujemy miliardy złotych, choć nie mamy ani przeszkolonej kadry pilotów i obsługi naziemnej, a jedna jaskółka (pilot) wiosny nie czyni.
Pamiętam artykuły w prasie polskiej, gdzie opisywano korzyści płynące z tego kontraktu. I co? Rozpłynęło się.
A więc Wuj Sam nas delikatnie przechytrzył i znaleźliśmy się z ręką w nocniku.
Jakby tego było mało wpakowaliśmy się w wojnę w Iraku, którą Amerykanie wywołali pod pretekstem zniszczenia broni termojądrowej i pomocy dla biednych Irakijczyków gnębionych przez dyktatora Husajna. I co się okazało? Któryś z rzędu rok trwa bratobójcza wojna między szyitami a sunnitami, w której kraje takie jak m.in. Polska wpakowały się w amerykańskie sidła uczestnicząc w tym haniebnym przedsięwzięciu.
Bolesna prawda jest taka, że broni atomowej w Iraku nikt nie znalazł, a efekt jest taki, że powieszono Saddama i kilku jego towarzyszy, a codziennie ginie dziesiątki Irakijczyków, a przy okazji żołnierzy obcych stacjonujących, jak to się patetycznie nazywa, w misji pokojowej w Iraku. Wśród nich również znaleźli się Polacy.
Również jak pamiętam obiecywano nam złote góry za uczestnictwo w tej misji. Mieliśmy mieć swoje odwierty na polach naftowych, a polskie firmy miały uczestniczyć
w odbudowie demokratycznego Iraku.
I znów są to bajki, gdyż o odbudowie mało kto myśli, a wprost przeciwnie, w trakcie terrorystycznych zamachów oprócz ginących ludzi niszczy się kompletnie infrastrukturę budowlaną. Tak więc kolejne kłamstwo
w stosunku do naszego Narodu. Mamienie bezwizowymi wyjazdami do USA spełzło na niczym, chociaż zabiegali o to wszyscy nasi prezydenci, którzy po powrocie z USA zapewniali nas, że to już tuż, tuż. A tu figa
z makiem. A już propozycja, że wizy zniesione będą dla ludzi wykształconych jest czymś chamskim, gdyż oznacza to dalszy drenaż polskich mózgów wykształconych za polskie pieniądze. Czy tak ma wyglądać nasz sojusz ze Stanami? Chyba nie.
Dziwię się, że pozwala się na to, aby przytakiwać wszystkim propozycjom, które przedkładają nam Stany Zjednoczone, a co gorzej "wychodzić przed orkiestrę", tak choćby jak udział naszych wojsk w Afganistanie. Czego my tam chcemy szukać? Kto upoważnił polskie władze do szarżowania życiem polskich żołnierzy, którzy za podwyższony żołd mogą przelewać swoją krew na terenie obcego państwa w imię psychozy amerykańskiej w obawie przed terrorystami?
A przecież angażowanie się w takie niejasne misje i akcje wojskowe może ściągnąć gniew ortodoksyjnych islamistów, którzy nie bacząc na konsekwencje mogą narobić jeszcze dość kłopotów nawet w Polsce. Tutaj nie słyszałem ze strony amerykańskiej żadnych obietnic i rekompensat za udział
w tej misji.
Tak jak wyżej wspomniałem rekompensatą za udział mogą być...... akcje terrorystyczne na terenie naszego kraju. Oby tak nie było.
I ostatnia już "przysługa", jaką chcą nam zrobić Amerykanie to aktualna sprawa budowy tarcz rakietowych na terenie naszego kraju.
I tu nasuwa mi się porównanie. Niedawno prasa "bębniła" o składowaniu na naszym terytorium głowic atomowych, o czym wiedziało podobno tylko dwunastu wysokich rangą wojskowych. Problem w tym, że były to głowice radzieckie i mogły być wymierzone na Zachód. Politycy podkreślali, jakie to było ogromne niebezpieczeństwo dla naszego kraju, jakie mogą być ogromne skutki tych instalacji jądrowych na naszym terenie. W końcu Rosjanie po cichu wywieźli głowice i problem się skończył.
Natomiast Amerykanie chcą nas uszczęśliwić tarczami rakietowymi rzekomo dla ochrony naszego i ościennych państw.
A to nie jest prawda. Czytałem artykuł w jednym z poważnych dzienników polskich, gdzie eksperci jednoznacznie wypowiadają się na ten temat.
Instalacja takich urządzeń, obojętnie
w którym regionie kraju, naraża go na nieprzewidziane skutki, gdyż po pierwsze lokalizacja obiektów jest powszechnie znana, a to stanowi o skali zagrożenia dla tych terenów. W dzisiejszych czasach, w dobie satelitów szpiegowskich, które z wysokości paru tysięcy metrów lokalizują na ziemi drobne przedmioty, odnalezienie tarcz antyrakietowych jest po prostu pestką.
Instalacja takich urządzeń, obojętnie
w którym regionie kraju, naraża go na nieprzewidziane skutki, gdyż po pierwsze lokalizacja obiektów jest powszechnie znana, a to stanowi o skali zagrożenia dla tych terenów. W dzisiejszych czasach, w dobie satelitów szpiegowskich, które z wysokości paru tysięcy metrów lokalizują na ziemi drobne przedmioty, odnalezienie tarcz antyrakietowych jest po prostu pestką.
Otóż podejmowanie takich decyzji strategicznych jak udział w wojnie irackiej, w misji afgańskiej, zakupu prawie, że niepotrzebnych samolotów czy wreszcie sprawa tarczy antyrakietowej to nie jest tylko sprawa polityków i to polityków kiepskiej maści.
Są to przecież decyzje ważne dla całego społeczeństwa, gdyż na pewno kwestia obronności jest okryta mgłą tajemnicy wojskowej, ale nie świadczy to o wyłączeniu tych postanowień poza społeczeństwo.
Rzadko zgadzam się z panem Lepperem, ale nawet on jako członek rządu postuluje sprawę poddania decyzji pod osąd społeczeństwa poprzez udział w ogólnopolskim referendum. Nie może być tak, że Wielcy Bracia w zaciszu swoich gabinetów będą podejmować decyzje, które mogą mieć zgubne skutki dla kraju, a my będziemy się pocieszać tym, że te decyzje osądzi Bóg i Historia.
Dlatego potrzebna jest kampania w mediach, począwszy od ogólnokrajowych na lokalnych skończywszy, aby uświadomić społeczeństwu polskiemu wagę tych problemów.
Taki jest cel mojego nietypowego jak dla prasy lokalnej felietonu.
Kazimierz Semik
|