Prosto z mostu
Kiedy wydawało się, że rok 2007 będzie dla polskiej polityki nieco lepszy niż poprzedni, już na samym jego początku wstrząsają nami kolejne wpadki.
"Samoobrona", która obchodziła 15-lecie powstania związku (w niczym mi ta organizacja nie przypomina związku zawodowego) zrobiła to hucznie, co przypominało mi PRL-owskie obchody różnych rocznic. Co ciekawsze, im bardziej zapętla się wokół niej afera seksowna, tym bardziej jej lider Andrzej Lepper i jego zausznicy stają się aroganccy i agresywni.
A tymczasem rolnicy coraz bardziej są rozgniewani, gdyż pan premier Lepper nic tylko obiecuje, a realizacji obietnic nie ma. Przykład odszkodowań za ubiegłoroczną suszę jest tu wyjątkowo znamienny.
W tej całej seks aferze główna bohaterka, czyli pani Aneta, jest coraz mniej wiarygodna, gdyż ilość przebadanych mężczyzn na DNA wyraźnie wskazuje na jej rozwiązły tryb życia. Może jednak przebadanie samego Leppera zakończy wreszcie ten żałosny spektakl.
Ale smrodek pozostał. Odkryto wreszcie pozaparlamentarne i nawet parlamentarne obyczaje liderów Samoobrony. Pozostaje wreszcie sprawa zadłużeń wielu posłów, którzy "bimbają" sobie z polskiego prawa.
Jest to bardzo przykre szczególnie dla ludzi, którzy w zetknięciu się z Bankiem lub Urzędem Skarbowym przy niewielkim opóźnieniu się z wpłatami mają na głowie komornika. A tu miliony złotych niespłacone w terminie lub w ogóle nie robią na nich żadnego wrażenia.
A więc, gdzie tu jest prawo i sprawiedliwość, czyli równość wobec prawa dla wszystkich obywateli?
Decyzja Trybunału Konstytucyjnego wobec amnestii dla maturzystów odkryła "talent" twórcy tej głupoty. I jakie konsekwencje z tego tytułu? Żadne.
Wyrażenie skruchy to tak jak udanie głupiego, że przecież nic się nie stało.
Gdzie my w końcu żyjemy? Gdyby taka sytuacja zdarzyła się w każdym cywilizowanym kraju (a my ponoć za taki się uważamy), to twórca tego zdarzenia albo w tym samym dniu podał się do dymisji albo na drugi dzień wyleciałby z rządu na zbity pysk. I nie ma się co dziwić, że społeczeństwo traci zaufanie do rządu, bo to przecież nie rząd, a nierząd.
Dlatego proponuję, aby szefami resortu szkolnictwa i rolnictwa zostali ludzie mądrzy, fachowcy z danej branży, zaś ci przymusowi koalicjanci, szefowie kanapowych partyjek niech sobie będą wicepremierami bez teki wraz ze swoimi gabinetami i lanciami. Przynajmniej szkody Polsce nie przyniosą.
I wreszcie druga równie wstydliwa sprawa, która psuje wizerunek Polski na świecie. Jest to sprawa lustracji, z którą nie można poradzić sobie od powstania III Rzeczypospolitej. Sprawa abp. Wielgusa unaoczniła skalę tego problemu. Nie wchodzę
w meritum osobistej klęski tego kapłana, gdyż tak jak większość Polaków uważa, że sam popełnił błąd, przez co naraził na szwank samego papieża, ale uważam i nie tylko ja, że mechanizm lustracji jest całkowicie zardzewiały.
Próba deubekizacji (co za okropne słowo) to próba zastosowania odpowiedzialności zbiorowej, a to przecież jest sprzeczne z prawem. Niemniej jednak zasłanianie się tajemnicą państwową w przypadkach indywidualnych spraw przez oficerów SB, nie pełniących już żadnych funkcji w państwie, jest co najmniej śmieszna. I często jest tak, że ofiarę się z imienia i nazwiska odkrywa posądzając ją o czyny, które nigdy nie miały miejsca, a twórcy fabrykowanych nieraz dokumentów siedzą w kapciach przed telewizorem przy suto zastawionym stole i śmieją się w kułak ze swoich ofiar.
Jest to niemoralne, wręcz naganne i z tym wreszcie trzeba coś zrobić.
Taki stan to terror psychiczny dla wielu porządnych ludzi, którzy nieraz spotykali się z tymi służbami nie bardzo wiedząc, o co
w tym wszystkim chodzi.
Jakby tego wszystkiego było mało znów jesteśmy na ustach całego świata z powodu awantury z wyborami samorządowymi,
a konkretnie spóźnionymi oświadczeniami majątkowymi prezydentów miast, burmistrzów, wójtów i radnych wszystkich szczebli oraz drugą sportową, czyli rozróbą z PZPN.
O ile w tej pierwszej sprawie problem dotyczy natury interpretacyjnej wadliwie skonstruowanych przepisów prawa i tylko upór "wierchuszki" PIS-owskiej nie pozwala na rozsądne rozwiązanie problemu prawie 170 gmin i miast, o tyle w drugiej sprawie widzimy wyraźnie bezsilność ministra sportu.
Czyli jak wspomniałem na wstępie wcale ten 2007 rok nie zaczął się dla polityki polskiej dobrze. Sprawców tych fajerwerków niech Czytelnicy sami znajdą.
Ale jest i coś pozytywnego w lokalnej polityce. Po latach zastoju zaczyna ruszać temat budowy żywieckiego szpitala. Wprawdzie na razie jest to tylko szum medialny rozpoczęty przez Dziennik Zachodni, ale dobre i to, gdyż do niedawna był tylko temat zadłużenia tej placówki i wewnętrznych problemów kadrowych.
W normalnych krajach, a do takich podobno się zaliczamy, placówki służby zdrowia, a konkretnie obiekty, w których te placówki działają mają określony wiek, by później nastąpiło ich wyburzenie. A u nas odwrotnie - im starsza placówka tym otoczona jest większą estymą.
Gdyby ten temat ruszył byłaby to satysfakcja dla wielu społeczników, takich jak Wenancjusz Maultz czy Józefa Antczak
i wielu, wielu innych, którzy kołatali do zakładów pracy o wsparcie finansowe dla tej inwestycji i w końcu doprowadzili do wykupu terenu pod szpital na terenach tzw. pól Lisickich.
Jak sprawdziłem w Starostwie w Wydziale Geodezji faktycznie teren ten zarezerwowany jest w planie zagospodarowania przestrzennego miasta pod tereny rekreacyjne bądź na cele służby zdrowia. Mówi się także o drugiej lokalizacji za browarem, ale to już sprawa urbanistów. Ważne, że temat pojawił się na ustach, choć do budowy jeszcze daleko, niemniej jednak jest coś na rzeczy.
Pamiętam jak w latach siedemdziesiątych byliśmy blisko celu, jednak szpital został wybudowany w Suchej Beskidzkiej, a nam na otarcie łez zafundowano Zespół Szkół Mechaniczno-Elektrycznych. Zresztą bardzo ładny, nowoczesny i pożyteczny kompleks szkolny, który rozwiązał potrzeby szkolnictwa średniego na Żywiecczyźnie.
Teraz trzeba kuć żelazo póki gorące, a nuż uda się nam podjąć budowę szpitala na miarę XXI wieku i pożegnać się z obecnym staruszkiem, który liczy ponad 100 lat. Bądźmy dobrej myśli.
Kazimierz Semik
|