Rzadko spotykany pasjonat
Natknalem sie na niego przy okazji zbierania materialow do artykulu o turystyce konnej. W rozmowie przypomina mi zapalencow, ktorzy w latach szescdziesiatych i siedemdziesiatych chcieli zmieniac Polske i polska wies. Im sie to, na owe czasy, po czesci udalo, czy uda sie jemu?
Nazywa sie Stefan Jelesnianski, urodzil sie i mieszka w Rajczy. Jest doradca rolnym w Powiatowym Osrodku Doradztwa Rolniczego w Zywcu, a rownoczesnie prowadzi punkt unasieniania zwierzat w Rajczy. Ale na tym jego zainteresowania rolnictwem i Polska,
a scislej zywiecka wsia sie nie koncza. Glowe ma pelna pomyslow
i co najwazniejsze na pomyslach nie poprzestaje. Krok po kroku,
z uporem godnym gorala, probuje tak w rodzinnym gospodarstwie, jak i w obslugiwanym przez siebie rejonie, wprowadzac je w zycie. Jednym z jego pomyslow jest upowszechnienie agroturystyki konnej, o czym pisalem w artykule "Konie! Ach te konie".
Uwaza takze, ze u nas w gorach, na tych niewielkich kawalkach pol polozonych na stokach, rowniez mozna racjonalnie gospodarowac. Na dowod tego pokazuje dorodne warzywa, jakie wyprodukowal na gospodarstwie oraz plantacje kukurydzy, ktora jego, slusznego wzrostu mezczyzne, przerosla o co najmniej dwie glowy.
Tylko, zeby sie chcialo chciec… Zeby rolnicy wiecej uwagi przywiazywali do racjonalnego gospodarowania. Uwaza, ze wzrost poglowia bydla /niekoniecznie krow/ pozwolilby na wieksze nawozenie pol obornikiem i ograniczenie stosowania nawozow mineralnych - cisnie mi sie w tym miejscu do glowy mysl, o produkcji zdrowej zywnosci. Rowniez - jego zdaniem - tam gdzie tylko to jest mozliwe rolnicy winni sie laczyc w zespoly producentow, aby mniejszym nakladem pracy, taniej, osiagac lepsze efekty produkcyjne. A takze, aby w szerszym zakresie wykorzystywac mozliwosci, roznorodnych doplat z Unii Europejskiej.
Glownie jednak nasza rozmowa toczyla sie wokol hodowli i chowu oraz unasieniania bydla.
Ma on w tej w tej dziedzinie niemale doswiadczenie. Po ukonczeniu Technikum Rolniczego w Moszczanicy podjal prace w Kombinacie Rolniczym w Kietrzu. Ochoty do pracy w tym kombinacie nabral po odbytej w nim uczniowskiej praktyce. Spodobaly mu sie: dobra organizacja pracy, nowoczesne metody gospodarowania, duza fachowosc i rzetelnosc starej doswiadczonej kadry oraz serdeczna, przyjacielska atmosfera. Przepracowal w tym kombinacie 17 lat.
Po odbyciu stazu byl brygadzista polowo-maszynowym w gospodarstwie w Czerwonkowie, a przez ostatnie 6 lat oborowym
i inseminatorem w tymze gospodarstwie. Obora, ktora nadzorowal liczyla 170 krow i 100 jalowic. Byla to niezwykle odpowiedzialna praca, gdyz kombinat specjalizowal sie w chowie bydla mlecznego i mial kilka tysiecy krow. Wysoka mlecznosc - wynoszaca juz wowczas prawie 4,500 litrow mleka od krowy zobowiazywala. Nie chcial, aby jego obora byla gorsza od innych i nie byla, czego swiadectwem byly liczne wyroznienia i nagrody.
W 1982 r. wrocil w rodzinne strony i podjal prace w PODR
w Zywcu. Szybko zdobyl sobie uznanie jako doradca rolny i inseminator. W swoim punkcie unasieniania inseminuje krowy z kilku gmin od Wegierskiej Gorki, az po Ujsoly i Istebna. W sumie swiadczy uslugi bodaj w 28 wsiach. Wysoki, prawie 80% stopien zacielen inseminowanych przez niego krow mowi sam za siebie. Ludzie wiedza po kogo dzwonic, kiedy krowa sie latuje. Fama po wsiach rozchodzi sie szybko. Na brak pracy nie narzeka.
Aby rodzinnej tradycji stalo sie zadosc, prowadzenie punktu unasieniania przekazal synowi - Patrykowi - studentowi 4. roku Akademii Rolniczej w Krakowie, a sam wprowadza go w nielatwe arkana inseminatorskiej sztuki. Kocha zwierzeta. Kocha ta prace
i tylko boleje nad tym, ze nieodpowiedzialna polityka rolna panstwa /a moze brak takiej polityki?/ doprowadzila do upadku rolnictwa i katastrofalnego spadku poglowia krow, nie tylko w naszym regionie.
Antoni Urbaniec
|