Wirtualne refleksje nad polska szkola Pana Jana Stasicy
Artykul opublikowany w nr 20
z dnia 15.10.2006 r. "Nad Sola i Koszarawa", a zatytulowany "Refleksje nad polska szkola" wydaje sie byc tendencyjny i wielce krzywdzacy... samego autora. Panie Profesorze, znam Pana jako "najwyzszej proby" nauczyciela, wychowawce mlodziezy, docenianego i nagradzanego przez zwierzchnikow roznych szczebli /m.in. 12.10.br wyroznionego nagroda Starosty Zywieckiego/, pelnego optymizmu bylego kandydata na stanowisko dyrektora szkoly.
W prezentowanym tekscie natomiast ukazal mi sie Pan jako czlowiek pretensjonalny, narzekajacy na wszystko i wszystkich, wrecz zgorzknialy i uciemiezony swoja tworcza praca, swoimi sukcesami wychowawczymi. Zaczyna Pan swoja wypowiedz bardzo mocno nazywajac trudna, szkolna rzeczywistosc "Dramatem polskiego systemu oswiaty".
I dalej: "Eksponowane sa sprawy blahe, natomiast to co najwazniejsze schodzi na plan dalszy lub w ogole nie istnieje..." I na koncu konkluzja: "I tak oto kumuluja sie fatalne decyzje wszystkich rzadow
III Rzeczypospolitej".
Panaceum na w/w niedoskonalosci i godna pozalowania polityke oswiatowa ma byc m.in. wyeksponowanie w edukacji relacji "mistrz - uczen".
Pisze Pan tak: "Mistrz pomaga odnalezc uczniowi swoja wlasna droge bez narzucania czegokolwiek, otwierajac go w roznych obszarach i delikatnie stymulujac proces samopoznania. Mistrz powinien byc nie ze swoim uczniem, ale przy swoim uczniu..."
Wprost przepieknie powiedziane, tylko Panie Janie - "do kogo ta mowa?!", do ministra, starosty czy wojta. I kto, oprocz Pana, te subtelna roznice
w w/w stwierdzeniu zauwazy?
A chodzi po prostu o podmiotowe traktowanie uczniow przez nauczycieli, dziecka - przez rodzicow, petenta - przez urzednikow itp. Czy zle to rozumiem? Czy trzeba Panu i innym wyjasniac i udowadniac, iz trudna sytuacja dotyczy na rowni oswiaty co sluzby zdrowia, komunikacji, opieki spolecznej
i wielu innych dziedzin naszego zycia.
Nie mozemy godzic sie na taka sytuacje, konieczne sa zmiany. Tworcami i propagatorami zmian musza - moim zdaniem - byc wszyscy, ktorzy potrafia je precyzyjnie zdefiniowac, potrafia skutecznie zabiegac o srodki i moga to byc srodki zaradcze nie zawsze finansowe.
Przejdzmy zatem do konkretow Panskiej wypowiedzi.
Otoz klas powyzej 35 uczniow w szkolach powiatowych nie mamy /wg pisemnych informacji od dyrektorow szkol/. Na ogolna liczbe 234 oddzialow w szkolach /bez doroslych/, 128 oddzialow liczy 28-35 uczniow. Z reguly maksymalna liczebnosc wystepuje w klasach I, ktore w latach nastepnych nieznacznie sie "wykruszaja". Dodam - i jest to nie mniej istotne - ze mamy 58 oddzialow z liczba uczniow 15-25. Reszta oddzialow miesci sie w przedziale 26-28 uczniow. Dlaczego mamy sie w tej strukturze dopatrywac czegos nadzwyczajnego. Ze im mniejszy zespol, nauka jest efektywniejsza. O tym nie trzeba nikogo przekonywac. Czyzby Pan nie pamietal, chocby z opowiesci starszych, jak bylo przed laty. Norma byly 35-40 osobowe oddzialy
i wyrastalismy na "porzadnych ludzi", choc oczywiscie w obecnych czasach sytuacja taka jest nienormalna.
To po pierwsze, ale idzmy dalej za Panskim tokiem mysli. Panie Stasica, co ma Pan na mysli mowiac o "... kontroli, ze strony dyrektora, wizytatorow, rodzicow, uczniow i dziennikarzy"? To absurd, powtarzam - to zupelny absurd! Oprocz zdecydowanie sporadycznych hospitacji lekcji dyrektora szkoly, nauczyciele odpowiadaja wylacznie przed ... Bogiem i historia. Zadnych innych merytorycznych kontroli pracy nauczyciela nie ma. Kontrola dyscypliny pracy np. zapisow w dziennikach, systematycznosci oceniania itp. to zabiegi formalno-organizacyjne.
Wewnetrzne i zewnetrzne mierzenie jakosci pracy szkoly /obecnie dominujaca forma kontroli/ polega glownie na wypelnianiu licznych ankiet, formularzy, kwestionariuszy umozliwiajacych zebranie opinii przez organy szkoly lub na ich rzecz, nie odnosi sie do meritum pracy nauczyciela.
Najistotniejsze sprawy i zjawiska w relacji uczen - nauczyciel, maja miejsce na lekcji, a nastepnie - na zajeciach pozalekcyjnych, na wycieczce, w organizacjach, zajeciach grup formalnych i nieformalnych itp. Jaka tam wystepuje "uciazliwosc kontroli"? oprocz tej, ktora wymienilem, chyba kontrola, a raczej opinia szeroko rozumianego srodowiska.
I trzeci aspekt spraw poruszanych przez Pana - zaplata za prace. Czy jest ona "godna", zapewne nie /kto w naszym pieknym kraju jest zadowolony ze swojej pensji/ aczkolwiek, relatywnie rzecz biorac, jest ona najwyzsza w czasach, ktore pamietam ze swojej 34-letniej praktyki zawodowej. Prosze sobie wyobrazic, ze idac w szeregi pedagogow, wiedzialem za ile bede pracowal ... i wybralem wlasnie ten zawod. Tak jest i teraz, przeciez nie jest to zawod niespodzianek - z wylaczeniem polityki aktualnego ministra edukacji i jego wspolpracownikow.
Nauczycielom placi sie nie za lekcje z tzw. siatki godzin - jak Pan pisze - ale za etat lub jego czesc.
I to jest wlasciwa, glowna czesc zaplaty. Godziny nadliczbowe sa, lub ich nie ma, podobnie z dodatkami.
A propos dodatku za wychowawstwo klasy. Szanowny Kolego, informacje podawane w liczbach nalezy sprawdzac. My tzn. Powiat Zywiecki placimy zdecydowanie za malo i faktycznie jest to kwota srednio 26 zl /nauczyciele dyplomowani otrzymuja 32 zl. W sasiednim powiecie, na ktory to przyklad sie Pan powoluje jest to kwota 35-50 zl, ale Pan podaje okolo 80 zl i jest to wlasnie sztuczne zawyzanie argumentow wlasnej niewiedzy w tym wzgledzie.
Platne godziny zajec pozalekcyjnych - o ktorych Pan pisze podajac jako glowny skutek niedostatecznych efektow dydaktycznych moga byc "uruchomione" w kazdej chwili. Tylko prosze przyjac do wiadomosci, iz powinny byc one platne z kasy panstwowej, czyli z tzw. subwencji oswiatowej. I tutaj wybor nalezy do dyrektora szkoly i rady pedagogicznej, czy srodki jakimi dysponuja, przeznaczyc na takie zajecia czy np. zakup pracowni komputerowej, wyposazenia itp. Wybor doprawdy trudny, ale jest mozliwy. Ja oczywiscie wiem, ze dyrektorzy, nauczyciele oczekuja od Powiatu srodkow ekstra tzn.
z innej puli. No i tutaj jest problem Jeden samorzad /czytaj bogaty/ stac na tego rodzaju wydatek, inny nie. Nasz Powiat nalezy do zdecydowanej wiekszosci samorzadow w Polsce, ktorego na ten wydatek nie stac.
Czy Starostwo "... traktuje poziom nauczania jako sprawe wtorna" to pytam ja, bo Pan nie pyta, Pan stwierdza. Panie Stasica - Powiat Zywiecki ma najwiekszy procent nauczycieli mianowanych i dyplomowanych w wojewodztwie slaskim i to bardzo dobrze. Powiat wcale nie ubolewa nad tym, ze musi wiecej placic za ksztalcenie, choc teoretycznie mozna by postawic teze, iz ze wzrostem wyksztalcenia nauczycieli powinny rosnac efekty ich dydaktyczno-wychowawczych zabiegow, czyli wyniki egzaminow maturalnych czy zawodowych. To Pan pisze
o "...tegorocznej klesce maturalnej..." choc statystyki nie potwierdzaja tego czarnowidztwa. Wyniki tegorocznych matur sa jakie sa, ale nie odbiegaja od tzw. sredniej krajowej. Powod niewatpliwie slabych wynikow w niektorych szkolach jest inny,
a mianowicie zdecydowanie wiekszy odsetek uczniow, niz przed laty, uczy sie w szkolach i klasach maturalnych na niekorzysc ksztalcenia na poziomie zasadniczej szkoly zawodowej. I tutaj jest glowny, aczkolwiek nie jedyny powod slabych wynikow.
Szanowny Kolego, o tym, ze szkola nauczycielem stoi - chcialoby sie powiedziec - wie caly swiat.
W czym rzecz? - otoz wiele z Panskich pogladow na temat oswiaty, zwlaszcza tej w wydaniu ministerialnym - podzielam. Podzial ustawowych kompetencji pomiedzy organy: nadzorujacy - kuratorium oswiaty i prowadzacy - samorzad jest sztuczny, niespojny, nieprzystajacy do rzeczywistosci /czytaj: rzeczywistosci finansowej/. Awanse zawodowe nauczycieli sa zbiurokratyzowana forma awansu poziomego, ktore nie uwzgledniaja praktycznych walorow pracy nauczycieli i ich autentycznego zaangazowania
w proces dydaktyczno-wychowawczy, itd. itp. Moglbym w tym miejscu wyrazic, a nawet wykrzyczec jeszcze wiele podobnych opinii i pogladow, ktore przez ponad 30 lat byly trescia moich doswiadczen zawodowych. I co z tego?
Proponuje, zebysmy nie wyolbrzymiali problemow i spraw, na ktore wplywu nie mamy, a zajeli sie tymi fragmentami szkolnej rzeczywistosci, ktore zaleza od nas, rozumianymi w sensie indywidualnym, jak i mikrozbiorowosci szkolnej. Mamy naprawde wiele pozytywnych i budujacych przykladow w tym wzgledzie. Prosze sobie przypomniec, ilu mamy corocznie laureatow konkursow i olimpiad przedmiotowych oraz wyroznianych i nagradzanych nauczycieli. Sa to wprawdzie nieliczne, ale przeciez pozytywy naszego lokalnego srodowiska oswiatowego.
Pisze Pan, iz: "Polska oswiata, to kraina absurdu". Panie Janie, Pan w swoim tekscie, tez te absurdy, choc w mikroskali, tworzy - co Panu "czarno na bialym" wykazalem, przytaczajac Pana stwierdzenia oparte na nieprawdziwych faktach.
Z absurdami powinnismy walczyc solidarnie - Pan jako nauczyciel, ja jako byly nauczyciel i obecnie administrator oswiaty, starosta - jako starosta, kurator - jako kurator, ze nie wspomne o ministerstwie. Kazdy z nas w zyciu zawodowym i prywatnym powinien realizowac okreslona misje, misje na miare swoich mozliwosci intelektualnych, materialnych i innych. I nie musi ona koniecznie sprostac oczekiwaniom wszystkich. Wazne, zeby nie tworzyla dodatkowych konfliktow, a zmierzala w dobrym, wlasciwym dla edukacji kierunku, akceptowanym przez rozne podmioty zajmujace sie ta trudna i fascynujaca dziedzina.
Tego Panu i wszystkim pedagogom zycze.
PS.
Liczba etatow w Powiatowym Zarzadzie Oswiaty, czyli osob z obslugi finansowo-ksiegowej szkol zostala przed 3 laty zmniejszona dokladnie o polowe, tj. z 38 do 19 etatow. Przed 2 laty zatrudnienie wzroslo o 5 do 7 osob wylacznie do obslugi programow stypendialnych i w sporej czesci z tych srodkow finansowanych. Jest to o tyle zasadne, ze ogolnej kwoty stypendiow
tj. 9 mln zl - same komputery "nie przerobia".
dr. Marian Deptula
|