Zniwna goraczka
Czasy, kiedy ludzie podczas zniw omdlewali w polu z przemeczenia odchodza w przeszlosc. Dzisiaj juz nie tylko rolnika z kosa i postepujaca za nim, zgieta wpol kobiete ubierajaca i wiazaca w snopy sciete zboze, ale nawet snopowiazalke spotkac trudno. Nawet niewielkie skrawki zboz najczesciej koszone sa kombajnami, co uwalnia rolnikow od nadmiernego wysilku i tradycyjnej, zniwnej goraczki.
Tegoroczne zniwa mialy nietypowy przebieg. W pierwszym okresie cechowaly je nadmierne upaly, ktore nawet dla odpoczywajacego w cieniu trudne byly do zniesienia, ale dla kombajnowania zboz byl to wymarzony okres. Wysokie temperatury wysuszyly zboze na pniu do niespotykanie niskiej, zawartosci wilgoci /czasami nieprzekraczajacej 6% / tak, ze nawet dosuszanie w suszarniach, czy zwyczajnie "szuflowanie" lopata nie bylo konieczne. Potem przyszly sierpniowe opady polaczone z burzami, ktore wyhamowaly i utrudnily zbiory, gdyz powalone lany zboz trzeba bylo kosic, aby nie poprzerastaly, nie czekajac na to, az ziarno w klosach nalezycie podeschnie.
Bracia Janusz i Michal Midorowie - gospodarujacy - kazdy na swoim, w Pietrzykowicach, mieli
w tym roku do zbioru w sumie: prawie 34 ha zboz, ktore sprzatali - na ile pogoda pozwalala - w miare dojrzewania. Zbiory, jak oceniaja - maja nienajgorsze, chociaz czesc pszenic ozimych wymarzla,
a odmiany zboz sprowadzone z Opola - glownie
u Michala daly o prawie 20% nizsze plony.
Te nienajgorsze plony - jak mowia - osiagneli dzieki przemiennej pogodzie, ktora tu na poludniu Polski byla dla rolnictwa stosunkowo laskawa oraz dzieki wlasciwym zabiegom agrotechnicznym, glownie odpowiedniemu nawozeniu, a takze walce z chwastami i szkodnikami zboz. Srednio pszenice ozime
u Janusza daly plon okolo 45 q/ha, a u Michala
40q/ha. Natomiast zboza jare plonowaly dobrze. Nieco gorzej ich zdaniem bedzie z urodzajem ziemniakow. Zapowiada sie on nieciekawie, co jest wynikiem suszy - braku wilgoci w glebie, wtedy, kiedy przy zawiazywaniu bulw byla ona najbardziej potrzebna.
Beda takze klopoty z zaopatrzeniem w siano, jako, ze na drugi pokos nie ma co liczyc. Maja natomiast nadzieje, ze ostatnie opady przyspiesza nieco wzrost kukurydzy i beda mogli porobic zapasy z kiszonek, a bedzie z czego, gdyz kukurydza obsiali po 6 ha. Ponadto Michal ma jeszcze z ub. roku 100 bali sianokiszonek. Tak, ze zgromadzone zapasy wystarcza do wyzywienia przez zime 13 krow i 17 mlodziezy u Janusza, czy 14 krow i 9 mlodziezy u Michala. Michal gdyby mial warunki, moglby nawet powiekszyc swoje stado.
Janusz i Michal Midorowie to typowi mlodzi rolnicy, widzacy swoje miejsce na wsi przez pryzmat nowoczesnego gospodarowania. Dbajacy
o to, aby poziom ich gospodarstw nie ustepowal podobnym w Europie Zachodniej, chociaz w polskich warunkach nie jest to latwe.
Obaj sa absolwentami Zespolu Szkol Rolniczych w Moszczanicy. Janusz gospodaruje na 40 ha uzytkow rolnych, z ktorych okolo polowa stanowi jego wlasnosc, a reszte dzierzawi od sasiadow. Gospodarstwo nastawil na hodowle bydla mlecznego. Posiada 13 krow oraz 5 macior, od ktorych sprzedaje panstwu rocznie 100 tucznikow. Odchowuje wszystkie cieleta, ktore odstawia na punktach skupu. Marzy o budowie nowoczesnej obory, ale kiedy zdobedzie sie na taki, duzy inwestycyjny wysilek, powiedziec trudno.
Michal swojego pola ma niewiele, ale w sumie z tym, co dzierzawi uprawia 30 ha. Ma 8 krow oraz 6 wysoko cielnych jalowek i specjalizuje sie tylko w chowie bydla mlecznego. Jemu rowniez marzy sie budowa nowej obory, ale...
Kiedy pytam ich o rentownosc produkcji, usmiechaja sie i mowia, ze bywa z nimi roznie. Na owa rentownosc rzutuja glownie koszty produkcji, ktore przy niezbyt sprzyjajacym rozlogu pol sa wysokie. Na koszty produkcji sklada sie wiele czynnikow, jak np. material siewny, nawozy sztuczne, srodki ochrony roslin, paliwo do maszyn rolniczych, czy nawet folia i sznurek potrzebne do robienia sianokiszonek. Sam zakup folii to 250 zl za klebek, a z niego zrobic mozna okolo 20 beli. Zeby opryskac 1 ha kukurydzy, trzeba zakupic srodkow chemicznych za 200 zl, nie mowiac o zakupie maszyn, czy urzadzen, ktorych ceny od momentu otrzymywania przez rolnikow doplat z Unii Europejskiej, poszly wysoko w gore. Wczesniej kosiarke mozna bylo kupic za 4 tys. zl, a teraz trzeba za nia dac 8 tys. Ciagnik MTZ wczesniej mozna bylo nabyc w cenie 49 tys. zl, a obecnie trzeba zaplacic prawie 100 tys. Sieczkarnia samobiezna, ktora bardzo by sie przydala przy zbiorze kukurydzy kosztuje 50 tys. euro /!!!/ Wyglada to tak, jakby producenci uwazali, ze skoro rolnicy otrzymuja doplaty to mozna ceny windowac w nieskonczonosc.
Koszty rozkladalyby sie takze inaczej, gdyby mozna bylo zwiekszyc obsade bydla. U Janusza na te 40 ha jest ona zbyt niska. Pasowaloby miec co najmniej 20 krow, ale nie pozwala na to zbyt mala kwota mleczna wynoszaca 55 tys. litrow mleka. To znaczy tylko tyle litrow mleka moze sprzedac. Kiedy w ubieglym roku "z rozpedu" odstawil o 10 tys. litrow mleka wiecej, to - aby nie placic kary - za odkupienie kwoty mlecznej od innych rolnikow musial wylozyc ponad 7 tys. zlotych. Kwota mleczna warunkuje takze budowe wspomnianej obory. Podobne problemy ma Michal. Gdyby nie ograniczenia, mogliby wybudowac nowoczesne obory nawet na 50 krow kazdy, plus przychowek i wowczas juz jeden z czynnikow rzutujacych na koszty produkcji rozkladalby sie inaczej.
Gospodarstwa maja niezle usprzetowione. Posiadaja kombajny, po 3 ciagniki o roznej mocy, wiele maszyn towarzyszacych, ale to nie wszystko. Miedzy soba wymieniaja sie innymi, potrzebnymi maszynami, a od innego liczacego sie rolnika - Janka Rusa pozyczaja owijarke do siana, bo przeciez wszystkich maszyn na takich /w sumie malych!!!/ gospodarstwach miec nie sposob. Wzdychaja do jakiegos osrodka maszynowego, ktory mialby wysoko specjalistyczne maszyny
i swiadczylby uslugi rolnikom. Miejscowe kolko rolnicze takich maszyn nie zakupi, gdyz sa zbyt drogie, a ono samo boryka sie z utrzymaniem rentownosci.
Szukajac mozliwosci potanienia kosztow produkcji dogaduja sie z innymi producentami rolnymi z tego terenu, takimi jak: wspomniany Jasiu Rus, czy Tadek Bialek, Jacek z Wilkowic. Wymieniaja sie sprzetem, razem sprowadzaja nawozy, za ktore placa o 25-30% taniej, anizeli
w miejscowych magazynach GS. Nie wykluczaja, ze wspolpraca ta moze przybrac takze inne formy, gdyz w pojedynke, nawet na ich, jak na zywieckie warunki - niemalych arealach, gospodarowac trudno.
Doplaty z Unii Europejskiej stanowia liczacy sie zastrzyk finansowy. Dla przykladu - Janusz otrzymal w ub. roku ok. 15 tys. zl doplat, za ktora to kwote pokryl zakup nawozow mineralnych oraz okolo 1/3 potrzebnego oleju napedowego, ktorego to paliwa zuzywa okolo 3,5 tys. litrow rocznie. Otrzymal takze nisko oprocentowany kredyt dla mlodych rolnikow, co rowniez bylo istotnym wsparciem, ale jego obwarowanie bylo takie, ze nie kazdy rolnik mogl spelnic stawiane warunki.
Owszem, nie neguja widocznego postepu
w rolnictwie, gdyz trudno byloby go negowac. Psiocza jednak na wiele absurdow, w tym niezyciowe przepisy i zarzadzenia, ktore powoduja, ze wysilek rolnikow, zamiast byc ukierunkowany na okreslone efekty produkcyjne marnowany jest na walke z biurokracja. Dobrze przynajmniej, ze rolnicy spotykaja sie z pomoca i zrozumieniem tak
w Osrodku Doradztwa Rolniczego, jak i Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
w Zywcu, dzieki czemu latwiej jest im przebrnac przez caly gaszcz nie zawsze potrzebnych przepisow i zarzadzen. Czasami nie mozna sie uwolnic od wrazenia, ze im wyzszy szczebel zarzadzania tym wieksza asekuracja urzednikow, obwarowywujacych sie nie zawsze koniecznymi przepisami.
A przeciez, jak wiesc gminna niesie, ponoc nie we wszystkich krajach Unii Europejskiej rolnik "chodzi w takiej skomplikowanej uprzezy", ktora hamuje jego inicjatywe i poczynania.
Antoni Urbaniec
W natloku redakcyjnych informacji zniwny temat zostal nieco zepchniety, ale rolniczy trud nie byl i nie jest nam obojetny. Podobnie i klopoty oraz problemy
z jakimi borykaja sie nasi rolnicy.
Redakcja
|