Konie! Ach, te konie!!!
Kiedy zaproponowano mi spotkanie w tym gronie, nie sadzilem, ze - mowie to bez przesady - poznam ojcow chrzestnych turystyki konnej na Zywiecczyznie.
Wladyslaw Suchon - kierownik oddzialu ARiMR w Zywcu /przy koniach, pierwszy z lewej/, jeszcze jako dyrektor Zespolu Szkol Rolniczych w Moszczanicy byl pierwszym, ktory stwierdzil, ze skoro turystyka konna istniala na kresach wschodnich od niepamietnych lat i jest popularna na zachodzie Europy, to dlaczego nie mialaby sie upowszechnic u nas w Beskidach.
Stefan Jelesnianski /z prawej/ w rodzinne strony wrocil w 1982 roku. Jako wybitny rolnik - specjalista, po niezlej szkole zycia w Kombinacie Rolniczym w Kietrzu - u dyrektora Aleksandra Marszalka, gdzie przepracowal 11 lat, podjal prace w Osrodku Doradztwa Rolniczego w Zywcu obejmujac opieke nad gminami Rajcza i Ujsoly.
Katarzyna Sanetra /w srodku/ jest niewatpliwie pionierem turystyki konnej na tym terenie. Absolwentka Zespolu Szkol Rolniczych w Moszczanicy, jak kazda mloda dziewczyna myslala, ze po ukonczeniu technikum znajdzie ciekawa, lzejsza od rolniczej harowki, prace biurowa. Los jednak zrzadzil inaczej. Bracia wyruszyli w swiat, a w domu zostali sami starsi rodzice, co bylo robic. Na szczescie wybranek serca - miastowy, zywiecki chlopak zdecydowal, ze - parafrazujac starorzymskie przyrzeczenie malzenskie - gdzie Ty Kaja, tam i ja Kajus - i tak juz zostalo.
Nic wiec dziwnego, ze rozmowa w tym gronie jest niezwykle ciekawa, bo kazdy z nich ma wiele do powiedzenia. W. Suchon przebywajac na zachodzie spotkal sie tam - w krajach alpejskich z mocno rozwinieta turystyka konna, co go fascynowalo. Stad widzial potrzebe rozwoju tej formy turystyki w Beskidach. Aby ja upowszechnic wlaczyl sie w opracowanie karpackiej trasy konnej. Sam opracowal zarys tej trasy od Ochab, az do przeleczy Krowiarki i aktywnie tej formie turystyki patronuje.
Jak mowi St. Jelesnianski impulsem do podjecia tej dzialalnosci bylo nawiazanie kontaktu z dyrektorem Stadniny Koni Huculskich w Gladyszowie - Wlodzimierzem Kario, a takze z Wladyslawem Mrozem - prezesem Stowarzyszenia Konia Huculskiego w Tarnowie.
Wyslali ludzi na przeszkolenie, zakupili konie i zaczeli dzialac.
Dzialaja od 1997 roku. Poczatki jak zwykle byly bardzo skromne, a i dzisiaj daleko im do spelnienia marzen, jakie w turystyce konnej pokladaja. Maja sie jednak juz czym pochwalic. Bazuja na tych gospodarstwach, ktore lubia i maja konie. Tu w Ujsolach u Kasi Sanetry, w Rycerce Dolnej
u Jerzego Kolarczyka, Jerzego Bednarza, Ryszarda Ploskonki, Bogusia Gardasa, na Kiczorze u Urszuli Miler. W sumie maja okolo 20 koni. Organizuja rajdy, kuligi w Glince, Soblowce, Ujsolach, do Doliny Danielki, maja mozliwosc korzystania z bryczek, drabiniastych wozow, ktore nazywaja "kolorowymi". Kawalkady konne uczestnicza takze w Ogolnopolskim Rajdzie Chlopskim w Rajczy, w ktorym obok jezdzcow bierze udzial od 8 do 12 zaprzegow. Coraz wieksza wage przywiazuja do tego, aby imprezy organizowane byly profesjonalnie. Konie, bryczki i wozy odpowiednio przybrane. Jezdzcy w ciekawych strojach. No i zeby to nie byla tylko jazda, ale aby uczestnicy mogli sie cos ciekawego dowiedziec o trasie, o regionie oraz aby na trasie czekaly ich rozne niespodzianki. Czyli, zeby to nie byla tylko konna przygoda, ale zeby towarzyszylo jej duchowe przezycie.
W 2003 roku zorganizowali pierwszy - 4-dniowy rajd konny, w slynnym Worku Raczanskim. Dzisiaj ten szlak jest juz oznakowany, a duzym jego walorem jest to, ze mozna dolaczyc sie do konnej kawalkady z kazdej wsi, lezacej na szlaku i do kazdej wsi dotrzec. Maja tam zapewnione popasy
i noclegi w Zwardoniu, na Przegibku, na Krawcow Wierchu, a w razie potrzeby takze w innych miejscowosciach. Milo wspominaja popasy u panstwa Stanislawa i Ireny Szczotkow, gdzie czeka dobre jedzenie, wygodne lozka i mila domowa atmosfera, a dla koni dobra stajnia.
K. Sanetra nie chcac zdradzac rolnictwa oraz opuszczac wsi i rodzicow, postanowila postawic na konie, w ktorych zakochana jest od dziecka. ZaczynalI wraz z mezem od jednego konika, dzisiaj maja dwa huculy, haflingera
i kucyka. Maz jest nie tylko moralna podpora jej poczynan, ale gdyby nie on, to nie wie jak radzilaby sobie z prowadzeniem gospodarstwa, a szczegolnie ze zbiorem siana, ktore wcale nie jest tak latwo skosic na tych stromiznach i zwiezc czesto po bezdrozach, a trzeba go naprawde duzo.
Fascynacja konmi i zaangazowanie w popularyzacje turystyki konnej, trwa juz u niej 7. rok. Pierwsza, wspolnie z St. Jelesnianskim i innymi, przecierala turystyczne szlaki. Przekonywala do nich ludzi. Uzgadniala gdzie, po jakich drogach, miedzach, a czasem i polach mozna przejechac, co wcale nie bylo takie latwe i proste, gdyz wiadomo, gospodarstwa tutaj male, pola rozdrobnione,
a ludzie wrazliwi sa na wszelkie szkody, jakie by im ktokolwiek wyrzadzil.
Sama wychowana na wsi, z szacunkiem traktuje ludzki mozol i prace, totez stara sie zyc z mieszkancami w zgodzie. Takze na szlakach turystycznych, ktore w pewnych odcinkach pokrywaja sie z pieszymi i rowerowymi, czasami dochodzi do ciekawych przygod. Z usmiechem wspominaja, jak w czasie jednego z rajdow na bardzo waskim szlaku pomiedzy Przegibkiem, a Wielka Rycerzowa, gdzie kon miescil sie trudem, spotkali rowerzystow, ktorzy smiejac sie, usuneli sie z rowerami w las. Przywitali sie, podziekowali i zapowiedzieli, ze jezeli kiedys spotkaja sie gdzies na hali to oni zjada im z trasy.
Zajecie, ktoremu oddaje sie z zamilowaniem zaczyna przynosic efekty.
Z roku na rok jest coraz wiecej chetnych do jazdy konnej, uczestnictwa na kuligach, czy w innych imprezach. Przyjezdzaja tu ludzie z calej Polski:
z Warszawy, Lodzi, ale najwiecej ze Slaska. Sa takze goscie z Danii, Holandii, Szwecji, Wloch. Rokrocznie przybywa rowniez imprez. Wspolnie
z innymi "koniarzami" organizuja do kilkudziesieciu kuligow, kilku rajdow konnych i kilkunastu innych imprez rocznie. W sezonie letnio-jesiennym konie na ogol nie proznuja.
Podziwiam pasje, z jaka o turystyce konnej wyrazaja sie moi rozmowcy. Podziwiam ich bezinteresowne zaangazowanie w wytyczanie szlakow, udzial w takich masowych imprezach, jak chocby Ogolnopolski Rajd Chlopski w Rajczy, czy Zjazd Milosnikow Konia Huculskiego w Wegierskiej Gorce. Poki co, jednak z tej pasji jeszcze wyzyc sie nie da. Jak mowi K. Sanetra - konie moze i zarobia na swoje utrzymanie, ale juz na naprawy uprzezy, siodel, zakup der na ich okrycie, czy ich podkuwanie, ktore kosztuje - bagatela - 720 zl od konia rocznie, trzeba wylozyc z "innej kasy". A przeciez jeszcze jest utrzymanie domu, potrzeba inwestowania, aby turystyka stala sie oplacalna. Na szczescie maz pracuje zarobkowo, ponadto ona i maz w martwym sezonie wyjezdzaja do Szwajcarii czy Holandii, aby dorobic.
I tak jakos sobie radza. Zdaniem moich rozmowcow, gdyby rodzice malych dzieci zechcieli zrozumiec, ze jazda konna wywiera niezwykle korzystny wplyw na fizyczny i psychiczny rozwoj dziecka i jest najlepszym sposobem odreagowania na wszelkie dolegliwosci maluchow, to dzieci chodzilyby po tej ziemi zdrowsze, usmiechniete i bardziej zadowolone z zycia, zwalniajac ich z troski o zdrowie swoich pociech. Rowniez wlasciciele koni, majac wiecej zajec mogliby lepiej i taniej swiadczyc swoje uslugi.
Korzystanie z jazdy konnej to wcale nie taki wielki wydatek. Godzina jazdy to wydatek rzedu 20 zl. Koszt calodobowego uczestnictwa w rajdzie wraz
z noclegiem i wyzywieniem wynosi 160 zl, a koszty krotkich, kilkugodzinnych wycieczek moga byc na biezaco kalkulowane.
A w ogole, milosnicy jazdy konnej, do ktorych zaliczam moich rozmowcow swiecie wierza, ze przed tego rodzaju turystyka jest duza przyszlosc
i warto w nia inwestowac.
Warto sie wiec poswiecac dla tej idei.
Antoni Urbaniec
|