Sojusznicy??? Polakom ku przestrodze
Tegoroczna 37. rocznica napadu Niemiec hitlerowskich na Polske minela jakos bez wiekszego echa. Zdominowaly ja inne, wazne wydarzenia,
a szkoda. Bo tak sobie mysle, czy w najnowszej historii Polski moze byc wazniejsze wydarzenie od wybuchu II wojny swiatowej? Wojny, ktora kosztowala nasz kraj prawie 6 milionow ofiar!
Wojny, ktorej skutki dla Polski, po dzien dzisiejszy analizuja i opisuja takze inni.
W 2004 roku ukazala sie - w tlumaczeniu polskim Malgorzaty i Andrzeja Grabowskich - niezwykle ciekawa ksiazka, ktorej autorami sa Lenne Olson i Stanley Cloud - pisarze amerykanskiego pochodzenia. Ksiazka nosi tytul "Sprawa honoru". Z wielce mowiacymi podtytulami: "Dywizjon 303 Kosciuszkowski; Zapomniani bohaterowie
II wojny swiatowej".
Na temat udzialu Polakow w walkach na frontach II wojny swiatowej ukazalo sie w naszym kraju wiele pozycji i wiele z nich czytalem wlacznie z opublikowanymi w kilkudziesieciu egzemplarzach wspomnieniami naszego rodaka, uczestnika II wojny swiatowej - plk. Emila Mentla pt.:
"W pogoni za wolnoscia".
Po raz pierwszy jednak spotkalem sie z powiescia napisana przez zagranicznych autorow, naswietlajaca sprawy Polski w latach 1939 - 1945 na tle bohaterskich losow polskich pilotow walczacych o czyste niebo nad Anglia. Ksiazke czyta sie ze wzrastajacym zainteresowaniem, jako ze "Styl pisarski Autorow jest zywy i wartki. Znajomosc tematu gruntowna. Przeslanie moralne - jasne" - jak to celnie ujal w przedmowie - znany angielski historyk - Norman Davies.
Autorzy juz w prologu wprowadzaja czytelnika w zawila tematyke powiesci. Zaczynaja ja bowiem od opisu wspanialej defilady zwyciestwa, jaka
w 1946 roku odbyla sie w Londynie. Na honorowym miejscu, na czele prawie pietnastokilometrowej kolumny szli Amerykanie, a za nimi -
w iscie kalejdoskopowej paradzie mundurow, sztandarow i wojskowej muzyki - Czesi i Norwegowie, Chinczycy i Holendrzy, Francuzi i Iranczycy, Belgowie i Australijczycy, Kanadyjczycy i Poludniowoafrykanczycy. Byli tez sikhowie w turbanach […], Arabowie w fezach i kefiach, grenadierzy z Luksemburga i artylerzysci z Brazylii.
A na koncu, wsrod aplauzu rozradowanego, wymachujacego flagami narodowymi tlumu, kroczylo co najmniej dziesiec tysiecy kobiet i mezczyzn
z sil zbrojnych i sluzb cywilnych Jego Wysokosci Jerzego VI, krola Wielkiej Brytanii […]
Ponad dwa miliony […] wiwatowalo na czesc weteranow Tobruku, bitew o Anglie, Gaudalcanal, Midway, Normandie, Ardeny, Monte Cassino, Arnhem i dziesiatkow innych…
Defiladzie tej przygladal sie jeden z lotniczych asow, pilot dywizjonu 303, ktory zestrzelil az 15 niemieckich samolotow - Witold Urbanowicz. Dla niego i wielu jego kolegow z Dywizjonu 303, nazywanych niegdys "bozyszczami Anglii" w defiladzie miejsca zabraklo, gdyz: "rzad Wielkiej Brytanii
w obawie przed urazeniem Jozefa Stalina rozmyslnie i wyraznie zabronil im udzialu w obchodach"
Ksiazka sklada sie dwoch czesci. W pierwszej, noszacej tytul "Eksodus" na tle przezyc polskich lotnikow przedstawiona jest gehenna, jaka przechodzili Polacy podczas II wojny swiatowej oraz ogromny, wazacy udzial lotnikow polskich w obronie Anglii. Udzial, ktory nie mial sobie rownego, gdyz bywalo, ze polscy lotnicy w czasie bojowego lotu stracali nawet do 20% wszystkich zestrzelonych samolotow. Pilotom Dywizjonu Kosciuszkowskiego /303/ "W ciagu zaledwie szesciu tygodni, decydujacych o wyniku bitwy o Wielka Brytanie zaliczono sto dwadziescia szesc pewnych zestrzelen samolotow wroga". Bylo to ponad dwa razy wiecej od zestrzelen dokonanych przez jakikolwiek inny dywizjon RAF-u. Zwyciestwa polskich lotnikow przyczynily sie do podbudowania morale angielskich pilotow, ktorzy we wczesniejszych walkach poniesli ogromne straty. Najwyzsza ocene o udziale Polakow w bitwie o Wielka Brytanie wystawil autorytet lotniczy sir Hugo Dowding, oznajmiajac: "Gdyby nie wspaniale polskie dywizjony i ich niedoscigle mestwo, nie zaryzykowalbym twierdzenia, ze wynik tej bitwy bylby taki sam".
W czesci drugiej zatytulowanej "Zdrada" opisany jest caly splot politycznych zdarzen, ktore doprowadzily do zdrady interesow Polski przez najblizszych sojusznikow. Zdawaloby sie, ze splot tych zdarzen znany jest Polakom doskonale. Tymczasem ksiazka przynosi wiele ciekawych informacji ujawniajac, z jaka obluda i cynizmem traktowali Polakow "przyjaciele".
Wsrod Polakow panuje powszechne przekonanie, ze Anglicy i Amerykanie "sprzedali nas" w Jalcie. Tymczasem Autorzy "Sprawy honoru" pisza: "… punktem zwrotnym dla Polski byla konferencja Wielkiej Trojki w Teheranie […] Poniewaz Churchill
i Roosevelt ustapili calkowicie w kwestii linii Curzona, nie proszac w zamian o nic procz dyskrecji…"
Mimo, ze: "Sprawa Polski zdominowala rozmowy w Jalcie, zajmujac wiecej czasu i wywolujac wiecej tarc pomiedzy Wielka Trojka niz inne tematy konferencji. W dyskusjach ze Stalinem Churchill i Roosewelt nic juz nie zwojowali w tej kwestii" […] W Jalcie premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill i prezydent Stanow Zjednoczonych Franklin D. Roosevelt oficjalnie oddali wschodnia Polske Stalinowi, a wladze nad reszta kraju przekazali splodzonemu przez Sowietow tymczasowemu rzadowi komunistycznemu".
Natomiast z cala pewnoscia mozna stwierdzic, - co wynika z lektury ksiazki - ze tak Churchill, jak i Roosevelt zaczeli oklamywac i coraz bardziej mamic obietnicami Polakow.
W czasie spotkania Churchilla z generalem Andersem we Wloszech, ten zapewnil go: "Wielka Brytania weszla do wojny broniac zasady waszej niepodleglosci, moge was zapewnic, ze nigdy was nie opusci". Kiedy w jakis czas pozniej general Anders w rozmowie z Churchillem w Londynie nie przyjmowal jego argumentow w sprawie linii Curzona, ten wybuchnal gniewem i powiedzial: "Mysmy wschodnich granic Polski nigdy nie gwarantowali!" Dodajac: "Mamy dzisiaj dosyc wojska
i waszej pomocy nie potrzebujemy! Moze pan swoje dywizje zabrac! Obejdziemy sie bez nich!" Na co general Anders odparl chlodno: "Przez kilka ostatnich lat mowil pan co innego".
Podobnie rzecz sie miala na spotkaniu Mikolajczyka z Rooseveltem w Waszyngtonie.
Autorzy tak opisali przebieg tej rozmowy: "To Churchill zaproponowal przyjecie linii Curzona na konferencji w Teheranie - doniosl Mikolajczykowi - a Stalin, czemu trudno sie dziwic, na to przystal. On sam - dodal, klamiac w zywe oczy - jest >nadal przeciwny podzialowi Polski ta linia<. We wlasciwym czasie -obiecal - >przystapie do dzialania jako mediator w tej sprawie i doprowadze do porozumienia […] Dopilnuje, zeby Polska nie wyszla z tej wojny pokrzywdzona<". Obaj pozostali przy obietnicach, nieczuli takze w wowczas, kiedy Warszawa broczyla krwia. Nie potrafili sie zdobyc na zajecie zdecydowanego, jednolitego stanowiska nawet wtedy, kiedy Stalin -
w stosunku do Polski - z cala bezwzglednoscia realizowal wlasna linie polityczna.
O ile Churchill w rozmowach wielkiej trojki probowal czasami nieco bronic sprawy Polski, a poczynione ustepstwa powodowaly u niego pewne wyrzuty sumienia, o tyle Roosweltowi problemy polskich granic byly obojetne. On dbal tylko o to, aby o poczynionych ustaleniach nie dowiedziala sie Polonia, gdyz bal sie utraty glosow 6 milionow Polakow w zblizajacych sie wyborach. Takze spoleczenstwo amerykanskie nie bardzo interesowaly polskie sprawy,
w odroznieniu od anielskiego, ktore zywo reagowalo na doniesienia dotyczace przyszlej Polski wywierajac niejednokrotnie ogromna presje na decyzje rzadu, co czasami doprowadzalo premiera do klopotliwych sytuacji. Niestety, to uczucie sympatii do Polakow
w miare oddalania sie zagrozenia wojennego od granic Wielkie Brytanii powoli zamieralo, aby po jej zakonczeniu przerodzic sie wrecz w niechec, a nawet okazywanie wyraznych afrontow do polskich zolnierzy, ktorzy wraz ze swoimi problemami "Polakow bez ziemi" zaczynali mu wyraznie ciazyc. Jedynie angielscy lotnicy pomni bohaterstwa i dokonan polskich towarzyszy broni starali sie udzielac im pomocy
w rozwiazywaniu ich problemow, ale to byla - przyslowiowa - tym razem - lyzka miodu, ktora nie mogla oslodzic beczki dziegciu, w jakiej znalezli sie Polacy, pozostajacy po wojnie w Anglii.
Rozpisalem sie nieco na temat tej ksiazki, ale warto. Warto przypomniec sobie tulacze zycie
i bohaterstwo polskiego zolnierza w czasie drugiej wojny swiatowej. Tym bardziej warto, ze ukazane ono jest oczami obcokrajowcow, ktorzy potrafili wyjatkowo wczuc sie w tragiczne polskie dzieje i prawie z emocjonalnym zaangazowaniem przedstawic je w niezwykle obiektywny sposob.
Przyznam, ze czytajac ta ksiazke caly czas zastanawialem sie, czy aby - w naszym dzisiejszym zapatrzeniu sie w wielkiego brata i innych sojusznikow - nie kryje sie czasami zapowiedz powtorki z historii. O czym przy okazji tej tragicznej rocznicy pamietac warto.
Antoni Urbaniec
|