Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 18 (193) - rok IX - 12 Wrzesien 2006

  |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|



Przyczynek do okolicznosci katastrofy Liberatora w Jelesni w 1944 roku

W cyklicznym artykule pt. "Czy wiecie ze?", zamieszczonym w "Nad Sola i Koszarawa" w numerze 5 czytamy: "W sierpniu 1944 roku na terenie Jelesni wyladowal zestrzelony przez niemiecka artylerie przeciwlotnicza amerykanski samolot bombowy "Liberator"... Tak sie sklada, ze samolot ten w ostatniej fazie lotu obserwowalem na wlasne oczy, ze wzgorza odgraniczajacego Gilowice od Pewli Slemienskiej. Okolo godziny jedenastej przed poludniem jak co dzien wowczas, lecialy na wschod bombowce w olbrzymiej grupie, liczacej kilkadziesiat samolotow. Obserwowalem je od momentu, kiedy byly ledwo dostrzegalne na zachodnim horyzoncie. Mialem wowczas czternascie lat, ale zawsze w takich okolicznosciach radosc mnie ogarniala, ze znowu dadza lupnia Niemcom. Nic sie absolutnie nie dzialo. Kiedy ta potezna nawala znalazla sie mniej wiecej nad Huciskiem, nagle jeden z samolotow wylamal sie z szyku, zwalil na skrzydlo, zawrocil z rykiem na Zachod. Przelatujac wysoko nad moja glowa, nagle zobaczylem, ze cos wyrzucono z tego samolotu. Patrzylem z przerazeniem na samolot i na ten wibrujacy w powietrzu przedmiot, lecacy w dol. Samolot zatoczyl kolo i przechylony ciagle na lewe skrzydlo runal w dol za wzgorzem w kierunku Jelesni. Tuz przed jego zniknieciem za horyzontem ujrzalem jeszcze wypadajacego z samolotu, malenkiego jak robaczek skoczka i rozwijajacy sie nad nim spadochron. Cale to wydarzenie trwalo bardzo krotko, moze minute. Skoczek ten najprawdopodobniej byl to jedyny uratowany z zalogi, o ktorym wspomina artykul prasowy. W chwile pozniej przedmiot wyrzucony z samolotu runal na ziemie w niewielka dolinke, okolo stu metrow ode mnie. Zapatrzony na lecacy niemal wprost na mnie przedmiot wyrzucony z samolotu, nie zwracalem uwagi, co sie dalej dzialo. Mozna sobie wyobrazic, co wowczas przezywalem. Padlem na ziemie i przez chwile lezalem bez ruchu, oczekujac eksplozji. Ta jednak nie nastepowala. Po dluzszej chwili dopiero podnioslem glowe. Balem sie do tego podejsc, nie tylko dlatego, bym sie obawial wybuchu, ale w obawie przed Niemcami, by mnie nie dostrzegli, bo wzgorze lezace w odleglosci okolo kilometra od wsi, widoczne bylo jak na dloni. Ciekawosc jednak zwyciezyla. Obszedlem wzgorze z przeciwnej strony i czolgajac, przysunalem sie do owego przedmiotu. Byla to brezentowa, prostokatna paka, niesamowicie ciezka, uszyta z grubej, plociennej tkaniny, mniej wiecej 60 na 70 i grubosci 5 cm. Jeden rog byl rozdarty w czasie upadku na ziemie i wewnatrz znajdowalo sie mnostwo luzno ulozonych dachowkowato metalowych plytek, wielkosci mniej wiecej 10x10 cm. Wydobylem kilka z nich i schowalem do kieszeni. Kiedy sie wyczolgalem z powrotem zauwazylem, ze moje obawy nie byly bezpodstawne. Od wsi zmierzala w moja strone gromada Niemcow-osadnikow z bronia w rekach. Najwidoczniej i oni zauwazyli spadajacy przedmiot. Skierowalem sie w inna strone, by ich nie spotkac.
Nadmieniam takze, ze podany w artykule miesiac sierpien, nie moze byc prawdziwy. Chodzilem wowczas z Gilowic, wprost przez graniczace wzgorza, do Pewli Slemienskiej, do szkoly jaka byla tam zorganizowana dla polskich dzieci i zdarzenie to zaobserwowalem idac wlasnie ze szkoly do domu. Mniej wiecej w polowie lipca konczylismy siodma klase. Wydarzenie to musialo wiec miec miejsce wczesniej, moze w poczatkach lipca. Tego niestety nie pamietam. Dopiero w jakis czas po wojnie dowiedzialem sie, ze ow przedmiot stanowil pancerna oslone plecow przed pociskami przy fotelach zalogi samolotu. Najprawdopodobniej oslone te wyrzucil ow skoczek, ktory sie uratowal, gdyz moze przeszkadzala mu w wydobyciu sie z samolotu. Przedmiot ten spadl w rejonie wsi, na Dziale tzw. polrolka Muchow w Gilowicach. Wrocilem do domu i dopiero po wielu godzinach Niemcy wracali z owym "trofeum", ktore nioslo dwoch na zmiane. Bebniono pozniej po wsi o zestrzeleniu samolotu, wspominajac takze o wypadnieciu z niego jakiegos przedmiotu, nie podawano jednak szczegolow.
Na temat, czy samolot ten zostal istotnie zestrzelony przez Niemcow, mam watpliwosci. W gre moze wchodzic takze jakas awaria bombowca. Jezeli brac pod uwage zestrzelenie, to musialoby to nastapic o wiele wczesniej. Na trasie, jaka lecialy samoloty, w najblizszej okolicy nie bylo zadnej artylerii. Byla rozstawiona w obrebie Oswiecimia, gdzie rowniez Niemcy wypuszczali w gore balony zaporowe, kotwiczone na linach tak wysoko, ze byly doskonale od nas widoczne ponad wzgorzem Lysiny. Tamtejszy rejon jednak piloci skrzetnie omijali. Za zestrzeleniem przemawialby znowu fakt, ze tylko jeden czlonek zalogi uratowal sie z katastrofy. Widocznie pozostali byli ranni, lub juz martwi. Z perspektywy czasu trudno cos ustalic nieomylnego. Warto, by ktos z Jelesni, z rejonu gdzie ten samolot zderzyl sie z ziemia, wypowiedzial sie w tej sprawie. Interesujaca to rzecz.

Bronislaw Sroka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.