O żywieckim browarze
 |
We wrześniu br. żywiecki
browar obchodził będzie jubileusz 150-lecia powstania. Na
tę okoliczność publikujemy wywiad z Janem Żurkiem, byłym
kierownikiem zakładu, który przepracował w nim 50 lat czyli
jest żywą historią 1/3 dziejów browaru.
Czy lubi Pan piwo?
Owszem. Ale najlepsze jest piwo prosto z kufy po okresie dojrzewania,
przygotowane do obciągu, przed puszczeniem piwa na filtry.
Proszę powiedzieć Czytelnikom NSiK coś o sobie.
Aktualnie od końca 1992 roku jestem na emeryturze. Pracę
w żywieckim browarze podjąłem jako 17-letni chłopak w czasie okupacji
w 1944 r. na stanowisku pracownika fizycznego. Dzień pracy trwał 12 godzin
z godzinną przerwą na obiad. Po wyzwoleniu Żywca spod okupacji hitlerowskiej
kontynuowałem pracę w browarze już jako praktykant piwowarski. Po roku
zakład skierował mnie do technikum piwowarskiego w Zabrzu.
|
Po ukończeniu technikum
awansowałem na zastępcę kierownika słodowni. Byłem wtedy jedynym
piwowarem z dyplomem. Ponieważ mój ojciec był leśniczym w lasach
arcyksiążęcych w Rycerce zaliczany byłem
w sensie ujemnym do tzw. "habsburczyków", a skutkowało
to tym, że byłem
przerzucany na różne stanowiska.
Może kilka słów o ludziach tego okresu.
W czasie działań wojennych luty - kwiecień 1945 zakład specjalnie
nie ucierpiał. Do 23 maja 1945 w zakładzie kwaterowało wojsko
radzieckie. Browar został znacjonalizowany. Pierwszym jego powojennym
dyrektorem był Stanisław Foks, szefem produkcji był Jan Wojtyła,
słodowni Edward Caputa, warzelni Ludwik Ciurla, leżakowni Władysław
Nowak, fermentowni Wojciech Macalik.
Jakie były Pana dalsze losy?
W 1951 r. zostałem wezwany do Zjednoczenia, gdzie otrzymałem nakaz
pracy do browaru w Elblągu. Tam do roku 1954 pełniłem funkcję zastępcy
kierownika browaru, po czym wróciłem do Żywca na stanowisko kierownika
leżakowni. W 1962 roku po śmierci Moszczaka i Władysława Nowaka
zostałem kierownikiem browaru żywieckiego i funkcję tę pełniłem
do końca 1992 r. 50 lat w piwowarstwie. Z Elbląga przyszli ze mną
do Żywca Moszczak i Władysław Mlaskawa. Ten ostatni był naczelnym
dyrektorem przez dwa lata.
Jakich dyrektorów ceni Pan najbardziej?
Jana Czajowskiego, Karola Matlaka, a z nowszej generacji Adama Loewego.
J. Czajowski w czasie swojej 18-letniej kadencji (1955-1973) rozbudował
zakład, udoskonalił technologię wytwarzania piwa, uruchomił eksport.
Do najważniejszych modernizacji zaliczyłbym wprowadzenie tanków
w miejsce kufy, modernizację fermentowni, wprowadzenie nowoczesnej
filtracji piwa przy pomocy ziemi okrzemkowej, uruchomienie rozlewni
piwa butelkowego na dużą skalę.
A. Loewe wprowadził kegi zamiast beczek dębowych. Beczki dębowe
sprowadzane były z Okocimia. Na miejscu były one remontowane i smołowane.
K. Matlak (1973-1990) zdynamizował eksport, wybudował nowy zakład
Pepsi Coli i 3 bloki mieszkalne dla pracowników. Na szczególną uwagę
zasługuje Eryk Krasoń, wybitny znawca piwa, technolog, autor nowych
gatunków piw, które uzyskiwały wysokie lokaty na wielu międzynarodowych
degustacjach.
W czym tkwi tajemnica wysokiej jakości piw żywieckich?
To nie woda, której się przypisuje wszystko. Był czas kiedy
do podległego nam browaru w Bielsku woziliśmy wodę z Żywca
i nic to nie dało. Woda ma duży wpływ na jakość, ale liczy
się przede wszystkim proces technologiczny, warunki w jakich
on się odbywa, higiena, kultura drożdży, słód, chmiel i tradycja.
A co po roku 1990?
To już prywatyzacja zakładu, spółka akcyjna i Heineken. Browar
rozpoczął nową erę. Ale to już oddzielny temat. |
 |
Dziękuję za rozmowę.
Hieronim Woźniak


|