PRZEPiS NA MORALNOŚĆ
Po historycznych aktach palenia czarownic na stosie i indeksie
ksiąg zakazanych, na arenę walki o moralność postanowił wkroczyć sejmowy pupil
toruńskiego władcy dusz, przygotowując ustawę dotyczącą swoistego rodzaju cenzury
niektórych pism, filmów, gier czy portali internetowych. Wprowadzanie oznaczeń
stopnia "zachowań niepożądanych" ma sugerować rodzicom co ich pociechy
mogą oglądać, a czego nie powinny. Tym samym indokrynacja oparta w zdecydowanym
stopniu na nietolerancji czy izolacji na arenie międzynarodowej została poszerzona
o silne wyznaczniki moralności... Dzieci i młodzież po oswojeniu się z koniecznością
bycia patriotą zaczynają poznawać smak nowych form zachowania moralności. Skala
od A do F (A - nieszkodliwe, F - dozwolone od 18 roku życia) będzie określała
sześć rodzajów szkodliwości przekazu: przemoc, seks, narkotyki i alkohol, wulgaryzmy,
strach, dyskryminacja. Cele ustawy zostaną zrealizowane przez Centrum Dobrych
Mediów, którego członkowie zgodnie z opinią pomysłodawców ustawy w ocenie poszczególnych
gazet, komiksów czy portali internetowych będą kierować się własnym wyczuciem.
Pytanie tylko tylko czy poczucie moralności CDM-u będzie zgodne z opiniami
reszty społeczeństwa... W odczuciu wielu Polaków trudno jednoznacznie stwierdzić
czy za widok szkodliwy dla dziecka można uznać bohatera filmowego raczącego
się lampką wina, albo rzeźbę nagiego człowieka, będącą wyrazem hellenistycznych
fascynacji ludzkim ciałem...
| Sam fakt pomysłu ustawy ograniczającej przemoc w mediach
nie wydaje się być absurdalnym czy szkodliwym. Wręcz przeciwnie! Amerykańscy
naukowcy obliczyli, że aby zobaczyć tyle aktów przemocy, ile dziecko widzi
w telewizji między szóstym i siódmym rokiem życia, trzeba żyć w środowisku
przestępczym (o zgrozo!) przez 58 lat. Mnie osobiście ta liczba przeraża.
Problem PiS-u polega jednak na tym, że pomysłodawcy tejże ustawy zdają
się zupełnie nie znać zakresu, ani zdolności przenikania się gatunków współczesnych
mediów. |
|
Chęć wprowadzenia oznaczeń szkodliwości w internecie zdaje się
koniecznością, a jednocześnie każdy kto choć kilka razy miał okazję "surfować
w gąszczu" wciąż powstających stron zdaje sobie sprawę, że takie ograniczenia
są niemożliwe do zrealizowania!
Serwisy informacyjne, które są zwolnione z konieczności poddania się działaniom
CDM często komentowane są bezpośrednio na forum, na którym każdy może wyrazić
swoje zdanie, jakiekolwiek by ono nie było. Forum to już nie serwis informacyjny,
choć niejednokrotnie integralna jego część. Czy zatem biorący udział w dyskusji
są zobowiązani do oznaczenia swojej wypowiedzi znaczkiem od A do F, zaakceptowanym
przez Cenrum Dobrych Mediów? Również dzienniki internetowe, w tym blogi, mają
być zwolnione z konieczności znaczenia swych treści. A przecież niejednokrotnie
to właśnie one są polem manewru najbardziej brutalnych opisów czy galerią wzbudzających
strach fotografii...
W moim odczuci PiS niektórymi swoimi politycznymi posunięciami zdaje się tworzyć
organizację, która chce posiadać możliwość dyktowania warunków w kwestiach,
w których wydaje się to być niemożliwe, a wręcz absurdalne. Żadna instytucja
nie powinna decydować o tym czy treść pisma młodzieżowego dotyczącego antykoncepcji
jest szkodliwa dla danej osoby w zależności od wieku.Takie decyzje powinni
podejmować tylko i wyłącznie rodzice, którzy najlepiej wiedzą co dla ich pociechy
jest szkodliwe, a co pouczające. W tej kwestii szczególne oznaczenia nie wydają
się być koniecznością. Wręcz przeciwnie! Do dziś na ekranach naszych telewizorów
możemy zauważyć oznaczenia, informujące dla jakiego odbiorcy przeznaczony jest
dany program. Efekt? Czerwone kółeczko, oznaczające treści przeznaczone wyłącznie
dla dorosłych, jak magnez przyciąga do telewizora coraz młodsze dzieci, których
ciekawość nie pozwala przejść im obojętnie wobec wprost wyrażonego braku przyzwolenia
na obejrzenie danego programu. Nikt chyba nie wątpi w fakt, że to właśnie zakazany
owoc smakuje najlepiej...
Współcześnie nie jesteśmy w stanie cofnąć, ani nawet zwolnić tempa rozwoju
mediów. Nie jesteśmy też w stanie zupełnie odciąć dziecka od agresji w nich
prezentowanej. Można jedynie ograniczyć ten negatywny wpływ do minimum, nie
pozwalając na to, by jedyną rozrywką dziecka było bezmyślne wpatrywanie się
w ekran telewizora czy komputera i akceptacja kolejnych scen przemocy. Jednakże
kwestia zadbania o to, by młody człowiek wychowywał się w środowisku, w którym
sceny zachowań agresywnych są ograniczone do minimum, powinno pozostać sprawą
sumienia ich rodziców. Myślę, że w doborze programów przeznaczonych dla dzieci
lepszym drogowskazem była, jest i pozostanie zwykła, ludzka troska macierzyńska,
a nie znaczek w gazecie czy na ekranie telewizora lub komputera... Jeżeli rodzice
czy opiekunowie sami nie potrafią zadbać o moralne wychowanie własnego dziecka,
to na pewno nie zrobi tego żadna z partii politycznych - choćby najlepsza
i najbardziej szanowana. W związku z powyższym w koalicyjnej "zabawie" w "matkę" młodych
Polaków nie widzę większego sensu... Ale skoro skala oceny już została stworzona,
to może warto byłoby ją wykorzystać w celu oznaczenia zachowań politycznych?
W końcu od dłuższego czasu i w nich nie brak agresywnych
i niejednokrotnie uderzających w zasady moralne wielu Polaków zachowań...
Edyta Szkorupa