Prosto z mostu
Szeremietiew
Przed paroma dniami otrzymałem e-mailem list od byłego wiceministra
Obrony Narodowej pana Romualda Szeremietiewa, odnoszący się do mojego
felietonu sprzed pięciu lat,
który pozwalam sobie zacytować i opatrzyć go własnym komentarzem.
Pan Kazimierz SEMIK
W trakcie zbierania materiałów do planowanej publikacji nt. "korupcji
w MON" trafiłem w internecie na Pański artykuł "Prosto
z mostu" (Nad Sołą i Koszarawą - nr 15 (76) - rok IV - 1 sierpień
2001).
Potraktował mnie Pan tam dość obcesowo, ale rozumiem, że słowa drukowane
w "Rzeczpospolitej" zrobiły na Panu wrażenie. Jednak nie
mogę Panu darować, że wysyłał mnie Pan na moskiewskie lotnisko Szeremietiewo.
Rzeczywiście, jestem w połowie Rosjaninem, ale informuję Sz. Pana,
że mój ojciec, por. Mikołaj Szeremietiew /weterynarz/, oddelegowany
do I Armii WP Berlinga, zdezerterował nie chcąc brać udziału w zniewoleniu
Polski (bolszewicy zamordowali mu ojca, a i on w łagrze siedział
nim go na front zabrano).
Ojca NKWD złapało w końcu października 1945 r. w bardzo dramatycznych
okolicznościach, i już nigdy z "Kraju Rad", gdzie jest
to "moje" lotnisko, nie wrócił.
A jego syn, czyli piszący te słowa, został skazany przez sąd LWP
w 1982 r. na kilka lat więzienia za "próbę obalenia ustroju
PRL" oraz za szkodzenie "sojuszowi" z ZSRR w ten sposób,
że rozpowszechniał "nieprawdziwą" informację,
jakoby w Katyniu polskich oficerów wymordowało NKWD.
I nawet mnie, prez. RP na uchodźstwie orderem Polonia Restituta odznaczył
za działalność na rzecz niepodległości. A Pan tak dowcipnie pisze: "I
wcale bym się nie zdziwił, gdyby np. pana Szeremietiewa, odnaleziono
na lotnisku... Szeremietiewo, w Moskwie. Prawda, jakie to "śmieszne" inaczej?
Panie Redaktorze
W załączniku ślę Panu materiały wskazujące nieśmiało, że być może "Rzepka" nie
miała racji. A ponadto proszę zajrzeć na tę stronę w internecie:
http/prawica. net/index.php?q=node/3073
Ciekaw jestem, co teraz Pan powie swoim Czytelnikom "Prosto
z mostu". A może ten mój list to tylko dowód naiwności "ruska" Szeremietiewa?
Pozdrawiam
prof. KSW dr hab. Romuald Szeremietiew
W dalszej części listu autor opisuje życiorys i zasługi dla Polski
swojego doradcy niejakiego Zbigniewa Farmusa, który nie jest być
może aż tak istotny w kontekście naszej polemiki.
Aby przybliżyć istotę treści mojego felietonu pozwolę sobie zacytować
jego fragmenty.
Istotną treścią felietonu była dramatyczna sytuacja rządu Buzka,
gdzie ministrów zmieniano jak rękawiczki, a afera goniła aferę. Pisałem
więc m.in.:
"
Titanic tonie... Ministrowie się sypią, a zwabianie nowych to jakby
zaproszenie do ostatniego tanga na tonącym okręcie. Poza tym dymisje,
rezygnacje, helikopterowe porwania. Można
na to patrzeć z dystansu, można się śmiać, ale przecież jestem jednym
z tych wielu milionów pasażerów, którzy są uzależnieni od sternika
i jego okrętu. Ale dość filozofowania. Wróćmy do dramatycznych chwil
na polskim promie Rogalin. Jakże super wartościowy musi być wysoko
postawiony urzędnik w MON, którego siłą trzeba (na linach) ciągnąć
na "ojczyzny łono". Chociaż która z czterech ojczyzn jest
dla niego właściwa, to chyba tylko jeden Pan Bóg wie. Dwa tygodnie
temu ośmieszyliśmy się w sprawie ministra Kaczyńskiego (obecnego
Prezydenta - dop. KS), do którego pan premier stracił zaufanie. A
tu wczoraj słyszę... że minister Szeremietiew stracił zaufanie do
.... premiera. Gdzie ja żyję? I wcale bym się nie zdziwił, gdyby
np. pana Szeremietiewa odnaleziono na lotnisku... Szeremietiewo w
Moskwie.
Tyle cytatów i przedruków.
Otóż Szanowny Panie Profesorze - ministrze, dla prowincjonalnego
dziennikarzyny polemika z tak zacną postacią "z wysokiej półki" jest
nie lada satysfakcją. Dla mnie nie bardzo.
Gdyby Pan uważnie przeczytał mój felieton treść Pana listu do mnie
mogłaby być inna. Nie ośmieliłem się deprecjonować Pańskiego życiorysu,
który wcześniej znałem. Nie ośmieliłem się podważać Pańskich zasług
w walce o wolność i niepodległość zniewolonej według Pana Polski
powojennej. Nie ośmieliłem się też podważyć pańskiego udziału w podziemnych
strukturach "Solidarności", za które był Pan represjonowany.
I tu mamy pełną jasność.
Podważyłem natomiast Pańskie kompetencje oraz Pańskiego zwierzchnika
w zakresie doboru urzędników do szczelnego przecież resortu, jakim jest Ministerstwo
Obrony Narodowej. W drugiej części listu opisuje Pan życiorys swojego "druha" Zbigniewa
Farmusa. Życiorys na pewno nietuzinkowy, ale nie o to przecież chodzi. Facet
mający kilka paszportów nie do końca dopuszczony do tajnych akt świadomie ucieka
z kraju na polskim promie i zostaje na nim schwytany przez brygady antyterrorystyczne,
siłą do kraju doprowadzony.
Dlatego też pytam się jeszcze raz:
a gdzie to Pan minister wtedy był?
I niech Pan się nie dziwi, że użyłem sformułowania porównującego Pańskie nazwisko
z nazwą lotniska w Moskwie.
W kontekście tamtej sytuacji i dzisiejszego listu, który po pięciu latach jest
dla mnie całkowitym zaskoczeniem, czytając go spodziewałem się, że choć po
części wyjaśni mi Pan "wpadkę" Pana Farmusa, a Pan ograniczył się
do przedstawienia Jego barwnego życiorysu, podkreślając międzynarodowe zasługi
tegoż Pana dla struktur niepodległościowych w naszym kraju poprzez Jego działalność
na arenie międzynarodowej od Nowego Jorku, poprzez Los Angeles, Edmonton, Toronto,
Caracas, Lund, Paryż, na Londynie kończąc.
I jak to jest możliwe, że tak kryształowy człowiek walczący o wolność i niepodległość
naszego kraju, będący wysokim urzędnikiem w ważnym siłowo resorcie... ucieka
z Polski?
Tego się, niestety, od Pana Profesora nie dowiedziałem. A szkoda.
Niemniej jednak dziękuję za list, który publikuję w mojej gazecie licząc na
to, że dostąpię zaszczytu otrzymania publikacji, o której Pan pisze na wstępie
dotyczącej korupcji w MON.
Już dziś deklaruję gotowość naszej gazety do tej publikacji.
Z poważaniem Kazimierz Semik