Dwa pokolenia, dwa żywioły
Szybowcowy mistrz świata w klasie światowej, szybowcowy mistrz
świata w klasie club, mistrz świata w wyścigach szybowcowych, brązowy medalista
olimpiady lotniczej oraz szybowcowy mistrz Europy - to aktualne tytuły Sebastiana
Kawy z Międzybrodzia Żywieckiego, absolwenta żywieckiego LO.
Nikomu dotąd w tej dyscyplinie sportu nie udało się osiągnąć tylu tytułów równocześnie.
Osiągnięcia te sprawiły, że od jesieni minionego roku jego nazwisko otwiera
listę rankingową FAI, czyli jest on uznawany obecnie za najlepszego pilota
na świecie.
Podkreślić należy, że Sebastian nie zajmuje się lotnictwem profesjonalnie,
a jest lekarzem.
W tym roku wygrał już na Żarze zawody szybowcowe o puchar Euroregionu Beskidy,
a w lipcu ma bronić w Alpach we Francji tytułu mistrza świata. Za rok natomiast
czeka go daleka wyprawa, także w Alpy, ale Południowe w Nowej Zelandii, gdzie
będzie walczył o utrzymanie tytułu mistrza świata w wyścigach szybowcowych.
Jest oczywiste, że w lotnictwie nie osiągnie się takiego poziomu bez odpowiedniego
przygotowania i lat doświadczeń, ale nasz pilot od pierwszych lotów wykazywał
nieprzeciętne uzdolnienia. Już w pierwszych swoich zawodach zdobył tytuł mistrza
Polski juniorów, wygrywając na dodatek wszystkie konkurencje. Sukces ten powtórzył
w kolejnych mistrzostwach Polski juniorów oraz pokonał swoich rówieśników w
mistrzostwach Europy.
Te wyniki dały mu szybki awans do kadry narodowej i trudno dziś wyliczyć sukcesy,
które osiągnął w drodze do tytułu światowego lidera.Nim zaczął latać wprawiał
się w żeglarskim rzemiośle na żywieckich wodach, w klubie "Neptun",
i wypłynął z nich na szerokie morskie i oceaniczne tonie.
Z powodzeniem reprezentował nasz kraj w żeglarskich mistrzostwach Europy i
świata, lecz z braku olimpijskiej łódki i możliwości dalszego rozwijania się
w tej mokrej dyscyplinie sportu w wieku
16 lat zaczął zaglądać na boskie podwórko.
Miał tu dobrego przewodnika, opiekuna i nauczyciela, bo jego ojciec Tomasz
Kawa, także lekarz, od lat należy do elity polskich lotników. Wprawdzie nie
ma on w swym dorobku aż takich sukcesów jak Sebastian, bo gdy doszedł do międzynarodowego
poziomu trzeba było budować podwaliny rodzinnego bytu - ale jego trofea lotnicze
także nie mieszczą się na szafie.
Może on jednak, jak żaden inny ojciec na świecie, chlubić się tym, że rywalizował
z synem w mistrzostwach świata, gdyż oni dwaj w 2003 roku stanowili dwupokoleniową
reprezentację Polski na mistrzostwach Nitrze.
Jak dotąd jest on bardziej uniwersalnym lotnikiem, ponieważ uprawiał akrobację
samolotową i szybowcową, brał udział w samolotowych zawodach rajdowo-nawigacyjnych,
a nawet zdobył uprawnienia pilota samolotowego zawodowego. Dzięki temu jako
flying doktor uczestniczył w akcjach agrolotniczych w Afryce oraz był w grupie
pilotów,
którzy w 1986 roku nieśli z powietrza pomoc dla głodującej ludności Etiopii.
Drugie pokolenie lotniczej rodziny dopełnia jeszcze córka Anna i jej mąż Krzysztof.Tomasz
Kawa często żartuje, że tradycje lotnicze w tej familii mają mocne korzenie,
gdyż na dziedzińcu jego dziadka w czasie pierwszej wojny światowej był zakotwiczony
balon obserwacyjny, a w pobliżu stacjonowały dwa samoloty "Albatros" armii
Jaśnie Pana Cesarza Franciszka Józefa i właśnie tam po raz pierwszy na świecie
zastosowano radio w lotnictwie.
KT