Aqua vitae
To najczęściej cytowane, słynne łacińskie powiedzenie, mówi
nam wszystko.
Bez wody nie ma życia. Historia zna przykłady zagłady całych cywilizacji, spowodowane
wyczerpaniem się zasobów wodnych. Można przytaczać także przykłady odwrotne.
Uzbrojony w wiedzę i technikę współczesny człowiek potrafi ożywić i uczynić
urodzajnymi najbardziej suche piaski pustyni, kiedy zasili je wodą. Efekty
takich działań można spotkać w izraelskich kibucach, ale nie tylko. Wypoczywałem
kiedyś we wspaniałym kurorcie Hurgarda nad Morzem Czerwonym w Egipcie, kurorcie
wzniesionym na skrawku piasków wydartych Saharze, w którym słodka woda prawie
bez przerwy zasilała nawet najmniejsze drzewka i krzewy.
Współczesne powiedzenie "aqua vitae", albo dobitniej "aqua fons
vitae" - woda źródło życia, nabiera coraz bardziej nośnego znaczenia.
Jak pisałem w poprzednim artykule, sprawom wody poświęcona była konferencja
naukowa w Krakowie, która zgromadziła szerokie grono naukowców i przyniosła
wiele ciekawych materiałów.
Dobra woda staje się bowiem towarem niezwykle poszukiwanym i deficytowym. Jak
pisze mgr Celina Rataj w opracowaniu "Zasoby wody przeznaczonej do spożycia
w świetle zapisów obowiązującego prawa" - zasoby wodne Ziemi szacuje się
na 1387 milionów km3, ale aż 97,3% tych zasobów to wody słone. Z pozostałych
2,7% większość wody zawarta jest w lodowcach, śniegach i lodach oraz głęboko
pod powierzchnią ziemi, a tylko
0,25% wody zgromadzonej w rzekach i jeziorach jest dostępne dla człowieka.
Przeciętnie na mieszkańca Ziemi przypada w ciągu roku 7300 m3 wody, ale na
Europejczyka już tylko 4560 m3, a na Polaka zaledwie 1580 m3.
Stąd problem gospodarki wodnej nabiera coraz ostrzejszego znaczenia w naszym
kraju.
U nas w Beskidach jest to sprawa szczególnej wagi, gdyż w okresach nasilonych
opadów mamy absolutny nadmiar wody. Występują gwałtowne przybory rzek i powodzie,
a w okresach suszy w niektórych rejonach wody w studniach brakuje, zaś na ujęciach
wodnych trzeba ją czasami racjonować. Beskidzka woda służy nie tylko nam. Zaspakaja
ona potrzeby tak konsumpcyjne,
jak i przemysłowe Śląska, Krakowa, a spływając wiślaną wstęgą, także niżej
położonych części Polski. Coraz bardziej ostro uwidacznia się więc problem
zagospodarowania tego nadmiaru wód, tu u źródła i zasilania Wisły zgromadzonymi
zapasami w okresach niżu. Uniknęlibyśmy wówczas niepotrzebnego marnotrawstwa,
bezproduktywnego oddawania wody Bałtykowi, a równocześnie znacznie ograniczyli
niebezpieczeństwo powodzi.
Problemowi zagospodarowania nadmiaru beskidzkich wód władze centralne i terenowe
winny poświęcić znacznie więcej uwagi. Niepokojąco długo "wlecze się" budowa
zbiornika wodnego na rzece Skawie w Świnnej Porębie i nie wiadomo kiedy będzie
ona zakończona. Prawie w ogóle nie mówimy w ostatnich latach o potrzebie tzw.
małej retencji, czyli budowie niewielkich ujęć wodnych na rzekach i potokach.
A tym drugim problemem powinny się zająć władze terenowe i wykorzystując dotacje
z Unii Europejskiej rozpocząć budowę takich ujęć.
W projektach na wykorzystanie unijnych środków złożonych i zatwierdzonych na
2005 r. w powiecie żywieckim tylko gmina Gilowice wpisała tytuł budowy zbiornika
wodnego, a inne gminy - planujące rozbudowę sieci wodociągowej zamierzają chyba
korzystać z dotychczasowych ujęć wodnych. Zastanawiająca jest koncepcja zaopatrzenia
w wodę gminy Lipowa z ujęcia w Żywcu. Wiem, że były daleko zaawansowane przymiarki
do budowy własnego ujęcia wodnego na potoku Leśnianka, którą to budowę skłonny
był dofinansować
żywiecki Browar i ponoć zostały storpedowane przez leśników i ekologów. Rozumiem
i podzielam troskę tak leśników, jak
i ekologów o zachowanie niektórych szczególnie unikalnych walorów przyrodniczo-krajobrazowych
naszych gór. Pamiętać jednak musimy, że w takich sytuacjach każdy wybór jest
wyborem mniejszego zła. W tym wypadku rodzi się pytanie, czy lepiej korzystać
z ujęcia wody w Żywcu, uszczuplając i tak niezbyt wielkie rezerwy i decydując
się na znacznie droższy koszt przesyłu, a co się z tym wiąże droższe opłaty
dla odbiorców za każdy litr wody, czy zgodzić się na pewne ustępstwa. Przy
czym znając sytuację odnoszę wrażenie, że troska o zachowanie owych walorów
jest zbyt przesadna i nie bierze pod uwagę wielu innych zewnętrznych czynników.
Niewielkie zbiorniki wodne, gromadzące milion, dwa, czy trzy miliony m3 wody
budować można głównie w górskich dolinach, których stoki w zasadzie pokrywają
lasy. Na ogół wszędzie tam możemy spotkać unikalną roślinność, co nie znaczy,
że nie spotyka się jej poniżej projektowanej zapory, czy powyżej cofki. Wiadomo,
że budując nawet niewielką zaporę doprowadza się do zmiany krajobrazu, jak
również mikroklimatu. Ale czy niewielkie oczka wodne, w leśnych, górskich wąwozach
nie upiększają krajobrazu? Czy wzrost wilgotności nie przyczynia się do bujniejszego
rozwoju roślinności? Wszak drzewa najczęściej cierpią na brak wody. Odnoszę
wrażenie, że opory ekologów i leśników nie są do końca przemyślane i dziwię
się, że władze gminy Lipowa tak łatwo im uległy.
Kiedyś dawno temu była koncepcja zbudowania kilku niewielkich zbiorników wodnych
w Sopotni, Soblówce, Złatnej i innych miejscowościach, w miejsce wielkiej zapory
w Świnnej. Plany budowy tej zapory władze ówczesnego województwa bielskiego
storpedowały z uwagi na to, że wiązała się ona z koniecznością
wyburzeń kilkuset domów i przesiedleniami ich mieszkańców oraz mogłaby doprowadzić
do tego, że Żywiec otoczony dwoma wielkimi lustrami wody tonąłby we mgle. Czy
nie warto by wrócić do tej koncepcji, aby nadmiar wód nie spływał do Bałtyku
bezproduktywnie?
We wspomnianych projektach na wykorzystanie środków unijnych nieco korzystniej
przedstawia się zainteresowanie zachowaniem czystości wód, gdyż sześć jednostek
uwzględnia potrzebę rozbudowy sieci kanalizacyjnej, co winno przyczynić się
do poprawy zagospodarowania ścieków. Zważywszy jednak, że wszystkie ośrodki
na Żywiecczyźnie odprowadzają bardziej lub mniej oczyszczone ścieki do Jeziora
Żywieckiego, czy zapory w Porąbce, które są rezerwuarem wody pitnej dla Bielska
- Białej, Oświęcimia, Krakowa i Śląska, poczynania w zakresie rozbudowy oczyszczalni
ścieków i sieci kanalizacyjnej wydają się być daleko niedostateczne.
Woda - pisałem o tym w artykule "Nie każda woda" - stanowiąca od
60 do 90% wagi ciała człowieka /w zależności od wieku, wzrostu i tuszy/, to
nie tylko najgłówniejszy "materiał budowlany", ale również odżywczy
- dzięki zawartym w niej mikroelementom i dlatego dla organizmu ludzkiego nieobojętnym
jest jaką wodą jest zasilany. Ale o tym będzie mowa w drugiej części tego artykułu.

Antoni Urbaniec