Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 9 (184) - rok IX - 29 kwiecień 2006

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|



NARESZCIE WIOSNA


W końcu doczekaliśmy się prawdziwej wiosny po okropnej i długiej zimie.
W poprzednim felietonie "znęcałem" się nad tematem dróg publicznych, a właściwie to nad ich stanem.

I co się okazało? Walce, rajzery, otaczarki ruszyły na drogi. I to jest pozytywny objaw, że zarządcy dróg przestali drzemać i zaczęli coś robić.


Tylko jest pytanie, z jakim skutkiem. Jest takie stare powiedzenie, "że robić po to żeby robić to lepiej nic nie robić". Do czego zmierzam? Dosyć dużo jeżdżę po żywieckich drogach i widzę tę "robotę". Ludzie, którzy choć trochę znają się na tym, jednoznacznie stwierdzają, że łatanie dziur w drogach jest robione wyjątkowo niestarannie i może być taka sytuacja na niektórych odcinkach, że jak się połata dziury na odcinku około 5 km to kończąc łatanie należy zawrócić sprzęt i zaczynać od nowa.

Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że tonażowe obciążanie jezdni jest bardzo duże, a podkłady pod drogami są z okresu lat 70-tych. Stąd też jezdnie się łamią, wylatują dziury i klejenie ich to czysta strata pieniędzy podatników, czyli nas wszystkich.
Poproszono mnie o interwencję, czyli o napisanie fragmentu felietonu o drodze chyba krajowej, a nawet międzynarodowej, na odcinku z Milówki przez Kamesznicę do Szarego w kierunku granicy do Zwardonia.
Od paru miesięcy przejeżdżam ten odcinek przynajmniej dwa razy w tygodniu. I co, most w Milówce, a właściwie pół tego mostu to są kpiny. Wprawdzie ktoś wymyślił sygnalizację świetlną, ale to jest półśrodek, zaś droga w kierunku, o którym pisałem jest gorsza od niejednej polnej drogi do ugoru.

Mydlenie oczu o tym, że buduje się nową "ekspresówkę" z potężnym wiaduktem to jest tylko lekceważenie kierowców i wstyd dla mieszkańców Żywiecczyzny. Sprzęt, który pracuje przy "ekspresówce" to ogromne pojazdy, które tą drogę fizycznie kończą.
I to naprawdę użytkowników niewiele obchodzi czy to jest odcinek drogi powiatowej, wojewódzkiej, krajowej czy międzynarodowej, ale jest na terenie gminy Milówka i nie ma się co dziwić, gdyż podatki wpłaca się w gminie albo w Urzędzie Skarbowym w Żywcu, a nie w Katowicach czy Warszawie.


Jeśli znalazły się pieniądze na budowę "ekspresówki" i to sądząc po rozmachu robót niemałe pieniądze, to czyż nie można zrobić, choć prowizorycznego odcinka, gdyż nawet jak pójdzie nowa droga to i tak mieszkańcy Kamesznicy czy Szarego do swoich domów muszą dojechać.
Z kolei, aby tak do końca na wszystko nie narzekać, byłem dumny, gdy Słowacy przeklinali nasze drogi nie chcąc świadczyć na terenie polskim żadnych usług transportowych z powodów, o których wyżej pisałem, za to z zazdrością mówili o naszych obejściach gospodarskich, rabatach, chodnikach przydomowych czy uporządkowanych sadach z naprawdę pięknymi kolorowymi płotami i zadbanymi tynkami. A więc to mi nasuwa pewną refleksję, czyli że tam gdzie chodzi o własność prywatną mieszkańcy stają na głowie, aby być lepszym od sąsiada, co w całości wsi czy gminy daje bardzo pozytywny obraz. A przecież utrzymanie posesji to prywatne środki pieniężne osób fizycznych, którzy wstydzą się, że przejeżdżające obok ich posesji samochody widzą
z jednej i drugiej strony drogi ładnie utrzymane domy, a pod nogami na drogach łata na łacie i to jeszcze ta nowa łata często jest dziurawa.
A więc coś tu nie jest tak.

SAMO-PIS ALBO
JESZCZE COŚ WIĘCEJ


Nie byłbym sobą gdybym nie przyczepił się do nośnego, ale wiosennego problemu, któremu na imię koalicja. Czytając prasę, słuchając radia czy wreszcie oglądając w telewizji tzw. "gadające głowy" zaczyna mnie pomału mdlić.

Zawłaszczenie Polski przez braci bliźniaków miało przynieść dla kraju same dobre rzeczy. Otóż minęło prawie pół roku, a my jesteśmy na etapie formowania postulatów (nie mylić z realizacją) i to nowych, gdyż te z kampanii wyborczej są tylko obietnicami.

Skłócona władza w poszczególnych partiach dążących do stworzenia koalicji (LPR i PSL), ambiwalentny stosunek części koalicjantów do marszałka Leppera w przypadku objęcia teki wicepremiera to tylko rąbek wiedzy, który my jako przeciętni zjadacze chleba posiadamy.
Zapowiedzi twardych rządów prezydenckich i obietnice włączania się w najważniejsze sprawy w państwie to jest iluzja.

Słynne, 5-minutowe orędzie do Narodu, w którym po godzinnym namyśle powiedział, że nie rozpisze nowych wyborów to jedyne osiągnięcie w 4-miesięcznej kadencji.
Coś tu, panowie, nie jest tak.

Energiczny, twardy z zasadami pan premier występuje wszędzie gdzie się tylko da, ale nie na Radzie Ministrów. Najczęściej to chyba na uroczystościach kościelnych (a może tak trzeba), bo staropolskie przysłowie mówi: "jak trwoga to do Boga".

Za najważniejsze sprawy, które zostały załatwione przez tą władzę musimy uznać (oprócz "becikowego") wymianę kadr we wszystkich resortach i to bardzo głębokich wymianach oraz zmiany w radach nadzorczych czy też agencjach rządowych.
Przykre w tym wszystkim jest to, że wszystkie te decyzje pociągają za sobą wzrost kosztów. I prawdą jest, że za zmianami opcji politycznych idą zmiany kadrowe, ale po co aż do personelu technicznego.

Również otwarcie trzeba powiedzieć, że za partią Prawa i Sprawiedliwości nie stoją żadne zasoby kadrowe i często na najwyższych stanowiskach w resortach nie stoją ludzie, którzy byliby przygotowani nie do objęcia, ale sprawowania funkcji państwowych.
Zanim ukaże się mój felieton być może będziemy już mieć nową koalicję ze sprawnym, ale na pewno zreformowanym rządem i jak dobrze pójdzie to za kolejne pół roku zastanowimy się, kogo jeszcze w tej palecie władz nie widzieliśmy.
Ale nie ma się bardzo czym przejmować. Idzie wiosna!

Kazimierz Semik

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.