NARESZCIE WIOSNA
W końcu doczekaliśmy się prawdziwej wiosny po okropnej i długiej zimie.
W poprzednim felietonie "znęcałem" się nad tematem dróg publicznych,
a właściwie to nad ich stanem.
I co się okazało? Walce, rajzery, otaczarki ruszyły na drogi. I to jest pozytywny
objaw, że zarządcy dróg przestali drzemać i zaczęli coś robić.
Tylko jest pytanie, z jakim skutkiem. Jest takie stare powiedzenie, "że
robić po to żeby robić to lepiej nic nie robić". Do czego zmierzam? Dosyć
dużo jeżdżę po żywieckich drogach i widzę tę "robotę". Ludzie, którzy
choć trochę znają się na tym, jednoznacznie stwierdzają, że łatanie dziur w drogach
jest robione wyjątkowo niestarannie i może być taka sytuacja na niektórych odcinkach,
że jak się połata dziury na odcinku około 5 km to kończąc łatanie należy zawrócić
sprzęt i zaczynać od nowa.
Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że tonażowe obciążanie
jezdni jest bardzo duże, a podkłady pod drogami są z okresu lat 70-tych. Stąd
też jezdnie
się łamią,
wylatują dziury i klejenie ich to czysta strata pieniędzy podatników, czyli
nas wszystkich.
Poproszono mnie o interwencję, czyli o napisanie fragmentu felietonu o drodze
chyba krajowej, a nawet międzynarodowej, na odcinku z Milówki przez Kamesznicę
do Szarego w kierunku granicy do Zwardonia.
Od paru miesięcy przejeżdżam ten odcinek przynajmniej dwa razy w tygodniu.
I co, most w Milówce, a właściwie pół tego mostu to są kpiny. Wprawdzie ktoś
wymyślił
sygnalizację świetlną, ale to jest półśrodek, zaś droga w kierunku, o którym
pisałem jest gorsza od niejednej polnej drogi do ugoru.
Mydlenie oczu o tym, że buduje się nową "ekspresówkę" z potężnym wiaduktem
to jest tylko lekceważenie kierowców i wstyd dla mieszkańców Żywiecczyzny. Sprzęt,
który pracuje przy "ekspresówce" to ogromne pojazdy, które tą drogę
fizycznie kończą.
I to naprawdę użytkowników niewiele obchodzi czy to jest odcinek drogi powiatowej,
wojewódzkiej, krajowej czy międzynarodowej, ale jest na terenie gminy Milówka
i nie ma się co dziwić, gdyż podatki wpłaca się w gminie albo w Urzędzie Skarbowym
w Żywcu, a nie w Katowicach czy Warszawie.
Jeśli znalazły się pieniądze na budowę "ekspresówki" i to sądząc po
rozmachu robót niemałe pieniądze, to czyż nie można zrobić, choć prowizorycznego
odcinka, gdyż nawet jak pójdzie nowa droga to i tak mieszkańcy Kamesznicy czy
Szarego do swoich domów muszą dojechać.
Z kolei, aby tak do końca na wszystko nie narzekać, byłem dumny, gdy Słowacy
przeklinali nasze drogi nie chcąc świadczyć na terenie polskim żadnych usług
transportowych z powodów, o których wyżej pisałem, za to z zazdrością mówili
o naszych obejściach gospodarskich, rabatach, chodnikach przydomowych czy uporządkowanych
sadach z naprawdę pięknymi kolorowymi płotami i zadbanymi tynkami. A więc to
mi nasuwa pewną refleksję, czyli że tam gdzie chodzi o własność prywatną mieszkańcy
stają na głowie, aby być lepszym od sąsiada, co w całości wsi czy gminy daje
bardzo pozytywny obraz. A przecież utrzymanie posesji to prywatne środki pieniężne
osób fizycznych, którzy wstydzą się, że przejeżdżające obok ich posesji samochody
widzą
z jednej i drugiej strony drogi ładnie utrzymane domy, a pod nogami na drogach
łata na łacie i to jeszcze ta nowa łata często jest dziurawa.
A więc coś tu nie jest tak.
SAMO-PIS ALBO
JESZCZE COŚ WIĘCEJ
Nie byłbym sobą gdybym nie przyczepił się do nośnego, ale wiosennego problemu,
któremu na imię koalicja. Czytając prasę, słuchając radia czy wreszcie oglądając
w telewizji tzw. "gadające głowy" zaczyna mnie pomału mdlić.
Zawłaszczenie Polski przez braci bliźniaków miało przynieść dla kraju same
dobre rzeczy. Otóż minęło prawie pół roku, a my jesteśmy na etapie formowania
postulatów (nie mylić z realizacją) i to nowych, gdyż te z kampanii wyborczej
są tylko obietnicami.
Skłócona władza w poszczególnych partiach dążących do stworzenia koalicji (LPR
i PSL), ambiwalentny stosunek części koalicjantów do marszałka Leppera w przypadku
objęcia teki wicepremiera to tylko rąbek wiedzy, który my jako przeciętni zjadacze
chleba posiadamy.
Zapowiedzi twardych rządów prezydenckich i obietnice włączania się w najważniejsze
sprawy w państwie to jest iluzja.
Słynne, 5-minutowe orędzie do Narodu, w którym po godzinnym namyśle powiedział,
że nie rozpisze nowych wyborów to jedyne osiągnięcie w 4-miesięcznej kadencji.
Coś tu, panowie, nie jest tak.
Energiczny, twardy z zasadami pan premier występuje wszędzie gdzie się tylko
da, ale nie na Radzie Ministrów. Najczęściej to chyba na uroczystościach kościelnych
(a może tak trzeba), bo staropolskie przysłowie mówi: "jak trwoga to do
Boga".
Za najważniejsze sprawy, które zostały załatwione przez tą władzę musimy uznać
(oprócz "becikowego") wymianę kadr we wszystkich resortach i to bardzo
głębokich wymianach oraz zmiany w radach nadzorczych czy też agencjach rządowych.
Przykre w tym wszystkim jest to, że wszystkie te decyzje pociągają za sobą
wzrost kosztów. I prawdą jest, że za zmianami opcji politycznych idą zmiany
kadrowe, ale po co aż do personelu technicznego.
Również otwarcie trzeba powiedzieć, że za partią Prawa i Sprawiedliwości nie
stoją żadne zasoby kadrowe i często na najwyższych stanowiskach w resortach
nie stoją ludzie, którzy byliby przygotowani nie do objęcia, ale sprawowania
funkcji państwowych.
Zanim ukaże się mój felieton być może będziemy już mieć nową koalicję ze sprawnym,
ale na pewno zreformowanym rządem i jak dobrze pójdzie to za kolejne pół roku
zastanowimy się, kogo jeszcze w tej palecie władz nie widzieliśmy.
Ale nie ma się bardzo czym przejmować. Idzie wiosna!
Kazimierz Semik