CZAS PRZYPOMNIEĆ OJCÓW DZIEJE
CZERNICHÓW I TRESNA - okupacja i wyzwolenie.
Wiosną 1939 roku w całej Polsce odczuwano zagrożenie wojenne ze strony Niemiec.
Dla obrony południowej granicy Żywiecczyzny wyznaczono dwa bataliony: "Berezwecz" i "Wilejka" Korpusu
Ochrony Pogranicza, skierowane tu 26 marca 1939 roku z granicy wschodniej. Zorganizowano
też batalion Obrony Narodowej "Żywiec" mobilizując żołnierzy rezerwy
obu wsi. Wielu z nich, po klęsce wrześniowej, późną jesienią powróciło do domów.
Niektórzy walczyli aż pod Biłgorajem i Parczewem, a wielu nie wróciło wcale.
Jednym z żołnierzy września 1939 roku był mieszkaniec Tresnej, plutonowy Józef
Sprycha (1904-1982), z-ca d-cy schronu bojowego "Wąwóz" w Węgierskiej
Górce. Lista żołnierzy, którzy zginęli w wyniku II wojny światowej wymaga oddzielnego
opracowania.
Jesienią 1939 roku powiat żywiecki, a zatem i wsie dzisiejszej Gminy Czernichów,
jako część składowa prowincji śląskiej, został włączony do Rzeszy. Policja niemiecka
zajęła najbardziej okazały budynek w Tresnej, jakim była budowana w latach 1934-1935
willa Franciszka Prochota. Niemcy zajęli też szkołę w Czernichowie, a polskie
dzieci uczyły się w budynku starej drewnianej karczmy Wojciecha Klisia. Nauka
odbywała się na dwie zmiany, klasy były łączone, wolno było tylko czytać, pisać
i rachować. Okupant wprowadził surowe nakazy kontyngentowe, ewidencje bydła,
kartki żywnościowe z głodowymi racjami żywnościowymi i wiele zakazów (np.: mielenia
zboża, uboju zwierząt domowych). Latem 1942 roku, z tej części Żywiecczyzny,
wprowadzono masowe wysiedlanie Polaków do Generalnej Guberni, lub na kwatery
do innych domostw. Lepsze domy zajęli osadnicy niemieccy, którym przydzielono
pola wygodne do uprawy. Polacy musieli pracować u osiedlonych Niemców. Kto nie
był koniecznie potrzebny do pracy na miejscu, a zwłaszcza młodzi: samotne kobiety
i mężczyźni, był wysyłany na roboty przymusowe do Niemiec. Tam większość pracowała
na roli, a niektórych zbierano w obozach do pracy w fabrykach i na budowach.
Latem już 14-letni tutejsi chłopcy musieli pasać bydło niemieckie i to nawet
w odległych Pawłowicach. Za sprzeciwianie się okupantowi groziło wywiezienie
do niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu (KL Auschwitz). Tam zginęli: Augustyn
Hankus (brak danych), Władysław Kos (1915-1943), Władysław Wawak (1903-1943)
i Augustyn Zontek (1915-1943) z Czernichowa, oraz Joanna Drewniak (1926-1943),
Stefania Gancarczyk (1925-1943), Jan Sprycha (1907-1942), Stanisław Sypta (1913-1942)
i Władysław Zoń (1901-1942) z Tresnej.
Więźniem hitlerowskiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz (i innych obozów)
był jeszcze jeden mieszkaniec Tresnej, Józef Harężlak urodzony w 1924 roku, posiadający
numer obozowy 05349. Dzięki odporności fizycznej i sile woli doczekał się wolności.
Jest to jeden z niewielu żyjących byłych więźniów
tej okrutnej fabryki śmierci. Warto dodać, że ani jeden mieszkaniec obu wsi nie
wyparł się polskości i nie podpisał "Volkslisty".
Wobec zbliżającego się natarcia radzieckiego, z nakazu Niemców jesienią 1944
roku, mieszkańcy naszych wsi wykonywali okopy strzeleckie i bunkry ogniowe przez
las Cieniowa i przysiółek "Klimczaki" w Tresnej, a nawet w Pietrzykowicach
i Lipowej. Nakaz ten obowiązywał też kobiety. Pierwszymi ofiarami nadchodzącego
frontu była rodzina Kosów w Czernichowie. Dnia 6 lutego 1945 roku w wyniku radzieckiego
ostrzału artyleryjskiego zginęli: Franciszek, Józefa, Władysław Edward i Jan
Kosowie z przysiółka "Nowaki".
Konni zwiadowcy radzieccy od strony Oczkowa dotarli do Tresnej w środę 7 lutego
wieczorem pytając: "Kuda Germaniec?" W tym dniu ok. godz. 19-tej hitlerowcy
wysadzili betonowy most na Sole. Tak się śpieszyli, że czterech z nich wyleciało
w powietrze wraz z mostem. Ocalenie mostu było niemożliwe z powodu trzech hitlerowskich
stanowisk ogniowych na lewym brzegu Soły (U Hankusa, w grabach nad mostem i u
Pawełka). W czasie strzelaniny rankiem 8 lutego w rejonie przysiółka Kremplowie
zginęło jeszcze trzech Niemców, w tym jeden oficer, a także jeden żołnierz radziecki.
Czernichów i Tresna były wolne. Doszło jednak do katastrofalnej pomyłki. Radziecki
obserwator na Jaworzynie pomylił miejscową
ludność z uciekinierami niemieckimi. To spowodowało, że w poniedziałkowe południe
12 lutego, zachodnia część obu wsi (szczególnie "Potok" - okolice dzisiejszej
ul. Roztoki) została ostrzelana pociskami rakietowymi "KATIUSZE" ze
stanowisk ogniowych w Oczkowie i Okrajniku. W rejonie ostrzału domy pozostały
bez szyb i podziurawione odłamkami. Ludność powiadomiona przez przedstawicieli
Armii Krajowej była ukryta w piwnicach. Między czterema domami w przysiółku "Szurkowie" eksplodowały
trzy takie pociski, chyba tylko cudem nikt nie zginął i domy nie spłonęły. Z
resztek silników rakietowych, już
po wojnie, kowale wyrabiali motyki. Z powodu przewlekłych walk o Żywiec, miejscowa
ludność została ewakuowana w bezpieczne miejsca, do Porąbki i Międzybrodzia Bialskiego.
We wsiach stacjonowali żołnierze
korzystający z tego co pozostało po Niemcach i nie tylko. Do własnych domów można
było wracać dopiero w pierwszych dniach kwietnia. Brakowało żywności i paszy,
a zwłaszcza koni do prac polowych.
Wiele opisanych epizodów pozostało w mej pamięci: osadnicy niemieccy, przesiedlenie,
powrót do własnego domu, "KATIUSZE", ucieczka do Porąbki i kolejny
powrót do domu. Przy opracowaniu korzystałem też z informacji rodzinnych oraz
zapisów śp. Jana Prochota, byłego kierownika Szkoły Podstawowej w Czernichowie
i Władysława Prochota z Tresnej, świadka wielu opisanych wydarzeń.
Józef Pszczółka