MOJA DROGA ASFALTOWA...
„...po której jedzie Fiat, a w tym Fiacie siedzi krowa i śpiewa sobie
tak..."
– to były słowa piosenki satyrycznej z lat siedemdziesiątych o podtekście politycznym.
Dzisiaj widać już coraz mniej Fiatów, krów na Żywiecczyźnie też niewiele, a asfaltu
jak na lekarstwo. Za to dziur w asfalcie powierzchniowo więcej niż asfaltu. Zacznę
od swojej miejscowości Lipowej. Droga powiatowa z Żywca do Ostrego przez Pietrzykowice
i Lipową to już naprawdę kuriozum. Można ją porównać tylko do sera szwajcarskiego
z dziurami. Zresztą krąży dowcip na temat różnicy między Polską a Szwajcarią.
Otóż Szwajcarzy mają najlepsze sery z dziurami, a Polacy najgorsze drogi, również
z dziurami.
Wracając do "mojej" drogi, którą przychodzi mi jeździć prawie codziennie,
nie mogę zrozumieć bezsilności, a może bezczynności organów władzy odpowiedzialnych
za jej stan. Próbowałem dowiedzieć się o jej losach, czyli terminie położenia
warstwy asfaltowej, gdyż prymitywne łatanie dziur już naprawdę nie ma sensu,
ale odpowiedziano mi, że nie "weszła do planu" na bieżący rok z powodu
braku środków finansowych.
I mam pytanie do władz powiatu, w których gestii leży ta droga, jak to się ma
do informacji prasowych, że Polska jest jednym z ostatnich krajów w zakresie
wykorzystania środków pomocowych z Unii Europejskiej?
Jeśli dodać, że droga ta prowadzi do jednego z najładniejszych zakątków Żywiecczyzny,
czyli w okolice Zimnika, gdzie przy wjeździe stoi jeden z najnowocześniejszych
hoteli "Zimnik", to mamy obraz staranności władzy o popularyzację i
promocję tegoż regionu. Stąd moje pytanie: czy to jest bezsilność czy bezczynność
osób odpowiedzialnych za drogi?
Składanie winy na nietypową czy ostrą zimę to stary slogan. Od powstania świata
wiadomo jest, że w tym regionie są zawsze cztery pory roku, czyli wiosna, lato,
jesień i zima.
Dlatego, Panowie z Urzędów, Zarządów i innych instytucji odpowiedzialni za stan
dróg, ruszcie swoje cztery litery i oderwijcie się od biurek, zobaczcie, czym
zawiadujecie i szukajcie pieniędzy,
bo wykonawcy na pewno się znajdą.
Przykład wspomnianej wyżej drogi to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie lepiej
jest też w innych gminach, chociaż nie wszystkich i nie lepiej jest w Żywcu,
szczególnie na bocznych ulicach, a w niektórych miejscach na przelotowych też.
Ten stan "klęski drogowej" to wynik z jednej strony wzrostu ilości
i ciężkości pojazdów, ale z drugiej strony wraz ze wzrostem opłat na cele drogowe
zawartych w opłatach bezpośrednich oraz w cenie
paliwa czy też winiet, wydatki na drogi są coraz mniejsze.
Szczególnie idiotyczne jest to, że w gminach buduje się drogi do pól, z których
coraz rzadziej korzystają ich użytkownicy, a po drogach głównych jedzie się jak
po oraczysku.
Panowie samorządowcy, wybory blisko i o ile cztery lata temu właśnie przed wyborami
samorzadowymi nastąpił boom inwestycyjny na drogach, o tyle w tym roku może być
już z uwagi na aurę za późno. A wtedy
możecie obudzić się "z ręką w nocniku". Elektorat jest pamiętliwy.
A TERAZ Z INNEJ BECZKI
Dotarł do naszej Redakcji na ręce jej Naczelnego list sygnowany w imieniu mieszkańców
Żywca. Choć to anonim to jednak jego treść wskazuje, że autor bądź autorzy
wykazują się troską o sprawy miasta.
Dlatego też odstępujemy od zasady nie ustosunkowywania się do tego typu listów
i pozwolę sobie jego obszerne fragmenty zacytować i skomentować.
Autor (autorzy) piszą „...Zastanawiającym jest dla nas fakt bliskości i zażyłości
stosunków p. Redaktora (mnie K.S.) z Burmistrzem p. Antonim Szlagorem." I
tutaj mam wątpliwości czy to jest komplement czy przytyk.
W swej praktyce dziennikarskiej pisząc felietony staram się być obiektywny,
choć moje poglądy czasami zbieżne z poglądami organów władzy nie zawsze mogą
podobać się wszystkim Czytelnikom. A to, że nigdy nie byłem i nie będę "podnóżkiem" dla
władzy obojętnie jakiej orientacji to ci co mnie znają dobrze wiedzą.
W dalszej części listu czytamy „...Każde wydanie dwutygodnika obejmowało ciekawostki
i faktyczne zdarzenia ujęte przez Pana w formie artykułu "Prosto z mostu".
Dlaczego Pan omija tematy np. skandalicznych dróg w mieście przy równoczesnym
luksusowym wyposażeniu biur magistratu i całej tej skali inwestycyjnej przepełnionej
i pachnącej marnotrawstwem publicznych pieniędzy." I tu w tym fragmencie
na początku laurka, a dalej pretensje.
Przyznam szczerze, że nie miałem ani zaszczytu ani potrzeby być w nowym magistracie,
ale obiecuję sobie, że będę, gdyż z tym miejscem związany byłem zawodowo przez
4 lata. Swoje refleksje przekażę, choć jeżdżąc po Europie bywałem również w
paru magistratach i stwierdzam, że
były to jedne z najbardziej okazałych budowli w miastach.
Kolejny fragment listu dotyczy planu budowy parkingu podziemnego pod rynkiem
żywieckim. Czytamy w liście „...To diabelski i poroniony pomysł, który mógł
się zrodzić w Burmistrza głowie - na tyle go tylko stać!
Jeżeli Burmistrz już faktycznie ma tak mało miejsca na parkowanie to owszem,
niech buduje parking nawet 10-piętrowy przy ul. Zielonej - taką odległość Burmistrz
chyba będzie w stanie przejść swoimi drobnymi nóżkami, ale na rujnowanie rynku
w żadnym przypadku zgody nie będzie."
W zakończeniu czytamy „...Czekamy na artykuły podane przez p. Redaktora i na
odsłonięcie prawdziwych kulis tego pomysłu, jak również na ukazanie całej prawdy
dotyczącej całości rządów Burmistrza."
I tu mam dylemat. Trudno się ustosunkować do tych informacji, gdyż może to
być "kaczka", niemniej jednak takie przedsięwzięcia jak nawet częściowa
zmiana funkcji rynku musi być przedmiotem ogólnomiejskiej konsultacji, gdyż
rynek w odróżnieniu od innych fragmentów zabudowy miasta jest własnością żywczaków.
Natomiast pomysł z budową piętrowego parkingu podoba mi się. Bo to i dobra
lokalizacja i bardzo dużo miejsca.
Na koniec chciałem wyjaśnić autorowi (autorom) listu, że żaden dziennikarz
nie jest upoważniony do oceny organu administracji, gdyż od tego są konstytucyjne
organy, czyli rady gmin, a w sprawach finansowych Regionalne Izby Obrachunkowe,
zaś naszą rolą jest inspirować ich do działania, a także wytykać zauważone
nieprawidłowości, w czym się w swoich felietonach specjalizuję. Dziękuję za
list i zapraszam Czytelników do współpracy.
Kazimierz Semik