Azaliawypoczynek Projektowanie stron wwwweb design Serwis ŻywiecczyznyŻywiec Salon fordford Nieruchomościnieruchomości SONnieruchomosci Beskidywakacje wczasy Eurofiranyfirany zasłonydekoracje Projektowanie stron internetowychprezentacje multimedialne

Nad Sołą i Koszarawą - nr 8 (183) - rok IX - 15 kwiecień 2006

  |poprzedni artykuł|  | |spis treści|  | archiwum|   | strona główna|   | następny artykuł|


 
Prosto z mostu

MOJA DROGA ASFALTOWA...

„...po której jedzie Fiat, a w tym Fiacie siedzi krowa i śpiewa sobie tak..."
– to były słowa piosenki satyrycznej z lat siedemdziesiątych o podtekście politycznym.


Dzisiaj widać już coraz mniej Fiatów, krów na Żywiecczyźnie też niewiele, a asfaltu jak na lekarstwo. Za to dziur w asfalcie powierzchniowo więcej niż asfaltu. Zacznę od swojej miejscowości Lipowej. Droga powiatowa z Żywca do Ostrego przez Pietrzykowice i Lipową to już naprawdę kuriozum. Można ją porównać tylko do sera szwajcarskiego z dziurami. Zresztą krąży dowcip na temat różnicy między Polską a Szwajcarią.

Otóż Szwajcarzy mają najlepsze sery z dziurami, a Polacy najgorsze drogi, również z dziurami.

Wracając do "mojej" drogi, którą przychodzi mi jeździć prawie codziennie, nie mogę zrozumieć bezsilności, a może bezczynności organów władzy odpowiedzialnych za jej stan. Próbowałem dowiedzieć się o jej losach, czyli terminie położenia warstwy asfaltowej, gdyż prymitywne łatanie dziur już naprawdę nie ma sensu, ale odpowiedziano mi, że nie "weszła do planu" na bieżący rok z powodu braku środków finansowych.

I mam pytanie do władz powiatu, w których gestii leży ta droga, jak to się ma do informacji prasowych, że Polska jest jednym z ostatnich krajów w zakresie wykorzystania środków pomocowych z Unii Europejskiej?

Jeśli dodać, że droga ta prowadzi do jednego z najładniejszych zakątków Żywiecczyzny, czyli w okolice Zimnika, gdzie przy wjeździe stoi jeden z najnowocześniejszych hoteli "Zimnik", to mamy obraz staranności władzy o popularyzację i promocję tegoż regionu. Stąd moje pytanie: czy to jest bezsilność czy bezczynność osób odpowiedzialnych za drogi?

Składanie winy na nietypową czy ostrą zimę to stary slogan. Od powstania świata wiadomo jest, że w tym regionie są zawsze cztery pory roku, czyli wiosna, lato, jesień i zima.

Dlatego, Panowie z Urzędów, Zarządów i innych instytucji odpowiedzialni za stan dróg, ruszcie swoje cztery litery i oderwijcie się od biurek, zobaczcie, czym zawiadujecie i szukajcie pieniędzy, bo wykonawcy na pewno się znajdą.

Przykład wspomnianej wyżej drogi to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie lepiej jest też w innych gminach, chociaż nie wszystkich i nie lepiej jest w Żywcu, szczególnie na bocznych ulicach, a w niektórych miejscach na przelotowych też.

Ten stan "klęski drogowej" to wynik z jednej strony wzrostu ilości i ciężkości pojazdów, ale z drugiej strony wraz ze wzrostem opłat na cele drogowe zawartych w opłatach bezpośrednich oraz w cenie paliwa czy też winiet, wydatki na drogi są coraz mniejsze.

Szczególnie idiotyczne jest to, że w gminach buduje się drogi do pól, z których coraz rzadziej korzystają ich użytkownicy, a po drogach głównych jedzie się jak po oraczysku.

Panowie samorządowcy, wybory blisko i o ile cztery lata temu właśnie przed wyborami samorzadowymi nastąpił boom inwestycyjny na drogach, o tyle w tym roku może być już z uwagi na aurę za późno. A wtedy możecie obudzić się "z ręką w nocniku". Elektorat jest pamiętliwy.

A TERAZ Z INNEJ BECZKI

Dotarł do naszej Redakcji na ręce jej Naczelnego list sygnowany w imieniu mieszkańców Żywca. Choć to anonim to jednak jego treść wskazuje, że autor bądź autorzy wykazują się troską o sprawy miasta.

Dlatego też odstępujemy od zasady nie ustosunkowywania się do tego typu listów i pozwolę sobie jego obszerne fragmenty zacytować i skomentować.

Autor (autorzy) piszą „...Zastanawiającym jest dla nas fakt bliskości i zażyłości stosunków p. Redaktora (mnie K.S.) z Burmistrzem p. Antonim Szlagorem." I tutaj mam wątpliwości czy to jest komplement czy przytyk.

W swej praktyce dziennikarskiej pisząc felietony staram się być obiektywny, choć moje poglądy czasami zbieżne z poglądami organów władzy nie zawsze mogą podobać się wszystkim Czytelnikom. A to, że nigdy nie byłem i nie będę "podnóżkiem" dla władzy obojętnie jakiej orientacji to ci co mnie znają dobrze wiedzą.

W dalszej części listu czytamy „...Każde wydanie dwutygodnika obejmowało ciekawostki i faktyczne zdarzenia ujęte przez Pana w formie artykułu "Prosto z mostu". Dlaczego Pan omija tematy np. skandalicznych dróg w mieście przy równoczesnym luksusowym wyposażeniu biur magistratu i całej tej skali inwestycyjnej przepełnionej i pachnącej marnotrawstwem publicznych pieniędzy." I tu w tym fragmencie na początku laurka, a dalej pretensje.

Przyznam szczerze, że nie miałem ani zaszczytu ani potrzeby być w nowym magistracie, ale obiecuję sobie, że będę, gdyż z tym miejscem związany byłem zawodowo przez 4 lata. Swoje refleksje przekażę, choć jeżdżąc po Europie bywałem również w paru magistratach i stwierdzam, że były to jedne z najbardziej okazałych budowli w miastach.

Kolejny fragment listu dotyczy planu budowy parkingu podziemnego pod rynkiem żywieckim. Czytamy w liście „...To diabelski i poroniony pomysł, który mógł się zrodzić w Burmistrza głowie - na tyle go tylko stać!

Jeżeli Burmistrz już faktycznie ma tak mało miejsca na parkowanie to owszem, niech buduje parking nawet 10-piętrowy przy ul. Zielonej - taką odległość Burmistrz chyba będzie w stanie przejść swoimi drobnymi nóżkami, ale na rujnowanie rynku w żadnym przypadku zgody nie będzie."

W zakończeniu czytamy „...Czekamy na artykuły podane przez p. Redaktora i na odsłonięcie prawdziwych kulis tego pomysłu, jak również na ukazanie całej prawdy dotyczącej całości rządów Burmistrza."

I tu mam dylemat. Trudno się ustosunkować do tych informacji, gdyż może to być "kaczka", niemniej jednak takie przedsięwzięcia jak nawet częściowa zmiana funkcji rynku musi być przedmiotem ogólnomiejskiej konsultacji, gdyż rynek w odróżnieniu od innych fragmentów zabudowy miasta jest własnością żywczaków. Natomiast pomysł z budową piętrowego parkingu podoba mi się. Bo to i dobra lokalizacja i bardzo dużo miejsca.

Na koniec chciałem wyjaśnić autorowi (autorom) listu, że żaden dziennikarz nie jest upoważniony do oceny organu administracji, gdyż od tego są konstytucyjne organy, czyli rady gmin, a w sprawach finansowych Regionalne Izby Obrachunkowe, zaś naszą rolą jest inspirować ich do działania, a także wytykać zauważone nieprawidłowości, w czym się w swoich felietonach specjalizuję. Dziękuję za list i zapraszam Czytelników do współpracy.

Kazimierz Semik


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.