POŻEGNANIE ZIMY
To był piękny, słoneczny, ale chyba ostatni w tym sezonie, naprawdę zimowy dzień.
I tyko trzy, ale bardzo intensywne kolory - biel śniegu, ciemna zieleń świerków
i błękit nieba. Błękit ponad nami, a tam, u góry także wokół nas. I szeroka przestrzeń,
oglądana na pożegnanie zimy najpierw na Hali Miziowej, potem na Patelni, na Kopie,
wreszcie na kopule szczytowej ośnieżonego Pilska. Ale po kolei. Najpierw dwa
kolejne orczyki z Kamiennej w Korbielowie, trawers od Soliska w kierunku masywu
Pilska, szybki zjazd do Szczawin i długi wyjazd na Halę Miziową. Wyjazd białym,
śniegowym korytarzem,
po bokach ciemna zieleń, to świerki. Jasna, rozległa Hala Miziowa i wreszcie
wyjazd na kopułę Pilska. Traci się zielony kolor świerków. Zostaje biel śniegu
i błękit nieba. Przed nami ogromna przestrzeń, świat oglądany jakby z lotu ptaka.
Prawie pod nami Patelnia i Miziowa, dalej Górowa, Malorka, hen daleko dolina
Koszarawy i Żywiec pomiędzy Łyską a Grójcem. Szerokie, dobrze przygotowane
trasy kuszą do szybkiego zjazdu. To jakby dziecięca radość życia, szybsze tętno
krwi i chwila namysłu, czy wprost na Miziową, czy najpierw na Kopę albo Patelnię?
Więc najpierw na Miziową. Narty szybko mkną po zlodowaciałym i poszatkowanym
przez ratraki śniegu, za każdym skrętem za narciarzem ciągnie się smuga pyłu
śnieżnego, jak warkocz komety. Stajemy do krótkiej kolejki, jazda do góry i ponowny
zjazd przez Kopę, aby z bliska z niej zobaczyć Romankę i domki Sopotni. Błyszczący
w słońcu ośnieżony szczyt Pilska kusi i nie daje spokoju. A więc na Miziową i
wyjazd do góry. Kolejny zjazd nam tutaj nie ucieknie, niech będzie na deser.
Idziemy stromo w górę, ponad górną stację wyciągu. Trochę ciężko z nartami, więc
zostawiamy je w śniegu. Z kijkami w rękach idziemy stromym zboczem do góry, narciarskimi
butami wykuwając w zmrożonym śniegu stopnie, by nie zsunąć się w dół. Po prawej
stronie strome zbocze słowackiej Bystrej Doliny. Podejście nieco łagodnieje,
ale wzmaga się wiatr, a twarz piecze od słońca, bo to już prawie koniec marca.
Wiatr porywa drobny śnieg i chwilami pędzi cała kurniawa pyłu śnieżnego. Po prawej
stronie coraz głębsza słowacka Bystra Dolina. Jej górne, strome zbocze jest dobrze
widziane od strony Kotliny Żywieckiej. Od lewej, łagodniejszej strony dochodzi
piękny, letni szlak od Miziowej. Dochodzimy do polskiego szczytu. Wiatr coraz
mocniejszy. Tutaj już tylko biel śniegu pod nami, nad nami i wokół nas błękit
nieba. Wokół, bo będąc powyżej sąsiednich gór i patrząc poziomo, widzimy tylko
błękitne niebo. Gdzieś tam, pod śniegiem, czeka wiosny przygnieciona kosodrzewina.
Idziemy dalej, a wrażenia to jakby wędrówka po pustyniach śniegowych Antarktydy.
Powrót do rzeczywistości, to ukazujące się przed nami szerokie pasmo Tatr. I
jak tu nie iść dalej? Wreszcie szczyt Pilska. Mały kopczyk
kamienny, obłożony zlodowaciałym śniegiem, obok drewniany krzyż z przedziwną
formą śniegową, jakby twarz ludzka zwrócona w stronę Polski? Dalej, na południe
już łagodne polany, błyszczący w słońcu śnieg,
w oddali orawskie wioski - Mutne, Orawskie Yesele i inne. I Tatry-Bielskie, Wysokie,
Zachodnie. Odnajdujemy charakterystyczny szczyt Świnnicy na horyzoncie grani
i ciemne ściany Giewontu na tle szczytów Orlej Perci.
W głębi Tatry Niżne z Chopokiem, daleko we mgle Wielka Fatra i całkiem blisko
Mała Fatra. Robimy kilka zdjęć i powrót - do zobaczenia w lecie - mówimy na pożegnanie.
Zejście po śniegu do nart, ostrożnie, by nie zjechać zbyt szybko i nie tam, gdzie
chcemy. Wreszcie odszukane narty nas jakby uskrzydlają. Zjazd, to szybki pęd
z szumem wiatru w uszach, to chwila odpoczynku dla złapania oddechu i gorąca
herbata w szałasie na Miziowej. Czeka tutaj na nas Grzesiek. Razem wyjeżdżamy
na Kopę i przez Patelnię, skrajem Miziowej, zaczyna się długi zjazd. Najpierw
kręcąc po kolejnych polanach, później "na krechę" do szerokiej, nasłonecznionej
polany Buczynka. Tutaj ostatnie spojrzenie na Tatry, potem już Kamienna w Korbielowie.
Do następnej zimy, Pilsko!
Witold i Marcin Ryczkiewicz